Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Bitwa pod Warką 1656. Pierwsze wielkie zwycięstwo Polaków ze Szwedami w czasie Potopu

Czarniecki pod Warką na obrazie Juliusza Kossaka.

fot.domena publiczna Czarniecki pod Warką na obrazie Juliusza Kossaka.

W 1655 roku Szwedzi zajęli niemal całą Koronę. Kolejne próby zahamowania Potopu kończyły się porażką, a wyczekiwane zwycięstwo w otwartym polu nie nadchodziło. Nadzieja pojawiła się dopiero, gdy król Jan Kazimierz wrócił do kraju, a Stefan Czarniecki przyprowadził mu dziesiątki nowych chorągwi.

Wiosną 1656 roku król Szwecji Karol X Gustaw został uwięziony przez siły koronne w widłach Wisły i Sanu. Blokowały go siły trzykrotnie przewyższające jego korpus liczący niecałe sześć tysięcy ludzi.

Już wcześniej monarcha polecił swojemu bratu Adolfowi Janowi wysłać pod Sandomierz posiłki pod komendą Fryderyka, margrabiego badeńskiego. Korpus wymaszerował z Warszawy 27 marca. Posuwał się wolno lewym brzegiem Wisły, tocząc drobne potyczki z okolicznymi oddziałami chłopów w Puszczy Radomskiej.

Siły margrabiego

Korpus margrabiego obejmował 60 kompanii rajtarii, czyli uzbrojonej w broń palną kawalerii, i 18 kompanii dragonów – przemieszczającej się konno piechoty. Razem, odliczając ślepe porcje tych jednostek, przeznaczone na utrzymanie kadry oficerskiej i podoficerskiej, były to siły nieprzekraczające dwóch i pół tysiąca ludzi, pozbawionych na dodatek wsparcia artyleryjskiego. Co gorsza, większość z nich była zaciągnięta niedawno na terenie Pomorza Zachodniego i nie brała dotąd udziału w poważniejszych działaniach przeciwko siłom polskim.

Już po wymarszu korpusu ze stolicy Karol X Gustaw zdał sobie sprawę, że zmierzające ku niemu oddziały narażone są na ogromne niebezpieczeństwo ze strony wojsk polskich. Sam nie mógł wyjść im naprzeciw, a bez wsparcia piechoty i artylerii polowej były łakomym kąskiem dla wroga. Dlatego też, kiedy 3 kwietnia margrabia dotarł do Janowca, otrzymał kategoryczny rozkaz powrotu do Warszawy, która miała zostać wzmocniona także przez załogę z Radomia.

Oddziały Czarnieckiego i Lubomirskiego

Tymczasem polscy dowódcy, Stefan Czarniecki i Jerzy Lubomirski, także dowiedzieli się o nadchodzącej odsieczy dla Karola. Wkrótce obaj wodzowie ruszyli w kierunku Janowca. Nad Wisłą pozostawiono oddziały pospolitego ruszenia i chłopstwa, którym zlecono, by pozorowały działania sił regularnych, a nad Sanem Litwinów Pawła Jana Sapiehy. Pod Sandomierzem zostały także tabory wraz z pewną liczbą czeladzi.

Wiosną 1656 roku Karol X Gustaw znalazł się w trudnym położeniu.

fot.Sébastien Bourdon/domena publiczna Wiosną 1656 roku Karol X Gustaw znalazł się w trudnym położeniu.

Łącznie korpus Czarnieckiego i Lubomirskiego dysponował siłą nie większą niż sześć tysięcy jazdy i dragonii. W składzie sił obu regimentarzy znajdowało się też kilka chorągwi husarii. Największa, królewska, dowodzona przez samego Czarnieckiego, liczyła – jak wskazuje stan na drugi kwartał 1656 roku – 199 koni.

Nieco mniejsza, 190-konna była jednostka Lubomirskiego, przekazana pod komendę Andrzejowi Sokolnickiemu. Z kolei oddział wojewody sandomierskiego Władysława Myszkowskiego pod kierownictwem Władysława Wilczkowskiego obejmował 165 koni, a Jana Zamoyskiego, podczaszego koronnego – 137 koni. Wśród pozostałych chorągwi znalazły się głównie te pancerne, lżej uzbrojone wołosko-tatarskie oraz roty dragonii.

Pościg

Polscy wodzowie wyruszyli w kierunku ugrupowania margrabiego wczesnym rankiem 4 kwietnia, w zupełnej ciszy. Tymczasem Fryderyk po otrzymaniu królewskiego rozkazu skierował się do stolicy najkrótszą drogą przez Kozienice i Warkę. Wysłał jednocześnie ordynans do rotmistrza Rittera, aby ten opuścił Radom i wraz z taborami udał się pod drugą z tych miejscowości, gdzie miało nastąpić połączenie obu oddziałów.

Warto zauważyć, że gdyby margrabia mniej dokładnie wykonywał rozkazy swych przełożonych, mógłby uniknąć kontaktu ze ścigającymi go Polakami, a do bitwy w ogóle by nie doszło. Dystans pomiędzy Sandomierzem a Janowcem wynosi bowiem niemal 80 kilometrów. Biorąc pod uwagę zły stan dróg w okresie wiosennym i zaczynające się roztopy, dawało to dowódcy szwedzkiemu istotną przewagę. Nie spieszył się on jednak zbytnio. Margrabia wiedział, że Ritter obciążony jest bagażami – niektóre relacje wspominają nawet o tysiącu wozów! – i maszerował powoli. Sam zresztą ciągnął ze sobą spory tabor.

W efekcie, podczas gdy siły polskie rankiem 6 kwietnia dotarły pod Zwoleń, margrabia nadal tkwił nad Pilicą. Czarniecki, który poruszał się w awangardzie, podjął decyzję o dalszej pogoni za Szwedami. Wiedząc od miejscowej ludności, że na tyłach sił szwedzkich znajduje się słaby oddział złożony z rajtarii i dragonii pod wodzą rotmistrza Törnskölda, postanowił go dopaść.

Po 30-kilometrowym pościgu nieprzyjacielska jednostka została zaatakowana pod Kozienicami. Polacy rozbili wroga, choć za cenę dużych strat własnych. Polski dowódca po dotarciu do Kozienic zdecydował się na krótki odpoczynek. Czekał na główne siły prowadzone przez Lubomirskiego.

Tymczasem wieści o nadciągającej pogoni, przyniesione przez niedobitków spod Kozienic, dotarły do margrabiego. Znajdował się on mniej więcej 20 kilometrów dalej, pod Ryczywołem. Jeszcze tego samego dnia dotarł do Warki, gdzie nad Pilicą zastał olbrzymi tabor rotmistrza Rittera.

Na czele głównych polskich sił stał Jerzy Sebastian Lubomirski.

fot.Anton Tepplar/domena publiczna Na czele głównych polskich sił stał Jerzy Sebastian Lubomirski.

Nazajutrz, 7 kwietnia, gdy ostatnie bagaże zostały przeprawione, a żołnierze szwedzcy kończyli rozbiórkę mostu, nad Pilicą pojawiły się pierwsze chorągwie Czarnieckiego. Szpica przednia kasztelana kijowskiego w ciągu zaledwie trzech dni pokonała dystans około 170 kilometrów! Szwedzi w tym samym czasie pokonali dystans spod Janowca do Warki, czyli niecałe 100 kilometrów.

Mimo bliskości nieprzyjaciela margrabia nie zmieniał przyjętego planu. Wyruszył z siłami głównymi traktem w kierunku Czerska, pozostawiając straż tylną, a nad Pilicą – drobne posterunki złożone z kilkudziesięciu rajtarów. W sumie dysponował wraz z załogą radomską Rittera około trzytysięcznym korpusem jazdy. Nie sądził, że Polacy tak szybko przedostaną się na drugi brzeg rzeki. Nie mógł się bardziej pomylić.

Decydujące dwie godziny

Oddział złożony ze szlachty sandomierskiej odnalazł bród i po sforsowaniu rzeki rozbito straż szwedzką, umożliwiając przeprawę głównych sił polskich. Obaj dowódcy po przekroczeniu Pilicy na krótkiej naradzie ustalili dalsze działania. Zadaniem Czarnieckiego było zniszczenie obu oddziałów strzegących przeprawy na wzgórzach. Wziął ich z zaskoczenia, obchodząc Warkę. Uderzenie od strony miasteczka wywołało wśród szwedzkich dragonów niemałe zamieszanie – obserwując przeprawę, zupełnie nie spodziewali się ataku z tego kierunku.

Walki nad Pilicą trwały około godziny i dopiero po wycięciu ostatnich Szwedów Czarniecki ruszył za siłami Lubomirskiego. Ten, nie czekając na wynik starcia, ruszył za oddziałami margrabiego. Jego trzy roty husarskie, dowodzone przez Sokolnickiego, Myszkowskiego i Zamoyskiego dopadły pozostający w straży tylnej pułk dragoński Rittera. Rozbiły go w pierwszym uderzeniu.

Fryderyk dopiero wówczas zdał sobie sprawę, że nie uniknie bitwy, i zaczął przygotowywać do niej swój mocno już przetrzebiony korpus. Po rozbiciu Rittera nie posiadał więcej niż dwóch tysięcy ludzi zdolnych do walki. Sformował oddziały w zwartym i głębokim szyku, obawiając się przełamania przez polską husarię. Oparł się o las, a więc strona polska nie mogła go oskrzydlić, wychodząc na jego tyły. Musiała uderzać czołowo. Ponadto wśród drzew ukrył 600 dragonów, którzy ogniem muszkietów mieli odrzucić atakujące polskie chorągwie.

Lubomirski uderzył, nie mogąc się doczekać przybycia oddziałów Czarnieckiego. Do pierwszego natarcia ruszyła husaria: trzy roty wsparte przez dragonię. Jak pisał Wespazjan Kochowski, Szwedzi przyjęli atakujących gęstym ogniem muszkietowym. Polacy wprawdzie zdołali rozerwać szyki szwedzkiej rajtarii, ale ogień spieszonej dragonii zmusił ich do wycofania się na pozycje wyjściowe.

Szwedzi byli kompletnie zaskoczeni tempem w jakim polska kawaleria przekroczyła Pilicę.

fot.Franciszek Smuglewicz/domena publiczna Szwedzi byli kompletnie zaskoczeni tempem w jakim polska kawaleria przekroczyła Pilicę.

Sytuację uratowały dopiero posiłki nadsyłane przez Czarnieckiego. Kiedy jednostki te dołączyły do zgrupowania Lubomirskiego, obaj dowódcy dysponowali siłą od czterech do czterech i pół tysiąca ludzi. Mieli więc co najmniej dwukrotną przewagę nad przeciwnikiem.

Ponowne uderzenie husarii zostało wsparte przez trzy świeżo przybyłe pułki. Rajtaria, zmęczona dotychczasowymi walkami, nie wytrzymała uderzenia i podała tył. Pędzący jeźdźcy tratowali dragonów, uniemożliwiając im prowadzenie ognia do nacierających Polaków. W ten sposób rozstrzygnęły się losy bitwy. Już po chwili zamieniła się ona w długotrwałą pogoń za umykającymi Szwedami.

Na szczęście dla przeciwnika część polskich żołnierzy niemal od razu skupiła swą uwagę na taborach, rozpoczynając ich grabież. Wielu uciekającym uratowało to życie. Zwłaszcza wyższym oficerom, którzy dzięki lepszym koniom mogli umykać jeszcze szybciej.

O tym oraz innych zwycięstwach naszego oręża przeczytasz w naszej najnowszej książce "Polskie triumfy". To idealny prezent dla każdego miłośnika historii. Kup z rabatem w naszej księgarni.

O zwycięstwach naszego oręża przeczytasz w naszej najnowszej książce „Polskie triumfy”. To idealny prezent dla każdego miłośnika historii. Kliknij i kup z rabatem na empik.com.

Po bitwie

Jakie były straty obu stron pod Warką? Szacunki badaczy, zwłaszcza w ocenie bilansu po stronie przegranych, bardzo się od siebie różnią. Znany szwedzki historyk Carlbom zaniżył je nawet do 400 zabitych. Polacy z kolei w celach propagandowych często zawyżali straty Fryderyka, podając nawet liczbę czterech tysięcy poległych.

Żadna z tych liczb nie wydaje się jednak właściwa. Straty Szwedów należy zapewne szacować raczej na mniej więcej półtora tysiąca zabitych i rannych. Do tego w polskie ręce dostało się ponoć 260 jeńców, w tym aż 40 oficerów, a także posłowie siedmiogrodzcy Franciszek Sebesi i Mikołaj Jakub Falvi. Z kolei jeśli chodzi o wojsko polskie, to zginęło najprawdopodobniej około 100 żołnierzy. Tyle samo mogło odnieść rany.

Pod Warką Polacy odnieśli pierwsze duże zwycięstwo nad Szwedami podczas Potopu. Na ilustracji obraz Józefa Brandta "Potyczka ze Szwedami".

fot.domena publiczna Pod Warką Polacy odnieśli pierwsze duże zwycięstwo nad Szwedami podczas Potopu. Na ilustracji obraz Józefa Brandta „Potyczka ze Szwedami”.

W bitwie pod Warką Szwedzi po raz pierwszy w starciu z Polakami w otwartym polu ponieśli tak poważne straty. Zwycięstwo wareckie na pewno było istotne dla odbudowujących swoje morale sił koronnych i miało ogromne znaczenie psychologiczne dla polskich żołnierzy. Pokonali w końcu po raz pierwszy od początku wojny polsko-szwedzkiej niezwyciężoną armię Karola X Gustawa.

Niestety jednocześnie odciągnięcie oddziałów Rzeczpospolitej spod Sandomierza sprawiło, że nie został zrealizowany główny cel kampanii zimowo-wiosennej z 1656 roku. Zakładał on zamknięcie armii Karola X Gustawa w widłach Wisły i Sanu, wygłodzenie jej i zmuszenie do kapitulacji.

***

O sukcesach naszego oręża przeczytacie w książce „Polskie triumfy. 50 chwalebnych bitew z naszej historii”. Dzięki tej bogato ilustrowanej publikacji poznasz starcia, które zmieniły bieg dziejów. Od zwycięskich bojów w czasach Bolesława Chrobrego, po zacięte walki drugiej wojny światowej. Sukcesy, o których każdy Polak powinien pamiętać. Kup już dzisiaj z rabatem na empik.com,

Dowiedz się więcej:

  1. Englund P., Niezwyciężony, t. I, Oficyna Wydawnicza Finna, Gdańsk 2004.
  2. Kersten A., Stefan Czarniecki 1599–1665, Wydawnictwo MON, Warszawa 1963.
  3. Marcinkiewicz K., Stefan Czarniecki w dobie potopuszwedzkiego (Kampania nad Wisłą i Sanem 1655–1656), Kraków 1935.
  4. Nagielski M., Warka 1656, Bellona, Warszawa 2015.
  5. Podhorodecki L., Bitwa pod Warką (7 IV 1656 r.), [w:] Studia i materiały do historii sztuki wojennej, t. II, Wydawnictwo MON, Warszawa 1956.
  6. Skworoda P., Warka-Gniezno 1656, Bellona, Warszawa 2003.
  7. Wimmer J., Materiały do zagadnienia liczebności i organizacji armii koronnej w latach 1655–1660, [w:] Studia i materiały do historii wojskowości, t. IV, Wydawnictwo MON, Warszawa 1958.

Czy wiesz, że ...

… Maurycy Beniowski został cesarzem Madagaskaru? Pomogła w tym… plotka. Pewna stara Malgaszka, która po latach wróciła z niewoli, zaczęła rozpowiadać, że podróżnik jest wnukiem lokalnego władcy, Ramini Larizona. Dzięki tej pogłosce 10 października 1776 roku przywódcy plemion obwołali go Wielkim Ampanskabe, czyli cesarzem.

...w czasie kryzysu lat czterdziestych XVII wieku kolonie złagodziły problemy finansowe Nowej Anglii, wykorzystując wampum, czyli pas wykonany z muszelkowych paciorków, jako legalny środek płatniczy? 

...Pietro Aretino, papieski kronikarz piszący zwykle utwory głęboko religijne, zasłynął jako ojciec literatury pornograficznej? Stało się tak za sprawą jego „Ragionamenti” i „Żywotów kurtyzan”, czyli dialogów opisujących życie kobiet lekkich obyczajów.

...Zawisza Czarny sporą część kariery wojskowej spędził pod obcymi sztandarami? Zaczynał w oddziałach margrabiego Prokopa Luksemburskiego, a potem zaciągnął się na służbę u węgierskiego króla Zygmunta Luksemburskiego.

Komentarze (3)

  1. A... Odpowiedz

    …przeglądam po raz kolejny pięknie wydany Poczet Hetmanów Rzeczypospolitej, cz. II Hetmani Koronni, pod redakcją autora artykułu.
    Tamże jednego ze zwycięzców z pod Warki, Jerzego Sebastiana Lubomirskiego – dla mnie chyba najzdolniejszego wodza w naszej historii, tak „przedstawił” autor niniejszego artykułu: „Niewątpliwie Lubomirski wykazał się dużym talentem jako polityk i wódz…” „…okazał się świetnym organizatorem wysiłku zbrojnego…” „…wzorowo przeprowadzona przezeń kampania cudnowska […] była jedną z najlepiej przygotowanych batalii XVII wieku.”
    Nieco – fakt celowo – wyrwane z kontekstu ale…
    I właśnie…
    Oczywiście wybór tych 50 z wielu „triumfów”, zawsze jest trudny, jednak…
    Istotne znaczenie bitwy pod Warką było raczej propagandowe i co najwyżej taktyczne – w niewielkim stopniu strategiczne. To już – w tej kampanii czasów potopu, bitwa pod Prostkami dawała rzeczywistą możliwość (co prawda niewykorzystaną) znacznego wpływu na losy wojny.
    A przemycony tutaj przeze mnie Cudnów…
    …rzeczywiście był „cudem” – kampanią, która uratowała nas od wydawałoby się pewnej już klęski. Ba, odzyskaliśmy w wyniku ugody znaczną część wydawałoby się na zawsze straconej Ukrainy!
    W skali historycznej dała nam ona m. in. 3 dekady tzw. renesansu wojskowego, była przyczynkiem do ponad 100 letniego (fakt niewykorzystanego) okresu trwania, „dryfowania” osłabionej Rzeczypospolitej…
    Obertyński triumf mogę darować (choć geniusz hetmana Tarnowskiego może tutaj i większy…), ale braku Cudnowa, szczególnie genialnego manewru pod Słobodyszcze…

    Choć, przyznać to muszę, cała książka „Polskie triumfy” bardzo przystępnie – świetnie zilustrowana ! – podana; nawet i dla takich stosunkowo mało „wyrobionych” historycznie…
    Ja przeczytałem z przyjemnością – gratuluję pomysłu.

    • Członek redakcji |Maria Procner Odpowiedz

      Bardzo dziękujemy w imieniu wszystkich autorów, cieszymy się, że publikacja się podobała. Oczywiście niektóre triumfy musiały zostać pominięte, a wybór tych największych zawsze jest dyskusyjny. Dziękujemy za głos w dyskusji i przypomnienie Cudnowa.
      Pozdrawiamy serdecznie

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.