Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Bitwa pod Kłuszynem. Triumf, który otworzył Polakom drogę do zdobycia Moskwy w 1610 roku

Fragment obrazu Szymona Boguszowicza przedstawiającego bitwę pod Kłuszynem w 1610 roku.

fot.domena publiczna Fragment obrazu Szymona Boguszowicza przedstawiającego bitwę pod Kłuszynem w 1610.

Rosyjskiego cara zgubiła nadmierna pewność siebie. 4 lipca 1610 roku miał miażdżącą przewagę nad wrogiem. Ten zdołał go jednak podejść nocą, zaskoczyć niemal we śnie i zepchnąć do defensywy. Jak do tego doszło?

Pierwsze lata XVII stulecia były dla Rosji okresem bezprecedensowego zamętu. Po bezpotomnej śmierci cara Fiodora wygasła panująca od zamierzchłych czasów dynastia Rurykowiczów. Walki o władzę stawały się coraz bardziej zaciekłe, aż wreszcie tron przejął korzystający z pomocy polskich magnatów uzurpator – Dymitr zwany Samozwańcem.

Również i on nie utrzymał się na Kremlu zbyt długo. Pojmano go, brutalnie torturowano, a jego zwłoki poćwiartowano, spalono i wystrzelono z armaty. Rządy przejął prowodyr buntu przeciwko władcy – Wasyl Szujski. Zaraz jednak pojawił się człowiek podający się znów za Dymitra – ponoć cudownie uratowanego od egzekucji… Chaos tylko narastał.

W stronę wojny

Był rok 1608. Poparcie dla cara Wasyla malało. Miasta po kolei przechodziły pod władzę Samozwańca II, wahali się też najżarliwsi zwolennicy Szujskiego. Moskwa była oblężona, a okolice po rzekę Wołgę – grabione. Pomoc przyszła z jedynej możliwej strony. Oto obawiając się wpływów polskich w Rosji Szwedzi, prowadzący do tej pory wojnę z Rosją, zgodzili się na pokój, choć za wysoką cenę.

Umowy szwedzko-rosyjskie uderzały w interesy Rzeczpospolitej i zostały uznane przez polskich panów za wystarczający powód do wojny. Zamiarem Zygmunta III było pokonanie Wasyla Szujskiego i zrzucenie go z tronu. W konsekwencji unii personalnej, którą potem zamierzano zawrzeć, połączona Rzeczpospolita i Moskwa razem miały uderzyć na Szwecję.

W 1609 roku Zygmunt na czele armii podszedł pod Smoleńsk. Rozpoczęło się oblężenie, które zatrzymało armię polską na dwa lata. I wtedy, gdy wydawało się, że cała kampania nie przyniesie pokładanych w niej nadziei, pojawiła się wyraźna propozycja grupy wpływowych bojarów rosyjskich, by na moskiewskim tronie posadzić królewskiego syna Władysława Wazę. I choć w lutym ustalono wstępne warunki porozumienia, sprawy wcale nie ruszyły z miejsca. Mijały miesiące, a król nadal tkwił pod murami Smoleńska.

Zygmunt III Waza wypowiadając wojnę Moskwie liczył na doprowadzenie do polsko-rosyjskiej unii personalnej.

fot.Pieter Soutman/domena publiczna Zygmunt III Waza wypowiadając wojnę Moskwie liczył na doprowadzenie do polsko-rosyjskiej unii personalnej.

Właściwy człowiek na właściwym miejscu

Na przełomie maja i czerwca 1610 roku do zmęczonej oblężeniem armii Rzeczpospolitej dotarły niepomyślne wieści. Padł zajmowany przez Samozwańca Osipow. Pod twierdzę Biała, zdobytą wcześniej przez Polaków z Aleksandrem Gosiewskim na czele, podeszła armia szwedzko-rosyjska pod wodzą generała Everhardta Horna. A prosto ze wschodu ruszył brat cara Dymitr Szujski wspomagany radą przez doświadczonego generała szwedzkiego Jakuba Pontusa de la Gardie.

Król Zygmunt zrozumiał, w jak beznadziejnym położeniu może się znaleźć, jeśli nadal będzie biernie wystawał pod Smoleńskiem. Misję zatrzymania Szujskiego powierzył hetmanowi polnemu koronnemu Stanisławowi Żółkiewskiemu.

Czy wiesz, że ...

...podczas wyboru Karola V na króla niemieckiego w 1519 roku opór elektorów trzeba było pokonać… łapówką, zwaną eufemistycznie „namaszczeniem ręki”? Młody Habsburg wydał na ten cel astronomiczną kwotę ponad 850 tysięcy guldenów.

...sułtan Mehmed II Zdobywca wał się do ataku na Konstantynopol już w wieku 14 lat? Na przeszkodzie tym planom stanął bardziej powściągliwy ojciec. Dopiero po jego śmierci mógł spełnić swoje marzenia o podbojach.

...słynne afrykańskie miasto, słynące z chodników pokrytych złotem, założył lud wyspecjalizowany w handlu niewolnikami? Tuaregowie wzbogacili się, sprzedając swoich współrodaków: najpierw Rzymianom, a następnie Europejczykom, którzy transportowali ich do Nowego Świata.

Komentarze (1)

  1. A... Odpowiedz

    …artykuł „sprawnie” napisany ale…
    Lecz warto by było zaproponować nowsze publikacje w „dowiedz się więcej”.
    Szczególnie R. Sikory, P. Gawrona czy np. choćby A. Przepiórki. A to dlatego, że z Kłuszynem mamy kłopot „nadmiaru”. Problem zbytniego bogactwa źródeł często sprzecznie ze sobą relacjonujących różne aspekty, głównie związane z miejscem (3 różne lokalizacje) oraz przebiegiem, bitwy – ale i wielkością obu armii. To utrudnia też, szczególnie, zsynchronizowanie poszczególnych epizodów starcia. Można się zatem zgodzić z A. Przepiórką, że „Wobec licznych wątpliwości zrekonstruowanie przebiegu bitwy pod Kłuszynem pozostaje nadał w sferze postulatów badawczych.”
    Co do liczebności. Obecnie siły polskie szacuje się najczęściej na ok. 3600 ludzi. Rosyjskie – carskie na 16 tys. (maks. 20 tys.). Siły cudzoziemskie wspierające carskie, pod dowództwem J. de la Gardie i E. Horna, to „zaledwie” 1830 jazdy oraz 1500 piechoty wg najlepszych szacunków.
    Co jeszcze warto dodać?
    A no to, że zaskoczenie Rosjan przez „naszych” się nie udało: „…żołnierze najpierw musieli zająć się rozbieraniem i niszczeniem tych [aż dwa rzędy płotów, nie jeden] przeszkód. Ta wymuszona zwłoka pozwoliła niestety przeciwnikowi przygotować się […] do obrony.”
    Czy była to bitwa niewykorzystana – zaprzepaszczone zwycięstwo?
    Jeśli tak to głównie z winy hetmana. Będąc absolutnym zwycięzcą (bitwa szybko głośną stała się w całej Europie!), mając z czasem w niewoli cara i jego brata – będąc więc panem sytuacji, zgodził się de facto na warunki rosyjskie…
    Negocjował nie jak zwycięzca, a…
    Jego zgoda na przejście królewicza Władysława na prawosławie po koronacji na cara (decyzja rzeczywiście podjęta bez konsultacji z królem?), została odczytana przez bojarów nie jako wyraz roztropności – działania dalekosiężnego – w czasie, polskiej strony, ale po prostu oznaka naszej słabości…
    A jak słusznie zauważył prof. Lulewicz państwo polsko-rosyjskie mogłoby istnieć tylko na zasadzie wyraźnej dominacji jednej ze stron.
    Kłuszyn dał nam na pewno kilkadziesiąt lat bez silnego, stałego naporu rosyjskiego. Gdyby tak pół wieku później Cudnów „zaprzepaszczono” jak Kłuszyn, to może…

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.