Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Timbuktu czyli afrykańskie Eldorado. Czy to było najbogatsze miasto średniowiecznego świata?

Legendy o afrykańskim Eldorado nie dawały Europejczykom spokoju. Zwłaszcza ta o chodnikach pokrytych złotem...

fot.University of Winsconsin/ MaliEmpire Government Legendy o afrykańskim Eldorado nie dawały Europejczykom spokoju. Zwłaszcza ta o chodnikach pokrytych złotem…

Chodniki i domostwa pokryte szczerym złotem. Takie legendy krążyły o mieście założonym przez lud, który bogacił się na sprzedawaniu w niewolę swoich współrodaków. Czy afrykańskie Eldorado naprawdę istniało? A jeśli tak, co doprowadziło do jego upadku?

Na przełomie XI i XII wieku Tuaregowie – lud pustyni, żyjący swobodnie na rozległych obszarach Sahary, na terenach dzisiejszej Algierii, Nigru i Mali – założyli osadę nazwaną Timbuktu. Miejsce było nieprzypadkowe. Wybrali oni lokalizację, gdzie przecinały się szlaki prowadzące w cztery strony Afryki: z północy na południe oraz ze wschodu na zachód i odwrotnie. Jak pisze Charlie English w swoim najnowszym historycznym reportażu „Przemytnicy książek z Timbuktu”, było to także „przecięcie największej gorącej pustyni świata i najdłuższej rzeki Afryki Zachodniej”.

Osada na południowym skrawku Sahary, kilka kilometrów od głównego koryta rzeki Niger, stała się miejscem, w którym zamieszkali tuarescy wojownicy i należący do nich niewolnicy, myśliwi, wolni rybacy oraz rolnicy.

Szybko rozkwitła tu wymiana towarowa. Tak pisał o niej XVII-wieczny kronikarz Es-Sadi:

Początkowo spotykali się tam podróżnicy wędrujący lądem i przybywający rzeką. Mieli tam składy swych dóbr i ziarna. Szybko miejsce to stało się punktem docelowym dla podróżników, którzy powracali tam coraz częściej. Dobra swoje powierzali oni pieczy niewolnicy, którą nazywano Timbuktu. Słowo to oznacza w ich języku „stara”, i od niego to błogosławione miejsce wzięło swoją nazwę.

Współcześni badacze uważają jednak, że nazwa pochodzi raczej od berberyjskich słów „tim” i „buktu”, co oznaczało „miejsce małej wydmy” i związane było z położeniem miasta na niewielkim wzniesieniu.

Przez wieki Timbuktu stanowiło centrum intensywnej wymiany handlowej między Czarną Afryką a islamską Afryką Północną, a za jej pośrednictwem i z Europą. Ze względu na bogactwa i względną niedostępność upowszechnił się mityczny obraz miasta.

fot.Martin Bernatz/ domena publiczna Przez wieki Timbuktu stanowiło centrum intensywnej wymiany handlowej między Czarną Afryką a islamską Afryką Północną, a za jej pośrednictwem i z Europą. Ze względu na bogactwa i względną niedostępność upowszechnił się mityczny obraz miasta.

Lud wyspecjalizowany w handlu ludźmi

W Timbuktu sprzedawano i kupowano sól, wyroby metalowe, ozdoby, konie, daktyle, kość słoniową, złoto, skóry, pachnidła i niewolników. Tuaregowie przywozili te materiały znad Morza Śródziemnego, z krajów Maghrebu. W drugą stronę wędrowało złoto wydobyte w głębi Czarnej Afryki, kości i skóry z upolowanych tam zwierząt oraz schwytani niewolnicy, których łapaniem Tuaregowie zajmowali się zawodowo. Handlowali nimi już z Rzymianami, a w późniejszych czasach brali czynny udział w ich wywozie do Stanów Zjednoczonych. Łapanie ludzi stanowiło jedno z głównych źródeł dochodu mieszkańców Timbuktu.

Do ośrodka zdążały karawany złożone z setek wielbłądów, rzeczne statki przywoziły tony towarów; spotykali się tu w sprawach handlowych Afrykańczycy, Berberowie, Arabowie i nomadzi z pustyni. Afryka arabska stykała się więc tu z Afryką czarną. Dzięki handlowi osada szybko się rozwijała i bogaciła, przekształcając się z czasem w miasto.

Na początku XIV wieku Timbuktu stało się częścią potężnego państwa Mali, a wkrótce potem nastała jego złota era. Muzułmański król Mali Musa I wybudował w nim swój pałac i wielki meczet Dżinguereber z charakterystycznym wysokim minaretem. Miasto to szybko stało się rezydencją przedstawiciela władz lokalnych, stolicą prowincji i siedzibą garnizonu wojskowego. A zarazem jednym z głównych ośrodków średniowiecznego imperium słynącego z bogactwa i hojności jego władców.

Inspiracją do napisania artykułu była najnowsza książka Charlie Englisha "Przemytnicy książek z Timbuktu" (Wydawnictwo Poznańskie 2018), w której przeszłość i teraźniejszość tworzą pełną napięć opowieść o Timbuktu, stolicy bogatego afrykańskiego królestwa.

Inspiracją do napisania artykułu była najnowsza książka Charlie Englisha „Przemytnicy książek z Timbuktu” (Wydawnictwo Poznańskie 2018), w której przeszłość i teraźniejszość tworzą pełną napięć opowieść o Timbuktu, stolicy bogatego afrykańskiego królestwa.

Miasto handlu, rzemiosła i bezpieczeństwa

Kwitnące miasto przyciągało ludzi. Osiedlali się w nim Berberowie, czarni przybysze z centrum Mali, kupcy z Maghrebu, oaz saharyjskich, a nawet Egiptu. Podczas gdy oni organizowali handel, muzułmańscy prawnicy stali na straży przestrzegania skrupulatnych przepisów handlowych.

Państwo Mali, którego Timbuktu stało się częścią, było gwarantem stabilizacji i bezpieczeństwa. Tamtejsi władcy pilnowali spokoju na drogach i zlikwidowali rozboje tak skutecznie, że – jak napisał jeden z podróżników – po imperium można było przemieszczać się bez eskorty. Wyroki wydawane przez sędziów (tzw. kadich) wykonywane były sprawnie, a nadużycia lokalnych władz karano szybko i surowo. Z czasem pojawiła się warstwa rzemieślników wytwarzających produkty dla mieszkańców, okolicznych rolników i na eksport. Timbuktu rozwijało się pod względem demograficznym i gospodarczym.

Mityczne czy rzeczywiste Eldorado?

XV wiek przyniósł pewne pogorszenie sytuacji Timbuktu. Najpierw zostało ono zdobyte przez Tuaregów, którzy odbili je z rąk władców Mali. Nie ingerowali oni jednak zbytnio w jego rozwój. Gorzej stało się, gdy lud ten pokonał Sunni Ali, władca dużego państwa w Afryce Zachodniej noszącego nazwę Songhaj. Prześladował on mieszkańców i ściągał z miasta daninę. Sytuacja wróciła do normy dopiero po śmierci króla i wygaśnięciu walk o schedę.

Wśród Tuaregów, założycieli Timbuktu, obowiązywała zasada matriarchatu. Na ilustracji starożytna królowa ludu, który przez tysiące lat zajmował się łapaniem niewolników i ich handlem z Europejczykami.

fot.Hocine Ziani/ domena publiczna Wśród Tuaregów, założycieli Timbuktu, obowiązywała zasada matriarchatu. Na ilustracji starożytna królowa ludu, który przez tysiące lat zajmował się łapaniem niewolników i ich handlem z Europejczykami.

Dzięki temu w XVI wieku miasto znów osiągnęło szczyt rozwoju. Jak oszacowali badacze, w tym stuleciu w Timbuktu, i przylegających do niego miejscowościach, mogło mieszkać aż 35 tysięcy ludzi (często podawana jest też inna, o wiele większa liczba – 100 tysięcy). W tym czasie w Polsce jedynie Gdańsk miał więcej mieszkańców. Taki oto opis miasta, sporządzony przez podróżnika Leona Afrykańskiego, podaje w swoim najnowszym historycznym reportażu „Przemytnicy książek z Timbuktu” Charlie English:

Wedle opisu Leona Timbuktu było bogatym i czarującym miastem. Choć tamtejsze domy były głównie pokrytymi strzechą lepiankami, w centrum miasta znajdowała się „świątynia z ociosanych kamieni spojonych wapienną zaprawą, wybudowana przez architekta z Beticos [gór w południowej Hiszpanii]… i przez tego samego mistrza murarskiego postawiony wielki pałac, gdzie król przestaje”.

Mieszkańcy miasta cieszyli się „wielkim bogactwem”, zauważał Leon, a miast bitych monet używali czystego złota. Poza utrzymywaniem stałej armii, składającej się z 3000 konnych i dużej liczby piechurów, którzy strzelali zatrutymi strzałami, król Timbuktu posiadał również „wieli skarb w monetach i sztabach złota” – jedna z nich ważyła niemal 600 kilogramów.

Rzeczywiście, w dużych transakcjach i w handlu dalekosiężnym nie używano monet, lecz złota ważonego w tzw. mitkalach, czyli arabskiej mierze wynoszącej 4,72 grama. Szacuje się, że w XIV wieku Timbuktu było najbogatszym miastem na świecie.

Gdy Timbuktu znalazło się w imperium Mali, którym rządził Mansa Musa, stało się ono prawdziwym afrykańskim Eldorado. Jego potęga opierała się na handlu, a sam muzułmański władca zgromadził ponoć dzięki niemu fortunę dziś wartą 400 mld dolarów...

fot.domena publiczna Gdy Timbuktu znalazło się w imperium Mali, którym rządził Mansa Musa, stało się ono prawdziwym afrykańskim Eldorado. Jego potęga opierała się na handlu, a sam muzułmański władca zgromadził ponoć dzięki niemu fortunę dziś wartą 400 mld dolarów…

O jego skarbach krążyły legendy. Mówiono, że chodniki są w nim pokryte szczerym złotem, a jego władcy opływają w luksusy: drogie tkaniny, kosztowności, rasowe konie i niewolników. Popyt na złoto i wysoka jego cena utrzymywały się w krajach basenu Morza Śródziemnego przez całe wieki, a pośredniczące w handlu złotym kruszcem Timbuktu zarabiało coraz więcej.

Jak wielkie było bogactwo tego afrykańskiego miasta zaświadczyć może przekaz jednego z XIV-wiecznych podróżników – Ibn Battuty. Zapisał on mianowicie, że władca Timbuktu – wspomniany wcześniej Musa I – w 1324 roku odbył pielgrzymkę do Mekki w orszaku składającym się z 60 tysięcy żołnierzy i 5 tysięcy niewolników. Muzułmański król wziął ze sobą ponoć tonę złota na… drobne wydatki. Podczas podróży wydał natomiast tyle, że na całe pokolenie obniżył wartość złota w Kairze, wywołując około dwunastoletnią inflację!

Dotrzeć do Timbuktu!

Zacytowane wcześniej XVI-wieczne dzieło podróżnika i geografa Leona pt. Opisanie Afryki zostało przetłumaczone z włoskiego na wiele języków, m.in. na angielski i szybko wywołało falę zainteresowania Afryką oraz samym Timbuktu w całej Europie.

Pogłoski o istnieniu miasta krążyły po Europie od kilkuset lat, o jego bogactwach trąbiono zaś co najmniej od XIV wieku. O ile Cipangu Marco Polo miało by krainą, w której dach królewskiego pałacu zdobią metale szlachetne, o tyle domostwa w Timbuktu były ponoć kryte zlotem. Z misją odnalezienia miasta posyłano dziesiątki odkrywców pisze Charlie English w „Przemytnikach książek z Timbuktu.

Inspiracją do napisania artykułu była najnowsza książka Charlie Englisha "Przemytnicy książek z Timbuktu" (Wydawnictwo Poznańskie 2018), w której przeszłość i teraźniejszość tworzą pełną napięć opowieść o Timbuktu, stolicy bogatego afrykańskiego królestwa.

Inspiracją do napisania artykułu była najnowsza książka Charlie Englisha „Przemytnicy książek z Timbuktu” (Wydawnictwo Poznańskie 2018), w której przeszłość i teraźniejszość tworzą pełną napięć opowieść o Timbuktu, stolicy bogatego afrykańskiego królestwa.

Pierwszym Europejczykiem, któremu udało się dotrzeć do miasta był brytyjski oficer Alexander Gordon Laing. Przybył tam w 1826 roku, ale przypłacił to życiem zabity przez Tuaregów. Tym, któremu udało się odnaleźć miasto i wrócić był Francuz René-Auguste Caillié. Stopniowy upadek Timbuktu rozpoczął się jednak wcześniej – przede wszystkim ze względu na dokonany przez Portugalczyków i Holendrów rozwój handlu morskiego. Uczynił on nieopłacalnym transport towarów drogą lądową przez niegościnną Saharę. Dosłownym gwoździem do trumny prosperity Timbuktu stał się natomiast marokański najazd.

Koniec wielkości

W II połowie XVI wieku sułtan Maroka Ahmed El-Mansur rozpoczął akcję podbojów i poszerzania swego państwa. Jego oddziały ruszyły na południe zajmując kolejne tereny, a w grudniu 1591 roku wkroczyły do Timbuktu.

Miasto zostało zrabowane, a na mieszkańców spadły represje. Do Maroka wysłano wielkie sumy. Według kronik sułtan otrzymał 100 tysięcy mitkali złota, wielu niewolników i inne kosztowności. Nieustannie grabione miasto podupadało. Wybuchały zamieszki i walki wewnętrzne. „Nie była to epoka rozkwitu, nie było ani dobrych zbiorów, ani żywności. Jedyna rzecz, której zupełnie nie brakowało, to nadużycia władzy” – zapisał kronikarz.

W 1893 roku Timbuktu zostało zajęte przez Francję, a dwa lata później włączono je do Sudanu Francuskiego. Zaczęła się epoka francuskiej dominacji. W tym czasie słynne afrykańskie Eldorado było już tylko niewielkim prowincjonalnym miastem, cieniem wspaniałej metropolii sprzed wieków.

Tuaregowie nie znosili nad sobą żadnej zwierzchności. Dlatego wciąż wzniecali kolejne powstania. W 2015 roku pokonali ich islamscy fundamentaliści. Na zdjęciu dżihadyści z Al-Kaidy Islamskiego Maghrebu pod Timbuktu.

fot.Magharebia/ CC BY 2.0 Tuaregowie nie znosili nad sobą żadnej zwierzchności. Dlatego wciąż wzniecali kolejne powstania. W 2015 roku pokonali ich islamscy fundamentaliści. Na zdjęciu dżihadyści z Al-Kaidy Islamskiego Maghrebu pod Timbuktu.

Szmuglerzy książek

Sudan Francuski uzyskał niepodległość w 1960 roku i przyjął nazwę Republika Mali. Lata niepodległości nie były spokojne, bo niepokorni Tuaregowie nieznoszący nad sobą żadnej władzy, co jakiś czas wzniecali kolejne powstanie przeciw władzy centralnej. Najgorsze przyniósł jednak wiek XXI.

W 2015 roku północ kraju zajęli fundamentaliści islamscy, a w Timbuktu urządzili stolicę swojego państwa. Zaczęli niszczyć zabytki i książki. Zapowiedzieli, że w mieście nie ostanie się ani jedna stara budowla. Przywiązani do swej historii mieszkańcy postanowili po kryjomu wywieźć z miasta zabytkowe rękopisy.

Prócz ogromnych bogactw, jakie zgromadziło Timbuktu w czasach średniowiecza, było to również miasto niezwykłe pod względem dorobku intelektualnego. To tu powstało środowisko uczonych tzw. ulemów. Otwierali oni szkoły i przyjmowali uczniów nazywanych talebami. Potrzebne do nauki książki sprowadzano z Kairu, Mekki, Fezu i innych ważnych ośrodków kultury muzułmańskiej. W szkołach, przy meczetach, a także u osób prywatnych powstały duże i cenne biblioteki. Podobno miały liczyć w sumie od 700 tysięcy do 1 miliona woluminów.

Obfitość manuskryptów, jakie znajdowały się w Timbuktu (na zdjęciu) przeszła najśmielsze oczekiwania. Gdyby nie pewni niezwykli bibliotekarze, którzy ocalili je przez dżihadystami, przepadłby niezwykły dorobek cywilizacji.

fot.UNESCO Bureau of Mali / CC BY 3.0-igo Obfitość manuskryptów, jakie znajdowały się w Timbuktu (na zdjęciu) przeszła najśmielsze oczekiwania. Gdyby nie pewni niezwykli bibliotekarze, którzy ocalili je przez dżihadystami, przepadłby niezwykły dorobek cywilizacji.

Ukończenie szkoły wyższej w Timbuktu pozwalało na swobodne podjęcie studiów w Kairze, Aleksandrii, Fezie i Marrakeszu, dokąd najczęściej udawali się studenci. Prawie wszyscy wybitni ulemowie z Timbuktu ukończyli studia w jednym z tych miast. Na opłacenie tych kosztownych wypraw pozwalała im zgromadzona przez tamtejsze szkoły obfitość złota – pisał polski historyk i badacz dziejów Afryki, Michał Tymowski.

Rękopisy, w których zapisana została cywilizacja Timbuktu, po zajęciu kraju przez dżihadystów zaczęto szmuglować, m.in. w metalowych skrzyniach na warzywa i owoce. Dopóki w styczniu 2016 roku wojska francuskie i rządowe nie odbiły miasta – jak relacjonuje Charlie English w swoim reportażu historycznym „Przemytnicy książek z Timbuktuw ciągu trzech miesięcy w 2,4 tysiącach skrzynek wyjechało 285 tysięcy manuskryptów. Ukryto je w prywatnych mieszkaniach w stolicy kraju Bamako, ocalając historię Timbuktu przed zapomnieniem.

Bibliografia:

  1. Henry Barth, Travels and discoveries in North and Central Africa, Harper & Brothers 1859.
  2. Charlie English, Przemytnicy książek z Timbuktu, Wydawnictwo Poznańskie 2018.
  3. Marta Kowalska, Legendarne Timbuktu: Miasto z gliny, które kryje bezcenne manuskrypty, Podróże.Gazeta.pl [dostęp online: 15.03.2018].
  4. Michał Tymowski, Dzieje Timbuktu, Ossolineum 1979.

Pełna napięć opowieść o Timbuktu oraz ludziach, którzy ocalili dorobek cywilizacji przed dżihadystami:

Czy wiesz, że ...

...za konstrukcję wodociągu między podnóżem Wawelu a zamkiem odpowiadał Jan z Dobruszki? Określano go w źródłach mianem ”magister cannalium” czy „rurmistrzem”. Do jego obowiązków należało również utrzymanie wszystkich instalacji kanalizacyjnych w dobrym stanie.

...XVIII-wieczna polska szkoła uczyła młodzież wszystkich negatywnych zachowań szlacheckich, jakie stały się wtedy przekleństwem Rzeczypospolitej? Wychodzili z niej obywatele przekonani o wyjątkowości swojego stanu i przywiązani do zepsutego ustroju państwa. Nie brakowało też fanatyków religijnych.

...by dostać się do zakonu joannitów, trzeba było udowodnić wielowiekową przynależność do stanu szlacheckiego? Od francuskich rycerzy wymagano 8-pokoleniowego rodowodu, a od niemiecki - nawet 16-pokoleniowego! A to wszystko trzeba było udowodnić podczas procesu.

...w noc poślubną Piotr, mąż przyszłej carycy Katarzyny II nie spieszył się do żony, bo w międzyczasie… zamówił kolację. A gdy w końcu zjawił się w komnacie, śmierdzący alkoholem i tytoniem, niemal natychmiast zasnął.

Komentarze (26)

    • Nasz publicysta | Anna Dziadzio Odpowiedz

      Bardzo dziękujemy – w imieniu Autora i Redakcji i tuż po Świętach obiecujemy więcej w tej tematyce. Pozdrawiamy :)

  1. Podróżnik Odpowiedz

    Podobnie było z Koumbi Saleh stolicą imperium Ghany, choć właściwa tubylcza nazwa państwa to Wagadou. Owe miasto założyli Berberowie, a później ulegli asymilacji, ponieważ dynastia panująca w tym państwie stała się czarna. Koumbi Saleh było podzielone na dwie części – dzielnicę kamienną, gdzie dla muzułmanów wzniesiono 12 meczetów i dzielnicę Ghaba gdzie mieszkał wladca wraz z dworem, a budowle wznoszono tam z kamienia i drewna akacjowego. Około 1067 roku animistyczna Ghana przeżywała okres rozkwitu, jednak dziesięć lat później uległa Almorawidom, wojowniczym pustynnym mnichom. Koumbi Saleh zostało zajęte, splądrowane i spalone. Mieszkańcy wymordowani, oszczędzono natomiast dzieci, które wzięto do niewoli.

    • Nasz publicysta | Anna Dziadzio Odpowiedz

      Drogi Podróżniku, bardzo się cieszę, że zapoznał się Pan z poleconym tekstem i postanowił również tu zostawić ciekawy komentarz. Dziękujemy i pozdrawiamy :)

      • Podróżnik Odpowiedz

        Sprecyzuję oczywiście Kumbi Saleh założyli na spółkę Berberowie z ludem Soninke i zostali pochłonięci przez czarną większość. Historia to moja pasja, interesuję się szczególnie odkryciami geograficznymi i ekspansją Portugalczyków i Hiszpanów w Azji, Afryce i obu Amerykach, poza tym cywilizacjami pozaeuropejskimi. Imperia i państwa afrykańskie są o tyle ciekawe, że mało o nich wiemy. Pozdrawiam. :)

        • Nasz publicysta | Anna Dziadzio

          Drogi Podróżniku, bardzo się zatem cieszymy, że znalazł Pan nasz portal, czyta nas i włączył się w dyskusje. Tacy Czytelnicy są dla nas na wagę złota. Również serdecznie pozdrawiamy :)

  2. Podróżnik Odpowiedz

    Schyłek Ghany:

    Imperium po osiągnięciu szczytu swojego rozwoju, zaczęło mieć problemy na początku XI wieku. W 1050 roku wojownicy Soninke zdobyli ważne miasto Audaghust, zostało ono jednak odbite przez państwo Takrur. Do roku 1059 gęstość zaludnienia wokół wiodących miast imperium poważnie przeciążała region podatkami. Sahara rozszerzała się na południe zagrażając rezerwom żywności. Kiedy dochody z handlu były wysokie, import żywności był wystarczający do utrzymania ludności, kiedy handel zaczął się chwiać, system też się załamał. Rosnąca potęga Almorawidów wkrótce doprowadziła do rozpoczęcia dżihadu przeciw Ghanie w roku 1062 pod przywództwem generała Abu Bakra ibn Umara. Almorawidzi walczyli z Imperium Ghany przez pięć lat, zanim po oblężeniu zdołali zdobyć stolicę w roku 1067. W tamtym czasie Ghana mogłaby się bronić armią składającą się z około 200 tys. żołnierzy. Imperium pod przywództwem Ghana Bassi i jego następcy Ghana Tunki Menina przez kolejne dziesięć lat stawiało opór. Ostatecznie w roku 1076 Abu Bakr ibn Umar zdobył Kumbi Salih i położył kres imperium podczas nawracania jego obywateli na islam.

    Generał Abu-Bakr zmarł w roku 1087; Almorawidzi panowali nad resztkami Imperium Ghany, lecz nie trwało to długo. Podzielony region przechodzi ponownie pod rządy Soninke, jednak ze znacznie mniejszą władzą.

    Około roku 1140, fanatycznie antymuzułmańscy ludzie Sosso królestwa Kaniaga zdobyli znaczną część dawnego imperium. Diara Kante przejął kontrolę nad Kumbi Salih w roku 1180 i założył dynastię Diarisso. Jego syn Soumaoro Kante odziedziczył po nim tron w roku 1203 i zmusił ludzi do zapłacenia daniny. Sosso poradzili też sobie z aneksją sąsiedniego stanu ludu Mandingo – Kangaba na południu, gdzie zlokalizowane było ważne złotodajne pole Bure.

    W roku 1230 Kangaba poprowadzili powstanie pod przywództwem księcia Sundiata Keita przeciw rządom Sosso. Ghana Soumaba Cisse, wtedy wasal Sosso zbuntował się z Kangaba i luźną federacją stanów mówiących językami mande. Po porażce Soumaoro w bitwie pod Kiriną w roku 1235, nowi władcy Kumbi Salih stali się trwałymi sprzymierzeńcami Imperium Mali. Kiedy Mali stało się potężniejsze, rola Ghany jako sojusznika zmalała do tego stopnia, że stała się państwem lennym. W roku 1240 przestała być niezależnym królestwem.

  3. Podróżnik Odpowiedz

    Królestwo Beninu:

    Tradycje ludu Bini (Edo) umieszczają początki Beninu w odległej przeszłości. Wedle tradycji lud przybył z Egiptu, wybrał władcę Igodomigodo (Beninu) o imieniu Igodo z tytułem ogiso. Jego syn Ere miał założyć wiele osad i utworzyć stowarzyszenia rzemieślników, rzeźbiarzy w drewnie i kości słoniowej. Miał on wprowadzić wiele elementów do ceremoniału dworskiego, np. tron (ekete). Inne legendy mówią o związku władców z władcami Ife u Jorubów przez pochodzenie obu dynastii.

    Na podstawie tych legend początki tego państwa umieszcza się na około 900 rok i wiąże z wpływami państwa Ife. Trzydziesty pierwszy i zarazem ostatni władca z tej dynastii, zwany Owodo, był władcą słabym. Usunięto go z tronu z powodu licznych klęsk i walk wewnętrznych. Nastał czas bezkrólewia. Po dłuższym czasie dostojnicy poprosili władcę Ife Oduduwę z Jorubów o przysłanie swojego syna do Beninu. Ten wysłał syna Oranmijana, który z miejscową kobietą Erinmwinde miał syna Ewekę.

    Eweka I był pierwszym władcą Beninu z nowej dynastii. Przyjął tytuł królewski oba, który obowiązuje do dziś. Jego panowanie tradycja ustna umieszcza na koniec XII lub początek XIII w. Utworzył on z siedmiu osób dziedziczną radę koronną (uzama nihinron) z przewodniczącym (oliha) na czele. Rada wybierała panującego spośród dwóch najstarszych synów oby. Stolicą państwa zostało miasto Benin (Ile Ibinu), założone przez władcę Ojo ok. 1170 roku.

    Za panowania Ewuare Wielkiego (ok. 1440-1473) przeprowadzono wiele reform mających na celu wzmocnienie władzy centralnej. Do rady koronnej dołączono najstarszego syna władcy z tytułem edaiken. Utworzono radę państwową (eghaevbo nore). Około 1470 r. zmieniono nazwę państwa na Edo. Pod koniec jego panowania doszło do pierwszych kontaktów z Portugalczykami.

    Rozpoczęto politykę imperialną. Prowadzono wiele wojen. Wyprawy kierowane były na wschód do Ibo, na południe, oraz ku zachodowi przeciw Jorubom. Dążono do opanowania wybrzeża, by narzucić zwierzchnictwo nad lokalnymi wodzami celem przejęcia kontroli nad handlem z Europejczykami. Około połowy XVI w. Benin opanował wybrzeże, aż po Lagos. Na początku XVI w. ustalono granicę z państwem Ojo na terenie krainy Ekiti na północnym zachodzie. Ehengbuda (ok. 1578-1606) był ostatnim z wielkich władców-wojowników. Do państwa przyłączył wiele miejscowości. W czasie podróży do Lagos utonął jako 90-letni stary człowiek.

    Ife było wielkim ośrodkiem sztuki istniejącym już w IX wieku n.e., a przeżywającym swój rozkwit między XII a XV stuleciem. Artyści z Ife udawali się na dwór władcy Beninu i tam pracowali pod jego kontrolą.

    Pałac króla, noszącego tytuł oba był prawdziwym miastem w mieście. Zdobiły go galerie wsparte na drewnianych kolumnach ozdobionych brązowymi płaskorzeźbami. Bramy z rzeźbionego drewna pokryte były cienkimi płytkami z mosiądzu, modelowanymi na płaskorzeźbach. Sale pałacu i jego dach zdobiły głowy i posągi z brązu. Gzymsy wykonano z rzeźbionej kości słoniowej, a nawet całych ciosów. Posążki, stylizowane głowy i płaskorzeźby przedstawiające postaci i sceny historyczne były przeznaczone wyłącznie dla króla. W początkowym okresie dzieła powstałe w Beninie przypominały pierwowzory z Ife. Później pojawiło się wśród nich coraz więcej dzieł oryginalnych: głów z brązu i płaskorzeźb przedstawiających sceny obrzędów z udziałem króla, z życia codziennego, sylwetki portugalskich żołnierzy. Wyroby te charakteryzowało bogactwo stylów.

    Otoczony drewnianym murem Benin, stolica królestwa noszącego tą samą nazwę, zajmował powierzchnię pięciu kilometrów kwadratowych. Miasto przecinały szerokie i proste ulice, wzdłuż których wzniesiono kwadratowe i okrągłe domy z ubitej gliny, pokryte strzechą.

    • Nasz publicysta | Anna Dziadzio Odpowiedz

      Drogi Podróżniku, dziękujemy za dwa rozbudowane komentarze, ale mógłby Pan dodać do czego w tekście mają się one odnosić, albo jaką dyskusję prowokować? Ponieważ wkleja Pan bardzo ciekawe informacje, niemniej – oprócz ogólnej tematyki państw afrykańskich – troszkę bez związku z tekstem czy samą pod nim dyskusją. A główną rolą forum jest właśnie komentowanie samego artykułu i pobudzanie wymiany zdań i poglądów. Z góry dziękujemy zatem za wyjaśnienie i pozdrawiamy :)

  4. Podróżnik Odpowiedz

    Rozumiem, moje komenty luźno wiążą się z tekstem, ale chce właśnie rozbudzić w innych ciekawość do dziejów Afryki przedkolonialnej. To przenieście najwyżej moje komenty do odpowiedniego działu. A ja już będę pisał o różnych ciekawych państwach i imperiach pod odpowiedni adres. :)

    • Nasz publicysta | Anna Dziadzio Odpowiedz

      Panie Podróżniku, ale do jakiego działu? Jeśli chce Pan komentować teksty, to musi Pan to robić pod tekstami, natomiast jeśli chce Pan po prostu dzielić się z innymi ludźmi swoją wiedzą, polecamy robić to na swoim profilu w mediach społecznościowych lub na przykład założyć bloga. Niestety nie mamy działu, w którym czytelnicy mogą pisać tak po prostu. Natomiast publikujemy ciekawe artykuły czytelników, jeśli spełniają nasze wymogi. Po to m.in. powstała nasza skrzynka mailowa: ciekawostki@ciekawostkihistoryczne.pl. Zachęcamy zatem albo do komentowania bezpośrednio artykułów, lub rozpoczęcia własnej kariery autorskiej :)

  5. Podróżnik Odpowiedz

    A jeśli chodzi o kwestię sprowokowania dyskusji. Po to właśnie napisałem o Ghanie i Beninie jako przykład na to, że czarni też potrafili zorganizować potężne i prężnie działające państwa. W czasach przedkolonialnych w Czarnej Afryce znano przynajmniej siedem rodzajów pisma, więc twierdzenie białych kolonizatorów o „totalnym zacofaniu” ludów afrykańskich było jak najbardziej niedorzeczne i kłamliwe. Inną kwestią pozostaje to, że państwa Afryki Subsaharyjskiej nie zdołały oprzeć się wywożeniu niewolników (tutaj kwestia jest bardziej złożona, ponieważ jak wiadomo władcy afrykańscy czerpali z tego procederu ogromne korzyści), potem jednak nastąpiło kolejne zderzenie z Europejczykami. Przy pierwszym Afryka oddała swoich synów i córki, aby wzbogacić handlarzy niewolników, celem drugiej ekspansji było wydarcie Afryce jej bogactw naturalnych, więc siłą należało pozbawić niepodległości ostatnie niezależne państwa.

    Przykład Songhaju, potężnego imperium, którego armia mimo znacznej przewagi liczebnej 12,5 tysiąca konnych i aż 30 tysięcy piechurów, została rozbita przez znacznie mniejszy marokański korpus. Przeważyła lepsza organizacja, uzbrojenie i morale wojsk sułtana. Songhajowie nie znali broni palnej, tylko fanatyczna niewolnicza gwardia Askii Ishaka II zwana suna, pozostała na polu bitwy do końca i została wymordowana przez żołnierzy Dżudera.

    Kolejny przykład stanowi złupienie Kilwy oraz Mombasy przez portugalskiego żeglarza – zdobywcę Francisco de Almeidę w 1505 roku. Był to jak najbardziej pokaz siły i zakomunikowanie reszcie miast – państw suahilskich, aby pokornie uznały zwierzchnictwo króla portugalskiego i płaciły trybut. Być może ludzie ze wschodniego wybrzeża Afryki pierwszy raz zetknęli się z taką gwałtownością i bezwzględnością ze strony Europejczyków. Faktem jest natomiast to, że dzięki niezwykłej ciekawości świata, odwadze, brawurze i pewności siebie Portugalczycy stali się nie tylko panami wschodniego wybrzeża Afryki, ale także całego Oceanu Indyjskiego.

    • Nasz publicysta | Anna Dziadzio Odpowiedz

      Drogi Podróżniku, niestety sam opis danego państwa dyskusji nie sprowokuje. Zdecydowanie bardziej wartościowe są właśnie wpisy, które oprócz faktów zawierają osobistą refleksję komentatora, jak teraz Pan dodał to, o co Panu chodziło. Proszę zawsze zatem zadawać pytanie, na które chce Pan uzyskać od innych czytelników odpowiedź. Pozdrawiamy :)

  6. Podróżnik Odpowiedz

    Pani Anno więc jeśli tylko jest możliwość to proszę udostępnić moje komentarze dla szerszego grona odbiorców. :)

    • Nasz publicysta | Anna Dziadzio Odpowiedz

      Drogi Podróżniku, komentarz niestety nie może zostać opublikowany jako artykuł. Aby Pana teksty dotarły do szerszego grona odbiorców musiałyby powstać. A jak chodzi o komentarze, jak Pan wie, comiesięczne zestawienia prowadzimy i pamiętamy o tym, by wyróżniać naszych Czytelników. Również pozdrawiam :)

    • Nasz publicysta | Anna Dziadzio Odpowiedz

      Drogi Podróżniku, oczywiście że pasują. Chcielibyśmy tylko, aby nie były one czystymi wpisami, ale właśnie komentarzami do tekstu lub wpisów innych czytelników. Wtedy tak ciekawe opinie żyją, a tak niestety nikt nie podejmuje dyskusji z Panem, która jesteśmy pewni jeszcze bardziej pokazałaby Pana wiedzę i dużo wniosła do portalu. Pozdrawiamy serdecznie.

  7. Podróżnik Odpowiedz

    Pani Anno mam swój własny światopogląd i nie wiem czy jest jakikolwiek sens podejmować dyskusję z innymi użytkownikami. Poza tym wiem jakby się to skończyło, bezproduktywnym przekomarzaniem. Moje komentarze nie miały na celu prowokować dyskusji, tylko pokazać, że dzieje Czarnej Afryki są warte bliższego poznania. Napisałbym to na e mail, ale ta forma wydała mi się lepsza, ponieważ dotarła do większej liczy odbiorców. Mimo wszystko proszę skasować wszystkie moje wpisy dotyczące historii państw afrykańskich.

    • Nasz publicysta | Anna Dziadzio Odpowiedz

      Drogi Podróżniku, proszę się na nas nie obrażać… Moja uwaga miała raczej na celu zachęcenie Pana to niezmarnowania takiej ilości wiedzy i dobrego pióra, bo niestety na portalu często tak ciekawe wpisy przechodzą bez echa. Pomyśleliśmy, że może gdyby zawierało się w nich pytanie do innych Czytelników, pobudziłoby to dyskusję i miałby Pan szansę przekazać nam jeszcze więcej wiedzy. Przykro, że odebrał Pan to jako atak. Pozdrawiam serdecznie.

  8. Podróżnik Odpowiedz

    Droga pani Anno, ja się nie obrażam, tylko jeśli moje komenty są niedopasowane do formy dyskusji to nie będę miał z tym problemu jeśli zostaną usunięte. Nie wiem czy jest sens podejmować jakąkolwiek dyskusję z innymi, mi to niepotrzebne. Już nieraz próbowałem podjąć dyskusję i jednoznacznie stwierdzam, że większość ludzi ma klapki na oczach i za bardzo „wyprane” mózgi, aby cokolwiek do nich dotarło. Podam pani tylko jeden przykład. Był taki filmik na you tubie „Proud to be European”, zaraz został zaatakowany na tym „wolnościowym” medium, za rzekome promowanie „rasizmu” i „supermacji białych”. To był tylko zwykły film pokazujący dumę z przynależności do cywilizacji europejskiej, jej tradycji, historii i dziedzictwa. Więc jak? Można chwalić wszystkie cywilizacje tylko nie europejską? Bo to rasizm? Wolne żarty. Polityczna poprawność niektórym już tak zniekształciła światopogląd. Pozdrawiam.

    • Nasz publicysta | Anna Dziadzio Odpowiedz

      Drogi Podróżniku, proszę zatem dalej po prostu dzielić się z nami swoją bogatą wiedzą gdziekolwiek ma Pan ochotę, jeśli nie przeszkadza Panu, że dotrą one głównie do nas. My będziemy czytać te wpisy z ogromną przyjemnością :) Pozdrawiam serdecznie.

  9. Anonim Odpowiedz

    Jest tu jedna nieścisłość. Timbuktu nie pełniło nigdy funkcji stolicy. Stolicą imperium Mali było miasto Niani, natomiast Songhaju Gao.

  10. KI Odpowiedz

    Ciekaw te komentarze Podróżnika a zawsze jakiś komentarz jest lepszy od żadnego morze i luźno się wiąże ale przeczytałem z zaciekawieniem i nie mam nic przeciwko takiej formie propagowania wiedzy bo komentarze ciekawsze niż niektóre tu artykuły

    ps ;Panie podróżnik zrób Pan Bloga:) Ja będę czytał

  11. Zdegustowany Odpowiedz

    Zgadzam się w ogólnych zarysach z podróżnikiem, ale…Dlaczego ta ‚biedniejsza część świata’ to akurat kontynent bodaj najbogatszy w surowce, w dodatku względnie łatwo dostępne?! Tam nie trzeba np. kopać we wiecznej zmarzlinie! Tam swego czasu diamenty po prostu leżały na plażach Namibii! Dlaczego, mając tak sprzyjające warunki – także klimatyczne – ludy Czarnej Afryki nie wykształciły kwitnącej cywilizacji, przodującej w świecie? Dlaczego w Czarnej Afryce nie wykształciło się pismo i nie mamy stamtąd żadnych pisanych przekazów? Dlaczego jak dotąd nie ma ani jednego czarnoskórego laureata Nobla w konkretnej dziedzinie ( Baracka Obamę sobie darujmy!), ani np. arcymistrza szachowego? No, dlaczego?! Bo gdy w Europie budowano Stonehenge, czarni Afrykanie wznosili palmowe chatki. Gdy Europa budowała Akropol, a potem Koloseum – Afryka budowała palmowe chatki. Gdy w Europie wznoszono gotyckie katedry, a później renesansowe pałace i bazyliki, w Afryce budowano palmowe chatki. Przez cały ten czas nikt ich nie niepokoił, a o kolonializmie nikt nie słyszał! Gdy Europejczycy ruszali na szlaki wielkich odkryć – Afrykanie niezmiennie budowali palmowe chatki. Gdy w Europie komponowano fugi i symfonie, w Afryce wciąż walono w tam-tamy i budowano palmowe chatki. Gdy Europejczycy konstruowali potężne mosty, okręty, linie kolejowe i drapacze chmur, czarni mieszkańcy Afryki tańczyli wokół ognisk przy zaklęciach szamanów i budowali palmowe chatki…. Ja im nie bronię budować chatek! Ja nie chcę ich uszczęśliwiać na siłę! Ja tylko nie chcę być obciążany konsekwencjami ich zamiłowania do palmowych chatek i nicnierobienia dla poprawy swego losu, za który – prawem kaduka – nas się dziś obwinia i wystawia rachunek do zapłacenia.

    • Alchemik Odpowiedz

      Teraz masz ruch BLM, charakteryzujący się podziałem dóbr, niekoniecznie za zgodą właściciela oraz przewracanie i niszczenie pomników także tych białych, którzy walczyli o zniesienie niewolnictwa. Za chwilę biali będą w mniejszości i będą się obawiać aby nie zostać uznanymi za rasistów tylko z powodu koloru skóry. Dziwny, jest ten świat współczesny. Nie wiem czy wiesz, ale na uczelniach w USA masz punkty za „pochodzenie”. Tak tak dokładnie jak za czasów komuny w PRL. Uszczegóławiam, masz inny kolor skóry niż upośledzony melaninowo to dostajesz punkty.

Dodaj komentarz

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.