Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Nasze prababki naprawdę nie miały lekko. 10 dowodów na to, jak trudne było życie kobiet przed wojną

Kobiety w strojach ludowych przed straganem w Łowiczu podczas uroczystości Bożego Ciała w 1933 roku.

fot.NAC Kobiety w strojach ludowych przed straganem w Łowiczu podczas uroczystości Bożego Ciała w 1933 roku.

Musiały walczyć z biedą i oszustami. Stale kazano im udowadniać, że wcale nie są z natury głupsze od mężczyzn. I zawsze to je zwalniano z pracy w pierwszej kolejności. Co jeszcze znosiły kobiety w przedwojennej Polsce?

Jak zawsze wszystkie pozycje w rankingu TOP10 zostały oparte na publikowanych przez nas artykułach. Tym razem postanowiliśmy pokazać kobiecą historię przedwojennej Polski, z całym jej ładunkiem trudu i znoju. Więcej o latach międzywojennych znajdziecie TUTAJ.

Wypada pamiętać, że nasze prababki borykały się z…

10. Perfidnymi oszustwami na jedzeniu

Stragany na placu Sapieżyńskim w Poznaniu. Jedno z tych miejsc, gdzie polska gospodyni mogła zostać bezczelnie oszukana.

fot.NAC Stragany na placu Sapieżyńskim w Poznaniu. Jedno z tych miejsc, gdzie polska gospodyni mogła zostać bezczelnie oszukana.

Nawet zwykle zakupy na ryneczku były dla przedwojennej gospodyni drogą przez mękę. Sprzedawcy oszukiwali na przykład na mleku. Często było nieświeże, rozcieńczone wodą i koloryzowane sokiem z marchwi. Nieuczciwi kupcy majstrowali też przy maśle, choć było to znacznie trudniejsze. Przede wszystkim naciągali klientów na wadze produktu. Do masła dodawali substancji mających zwiększyć jego ciężar i objętość: wody, maślanki, soli, mąki, papki kartoflanej, a nawet talku i gipsu (przeczytaj więcej na ten temat).

9. Nieprzewidywalnością rynku 

Kobieta z powiatu sarneńskiego obok swojego walącego się domu. Choć dziś nie chcemy o tym pamiętać, ogromne rzesze ludności żyły w skrajnej biedzie.

fot.domena publiczna Kobieta z powiatu sarneńskiego obok swojego walącego się domu. Choć dziś nie chcemy o tym pamiętać, ogromne rzesze ludności żyły w skrajnej biedzie.

Nieraz nawet najcięższa praca nie pozwalała na zapewnienie bytu najbliższym. Jak pisała brasławska osadniczka Zofia Pujszowa, tuczenie i sprzedawanie wieprza stało się dla niej źródłem utrapień. Za paszę, zakup prosiaka i możliwość wystawienia go na rynku wydała łącznie 106 złotych. Za dorosłego wieprza dostała tymczasem śmieszne 35 złotych. Za dużo, by od razu szykować się na konanie z głodu, za mało by normalnie żyć… i myśleć o kolejnej tego typu inwestycji (przeczytaj więcej na ten temat).

8. Brakiem lodówek

Wystawa lodowni krakowskiej fabryki „Ideał”.

fot.domena publiczna Wystawa lodowni krakowskiej fabryki „Ideał”.

W II Rzeczpospolitej lodówka była sprzętem dla elit i kosztowała tyle, co nowy samochód. Typowa Polka musiała wiedzieć, jak obejść się bez niej. Panie mogły wykorzystywać specjalnie wykopane w ziemi budowle – lodownie – lub wykupywać abonamenty na lód od prywatnych przedsiębiorców. Obie te opcje także były kosztowne, ponadto by lód w ogóle warto było kupować, najpierw należało zaopatrzyć się w lodownię pokojową. Przeciętnej kobiecie zostawało suszenie, marynowanie i inne tradycyjne sposoby konserwacji (przeczytaj więcej na ten temat).

Czy wiesz, że ...

...w powstaniu wielkopolskim zginęło 2289 osób? Są to jedne z najdokładniejszych danych dotyczących poległych w walce o granice II Rzeczypospolitej.

...polski przedwojenny agent Jerzy Sosnowski zdołał zinwigilować Abwehrę? Przedstawiając się jako baron Georg von Nalecz-Sosnowski, zamożny właściciel ziemski, wkupił się w łaski berlińskiej śmietanki towarzyskiej. Udało mu się zdobyć nawet plany ataku na Polskę.

...jednym ze sposobów na przeżycie w gułagu było samookaleczanie? W ten sposób można było uniknąć pracy ponad siły. Można było symulować chorobę przez wsypywanie do oczu pyłku z ołówka albo wstrzykiwanie ropy naftowej pod skórę, a pewna kobieta przebiła sobie palec u nogi na wylot wielkim gwoździem.

Komentarze (11)

    • Nasz publicysta | Anna Dziadzio Odpowiedz

      Anonimie, to już któryś Twój komentarz pod kolejnym artykułem, który jest nie tylko obraźliwy, ale po prostu wulgarny, dlatego nie sposób na niego nie zareagować. Szowinistyczne uwagi proszę zachować dla siebie.

    • Nasz publicysta | Anna Dziadzio Odpowiedz

      Droga Pani Marto, niestety mam wrażenie, że nawet wtedy bardziej szanowano kobiety… Pozdrawiamy serdecznie,

  1. Paulina Szmit Odpowiedz

    Ktoś kto to pisał, chyba nie znał realiów. Moja prababcia w ogóle nie pracowała, jej mąż był taksówkarzem, a ona nie szła do fabryki, bo po co. Wcale nie byli bogaci. Po prostu jedna pensja starczała na życie, a kobieta zwyczajowo zajmowała się domem. Praca w fabryce była ostatecznością, prababcia poszła do pracy dopiero po drugiej wojnie światowej, bo dziadek zginął w niemieckich kamieniołomach (obóz). I to wcale nie było odosobnione. Dużo – dzieci – w latach 20 czwórka to była max. Dużo dzieci miewały kobiety w drugiej połowie XIX wieku, a i to nie wszystkie. Biorąc pod uwagę wysoką śmiertelność okołoporodową niemowląt i tak z tej czwórki dorosłości dożywała dwójka, wcale nie z powodu głodu tylko chorób zakaźnych. Reasumując – bełkot jakich mało i antyreklama książki.

    • Nasz publicysta | Autor publikacji | Agnieszka Wolnicka Odpowiedz

      Pani Paulino,
      z fachu Pani dziadka wnioskuję, że rodzina była miejska i dość zamożna (samochód wówczas był wszak luksusem). Na wsiach (gdzie mieszkała większość ówczesnych Polaków) i wśród miejskiej biedoty sytuacja była zupełnie inna. Przeprowadzane przeze mnie wywiady genealogiczne w okolicach Częstochowy wskazują, że w środowisku wiejskim posiadanie 5 czy nawet 10 dzieci nie było niczym niezwykłym ani nietypowym. Ani śmierć dzieci, które już były nieco odchowane. A mówimy tu o tzw. Polsce A.

    • sss Odpowiedz

      Pani po prostu opiera się tylko na wspomnieniach własnej rodziny. Sugeruję zajrzeć do statystyk i większej ilości wspomnień różnych ludzi. Moja babcia miała przed wojną tylko jedno dziecko i też nie pracowała – ale absolutnie nie była to norma lecz raczej wyjątek (już jej koleżanki miały więcej dzieci). Pani prababcia nie była bogata – moja też – ale bogactwo to pojęcie względne. Jeśli Pani rodzina posiadała samochód i np. własne mieszkanie to w porównaniu do reszty społeczeństwa polskiego tamtych lat była i tak już powyżej średniej (do zamożności bardzo daleko ale do biedy również). Sugeruje Pani, że powodem wysokiej śmiertelności dzieci nie był głód lecz choroby zakaźne – otóż z wielu wspomnień wynika, że często powodem śmierci dziecka były wręcz dziś banalne choroby, wypadki, które dopiero w połączeniu z niedożywieniem i brakiem elementarnej higieny stawały się w efekcie śmiertelne (na wsiach, a nawet w niektórych dzielnicach takich miast jak Lublin, Wa-wa, woda była brana z płytkich studni, nieopodal której był wychodek bo wiele kamienic nie miało kanalizacji)…

      • Nasz publicysta | Anna Dziadzio Odpowiedz

        Drogi sss, bardzo dziękujemy za tę wypowiedź. Niestety wiele osób uważa, że ich indywidualna sytuacja to synonim ogólności, a wszystko, co od niej odstaje to wyjątek. Tak nie jest, na co zwrócił Pan uwagę, powołując się w dodatku na swoje doświadczenie. Pozdrawiamy serdecznie.

  2. żart Odpowiedz

    Nie pamiętam Brababcie, tylko Babcie ze wsi.
    Po 10-12 dzieci (dziadki były żwawe). Ciężko pracowały w kuchni i polu (w parównaniu do dzisiejszych Matek,Żon). Jednak nie „lamentowały” jak ten artykuł.
    Były uśmiechnięte i pomocne (wspomnienia). Pierwszy „szok” oświetlenie lampą naftową izby (brak prądu), chleb pieczony (ziarna mielone) w piecu (drewnem), raz na 2 tygodnie, mleko prosto od krowy – dojone,itd…. (jestem z miasta-piosenka). Mam Ciocie i Wujki w moim wieku (emeryci). Do dzisiaj kupuję lampę naftową, aby poczuć zapach nafty (lubię smarfony i inne zdobycze techniki). Dlaczego Babcie to niewolnice, a Dziadki „paniska”.

  3. Anonim Odpowiedz

    Brednie lewicowe, bzdury. Leopold Tyrmand, syn warszawskiego cholewkarza, wspominal ze w domu nie bylo lazienki, a przedpokoju lezaly sterty skor. Po maturze ojciec wyslal go na studia architektury do Paryza. Znalem corke notariusza z zapadlej miesciny. Cale lato z matka I kucharka spedzala…..pod Neapolem. Syn kucharki byl marszalkiem, Rydz Smigly, major Sucharski z Westerplatte byl ktoryms tam synem chlopa z kieleckiego. General Sosabowski wspominal ze ni zawsze mial buty na zime. Wieksxosc kobiet nie pracowala wtedy zawodowo. Pensja robotnika wystarczala na utrzymanie rodziny. Pod warunkiem ze chlop malo pil I reprodukowal sie na potege..
    Dopiero przekleta prl przyniosla upodlenie kobiety np murarki albo traktorzystki

    • Nasz publicysta | Anna Dziadzio Odpowiedz

      Drogi Anonimie, Leopold Tyrmand urodził się w 1920 roku. I jak jego dzienniki są wspaniałym świadectwem czasów PRL, to wszystko co przed wojną mógł znać jedynie z opowieści, a więc pośrednio. Zatem jego pozycje nie są najlepszym źródłem do czasów Dwudziestolecia na tyle, żeby zaprzeczać tezom zawartym w artykułach, które opierają się na autentycznych źródłach z tamtych czasów. Niemniej dziękujemy za ciekawy komentarz wnoszący dużo informacji i serdecznie pozdrawiamy :)

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.