Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Szpitale śmierci. Bolesna prawda o służbie zdrowia w Powstaniu Warszawskim

Podczas Powstania lekarze, pielęgniarki, sanitariuszki wykazali się ogromnym heroizmem. Dyżurowali przy łóżkach szpitalnych po 48 godzin bez przerwy. Na zdjęciu szpital w gmachu PKO przy ulicy Świętokrzyskej.

fot.domena publiczna, Jerzy Tomaszewski lub Henryk Śmigacz Podczas Powstania lekarze, pielęgniarki, sanitariuszki wykazali się ogromnym heroizmem. Dyżurowali przy łóżkach szpitalnych po 48 godzin bez przerwy. Na zdjęciu szpital w gmachu PKO przy ulicy Świętokrzyskej.

Operacje wykonywane w piwnicznych salach, które trzęsły się od wybuchających dookoła bomb. Zabiegi chirurgiczne bez znieczulenia. Chorzy leżący pokotem na podłodze. Czy trafiwszy do powstańczego szpitala, można było wyjść z niego z życiem?

Chociaż wybuch powstania 1 sierpnia 1944 roku zaskoczył wielu warszawiaków, dowództwo AK przygotowywało się do zrywu od dawna. W przygotowaniach nie pominięto także służb medycznych. Wiele szpitali wyposażono w odpowiedni sprzęt, leki, personel oraz dodatkowe miejsca.

Dlatego w pierwszej połowie sierpnia sytuacja w placówkach medycznych była znośna, szczególnie w dzielnicach, gdzie nie zaczęły się jeszcze zacięte walki. W Śródmieściu, na Mokotowie lub Żoliborzu pacjenci leżeli na łóżkach w białej, regularnie zmienianej pościeli, zapewniano im też świeżą bieliznę, lekarze codziennie organizowali obchód. Pierwsze dni powstania wypełniała euforia i wiara w bliskie zwycięstwo.

Nikt nie wierzył w zapowiedzi Niemców, wzywających do zaprzestania walk. „Mikrofony wyją stale swoje: wszystkie domy, z których będzie ostrzał, będą zrównane z ziemią. Wtedy nie sądziłem, że dotrzymają obietnicy”, wspomina Janusz Rola-Szadkowski w  książce „Z błyskawicą na tygrysy”.

W pierwszych dniach sierpnia nastroje pełne były optymizmu. Nikt nie przypuszczał jeszcze, że Warszawa spłynie krwią żołnierzy i cywili.

fot.domena publiczna, W pierwszych dniach sierpnia nastroje pełne były optymizmu. Nikt nie przypuszczał jeszcze, że Warszawa spłynie krwią żołnierzy i cywili.

Z czasem przybywało rannych. W szpitalach zaczynało się coraz bardziej zagęszczać. Gdy brakowało łóżek, wyciągnięto prycze, w najgorszych okresach za posłanie służyły worki lub sterty gazet.  Na jednej pryczy lokowano dwóch pacjentów, kolejnych rannych układano na podłodze, obok prycz i w przejściach. Po tak szczelnie wypełnionej sali sanitariuszki i lekarze z trudem mogli się poruszać, a każdy ranny wymagał przecież opieki.

„Na salach krzyki, jęki, oczy błyszczące gorączką, zakrwawione bandaże, ropiejące rany. Żywi obok konających”  – taki opis szpitala na Podwalu podają autorki książki „Szpitale Powstańczej Warszawy”. Po odcięciu prądu musiały wystarczyć świece i karbidówki. W podobnych warunkach nietrudno o wypadek na przykład pożar, gdy świeca, która zastępuje lampę, przewróci się i zaczną płonąć bandaże, albo zapali się wylany denaturat.

Prawda o sowieckim wyzwoleniu Polski

Komentarze (4)

  1. Anonim Odpowiedz

    „Z książki „Szpitale Powstania Warszawskiego” dowiadujemy się, że:(..)”
    Jak dokładnie nazywa się ta książka, i kto jest jej autorem? Bo nie mogę jej zlokalizować.
    Czyżby wymieniona w bibliografii „Szpitale powstańczej Warszawy”?

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.