Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Ci cholerni Polacy. 7 największych asów polskiego lotnictwa, o których wstyd nie pamiętać!

Polscy piloci myśliwscy w trakcie II wojny światowej pokazali na co ich stać. Grafika autorstwa Adama Pietrzyka.

Polscy piloci myśliwscy w trakcie II wojny światowej pokazali na co ich stać. Grafika autorstwa Adama Pietrzyka.

Razem strącili niemal setkę wrogich samolotów, zebrali kolekcję orderów, codziennie igrali ze śmiercią. Jeden latał maszyną z oznaczeniami SS. Drugiego omijały pociski. Trzeci wylądował u Niemców. Zwyczajnie wstyd nie znać ich życiorysów.

Zgodnie z tak zwaną listą Bajana, która tuż po II wojnie podsumowała osiągnięcia polskich lotników, nasi myśliwcy zestrzelili 922 i 19/30 samolotów wroga na pewno, 188 prawdopodobnie, a 258 i 23/30 uszkodzili. Co prawda niektóre sukcesy były potem – w miarę dostępu do archiwów przeciwnika – kwestionowane, ale i tak lista jest nadal w użyciu. I rzuca światło na imponującą skalę polskiego wkładu w zwycięstwo aliantów w powietrzu.

Zgodnie z nią polskie lotnictwo miało 41 asów myśliwskich – pogromców przynajmniej 5 wrogów w powietrznych walkach. Wielu z nich ukształtował w Dęblinie instruktor Witold Urbanowicz swoją zasadą mówiącą, że myśliwiec w powietrzu powinien zamienić się w kobrę; atak musi być zdecydowany, błyskawiczny i skuteczny.

Oto 7 sylwetek najciekawszych polskich asów myśliwskich II wojny światowej.

Major Stanisław Skalski

Gdy po południu 1 września 1939 r. podczas patrolu jego koledzy zestrzelili rozpoznawczego Henschla Hs-126, wylądował obok strąconej maszyny, opatrzył rannego i nieprzytomnego obserwatora, a pilota wziął do niewoli. Jeszcze w Polsce sam strącił 4 i ¼ (1/4 oznacza, że wspólnie z trzema kolegami) maszyn Luftwaffe.

Stanisław Skalski w kabinie samolotu Hurricane, 1940 rok . Zdjęcie z książki "As. Wspomnienia legendarnego dowódcy Dywizjonu 303" (Znak Horyzont 2016).

Stanisław Skalski w kabinie samolotu Hurricane, 1940 rok . Zdjęcie z książki „As. Wspomnienia legendarnego dowódcy Dywizjonu 303” (Znak Horyzont 2016).

W Bitwie o Anglię dodał kolejne 4 i 2/3 zwycięstwa, a potem kolejne w polskich dywizjonach i jako ochotnik w Afryce Północnej w Polish Fighting Team, zwanym także Cyrkiem Skalskiego. Po afrykańskiej przygodzie i dowodzeniu brytyjskim dywizjonem, wrócił do Wielkiej Brytanii, gdzie objął komendę nad skrzydłami myśliwskimi, grupującymi po kilka dywizjonów.

Latał wówczas na samolocie P-51 Mustang z oznaczeniami „SS” – swoimi inicjałami. I na tej maszynie odniósł dwa ostatnie zwycięstwa, w dodatku… nie wystrzeliwując przy tym ani jednego pocisku. 2 sierpnia 1944 r. ustawił się już do ataku za parą niemieckich Messerschmittów, gdy jeden z Niemców zorientował się w niebezpieczeństwie i gwałtownym manewrem próbował zejść Polakowi z celownika. Wówczas wpadł na swojego kolegę.

Skalski skończył wojnę mając zaliczone zestrzelenie 18 i 11/12 maszyn wroga i liczne umiejętności, z których chcieli skorzystać Amerykanie. „Nie mam obywatelstwa” – wymawiał się nasz lotnik. „Powiedz tak, a jutro będziesz amerykańskim obywatelem” – kusili. Skalski jednak nie skorzystał i wrócił do Polski. Wstąpił do ludowego lotnictwa, ale w niecały rok po powrocie został aresztowany pod zarzutem szpiegostwa.

Po brutalnym śledztwie z torturami skazano go na karę śmierci. Wyrok ostatecznie zmieniono, ale lotnikowi długo o tym nikt nie powiedział. Ostatecznie władze uwolniły, a potem zrehabilitowały polskiego asa, a w 1988 r. awansowały nawet na stopień generała. Zmarł w 2004 r.

Podpułkownik Witold Urbanowicz

Gdy wybuchła wojna miał 31 lat i jedno zwycięstwo powietrzne na koncie – w lecie 1936 r. patrolując granicę, próbował przepędzić radziecki samolot rozpoznawczy, który naruszył polską przestrzeń i fotografował budowane umocnienia. Gdy Rosjanie zaczęli strzelać, Urbanowicz odpowiedział ogniem i strącił powietrznego szpiega. Potem był instruktorem pilotażu, mając pseudonim „Kobra” lub „Le Kuto” (od francuskiego Le Couteau – nóż).

W 1939 r. bezskutecznie próbował bronić bazy na przestarzałych myśliwcach. W końcu zgodnie z rozkazem ewakuował swoich podopiecznych do Rumunii, jednak sam wrócił, aby walczyć i od razu trafił do radzieckiej niewoli. Szczęśliwie udało mu się z niej uciec. Na Zachodzie najpierw latał w dywizjonach brytyjskich, a potem trafił do 303. Dywizjonu, gdzie objął stanowisko dowódcy.

O kunszcie Witolda Urbanowicza najlepiej świadczy fakt, że jego samolot nigdy nie został trafiony przez wroga (źródło: archiwum rodzinne Witolda Urbanowicza; materiały prasowe).

O kunszcie Witolda Urbanowicza najlepiej świadczy fakt, że jego samolot nigdy nie został trafiony przez wroga (źródło: archiwum rodzinne Witolda Urbanowicza; materiały prasowe).

W Bitwie o Anglię zestrzelił 15 samolotów wroga  – w tym po cztery 27 i 30 września. Z takim wynikiem znalazł się w ścisłej czołówce alianckich asów Bitwy o Anglię. Po jej zakończeniu oddelegowano go do funkcji sztabowych i dyplomatycznych za oceanem.

Gdy znudziło mu się „pilotowanie biurka” zgłosił się na ochotnika do jednostki amerykańskiej walczącej w Chinach. Tam do swoich zwycięstw dodał 2 nad samolotami japońskimi, choć on sam twierdził, że nie wszystkich strąconych Japończyków mu uwzględniono.

Ostatecznie wojnę zakończył z 17 zwycięstwami i – co ciekawe – pilotowane przez niego samoloty nigdy nie zostały trafione wrogim pociskiem. Po wojnie pozostał na emigracji w Stanach Zjednoczonych, a jego krótki pobyt w 1947 r. w Polsce zakończył się ucieczką przed Urzędem Bezpieczeństwa. W 1995 r. został awansowany na generała, zmarł rok później.

Artykuł powstał między innymi w oparciu o wspomnienia Witolda Urbanowicza, których nowe wydanie właśnie ukazało się nakładem wydawnictwa Znak Horyzont.

Artykuł powstał między innymi w oparciu o wspomnienia Witolda Urbanowicza, których nowe wydanie właśnie ukazało się nakładem wydawnictwa Znak Horyzont.

Kapitan Eugeniusz Horbaczewski

Wojnę zaczął w 1941 r., mając 24 lata. Walczył na Zachodzie i w Afryce Północnej, gdzie strącił 5 maszyn wroga. Zasłynął po inwazji w Normandii jako dowódca 315. Dywizjonu Dęblińskiego, gdy jeden z jego pilotów wylądował przymusowo we Francji i utknął na podmokłym terenie. Horbaczewski wylądował na pobliskim amerykańskim lądowisku, pożyczył Jeepa, przywiózł kolegę i wsadził go do kabiny swojego samolotu. Sam usiadł na jego kolanach, wystartował i tak dolecieli do bazy.

18 sierpnia 1944 r. nie powinien był siadać za sterami, bo był przeziębiony i miał gorączkę. Tę ostatnią jednak zbił tabletkami i wystartował na czele swojego dywizjonu. W trakcie patrolu Polacy natknęli się na nisko lecące Focke-Wulfy w liczbie około 60 i zaatakowali Niemców.

Komentarze (23)

  1. Anonim Odpowiedz

    Ciekawy artykuł, ale mam wrażenie że na początku wkradł się błąd lub co najmniej nieścisłość. Polacy chyba nie zestrzelili w czasie Bitwy o Anglię 900 samolotów. (O ile pamiętam było to coś ok. 200, z czego D303 -ok. 120). Podana przez Pana liczba dotyczy chyba samolotów zestrzelonych przez polskich asów z listy Bajana w całej wojnie. Być może taki był Pana pierwotny zamysł. Ale dodając zdanie o skali wkładu w Bitwę o Anglię w tym samym akapicie łatwo o błędną interpretację.

    • Mateusz Drożdż Odpowiedz

      Dziękuję za uwagę! Oczywiście, lista Bajana dotyczyła zwycięstw polskich myśliwców od 1 września 1939 do 8 maja 1945 r., a nie tylko Bitwy o Anglię. Nieprecyzyjny zapis powstał podczas redagowania i skracania tekstu, aby się zmieścił. Poproszę Redakcję, żeby zmieniła zapis tego zdania tak, aby nie budził wątpliwości. Jako autorowi jest mi bardzo miło, że artykuł trafił przed oczy tak dobrze zorientowanych w temacie Czytelników. ;)

    • Mateusz Drożdż Odpowiedz

      Dziękuję za uwagę! Choć pragnę zauważyć, że w „obiegu” były także pseudonimy: „Kaczor Donald” i „Johann”. :)
      Pozdrawiam,
      Mateusz Drożdż

      • Anonim Odpowiedz

        Witam , urodziłam się w miejscowości w której również urodził się Witold Urbanowicz, kiedy byłam małym jeszcze dzieckiem mój tata opowiadał mi o Panu Witoldzie książkę Dywizjon 303 znałam niemal na pamięć , pań Witold był moim bohaterem od młodego mego wieku, kiedy już uczęszczała do szkoły podstawowej w Olszance moim marzeniem było żeby pamięć o bohaterze była zywa i żeby mieszkańcy gminy byli dumni , niestety wiele lat milczenia musiało upłynąć , teraz moje marzenie się spełniło , szkoła podstawowa została nazwana imieniem naszego lokalnego bohatera.Moj tata obecnie ma 91 lat, brał udział w akcji
        Wisła, bardzo dobrze pamięta tamten okres, zawsze opowiadał mi co naprawdę się działo w tamtym okresie , zwłaszcza tuż po wojnie,wiec prawdziwa historię znałam od małego dziecka ,równie ta o Panu Witoldzie, wiem co się dzialo jak jechał na pogrzeb swego ojca , i oczywiście nie dojechał chociaż rodzina czekała i jego mama. Pozdrawiam pana

        • Mateusz Drożdż

          Bardzo dziękuję za ten wpis! Cieszę się, że dzięki Pani, Pani Tacie i zapewne innym osobom dobrej woli pamięć o gen. Witoldzie Urbanowiczu jest kultywowana w jego rodzinnej miejscowości. Zdecydowanie na to zasługuje, a i mieszkańcy Olszanki mają powód do dumy z tak zasłużonego obywatela swojej gminy.

          Od siebie dodam tylko, że i w Krakowie o Witoldzie Urbanowiczu pamiętamy – mamy ulicę Jego imienia. :)

          Pozdrawiam serdecznie,
          Mateusz Drożdż

    • Spitcold Odpowiedz

      Ulica Witolda Urbanowicza jest także w Dęblinie, a ronda jego imienia w Suwałkach i Radomiu.

      Tak na marginesie jego życiorysu – trudno mówić o powojennej ucieczce lotnika przed UB-ecją. Urbanowicz został zatrzymany za próbę przemytu dzieł sztuki i podpisał lojalkę o współpracy z UB na terenie USA. Inna sprawa, że jego prowokacyjne zachowanie w Polsce i potem „jakość” przekazywanych informacji nasuwa podejrzenie, ze został wysłany do Polski, by zostać tzw. podwójnym agentem. Więcej na ten temat można znaleźć w czasopiśmie „Gapa. Lotniczy Magazyn Historyczny” (nr 1 z 2014 r.).

      • Mateusz Drożdż Odpowiedz

        Dziękuję za te informacje. I odsyłam wszystkich zainteresowanych powojennymi losami Witolda Urbanowicza do źródła podanego przez Spitcolda.

        Pozdrawiam,
        Mateusz Drożdż

    • Spitcold Odpowiedz

      Przezwisko Kaczor Donald pochodziło od jego tubalnego głosu, którym potrafił zagłuszyć wszystkich niczym bohater z kreskówki :)

      Nigdzie natomiast nie spotkałem się z twierdzeniem, że chodziło o kształt nosa. Mógłbym prosić o źródło tej informacji?

  2. Czytacz Odpowiedz

    Najbardziej podobają mi się te „niewyjaśnione okoliczności”. To jak z „seryjnym samobójcą” w naszych więzieniach, (w zasadzie także zagranicznych Austria Baranina)

  3. Jerzy Wiśniewski Odpowiedz

    no to stojący obok Misiewicza będzie miał problem bo obce mocarstwo(PRL) nadało stopień generała Stanisławowi Skalskiemu a tu pora odbierania szlifów nadanych przez to mocarstwo.

    • Mateusz Drożdż Odpowiedz

      Każda ocena jest rzeczą indywidualną i każdy ma prawo do własnej. Co do błędów stylistycznych i merytorycznych, to proszę je podać, a ustosunkuję się do nich.
      Pozdrawiam,
      Mateusz Drożdż

  4. osa Odpowiedz

    Zapomniał pan o tym,że w ostatnich latach życia, jako człowiek schorowany i uzależniony od pomocy osób trzecich, został okradziony przez swoich opiekunów, którzy przejęli mieszkanie i oszczędności. Ostatnie miesiące życia spędził w domu pomocy społecznej. Zmarł 12 listopada 2004 w wyniku obrażeń powstałych na skutek pobicia. Został pochowany na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach. W pogrzebie uczestniczył m.in. były prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski oraz przewodniczący Samoobrony Andrzej Lepper. W imieniu żołnierzy WP Zmarłego pożegnał ówczesny zastępca dowódcy Sił Powietrznych gen. dyw. pil. Stanisław Targosz

    • Mateusz Drożdż Odpowiedz

      Dziękuję za uwagę dotyczącą ostatnich lat życia gen. Stanisława Skalskiego. Niestety, artykuły mają swoją objętość, więc część informacji o naszym lotniku po prostu nie zmieściła się. Zresztą nie tylko o nim, bo o każdym z tej siódemki można byłoby dodać jeszcze wiele ciekawych informacji.
      Pozdrawiam,
      Mateusz Drożdż

    • Spitcold Odpowiedz

      Śmierć gen. Skalskiego nie była efektem jego pobicia. Piękną biografię tego asa wydali w 100-lecie urodzin lotnika Grzegorz Sojda i Grzegorz Śliżewski („Generał pilot Stanisław Skalski. Portret ze światłocieniem”).

  5. DK Odpowiedz

    Overclaiming

    Skalski , pewne około 13….14 zestrzałów.
    Urbanowicz, pewne około 10…12.
    Horbaczewski , pewne około 10…11.

    Gładych , pewne około 11…13.

    Zumbach , pewne około 8…9.

    P.S.P. po odliczeniu overclaimingu uzyskały podczas II WŚ na różnych frontach nie więcej jak 450 zestrzeleń.

    Najtragiczniejszy okres bolesnych strat to okres dominacji Fw-190 nad zachodnim frontem.
    1941-1943 rok, straty P.S.P. około 200 maszyn myśliwskich , sukcesy , nie więcej jak 140 zestrzeleń z czego około połowy to myśliwce Luftwaffe w tym kilka Reggia Aeronatica.

  6. Mirosław J. Kucharski Odpowiedz

    Szoka, że autor nie wspomina postaci majora Jana Władysława Nowaka, który jako pierwszy miał nocna strącenia. Zainteresowanych odsyłam do biografii majora
    MJK

    • Mateusz Drożdż Odpowiedz

      Autor wybrał 6 lotników z największą ilością zestrzeleń oraz siódmego, który był asem i pochodził z Krakowa. Faktem jest, że w artykule nie znalazło się wielu, bardzo wielu innych pilotów myśliwskich – asów i takich którzy tego miana nie osiągnęli – którzy zasługują na pamięć i przypominanie o ich losach. Jednym z takich lotników był mjr Jan Władysław Nowak, ale autor – mimo, że nic o nim nie wspomniał – to zachęca do zapoznania się z jego historią. Może zresztą kiedyś będzie miał szansę o nim napisać…
      Pozdrawiam,
      Mateusz Drożdż

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.