Polskie Imperium

Clubbing z Bierutem. Nocne życie stalinowskiej Warszawy

Autor: | 12 grudnia 2016 | 8,699 odsłon

Nowo wybudowany Pałac Kultury i Nauki był częstym miejscem imprez. Do przygotowania obrazka wykorzystano podobiznę prostytutki z plakatu propagandowego, zdjęcie Pałacu Kultury (FOTO:Fortepan, lic. CC BY-SA 3.0) i dymek (pixabay, domena publiczna).Lejąca się strumieniami wódka, tańce do białego rana i dziewczyny wypatrujące celebrytów w ciasnych, zadymionych barach… Czy to obrazek z jednej ze współczesnych knajpianych dzielnic wielkiego miasta? Nie. To noc w polskiej stolicy w czasach… Stalina, Bieruta, Gomułki i bezwzględnej ubecji.

W trudnych latach 50. bawiono się na potęgę. Ludzie szukali rozrywki i oderwania od ponurej, pozbawionej perspektyw rzeczywistości. W swojskich klimatach lub gorących rytmach latynoskich imprezowano, gdzie tylko się dało: w małych mieszkaniach, salach kinowych i teatralnych, restauracjach, kawiarniach, na nadmorskich plażach, w parkach miejskich, w stołówkach, hotelach, klubach muzycznych i studenckich. Bez względu na to, czy bawili się chłopi z prowincji, napływowi robotnicy czy miastowa inteligencja, żadna impreza nie mogła się obyć bez wódki.

Kameralny wielki świat

Wydany w 1956 roku przewodnik „Jesteśmy w Warszawie” wymieniał czterdzieści kawiarni, osiemnaście restauracji i jedenaście kin w samym Śródmieściu. Amatorzy nocnego życia mogli w stolicy wybierać spośród około czterystu lokali.

Warszawski clubbing sprzed 60 lat wyglądał następująco: najpierw można było pójść do Orłówki na rogu Żelaznej i Chmielnej, która może nie była lokalem najbardziej wyrafinowanym, ale miała swoich fanów. Zamawiało się „lornetę” i „meduzę”, czyli dwie setki i galaretę, a następnie pito i jedzono na stojąco.

Jak odpocząć od szarej rzeczywistości PRL-u? Najlepiej zacząć od lornety i meduzy, a potem pójść w miasto... Na zdjęciu kolejka (prawdopodobnie) po papier toaletowy (źródło: domena publiczna).

Jak odpocząć od szarej rzeczywistości PRL-u? Najlepiej zacząć od lornety i meduzy, a potem pójść w miasto… Na zdjęciu kolejka (prawdopodobnie) po papier toaletowy (źródło: domena publiczna).

Potem można było udać się na Pragę, gdzie przy Targowej w Oazie odbywał się dancing. Jednak najgłośniejszą knajpą ówczesnej Warszawy była mieszcząca się na Nowym Świecie pod numerem 16 Kameralna. Piotr Bojarski przytacza w książce „1956. Przebudzeni” wspomnienia poety Romana Śliwonika:

[Kameralna] była to namiastka świata wielkiego, który gdzieś podobno istniał, ale też nie na pewno. Ale jeśli nawet był, przelewał się światłami, samochodami, dobrobytem .

Restauracje takie jak Kameralna były enklawami alternatywnego wobec socrealizmu stylu życia, mody oraz obyczaju. Nic dziwnego, że przyciągały tak zwanych „bikiniarzy”, będących w opinii władzy ludowej symbolem moralnej zgnilizny i całego zła, jakie płynęło z Zachodu. Styl ten szczegółowo opisywał Leopold Tyrmand w „Dzienniku 1954”:

[…] wąziutkie spodnie, fryzura spiętrzona, tak zwana plereza, buty na fantastycznie grubej słoninie [gumowej grubej podeszwie – przyp. aut.]. Kolorowe, bardzo widoczne spod krótkich nogawek skarpetki, dziwaczna marynarka z fantasmagorycznego materiału, straszliwie wysoki kołnierzyk koszuli. […] pachnieli innością, imperialistyczną Ameryką, gdyż na jej ekscentrycznych młodych obywatelach wzorowali swoje ubrania.

To wszystko znajdziecie w książce Piotra Bojarskiego pod tytułem "1956. Przebudzeni" (Agora 2016).

Artykiuł powstał między innymi na podstawie książki Piotra Bojarskiego pod tytułem „1956. Przebudzeni” (Agora 2016).

A Marek Hłasko dodawał w „Pięknych dwudziestoletnich”:

Bikiniarz się nudzi, nudzą go ludzie, życie, Polska […]. Bikiniarz tęskni za pełnią życia, jednakże wykładnikiem takiego życia jest dla niego atmosfera nocnego lokalu, możliwość wyżycia seksualnego i miłosnych przygód.

Clubbing po warszawsku

Czerpiący z bujnego życia Kameralnej inspiracje do swoich opowiadań, Hłasko był jednym z wielu członków stołecznej elity, którzy przesiadywali nocami w tym kultowym miejscu. Często wpadał tam na wódkę i ogórki Jerzy Andrzejewski, bywali tu Leopold Tyrmand, Henryk Grynberg, Roman Polański czy Marek Nowakowski.

Największe sławy mogły liczyć na niesłabnące zainteresowanie płci pięknej i okazję do romansu. Słynący z powodzenia Hłasko nieustannie poznawał tu nowe dziewczyny, które nie zawsze traktował po dżentelmeńsku. Pewnej młodej urzędniczce z Centrali Filmów na Puławskiej najpierw obiecał ślub i obsypał kwiatami, a potem zwyzywał „po kielichu”.

Któż nie lubi melby? W "Kameralnej" jednak nie wypadało jej zamawiać... (fot. Robbie Sproule - Flickr, lic. CC BY 2.0).

Któż nie lubi melby? W „Kameralnej” jednak nie wypadało jej zamawiać… (fot. Robbie Sproule – Flickr, lic. CC BY 2.0).

Jerzy Urban wspominał, że to była knajpa, w której zbierali się literaci, prostytutki, lokalni „magnaci” z szarej strefy. Kameralna była jego zdaniem najgorętszym miejscem na knajpianej mapie Warszawy lat 50. Nie była jednak jedynym.

Warszawscy geje lubili na przykład spotykać się w Alhambrze przy Alejach Jerozolimskich, a inteligencja w kawiarni Antyczna przy placu Trzech Krzyży. Właściwie clubbing można było odbyć nawet bez przechodzenia na drugą stronę Marszałkowskiej: zaczynano w Barze pod Dwójką, a kończono w Barze pod Setką… albo w izbie wytrzeźwień.

W gruzy za butelkę wina

Warszawa sprzed sześciu dekad obfitowała w rozrywki zmysłowe. W zależności od budżetu, jakim dysponował klient, na „panienki” można było pójść albo do jednej z hotelowych restauracji lub lepszych knajp, albo na ulicę. Prostytutki bywały na przykład w Kameralnej.

Jerzy Urban wspominał, że tam były tylko dwa dania, które można było zamawiać: de volaille i melba, ale żaden szanujący się klient ich nie brał. W lodowo-owocowych deserach gustowały prostytutki, dlatego od barmana Kameralnej można było usłyszeć: „Ile melbów, tyle kurwów!”

Z kolei znana reżyserka teatralna i filmowa Izabella Cywińska, minister kultury w rządzie Tadeusza Mazowieckiego, studiowała wówczas etnografię na Uniwersytecie Warszawskim i badała życie warszawskich prostytutek. Żeby poznać je nieco lepiej, wybrała się ze stryjem do restauracji w hotelu Polonia. Jej wspomnienia przytacza Piotr Bojarski w książce „1956. Przebudzeni”:

Wyjaśniał mi, co i jak. Że to ta i na sto procent tamta, ta pewnie jest taka, a ta siaka… W końcu jedna z nich podleciała do mnie z pretensjami, że to nie mój rewir, że to niesłychane, że jakaś gówniara się wpycha i podbiera najlepszych klientów, czyli starszych panów. Wymknęliśmy się stamtąd jak niepyszni.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Strony: 1 2

Powiedz innym co myślisz:

Agnieszka Bukowczan-Rzeszut - Absolwentka etnologii i antropologii kultury UJ w Krakowie, prywatnie i zawodowo pasjonatka słowa pisanego zafascynowana tajemnicami przeszłości, zwłaszcza historią zakurzoną, skazaną na zapomnienie i mało frapującą dla współczesnych.

Okupacja
Komentarze do artykułu (1)
  1. Slaboscia a nawet oszustwem tego artykulu jest to z stosuje wspolczene miarki dooceny czasow 70 lat temu. Przypomne ze Europa w tym czasie wcale nie roznila sie od Polski.Moj wujek ktory byl marynarzem opowiadal ze za karton Malboro mozna sie bylo bawic do bialego rana w Hamnburgu z obsluga przez 3 Niemki. Pelna obsluga :) .Opowiadal ze to samo bylo w UK , czy Francji.POlska na tle zaciskajacego pasa zachodu jawila sie jako oaza lekkiego zycia.Dopiero w latch 60tych zaczal sie pojawiac dystans a przepasc w latach 80tych.
    Polska w latach 50 umiala sie bawic i ludzie korzystali z tego . Cieszyli sie z pokoju bo wciaz pamietali wojne.
    Dlatego uwazam ze autorka tegoartykulu powinna sie walnac glowa o sciane i nieco otrzezwiec i pojrzec na historie z szerszej perspektywy niz stosuje. No ! ale jest komformistka i nie chce isc pod prad , nawet wbrew prawdzie .To co wyczytuje ze starych gazet nie zastapi wspomnien jeszce zyjacych i pamietajacych tamte czasy ludzi.

Dodaj swój komentarz:

Dodaj komentarz


Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu e-mail, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.
Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.

Nasze wydawnictwo

W mrokach średniowiecza Polską rządziły kobiety. I były piekielnie skuteczne

Ich ambicja pozwoliła zbudować imperium. Ich duma unicestwiła królestwo. Bezkompromisowa opowieść przywracająca godność najważniejszym kobietom w dziejach polskiego średniowiecza. Już dzisiaj kup „Damy ze skazą” z autografem autora!

2 listopada 2016 | Czytaj dalej...

Damy ze skazą. Bez nich nie byłoby Polski

Silne, bezwzględne i żądne władzy. Oto historia kobiet, które nie czekały bezczynnie, co przyniesie los. To właśnie one sprawiły, że początki państwa polskiego wyglądały tak, a nie inaczej. Poznaj „Damy ze skazą”, bohaterki naszej najnowszej książki, którą wydajemy wspólnie ze Znakiem Horyzont.

30 października 2016 | Czytaj dalej...

Epoki

Kategorie

Facebook


Polecamy

Mala zbrodnia - pion

Czy wiesz że...

polki-4
w czasie rzezi wołyńskiej ukraińscy mężowie zabijali swoje polskie żony? Do tych zbrodni popychała ich ideologia nacjonalistyczna.

rosyjskie-sieroty
Finowie mieli własne obozy koncentracyjne? Za ich drutami zamęczali i swoich własnych współobywateli i jeńców radzieckich w czasie drugiej wojny światowej.

piegi
dawniej piegi uważano za paskudny defekt urody? Panie walczyły z nimi z gorliwością godną lepszej sprawy!