Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Clubbing z Bierutem. Nocne życie stalinowskiej Warszawy

Nowo wybudowany Pałac Kultury i Nauki był częstym miejscem imprez. Do przygotowania obrazka wykorzystano podobiznę prostytutki z plakatu propagandowego, zdjęcie Pałacu Kultury (FOTO:Fortepan, lic. CC BY-SA 3.0) i dymek (pixabay, domena publiczna).Lejąca się strumieniami wódka, tańce do białego rana i dziewczyny wypatrujące celebrytów w ciasnych, zadymionych barach… Czy to obrazek z jednej ze współczesnych knajpianych dzielnic wielkiego miasta? Nie. To noc w polskiej stolicy w czasach… Stalina, Bieruta, Gomułki i bezwzględnej ubecji.

W trudnych latach 50. bawiono się na potęgę. Ludzie szukali rozrywki i oderwania od ponurej, pozbawionej perspektyw rzeczywistości. W swojskich klimatach lub gorących rytmach latynoskich imprezowano, gdzie tylko się dało: w małych mieszkaniach, salach kinowych i teatralnych, restauracjach, kawiarniach, na nadmorskich plażach, w parkach miejskich, w stołówkach, hotelach, klubach muzycznych i studenckich. Bez względu na to, czy bawili się chłopi z prowincji, napływowi robotnicy czy miastowa inteligencja, żadna impreza nie mogła się obyć bez wódki.

Kameralny wielki świat

Wydany w 1956 roku przewodnik „Jesteśmy w Warszawie” wymieniał czterdzieści kawiarni, osiemnaście restauracji i jedenaście kin w samym Śródmieściu. Amatorzy nocnego życia mogli w stolicy wybierać spośród około czterystu lokali.

Warszawski clubbing sprzed 60 lat wyglądał następująco: najpierw można było pójść do Orłówki na rogu Żelaznej i Chmielnej, która może nie była lokalem najbardziej wyrafinowanym, ale miała swoich fanów. Zamawiało się „lornetę” i „meduzę”, czyli dwie setki i galaretę, a następnie pito i jedzono na stojąco.

Jak odpocząć od szarej rzeczywistości PRL-u? Najlepiej zacząć od lornety i meduzy, a potem pójść w miasto... Na zdjęciu kolejka (prawdopodobnie) po papier toaletowy (źródło: domena publiczna).

Jak odpocząć od szarej rzeczywistości PRL-u? Najlepiej zacząć od lornety i meduzy, a potem pójść w miasto… Na zdjęciu kolejka (prawdopodobnie) po papier toaletowy (źródło: domena publiczna).

Potem można było udać się na Pragę, gdzie przy Targowej w Oazie odbywał się dancing. Jednak najgłośniejszą knajpą ówczesnej Warszawy była mieszcząca się na Nowym Świecie pod numerem 16 Kameralna. Piotr Bojarski przytacza w książce „1956. Przebudzeni” wspomnienia poety Romana Śliwonika:

[Kameralna] była to namiastka świata wielkiego, który gdzieś podobno istniał, ale też nie na pewno. Ale jeśli nawet był, przelewał się światłami, samochodami, dobrobytem .

Restauracje takie jak Kameralna były enklawami alternatywnego wobec socrealizmu stylu życia, mody oraz obyczaju. Nic dziwnego, że przyciągały tak zwanych „bikiniarzy”, będących w opinii władzy ludowej symbolem moralnej zgnilizny i całego zła, jakie płynęło z Zachodu. Styl ten szczegółowo opisywał Leopold Tyrmand w „Dzienniku 1954”:

[…] wąziutkie spodnie, fryzura spiętrzona, tak zwana plereza, buty na fantastycznie grubej słoninie [gumowej grubej podeszwie – przyp. aut.]. Kolorowe, bardzo widoczne spod krótkich nogawek skarpetki, dziwaczna marynarka z fantasmagorycznego materiału, straszliwie wysoki kołnierzyk koszuli. […] pachnieli innością, imperialistyczną Ameryką, gdyż na jej ekscentrycznych młodych obywatelach wzorowali swoje ubrania.

To wszystko znajdziecie w książce Piotra Bojarskiego pod tytułem "1956. Przebudzeni" (Agora 2016).

Artykiuł powstał między innymi na podstawie książki Piotra Bojarskiego pod tytułem „1956. Przebudzeni” (Agora 2016).

A Marek Hłasko dodawał w „Pięknych dwudziestoletnich”:

Bikiniarz się nudzi, nudzą go ludzie, życie, Polska […]. Bikiniarz tęskni za pełnią życia, jednakże wykładnikiem takiego życia jest dla niego atmosfera nocnego lokalu, możliwość wyżycia seksualnego i miłosnych przygód.

Clubbing po warszawsku

Czerpiący z bujnego życia Kameralnej inspiracje do swoich opowiadań, Hłasko był jednym z wielu członków stołecznej elity, którzy przesiadywali nocami w tym kultowym miejscu. Często wpadał tam na wódkę i ogórki Jerzy Andrzejewski, bywali tu Leopold Tyrmand, Henryk Grynberg, Roman Polański czy Marek Nowakowski.

Największe sławy mogły liczyć na niesłabnące zainteresowanie płci pięknej i okazję do romansu. Słynący z powodzenia Hłasko nieustannie poznawał tu nowe dziewczyny, które nie zawsze traktował po dżentelmeńsku. Pewnej młodej urzędniczce z Centrali Filmów na Puławskiej najpierw obiecał ślub i obsypał kwiatami, a potem zwyzywał „po kielichu”.

Któż nie lubi melby? W "Kameralnej" jednak nie wypadało jej zamawiać... (fot. Robbie Sproule - Flickr, lic. CC BY 2.0).

Któż nie lubi melby? W „Kameralnej” jednak nie wypadało jej zamawiać… (fot. Robbie Sproule – Flickr, lic. CC BY 2.0).

Jerzy Urban wspominał, że to była knajpa, w której zbierali się literaci, prostytutki, lokalni „magnaci” z szarej strefy. Kameralna była jego zdaniem najgorętszym miejscem na knajpianej mapie Warszawy lat 50. Nie była jednak jedynym.

Warszawscy geje lubili na przykład spotykać się w Alhambrze przy Alejach Jerozolimskich, a inteligencja w kawiarni Antyczna przy placu Trzech Krzyży. Właściwie clubbing można było odbyć nawet bez przechodzenia na drugą stronę Marszałkowskiej: zaczynano w Barze pod Dwójką, a kończono w Barze pod Setką… albo w izbie wytrzeźwień.

W gruzy za butelkę wina

Warszawa sprzed sześciu dekad obfitowała w rozrywki zmysłowe. W zależności od budżetu, jakim dysponował klient, na „panienki” można było pójść albo do jednej z hotelowych restauracji lub lepszych knajp, albo na ulicę. Prostytutki bywały na przykład w Kameralnej.

Jerzy Urban wspominał, że tam były tylko dwa dania, które można było zamawiać: de volaille i melba, ale żaden szanujący się klient ich nie brał. W lodowo-owocowych deserach gustowały prostytutki, dlatego od barmana Kameralnej można było usłyszeć: „Ile melbów, tyle kurwów!”

Z kolei znana reżyserka teatralna i filmowa Izabella Cywińska, minister kultury w rządzie Tadeusza Mazowieckiego, studiowała wówczas etnografię na Uniwersytecie Warszawskim i badała życie warszawskich prostytutek. Żeby poznać je nieco lepiej, wybrała się ze stryjem do restauracji w hotelu Polonia. Jej wspomnienia przytacza Piotr Bojarski w książce „1956. Przebudzeni”:

Wyjaśniał mi, co i jak. Że to ta i na sto procent tamta, ta pewnie jest taka, a ta siaka… W końcu jedna z nich podleciała do mnie z pretensjami, że to nie mój rewir, że to niesłychane, że jakaś gówniara się wpycha i podbiera najlepszych klientów, czyli starszych panów. Wymknęliśmy się stamtąd jak niepyszni.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Artykuł porusza następujące tematy:

Czas akcji:

Miejsce akcji:

Komentarze (2)

  1. mariner Odpowiedz

    Slaboscia a nawet oszustwem tego artykulu jest to z stosuje wspolczene miarki dooceny czasow 70 lat temu. Przypomne ze Europa w tym czasie wcale nie roznila sie od Polski.Moj wujek ktory byl marynarzem opowiadal ze za karton Malboro mozna sie bylo bawic do bialego rana w Hamnburgu z obsluga przez 3 Niemki. Pelna obsluga :) .Opowiadal ze to samo bylo w UK , czy Francji.POlska na tle zaciskajacego pasa zachodu jawila sie jako oaza lekkiego zycia.Dopiero w latch 60tych zaczal sie pojawiac dystans a przepasc w latach 80tych.
    Polska w latach 50 umiala sie bawic i ludzie korzystali z tego . Cieszyli sie z pokoju bo wciaz pamietali wojne.
    Dlatego uwazam ze autorka tegoartykulu powinna sie walnac glowa o sciane i nieco otrzezwiec i pojrzec na historie z szerszej perspektywy niz stosuje. No ! ale jest komformistka i nie chce isc pod prad , nawet wbrew prawdzie .To co wyczytuje ze starych gazet nie zastapi wspomnien jeszce zyjacych i pamietajacych tamte czasy ludzi.

  2. Zbytni Odpowiedz

    Popieram twój komentarz, ale autorka należy do ekipy nierzetelnych”prostowaczy a fałszerzy historii. Ilość słów o ubecji itd nie zmienia faktu, że życie opiera się na pieniądzach i du….e.
    Ps. A taki Hłasko jest bohaterm bo też chlał,…… i dziś należałby do celebrytów. Może trochę rzetelności kobieto?

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.