Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Twój facet narzeka, że długo robisz się na bóstwo? Koniecznie pokaż mu ten artykuł!

Ile można siedzieć w łazience? Do skutku! Obraz pędzla Georgesa Seurata, 1889/1890 (źródło: domena publiczna).

Ile można siedzieć w łazience? Do skutku! Obraz pędzla Georgesa Seurata, 1889/1890 (źródło: domena publiczna).

Jak można przez trzy godziny siedzieć w łazience? Można, jak najbardziej. A dawniej można było znacznie, znacznie dłużej. Dowiedz się jak bardzo cierpliwi byli nasi pradziadkowie. I nie zapomnij uświadomić swojego mężczyzny!

Godzina spędzona na przygotowaniach już wywołuje pomruki niezadowolenia. Dwie godziny to rzekomo gruba przesada. A trzy mogą sprawić, że zamiast udanego wieczoru, będzie wielka awantura. Tymczasem nawet trzygodzinne przygotowania, ba! nawet i pięciogodzinne, są niczym w porównaniu z tym, ile czasu potrzebowały kobiety sto lat temu, by móc pokazać się w towarzystwie.

Nie tylko wielkie wyjście, ale każde pojawienie się kobiety w miejscu publicznym, wymagało odpowiedniego wyglądu, dostosowanego do pory dnia i okazji. Godzina mogła, z wielkim trudem, wystarczyć, by przygotować się do wypadu na zakupy i to raczej te na pobliskim ryneczku.

Oczywiście trzeba było mieć zdolną pokojówkę, która potrafiła szybko rozczesać długie włosy, upiąć je pod kapelusz, sprawnie zasznurować gorset, zapiąć dziesiątki guziczków przy sukni, rękawiczkach i bucikach. Ale przygotować się na eleganckie przyjęcie czy galę w operze w takim szaleńczym tempie? Wolne żarty!

Tak w roku 1910 wyobrażano sobie toaletę w roku 2000. Czy taka mechanizacja mogła przyspieszyć pobyt elegantki w łazience? (źródło: domena publiczna).

Tak w roku 1910 wyobrażano sobie toaletę w roku 2000. Czy taka mechanizacja mogła przyspieszyć pobyt elegantki w łazience? (źródło: domena publiczna).

Madzia szykuje się na bal

Premiery teatralne, bale, wyścigi konne i przyjęcia były przez wszystkie kobiety oczekiwane z wielkim podnieceniem, ale również z wielką obawą. Od udanego debiutu w towarzystwie zależała często cała ich przyszłość. Młode dziewczyny, wchodzące dopiero w dorosłe życie, poddawane były surowej ocenie otoczenia. Mierzono je wzrokiem od stóp do głów i każdy z elementów ich urody musiał być nieskazitelny.

Idealna cera, gładkie dłonie, piękne paznokcie, lśniące włosy, białe zęby, zgrabna sylwetka, drobne stopy – wszystko to składało się na sukces towarzyski i zwiększało nadzieję na korzystne zamążpójście. Uroda mogła zrekompensować brak posagu. Mężatki nie miały wcale dużo łatwiej, ich wygląd mógł stać się powodem do plotek na temat ich związków.

Dzięki naszej nowej książce autorstwa Oli Zaprutko-Janickiej poznasz sekrety urody naszych prababek. Tylko do wtorku możecie ją kupić aż 40% taniej.

Dzięki nowej książce Ciekawostek historycznych autorstwa Oli Zaprutko-Janickiej poznasz sekrety urody naszych prababek. Kup już teraz w specjalnej cenie.

W książce „Piękno bez konserwantów” Aleksandra Zaprutko-Janicka przytacza historię opisaną przez znaną skandalistkę Magdalenę Samozwaniec. Nastoletnia Madzia postanowiła zmienić kolor włosów tuż przed wyjściem na bal. Reakcja pani Kossakowej świetnie ilustruje to, jak ważna była odpowiednia prezencja:

Przed samym balem nikt z rodziny nie widział Magdaleny, ona zaś miała obserwować tańce z galeryjki, jako zbyt młoda na uczestnictwo w zabawie. Kiedy wreszcie zjawiła się na miejscu była zupełnie odmieniona. Swoje świeżo pofarbowane na rudo włosy zaplotła w warkocze, które upięła w koronę wokół głowy. Włożyła różową, jedwabną sukienkę ze ślubu swojego brata, czarne pończochy i czarne lakierowane pantofelki.

Łazienki XIX-wiecznej arystokracji były imponujące, chociaż dzisiaj trudno sobie wyobrazić korzystanie z nich (źródło: domena publiczna).

Łazienki XIX-wiecznej arystokracji były imponujące, chociaż dzisiaj trudno sobie wyobrazić korzystanie z nich (źródło: domena publiczna).

Całość uzupełniła pomalowanymi na czarno brwiami (wystarczyło nabrać odrobinę sadzy na palec). Kiedy pani Kossakowa, czyli mama nastolatki, zobaczyła nowy image dziewczyny, o mało nie padła rażona atakiem apopleksji. Któraś z pań bawiących na balu zapytała ją, kim jest dziewczyna w różowej sukience. Efekt był tak piorunujący, że Kossakowa z wrażenia… wyparła się córki.

Nawet zwykłe (z pozoru!) wyjście do teatru było prawdziwym wyzwaniem. Sto lat temu na widowni rozgrywał się spektakl równie, a dla wielu nawet bardziej interesujący, od tego na scenie:

Kiedy w krakowskim teatrze Słowackiego zjawiała się zagraniczna sława, loże rozchodziły się jak ciepłe bułeczki. Ale nie wystarczyło przecież wziąć bilet i wyjść na spektakl. Panie szykowały się jak gdyby to one same miały wystąpić na scenie (cytat z książki „Piękno bez konserwantów”).

Lornetki nie służyły tylko do podziwiania artystów, ale często skierowane były na sąsiednie loże i na sąsiednie rzędy foteli. Kto z kim, kto jak ubrany, kto smutny i blady, a kto zaróżowiony z emocji? Czy baronowa X jest chora? Prawie przeźroczysta! A czy hrabina Y znów niedomaga? Ma wypieki jak w gorączce! Półmrok sprzyjał spokojnej obserwacji i każda kobieta wiedziała, że zostanie poddana dokładnym oględzinom przedstawicieli obojga płci.

Zadbana kobieta wizytówką mężczyzny

Wystawiając się na publiczną ocenę, nie można było sobie pozwolić na pośpieszne zabiegi upiększające i niestaranny wygląd, gdyż gra toczyła się o zbyt dużą stawkę. Dobra reputacja była w cenie i, w przeciwieństwie do dzisiejszych trendów, zgodnie z którymi nie należy przejmować się zdaniem innych, bardzo o nią zabiegano.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Komentarze

brak komentarzy

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.