Historia z mniej (choć nie zawsze) poważnej strony. Ciekawostki, odkrycia, kontrowersje, czyli „jak to naprawdę było” w formie przystępnej dla każdego.

Jak wyglądał zwyczajny dzień w japońskim obozie zagłady?

Japoński oprawca był groźny nie tylko dla kobiet... Fragment amerykańskiego plakatu wojennego "This is the enemy".Głód, strach, poniżenie, tortury, choroby i śmierć. W japońskich obozach jenieckich każdy wschód słońca zapowiadał katorgę. A każdy zakończony przy życiu dzień – zakrawał na cud.

Po ataku na Pearl Harbor, 7 grudnia 1941 roku, wojska japońskie rozpoczęły błyskawiczny podbój Azji oraz wysp Pacyfiku. W obliczu dziejowej misji budowy imperium, rząd nie mógł pozwolić sobie na żadne oznaki anarchii. W kraju trwała zakrojona na olbrzymią skalę kampania represji. Prześladowano komunistów i przeciwników agresywnego reżimu. Główną bronią dyktatury była Kempeitai. Tajna, bezwzględna i bezgranicznie posłuszna policja polityczna.

Nieprawomyślni poddani trafiali za druty kolczaste obozów. Nikt nawet nie silił się na wymyślanie pretekstów do zsyłki. Wystarczał jeden gest lub słowo, by znaleźć się w miejscu, które gorsze było od samego piekła.

Jednym z takich obozów było więzienie w Fukuoce, znajdujące się na japońskiej wyspie Kiusiu. Trafiali tam wszyscy wrogowie rządu Japonii i samego cesarza Hirohito. Koreańczycy, Chińczycy, Amerykanie. Największą grupę więźniów stanowili jednak rdzenni Japończycy.

Mundur oficera Kempeitai, wystawiony w Muzeum Obrony Wybrzeża w Hongkongu (fot. Ahoiyin, lic. CC BY-SA 3.0).

Mundur oficera Kempeitai, czyli japońskiej tajnej policji, wystawiony w Muzeum Obrony Wybrzeża w Hongkongu (fot. Ahoiyin, lic. CC BY-SA 3.0).

Więźniowie nie mieli żadnych praw. Skazani na łaskę (lub niełaskę) obozowych strażników, każdego dnia czuli na sobie oddech śmierci. Tej samej śmierci, która dla większości z nich była jedynym wybawieniem.

Tortury na każdą okazję

Wrogowie ojczyzny od razu po przybyciu do obozu uznawani byli za winnych. Przyznanie się do winy było tylko kwestią czasu, a pomóc w tym miały prowadzone w tajemnicy przesłuchania. Gdy zawiodły, a opór skazanego był większy niż się spodziewano – przychodził czas na tortury.

Pod względem brutalności i zezwierzęcenia japońscy strażnicy nie ustępowali w najmniejszym stopniu barbarzyńskim katom z SS i Gestapo. Do ich ulubionych katuszy należała tak zwana „tortura ryżu”, polegająca na kilkudniowym głodzeniu ofiary. Następnie więźnia karmiono suchym ryżem, który musiał popić dużą ilością wody. Pęczniejący w żołądku ryż powodował ogromny ból.

Inną metodą „złamania” człowieka była tortura „wodna”. Przez usta lub nos wlewano do płuc ofiary wodę. Gdy ta straciła przytomność, kat skakał po brzuchu więźnia tak długo, aż woda z powrotem wydostała się na zewnątrz. Taki zabieg powtarzano zazwyczaj kilka razy.

Sadystyczni strażnicy prześcigali się w wymyślaniu najróżniejszych sposobów zadawania bólu swoim ofiarom. Nie potrzebowali żadnego powodu. Ot tak, wyłącznie dla zaspokojenia swoich chorych żądz gasili na ciałach więźniów papierosy, świece lub rozpalone do czerwoności żelazne pręty. Wrząca woda i płonący olej również należały do popularnych narzędzi tortur. Oblewano nimi najczulsze miejsca na ciele – nos, uszy, brzuch i genitalia.

Tortura wodna była popularna nie tylko w Japonii (źródło: domena publiczna).

Tortura wodna była popularna nie tylko w Japonii (źródło: domena publiczna).

Wyrywanie paznokci, obcinanie palców, rażenie prądem, zmuszanie do kilkugodzinnego klękania na potłuczonym szkle, rozciąganie stawów kolanowych i łokciowych, łamanie kończyn i żeber, wbijanie pod paznokcie drzazg – to wszystko należało do „żelaznego repertuaru” więziennych sadystów w mundurach.

Gdy uśmiech staje się zbrodnią

Na tortury można było trafić o każdej porze dnia i nocy. Najczęściej więzień nie dowiadywał się nawet dlaczego zostanie im poddany. A w taki sposób karano nawet za najmniejsze wykroczenia. Zabronione były rozmowy ze współwięźniami. Za jakikolwiek kontakt z innym człowiekiem groziła kaźń. Na terenie obozu jenieckiego nie można było śpiewać, gwizdać, rysować i pisać. Każdą formę sztuki surowo karano. Poważnym wykroczeniem stał się nawet uśmiech.

Artykuł powstał między innymi na podstawie książki Jung-Myung Lee pod tytułem "Poeta, strażnik i więzień" (Świat Książki 2016).

Artykuł powstał między innymi na podstawie książki Jung-Myung Lee pod tytułem „Poeta, strażnik i więzień” (Świat Książki 2016).

Najpoważniejszym przestępstwem było jednak nieokazanie szacunku strażnikowi. Brak ukłonu i zasalutowania oznaczał natychmiastowe represje w postaci wielogodzinnej katorgi. Najlżejszą karą wydawało się zmuszenie więźnia do całodziennego stania na baczność przed domem strażnika. Nawet najmniejsze poruszenie oznaczało chłostę.

Każdy ze strażników otrzymywał za swoją pracę wynagrodzenie w wysokości 20 jenów (po roku 1944 zwiększone do 40) oraz papierosy. Nie każdy z nich był natomiast sadystą i psychopatą. Zdarzali się i tacy, którzy nawiązywali kontakty z więźniami i pomagali im w zdobyciu dodatkowego pożywienia. Czasami pozwalano im również na napisanie listu do rodziny. Nie częściej jednak niż raz na 10 tygodni. Warunkiem było wszak opisywanie pobytu w obozie w samych superlatywach.

Przeżyć za garść ryżu

Warunki, w jakich żyli więźniowie były koszmarne. Spano najczęściej na podłodze, a jako łóżko służyły papierowe maty. Przykrywano się ciężkim bawełnianym kocem. W ciasnych barakach głowy śpiących ludzi znajdowały się tuż przy wykopanych w ziemi dziurach, służących jako toaleta opróżniana co dwa tygodnie. Każdy barak wyposażony był w jedną, najczęściej piętnastowatową żarówkę.

Tak wyglądali amerykańscy i holenderscy żołnierze po kilku miesiącach w japońskim obozie na Tajlandii (źródło: Australian War Memorial, domena publiczna).

Tak wyglądali amerykańscy i holenderscy żołnierze po kilku miesiącach w japońskim obozie na Tajlandii (źródło: Australian War Memorial, domena publiczna).

Kąpiele odbywały się w osobnym budynku i należały do rzadkości. Czasami w zimowych miesiącach podgrzewano wodę. O mydle można było tylko pomarzyć. Korzystano również z możliwości kąpieli w naturalnych zbiornikach wodnych, takich jak rzeki lub jeziora, ale tylko w chłodnych okresach roku. Latem takie praktyki były zakazane – rzekomo ze względu na ryzyko wystąpienia chorób skóry.

Osoby, które nie mogły pracować, skazane były na głodowe porcję pożywienia. Dziennie dostawały niewielką filiżankę suchego ryżu najgorszej jakości. Niedożywienie często prowadziło do poważnych chorób.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Komentarze

  1. クリストファー Odpowiedz

    Pamiętać trzeba również o tym jak dobrze „bawił” się w Chinach „oddział 731” ( podlegali w/w Kempeitai), w eksperymentach pseudo naukowych.
    I jaka „straszna” kara spotkała Shirō Ishii gdy w latach 50 XX W w końcu znaleźli go Amerykanie w Japonii.
    Co do tematu, kilka lat temu był film o losach jeńców z Singapuru w 1942 ( nie mam tu namyśli słynnego „Mostu na rzece Kwai”).

    A po myśleć że to wszystko dlatego że 1854 oczywiście Amerykanin komandor Perry przełamał blokadę trwającą od 200 lat, może gdyby był nadal szogunat nie było epoki Meiji „Epoka Światłych Rządów” która doprowadziła co prawda do rozkwitu gospodarczego kraju, ale wbiła w nacjonalizm i ekspansję kolonialną, doprowadzając kraj w wyniku wojen do zniszczenia.

  2. maciejmakro Odpowiedz

    ” Przez usta lub nos wlewano do płuc ofiary wodę. Gdy ta straciła przytomność, kat skakał po brzuchu więźnia tak długo, aż woda z powrotem wydostała się na zewnątrz. Taki zabieg powtarzano zazwyczaj kilka razy.”
    brednia (Taki człowiek po prostu umierał) ilustrowana pornograficznym rusunkiem przez durniów uważanym za dokument.

  3. maciejmakro Odpowiedz

    Warto zausażyć że większość świadectw o japońskich wyczynach to produkty jankesów (tak spaliliśmy żywcem kilkaset tysięci dzieci kobiet i starców,ale to rodziny straszny drani były), oraz Sowietów (na kołymie więźniowie umierali ze szczęścia…)

Dodaj komentarz