Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Chcesz być piękna jak Marysieńka? Zdradzamy tajniki modnego wyglądu sprzed 400 lat

XVII-wieczna Miss Polski byłaby niezbyt wysoka, o kobiecych kształtach, bladej cerze z rumieńcami, czerwonymi ustami i śnieżnobiałymi zębami. Talię miałaby wąską, pierś pełną, a włosy najlepiej jasne i gęste. Dążąc do tego ideału, panie sięgały po stare, sprawdzone sposoby poprawiania natury.

Karykatura przedstawiająca zawiązywanie gorsetu. Akwarela Zygmunta Wagnera z 1795 roku z kolekcji Szwajcarskiej Biblioteki Narodowej (źródło: domena publiczna).

Karykatura przedstawiająca zawiązywanie gorsetu. Akwarela Zygmunta Wagnera z 1795 roku z kolekcji Szwajcarskiej Biblioteki Narodowej (źródło: domena publiczna).

Efekt osiej talii osiągano przez noszenie obcisłych gorsetów, zwanych „sznurówkami”. Damy ściskały się nimi aż do nieprzytomności! Starosta mszczonowski hrabia Eligiusz Prażmowski podczas kilkuletniego pobytu we Francji tak zachwycił się obyczajami i modą francuską, że zamierzał nawet zrzec się swojej narodowości. Przywiózł ze sobą do Polski na tyle silne umiłowanie modą francuską, że jego córka Marianna stała się prawdziwą męczennicą kapryśnego i dziwacznego modnisia i całe życie nią była w domu i za domem.

Sprowadzał dla niej z Francji wymyślne stroje, a nawet osobiście sznurował jej gorset à la Pompadour, tak mocno i ściśle, że jej piersi prawie pod brodę dochodziły. Dzięki temu hrabianka zyskała talię na tyle wąską, że ponoć można ją było objąć dłońmi.

W oczach zgorszonych sarmatów kobiety w gorsetach wyglądały niemalże jak ta pani z XVIII-wiecznego "l'Essai du corset" na rysunku autorstwa de Wille (źródło: domena publiczna).

W oczach zgorszonych sarmatów kobiety w gorsetach wyglądały niemalże jak ta pani z XVIII-wiecznego „l’Essai du corset” na rysunku autorstwa de Wille (źródło: domena publiczna).

Sarmaci utyskiwali na gorsety, upatrując w nich przyczyn zgorszenia i rozprężenia obyczajowego. Obawiali się, że ich żony, siostry i córki wraz z nową modą przejmą inne niekorzystne wzorce. Wojewoda Krzysztof Opaliński pisał w 1646 roku: Żonę moją Królowa kocha i nad wszystkie inne damy znacznie karczuje i szanuje i respektuje. Wystroiła mi ją tyż cale po francusku krom tego, że cycków nie pokazuje, choć to alamodissimum.

Damy, wbrew rzucanym na nie gromom, a zgodnie z nową modą, starały się wyeksponować nawet niewielkie biusty wkładając pod suknie powiększające poduszeczki. Paniom mniej hojnie obdarzonym domowe poradniki dodatkowo podpowiadały, jak różnymi sposobami uzyskać pożądane krągłości. W jednym z dzieł radzono, aby tłuc liście mięty i nią te jabłuszka okładać, a będą twarde i okrągłe.

Uzyskanie jasnej cery z rumieńcem jak u Marysieńki wymagało wielu wyrzeczeń. Portret Marysieńki pędzla Jana Triciusa z 1676 roku, znajdujący się w zasobach Muzeum Pałacu w Wilanowie (źródło: domena publiczna).

Uzyskanie jasnej cery z rumieńcem jak u Marysieńki wymagało wielu wyrzeczeń. Portret królowej pędzla Jana Triciusa z 1676 roku, znajdujący się w zasobach Muzeum Pałacu w Wilanowie (źródło: domena publiczna).

Barokowa dama musiała mieć także doskonałą, białą płeć, ozdobioną rumieńcem. Ponieważ największym wrogiem wybielonej skóry było słońce, stosowano różne specyfiki, usuwające „cygańską cerę”. Zabiegi te prowadzono z pomocą wódek, maści i olejków. Szymon Syreński pisze w swoim zielniku o odwarze, który piegi z twarzy […] zmazy wszelkie, plamy i szkaradności […] spędza i ściera.

Jasna cera długo była u pań pożądana. Jeszcze Aleksandra z Tańskich Tarczewska ubolewała w swoim pamiętniku nad losem wychowywanej przez pewną starościnę siostry Klementyny. Nie mogę podarować, że z najpiękniejszej w świecie dziewczyny przez niedbalstwo, niechlujstwo oddali opaloną, okrostowiałą panienkę; ledwo w dwa lata przyszła jej płeć cokolwiek do dawnego stanu, ale na zawsze straciła pierwotną białość i delikatność… Dbano nie tylko o twarz, ale także ręce, które miały być białe, gładkie, „chędogie”.

Królowa Maria Ludwika (po lewej na obrazie Justusa von Egmonta z 1645 roku) wprowadziła do Polski muchy, ale to jej chrześniaczka, Marysieńka (po prawej na XVIII-wiecznym portrecie), była mistrzynią ich używania (źródło: domena publiczna).

Królowa Maria Ludwika (po lewej na obrazie Justusa von Egmonta z 1645 roku) wprowadziła do Polski muchy, ale to jej chrześniaczka, Marysieńka Sobieska (po prawej na XVIII-wiecznym portrecie), była mistrzynią ich używania (źródło: domena publiczna).

Efekt gładkości i pożądanej bieli osiągano dzięki bielidłom, czyli pudrom, które wyrabiano między innymi z utartej kredy oraz sproszkowanych skorupek jaj. Bladą cerę w II połowie XVI wieku powszechnie podkreślano „barwiczką” (preparowaną z rozmaitych korzeni, saletry, miodu, koziego mleka i innych dodatków), później zwaną różem. Brwi czerniono proszkiem ze spalonych migdałów na modłę orientalną, a na twarz naklejano czarne muchy, które przywiozła do Polski królowa Ludwika Maria Gonzaga.

Znaczenie much zależało od tego, gdzie zostały przyklejone: przy kąciku oka była „rozkochana”, na policzku „uprzejma“, na nosie „śmiała“, na wardze „całuśna”. Moda nie oszczędzała nawet młodziutkich panien: Kajetan Koźmian ubolewał w swoich pamiętnikach, że hrabia Prażmowski zmuszał swoją córkę chociaż była świeżą, bielić twarz blejwajsem, malować różem […] brwi czernić i twarz pstrzyć muszkami.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Komentarze

brak komentarzy

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.