Historia z mniej (choć nie zawsze) poważnej strony. Ciekawostki, odkrycia, kontrowersje, czyli „jak to naprawdę było” w formie przystępnej dla każdego.

A ty szczęśliwa Austrio żeń się… z córką swojej siostry! Prawdziwy obraz habsburskiej rodziny

Cesarz Leopold I i jego żona. Oraz siostrzenica. Oraz kuzynka... Wszystko w jednej osobie, jak przystało na wsobną rodzinę.

Cesarz Leopold I i jego żona. Oraz siostrzenica. Oraz kuzynka… Wszystko w jednej osobie, jak przystało na wsobną rodzinę.

Kazirodztwo i chów wsobny – tak najkrócej można streścić politykę dynastyczną Habsburgów. I choć dzięki temu dzierżyli w swych rękach pół Europy, to spoglądając w wybałuszone oczy habsburskich władców i władczyń, uwiecznionych na portretach, trzeba zapytać: czy było warto?

Małżeńskie sukcesy Habsburgów, które zapewniły im panowanie w kolejnych krajach, miały kłopotliwy efekt uboczny – trudno było im znaleźć równą stanem katolicką narzeczoną. A że z Francją byli wiecznie skłóceni, wybór ograniczał się niemal wyłącznie do własnej dynastii.

Za poślubianiem Habsburżanek przemawiała też spójność rodu. Habsburgowie rozumowali, że jeśli co najmniej raz na pokolenie wezmą ślub w rodzinie, to będą stanowić monolit, zachowają terytorialne dziedzictwo oraz czystą krew królewską.

I choć wyznaczone cele polityka małżeńska osiągnęła, skutki uboczne okazały się dla rodu zabójcze. Przyjrzyjmy się zatem najbardziej kazirodczemu momentowi w historii dynastii.

Filip IV, król Hiszpanii, odkrył, że w biedzie można liczyć na rodzinę. Na przykład na to, że szwagier odda mu rękę... własnej córki. Obraz Diego Velázqueza z ok. 1631 roku (źródło: domena publiczna).

Filip IV, król Hiszpanii, odkrył, że w biedzie można liczyć na rodzinę. Na przykład na to, że szwagier odda mu rękę… własnej córki. Obraz Diego Velázqueza z ok. 1631 roku (źródło: domena publiczna).

Jak nie do kuzyna, to do wujka

Zacznijmy od pewnej romantycznej pary. Cesarz Ferdynand III mocno kochał swą żonę, Marię Annę Hiszpańską. Wcale nie przeszkadzało mu, że była jego cioteczną siostrą. Małżonkowie mieli kilkoro dzieci, w tym Mariannę i Leopolda.

Brat Marii Anny, król Hiszpanii Filip IV, miał syna, pięć lat starszego od Marianny. Szybko dogadał się z cesarzem co do ślubu dzieci.

Plany te przerwała w 1646 roku nagła śmierć siedemnastoletniego hiszpańskiego infanta. Podstarzały wdowiec Filip IV pozostał bez następców i to wtedy, gdy przegrywał z kretesem walkę o Niderlandy. Po zgonie syna był u kresu sił. Godzinami włóczył się po krypcie królewskiej w Escorialu, zaglądając do zwłok swego ojca i dziada, i płakał w niszy przygotowanej na własną trumnę.

Z dołka wyciągnął go Ferdynand III. Zaoferował Filipowi, że wyśle mu pomoc wojskową i… zostanie jego teściem. W końcu Marianna i tak miała pojechać do Hiszpanii, by zostać żoną infanta. Filip zaakceptował obie oferty i zamknął krypty.

W tym misternym planie nikt nie zapytał Marianny, czy chce dzielić łoże z trzydzieści lat od niej starszym bratem jej matki. Gdy dotarła do Hiszpanii, miała zaledwie piętnaście lat. W drodze do męża została pouczona, że jako królowa może najwyżej nieznacznie się uśmiechać. Nie wiedziała, że niewiele czeka ją ku temu okazji.

Co się z tego urodzi?

Związek siostrzenicy z wujkiem nie układał się dobrze. Filip IV chciał mieć synów. Poza tym nie potrzebował małżonki – do miłości miał inne partnerki. Nawet w korespondencji nie nazywał Marianny żoną, tylko bratanicą. Jeśli akurat nie znajdował się z nią w łóżku, uważał ją za towarzyszkę zabaw swej córki z pierwszego małżeństwa.

Mina Marianny mówi wszystko. 18-letnia królowa Hiszpanii musiała dzielić łoże z prawie trzykrotnie starszym od niej wujkiem, który ją w dodatku lekceważył. Obraz Diego Velázqueza z 1652 roku (źródło: domena publiczna).

Mina Marianny mówi wszystko. Osiemnastoletnia królowa Hiszpanii musiała dzielić łoże z prawie trzykrotnie starszym od niej wujkiem, który ją w dodatku lekceważył. Obraz Diego Velázqueza z 1652 roku (źródło: domena publiczna).

Małżeństwo wujka i siostrzenicy nie wróżyło nic dobrego. O dziwo, pierwsze ich dziecko, urodzona w 1651 roku Małgorzata Teresa, było pozbawione większych defektów i chowało się zdrowo.

Później było tylko gorzej. Kolejne latorośle rodziły się słabe i umierały w dzieciństwie. Marianna często roniła ciąże. A gdy wreszcie urodziła syna Karola, który przeżył okres dziecięcy, chłopiec okazał się opóźniony fizycznie i umysłowo. Karmiono go piersią do trzeciego roku życia, dopiero rok później zaczął chodzić. Nigdy nie nauczył się czytać ani pisać.

Powielanie starych błędów

Tymczasem po Ferdynandzie III tron cesarski przejął jego syn Leopold. Jak przystało na członka kazirodczej rodziny, nowy władca był niski i monstrualnie brzydki. Ziemista twarz z wystającym podbródkiem i zębami, haczykowatym nosem, obwisłymi ustami i nawet jak na habsburskie standardy bardzo wydatną dolną wargą, wyglądała wręcz groteskowo szpetnie.

Inspirację do napisania artykułu stanowiła książka Roberta Forysia pod tytułem "Gambit hetmański" (Wyd. Otwarte 2016).

Inspirację do napisania artykułu stanowiła książka Roberta Forysia pod tytułem „Gambit hetmański” (Wydawnictwo Otwarte 2016). To fascynująca opowieść o kobietach, które nade wszystko pragną władzy. Gotowe są za nią zapłacić złotem, krwią, trucizną, a nawet – własnym ciałem…

Zamknięty w sobie, mściwy i niezręczny, był jednak pracowitym władcą i mecenasem sztuki. Wierny mąż, dobry ojciec… Jego życie rodzinne nie budziłoby zastrzeżeń, gdyby nie to, kogo poślubił…

W 1659 roku Leopold otrzymał z Hiszpanii portret swojej ośmioletniej siostrzenicy pędzla Velazqueza. Obraz uroczej Małgorzaty Teresy otrzymał między innymi dlatego, że… siostra chciała za niego wydać swoją córkę!

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Komentarze

  1. Ikss Odpowiedz

    Ludzie niczym bydło. A człowiek myślał, że to Hitler i ten drugi z wąsem byli skręceni na punkcie nowego człowieka. A tu proszę, Habsburgowie też bawili się w hodowców.
    I tak się kończy zabawa z genetyką i stawianie siebie ponad innymi :)
    A poziom niektórych koligacji to taki, ze Ridż i Bruke by się nie powstydzyli :p

    • Martin Schulz Odpowiedz

      Żadna tam zabawa w hodowców, żadna zabawa genetyką, żadne tam tworzenie „nowego człowieka” tylko najzwyklejsza w świecie polityka.

  2. Marragorth Odpowiedz

    (Jej wjazdowi do Wiednia towarzyszyły płonące na niebie litery AEIOU. Skrót, który można odczytywać „A ty, szczęśliwa Austrio, żeń się”…)
    AEIOU – to skrót od Austriae est imperare omni universo, tymczasem rzekome rozwinięcie skrótu odpowiada łacińskiej frazie „Bella gerant alli, tu felix Austria nube!”. Obydwie były swoistym programem politycznym Habsburgów, ale ich utożsamianie ze sobą to gruba pomyłka…

    • Członek redakcji | Autor publikacji | Agnieszka Wolnicka Odpowiedz

      Dziękuję za zauważenie tej pomyłki. Jest już poprawiona.

    • Anonim Odpowiedz

      A. E. I. O. U. skrót ten ma ponad 300 znaczeń i ograniczenie go do Austriae est imperare omni universo jest dla mnie wielką ciekawostką albo brakiem wiedzy.

  3. Anonim Odpowiedz

    „Co się z tego urodzi?”

    Cóż za prostacki styl.
    O ludziach mówi się KTO a nie CO, pani magister.

    Proszę też nie szafować określeniem „kazirodztwo”, skoro pani nie douczyła się co ten termin naprawdę oznacza.
    „Definicja legalna kazirodztwa obejmuje swym zakresem zachowanie osób spokrewnionych ze sobą w linii prostej bez ograniczeń, w linii bocznej tylko rodzeństwa, oraz osób pozostających ze sobą w stosunku przysposobienia, polegające na obcowaniu płciowym.”

    • gość Odpowiedz

      Zgadzam się z autorką to był chów wsobny na potrzeby autriackiej dynastii a czy ci hodowcy byli ludzmi to już dyskuysyjna kwestia!i.

    • Albin Kolano Odpowiedz

      „Co się z tego urodzi?” – a cóż w tym złego, panie licencjacie? Dobór słowa znakomicie podkreśla potworność tego procederu, zaś terminem „kazirodztwo” nikt tu nie szafuje. Ono po prostu trafnie określa charakter relacji w tym zdegenerowanym rodzie (o ile nie jest za łagodne) i nie sposób go uniknąć.

    • hala Odpowiedz

      Nie wszyscy sa tak madrzy jak pan, dla nas laikow jwst to swietny opis zwiazkow malzenskich dynastii Habsburgow . Panska agresja jest zupelnie zbedna.

  4. Anonim Odpowiedz

    Co to znaczy „chów wsobny”, w kontekście rodu królewskiego?!
    Jak pani śmie?!
    Określenie to stosuje się w terminologii związanej z chowem bydła, a nie w stosunku do ludzi! I to w dodatku z dynastii królewskiej!
    Tylko prymitywny plebs pozwala sobie na tego rodzaju sformułowania i spoufalanie się. Proszę się opamiętać.
    Co za brak taktu …

  5. Kinga Odpowiedz

    Przyszło mi na myśl, że twórcy Shreka mogli inspirowac się wizerunkiem Leopolda konstruując postac lorda Farquada…

    • Anonim Odpowiedz

      Oj tam, oj tam. Farquad miał tylko jeden, mały problem XD
      A swoją drogą ciekawe, gdyby Fiona wyszła za niego, nie za Shreka, to jakby wyglądała genetyka ich dzieci. U Fiony wszak dochodzilby element genomu ogra, no i jeszcze fakt, że jej ojciec naprawdę był żabą…

  6. Anonim Odpowiedz

    Nie mogę uwierzyć, że publicyści tego żałosnego portalu ukończyli moją szacowną uczelnię.
    Jak można pisać tak prostackim i prymitywnym stylem?

  7. jou Odpowiedz

    niestety nasz król Zygmunt August również nie zważał na to że żeni się z ciotkami Habsburżankami, córkami Anny Jagiellonki, i o ile wiem to później także Władysław IV ożenił się z ciotką z domu Habsburg, bo ojciec Zygmunt był również potomkiem Jagiellonów a matka z Habsburgów, ładna rodzinka

    • Członek redakcji | Autor publikacji | Agnieszka Wolnicka Odpowiedz

      Anna Jagiellonka, matka habsburskich żon Zygmunta Augusta, była jego siostrą stryjeczną, więc pokrewieństwo jednak nieco dalsze od opisywanych w tekście (piąty stopień pokrewieństwa wobec trzeciego). Pierwsza żona Władysława IV była jego siostrą wujeczną (czwarty stopień pokrewieństwa). To bardzo bliskie pokrewieństwa, ale w tamtych czasach stosunkowo często zawierano takie małżeństwa. Natomiast nigdy żaden król Polski nie próbował poślubić własnej siostrzenicy – ani ciągnąć małżeństw w rodzinie w nieskończoność…

    • Członek redakcji | Autor publikacji | Agnieszka Wolnicka Odpowiedz

      Dziękuję za zauważenie tej pomyłki. Jest już poprawiona.

Dodaj komentarz