promo do 70

Księżniczki dla naiwnych. Kobiety, które wmówiły światu, że mają w żyłach błękitną krew

Autor: | 28 marca 2016 | 22,146 odsłon

Czy knuje plany przejęcia tronu? Fragment obrazu Johna Williama Waterhouse'a (źródło: domena publiczna).Od czasu do czasu w Europie wybuchał skandal: pojawiała się dama twierdząca, że jest zaginioną księżniczką. Zgłaszała pretensje do tronu, majątku i przywilejów monarszych. Powstawał problem: jak odróżnić prawdziwą dziedziczkę od cwanej tupeciary? 

Każdy z nas słyszał o „cudownie ocalonych” córkach ostatniego cara Rosji Mikołaja II. Ale to wcale nie pierwsze kobiety, które starały się wszystkich przekonać, że mają błękitną krew. Zwykle nie kończyło się to dla nich dobrze…

Małgorzata z Norwegii, czyli Niemka żywcem spalona

Małgorzata była córką norweskiego króla Eryka II. Jej życie odmieniło się w 1286 roku, kiedy jej dziadek, król Szkocji Aleksander III, niespodziewanie zginął w nieszczęśliwym wypadku. Wszyscy inni potomkowie Aleksandra już nie żyli, dlatego trzyletnia dziewczynka stała się oficjalnie władczynią Szkotów.

Angielski król Edward I, który miał chrapkę na zajęcie Szkocji, nie próżnował. Szybko doprowadził do zaręczyn swojego syna z Małgorzatą, a potem poprosił, aby jego przyszła synowa została wysłana z Norwegii na Wyspy Brytyjskie. Był rok 1290. Siedmioletnia Małgorzata wsiadła na statek, ale po drodze zachorowała i zmarła w czasie postoju na Orkadach. Nigdy nie dotarła do Szkocji.

Mała Małgorzatka zmarła po czterech latach panowania, nie stanąwszy nigdy w swym królestwie. Fragment witraża (fot. Colin Smith, lic. CC BY-SA 2.0).

Mała Małgorzatka zmarła po czterech latach panowania, nie postawiwszy nigdy stopy w swym królestwie. Fragment witraża (fot. Colin Smith, lic. CC BY-SA 2.0).

Ale to nie koniec tej historii. W 1300 roku do Norwegii przyjechała pewna Niemka z Lubeki, która twierdziła, że jest królewną Małgorzatą. Wcale nie umarła dekadę wcześniej, tylko została „sprzedana” przez swoją opiekunkę i z Orkadów trafiła do Niemiec.

Nie takie rzeczy się zdarzały w średniowiecznej Europie. Tyle że opowieść domniemanej królewny traciła wiarygodność z dwóch powodów. Po pierwsze, zwłoki małej Małgorzaty sprowadzono z Orkadów do Norwegii, a król Eryk II kazał otworzyć trumnę i zidentyfikował zmarłą córkę. Po drugie, przybyszka z Niemiec miała około czterdziestu lat (i siwe włosy – jak podają źródła), tymczasem prawdziwa Małgorzata liczyłaby sobie dopiero siedemnaście wiosen.

Samozwańczą królewnę wraz z mężem aresztowano i przewieziono do Bergen. W 1301 roku król Haakon V, brat i następca Eryka, stwierdził, że przybyszka nie jest jego bratanicą. Wyrok był okrutny: fałszywą Małgorzatę spalono na stosie, jej męża skrócono o głowę. Co ciekawe, niektórzy wierzyli, że oszustka naprawdę była zaginioną królewną, którą spotkała niezasłużona kara. Dość szybko samozwankę zaczęto czcić jako świętą.

Być może za całą maskaradą z Małgorzatą stał możnowładca Audun Hugleiksson. Był to doradca króla Eryka, który za rządów Haakona V stracił nie tylko wpływy, ale i wolność. Wprowadzenie potencjalnej kandydatki do korony mogło zdestabilizować norweską scenę polityczną i pozwolić mu na wyjście z więzienia. Plan jednak nie wypalił, a w 1302 roku Hugleiksson został powieszony.

Księżniczka z domu publicznego

Lepiej skończyła inna oszustka, która udawała skandynawską królewnę. W 1766 roku pewna kobieta, każąca się nazywać Anną Zofią Magdaleną Fryderyką Ulryką, oświadczyła, że jest nieślubną córką króla Danii Chrystiana VI. Jej matką miała być królewska szwagierka Zofia Karolina, owdowiała hrabina Fryzji. W związku z powyższym Anna Zofia Magdalena Fryderyka Ulryka oczekiwała od duńskiego państwa pieniędzy.

Rodzina Chrystiana VI - król z żoną i dwójką dzieci w 1744 roku. W tej konfiguracji nie było miejsca dla rzekomej nieślubnej córki o pięciu imionach. Fragment obrazu Carla Marcusa Tuschera (źródło: domena publiczna).

Rodzina Chrystiana VI – król z żoną i dwójką dzieci w 1744 roku. W tej konfiguracji nie było miejsca dla rzekomej nieślubnej córki o pięciu imionach. Fragment obrazu Carla Marcusa Tuschera (źródło: domena publiczna).

Opowieść ta miała ręce i nogi. Bliskie relacje między Chrystianem VI a jego szwagierką nie były tajemnicą, plotkowano nawet o ich romansie, więc nieślubna córka nie byłaby żadnym zaskoczeniem. Powołano specjalną komisję, która miała przyjrzeć się bliżej twierdzeniom rzekomej księżniczki. Sprawę potraktowano poważnie, bo na jej czele stanął Henrik Stampe, najważniejszy prawnik w ojczyźnie Hamleta.

Okazało się, że kobieta pracowała wcześniej jako prostytutka w Amsterdamie. Po tym, jak zapadła na chorobę weneryczną, wyjechała na leczenie do Oldenburga, a stamtąd przeniosła się z kochankiem do Kopenhagi. Tam właśnie mieli wpaść na pomysł wyłudzenia pieniędzy na podstawie historyjki o zaginionej księżniczce.

Anna Zofia (i tak dalej) została skazana na dożywotnie więzienie, ale później wyszła na wolność i otrzymała nawet pensję! Zmarła w 1805 roku, a w księdze zgonów tytułowano ją „panna” (Frøken), co sugerowałoby szlacheckie pochodzenie. Może jednak jej opowieść była prawdziwa, a zdyskredytowano ją, by uniknąć skandalu?

Sprawą księżniczki Anny Zofii przejęto się tak bardzo, że zaangażowano w jej wyjaśnienie najwybitniejszego prawnika w kraju - Henrika Stampe. Fragment obrazu Jensa Juela (źródło: domena publiczna).

Sprawą księżniczki Anny Zofii przejęto się tak bardzo, że zaangażowano w jej wyjaśnienie najwybitniejszego prawnika w kraju – Henrika Stampe. Fragment obrazu Jensa Juela (źródło: domena publiczna).

Samozwanka z Polakami w tle

XVIII wiek wyjątkowo obrodził awanturnikami, jak Casanova, Cagliostro czy nasz Radziwiłł „Panie Kochanku”. W tym gronie pojawiła się też kobieta, twierdząca, że jest księżniczką. Używała różnych nazwisk – pani Azozowa, księżna Wołdomiru, hrabina Pinneberg… w literaturze, i pięknej, i naukowej znana jest jako księżna Tarakanowa.

Na karty historii wkroczyła w 1774 roku, gdy przebywając w Paryżu zaczęła głosić, że jest córką rosyjskiej carycy Elżbiety i jej sekretnego męża Aleksego Razumowskiego. To już nie była próba wymuszenia pensji, ale hazard niesamowity – próba zgarnięcia całego Cesarstwa Rosyjskiego!

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Strony: 1 2

Powiedz innym co myślisz:

Michael Morys-Twarowski - Absolwent prawa i amerykanistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego, na tej samej uczelni obronił doktorat z historii. Współautor 3 monografii i kilkudziesięciu publikacji naukowych, poświęconych głównie historii Śląska Cieszyńskiego. W lutym 2016 ukazała się jego najnowsza książka pod tytułem "Polskie Imperium". Stały współpracownik Polskiego Słownika Biograficznego. Publikuje m.in. w "Focusie Historia".

Okupacja

Dodaj swój komentarz:

Dodaj komentarz


Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu e-mail, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.
Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.

Nasze wydawnictwo

W mrokach średniowiecza Polską rządziły kobiety. I były piekielnie skuteczne

rycheza

Ich ambicja pozwoliła zbudować imperium. Ich duma unicestwiła królestwo. Bezkompromisowa opowieść przywracająca godność najważniejszym kobietom w dziejach polskiego średniowiecza. Już dzisiaj kup „Damy ze skazą” z autografem autora!

2 listopada 2016 | Czytaj dalej...

Damy ze skazą. Bez nich nie byłoby Polski

zapowiedz2-miniatura

Silne, bezwzględne i żądne władzy. Oto historia kobiet, które nie czekały bezczynnie, co przyniesie los. To właśnie one sprawiły, że początki państwa polskiego wyglądały tak, a nie inaczej. Poznaj „Damy ze skazą”, bohaterki naszej najnowszej książki, którą wydajemy wspólnie ze Znakiem Horyzont.

30 października 2016 | Czytaj dalej...

Epoki

Kategorie

Facebook


Polecamy

Imperium

Czy wiesz że...

russian-1
zachodni korespondenci ukrywali przed światem klęskę głodu na Ukrainie w latach 1932-33 i powielali radziecką propagandę o sukcesach pięciolatki bo… bali się o swoje akredytacje prasowe?

Na-ksiezycu
udział Polaków w podboju kosmosu był większy, niż powszechnie się sądzi? Bez pracy takich naukowców jak Mieczysław Bekker czy Wojciech Rostafiński człowiek nie postawiłby stopy na Księżycu.

Une_leçon_clinique_à_la_Salpêtrière
na przełomie XIX i XX wieku wielu naukowców dało się porwać modzie na spirytyzm? Konstruktorzy i wynalazcy, umysły ścisłe, wieczorami brali udział w seansach mediumicznych!