Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Najgłośniejsza lesbijka przedwojennej Polski

Zofia Sadowska. Najsłynniejsza przedwojenna lesbijka (źródło: domena publiczna; koloryzacja RK).W odmętach wielkomiejskiej rozpusty. Potworna tajemnica eleganckiego mieszkania przy ul. Mazowieckiej. To tylko dwa pierwsze nagłówki artykułu opublikowanego 16 listopada 1923 roku przez „Express Poranny” – popularną stołeczną bulwarówkę. Łącznie tekst miał aż pięć tytułów. Wszystkie wytłuszczone, wszystkie wołami. Tak, żeby każdy czytelnik z miejsca rozumiał, że chodzi o historię zupełnie wyjątkową.

Było w niej wszystko, czego dusza zapragnie: emocjonujący pościg samochodowy, porwanie dziecka, potajemne dochodzenie i zrozpaczony ojciec. A na dodatek (o czym krzyczały trzy kolejne tytuły): były też lesbijki.

Autor tekstu wyjaśniał, że przy ulicy Mazowieckiej znajduje się tajemniczy gabinet medyczny prowadzony przez niejaką „dr S”. „O domu tym dziwaczne krążyły wersje, niepokojąc opinię, alarmując policję…” – budował napięcie. Podejrzenia narastały od lat. Teraz wreszcie mogły ustąpić miejsca faktom. Wszystko za sprawą pana Sz. – potrójnie nieszczęśliwego męża. Żona go porzuciła i jeszcze próbowała podstępem odebrać mu dzieci. A jakby tragedii było mało, wszystko zrobiła za sprawą niecnych knowań pokątnej lekarki:

Po tym jak żona zostawiła pana Sz. ten postanowił oskarżyć znaną warszawską lekarkę o uwiedzenie drugiej połówki (źródło: domena publiczna).

Po tym jak żona zostawiła pana Sz. ten postanowił oskarżyć znaną warszawską lekarkę o uwiedzenie drugiej połówki (źródło: domena publiczna).

Oto była ona ofiarą zboczenia, choroby, była stałą „klientką” dr S. w domu przy ulicy Mazowieckiej. To zeznanie p. S. było właściwie pierwszym impulsem do wykrycia potwornej tajemnicy. Równocześnie prawie napływać zaczęły do policji różne anonimowe doniesienia, jedno potworniejsze od drugiego.

Autorami (…) byli przeważnie mężowie, skarżący się na to, że (…) żony ich po dłuższych wizytach u dr S. na Mazowieckiej, zdradzały wyjątkowe wyczerpanie, zniechęcenie, nerwowy niepokój, że z rozkochanych żon i dobrych matek stawały się kobietami przygnębionymi, zniechęconymi do rodzinnego życia…

Nadszedł wreszcie do policji anonim o dwóch śmiertelnych wypadkach. Autor tego anonimu pisał, że w mieszkaniu dr S. odbywają się orgie tzw. safizmu. Kobiety narkotyzowane tajemnymi środkami lekarskimi przez dr S. dochodzą do jakiegoś obłędu miłosnego, szaleją nienaturalną żądzą… W jaskini tej giną młode ofiary, która bowiem z kobiet podekscytowana narkotykiem odda się raz niezdrowemu popędowi, zgubiona jest raz na zawsze dla męża, dla domu, dla świata.

Sprawa lekarki-lesbijki zelektryzowała nie tylko Warszawę ale i całą Polskę. Na ilustracji pocztówka z 1923 r. (źródło: domena publiczna).

Sprawa lekarki-lesbijki zelektryzowała nie tylko Warszawę ale i całą Polskę. Na ilustracji pocztówka z 1923 r. (źródło: domena publiczna).

O takiej aferze Polska jeszcze nie słyszała. Wykorzystywanie seksualne kobiet przez inną kobietę. Przymusowe podawanie narkotyków. Homoseksualne orgie. Potajemne morderstwa, których ofiarami miały paść „znana aktorka teatrów warszawskich” oraz „osoba z wyższego towarzystwa warszawskiego”. Wszystko za drzwiami apartamentu z niewinnie brzmiącą tabliczką „Lekarz chorób wewnętrznych”. Nie doszło do żadnych aresztowań, ale dziennikarz zapewniał, że policja jest na tropie. I nie odpuści.

Kobiety zgubione dla świata

Historia rozprzestrzeniała się po kraju lotem błyskawicy. Tego samego dnia pisały o niej stołeczne popołudniówki. Temat zdążyły też podchwycić gazety w Łodzi. Nazajutrz – Kraków, Poznań, Katowice. Dwa dni później nawet rolnik spod Stanisławowa znał historię tajemniczej „dr S.”. Społeczeństwo domagało się szczegółów.

„Express Poranny” podawał przecież, że w gronie pacjentek (kochanek? ofiar?) Sadowskiej są „żony wybitnych osobistości ze świata politycznego i arystokratycznego”; że to „najbardziej znane w Warszawie i kraju” nazwiska. W artykule nie padły dane osobowe podejrzanej, był jednak adres. Pod kamienicę przy Mazowieckiej 7 zaczęły ściągać tłumy. Ciekawscy nie musieli długo szukać. W budynku znajdował się wyłącznie jeden gabinet lekarski. „Dr S.” była w rzeczywistości doktor Zofią Sadowską. Nie była natomiast ani morderczynią, ani burdelmamą.

Artykuł powstał we współpracy z Muzeum Erotyzmu.

Artykuł powstał we współpracy z Muzeum Erotyzmu.

Kobiety z wysokich sfer bywały u niej – ale na zabiegach i badaniach. A nie na orgiach. I chyba trudno dziwić się ich wyborowi. Sadowska miała doskonałą renomę jako lekarz. Teraz nikt o tym nie pamiętał, ale parę lat wcześniej gazety zachwycały się, że jako pierwsza Polka w Imperium Rosyjskim otrzymała tytuł doktora medycyny. Prawdę musiała znać policja. Wbrew sugestiom „Expressu” Sadowskiej nie postawiono żadnych zarzutów. Nikt chyba nawet jej nie przesłuchiwał.

Skrzętnie sfabrykowane dowody

Sprawa została wyssana z palca. Historyczka badająca życie Sadowskiej, Agnieszka Weseli, tłumaczy: „Dwóch panów postanowiło jej zaszkodzić. Jeden twierdził, że uwiodła mu siostrę i siostrzenicę, drugi – że odbiła mu żonę. Wynajęli detektywa, który roznosił donosy – do Izby Lekarskiej, na uniwersytet, do prasy bulwarowej. Były tam oskarżenia o uwodzenie nieletnich, podawanie narkotyków, prowadzenie lesbijskiego domu schadzek”.

Zofia Sadowska była pierwszą Polką, która uzyskała stopień doktora medycyny na rosyjskim uniwersytecie. Na zdjęciu (siedzi w środku) wraz z innymi członkiniami Stowarzyszenia Spójnia Studentek Polek w Sankt Petersburgu (źródło: domena publiczna).

Zofia Sadowska była pierwszą Polką, która uzyskała stopień doktora medycyny na rosyjskim uniwersytecie. Na zdjęciu (siedzi w środku) wraz z innymi członkiniami Stowarzyszenia Spójnia Studentek Polek w Sankt Petersburgu (źródło: domena publiczna).

W całej historii zgadzał się tylko jeden fakt. Sadowska rzeczywiście była lesbijką i wśród warszawskich elit nigdy się z tym szczególnie nie kryła. Żyła chyba w przeświadczeniu, że nie ma takiej potrzeby. Jest XX wiek. Epoka postępu i tolerancji, w której przynajmniej w Warszawie nikt nikomu do łóżka nie zagląda. Jeśli relacje jednopłciowe budziły konsternację, to tylko w odniesieniu do mężczyzn. Homoseksualnymi kobietami nikt się nie przejmował.

Artykuł powstał w oparciu o książkę "Epoka hipokryzji. Seks i erotyka w przedwojennej Polsce".

Artykuł powstał w oparciu o książkę Kamila Janickiego pt. „Epoka hipokryzji. Seks i erotyka w przedwojennej Polsce”. Pozycja ta jest pierwszą publikacją książkową pod marką „Ciekawostek historycznych”.

Sadowska była o tym tak silnie przekonana, że postanowiła bronić swojego dobrego imienia. Pozwała wydawcę oraz redaktora naczelnego „Expressu Porannego” do sądu za zniesławienie. I w pierwszej chwili wydawało się nawet, że dobrze zrobiła.

Niezmiernie pikantne szczegóły… normalności

Jest 23 listopada, kilka dni po tym, jak warszawscy pismacy rozpętali całą aferę. Łódzkie pismo „Express Wieczorny Ilustrowany” (zbieżność nazwy z „Expressem Porannym” przypadkowa) publikuje artykuł pt. Dr Zofia Sadowska i jej kochanki. Co to jest „miłość lesbijska”. Tekst równie dobrze mógłby się ukazać w dowolnym nowoczesnym podręczniku do seksuologii:

Znany psychopatolog prof. Krafft-Ebing odróżniał tzw. perversion od perversitat. Tylko to ostatnie jest tym, co my nazywamy perwersją, a więc sztucznie wyrafinowanym erotyzmem, pierwsze zaś oznacza co prawda zboczenie, ale tylko w sensie pewnego odgałęzienia naturalnego uczucia erotycznego (…).

Z tego tylko punktu widzenia traktują wszyscy już obecnie przedstawiciele świata naukowego miłość homoseksualną.

Już 23 listopada 1923 r. łódzki „Express Wieczorny Ilustrowany” poświęcił sprawie Sadowskiej obszerny artykuł (źródło: domena publiczna).

Już 23 listopada 1923 r. łódzki „Express Wieczorny Ilustrowany” poświęcił sprawie Sadowskiej obszerny artykuł (źródło: domena publiczna).

„Odgałęzienie naturalnego uczucia”? A do tego miłość homoseksualna bez cudzysłowu? Nie brzmi groźnie. Po tym fragmencie można by wręcz pomyśleć, że dziennik opowiada się po stronie Sadowskiej. Autor tekstu uspokajał jednak czytelników, że świat nie stanął na głowie. I że „Express Wieczorny Ilustrowany” wywiąże się z obowiązków brukowca.

Sprawa głośnego skandalu erotycznego (…) zatacza coraz szersze kręgi (…). Aby poinformować naszych czytelników o szczegółach owego głośnego skandalu, „Express” zaangażował w Warszawie specjalnego detektywa, który zebrał materiał niesłychanie obfity, a w treści swej wprost rewelacyjny.

W szeregu numerów zamieszczać będziemy niezwykle interesujące relacje (…) w wyczerpujący sposób charakteryzujące całą aferę, obfitującą w szczegóły niezmiernie pikantne.

Artykuł powstał w oparciu o książkę "Epoka hipokryzji. Seks i erotyka w przedwojennej Polsce".

Artykuł powstał w oparciu o książkę Kamila Janickiego pt. „Epoka hipokryzji. Seks i erotyka w przedwojennej Polsce”. Pozycja ta jest pierwszą publikacją książkową pod marką „Ciekawostek historycznych”.

Ujmując rzecz krócej: wiemy, czego chcecie. Będziemy pluć na Sadowską i grzebać w jej prywatnych brudach. Dla uciechy tłumu. Liczył się seks i ploteczki, a nie to, kto miał rację. Jeszcze mniejsze znaczenie przywiązywano do opinii lekarzy na temat homoseksualizmu. Od kolejnego numeru „Express Wieczorny Ilustrowany” będzie gnoić zboczoną Sadowską jak każda inna gazeta. Czy też raczej: jak każda, poza tytułami wydawanymi przez Dom Prasy S.A., bo tam skala kłamstw i insynuacji przekroczy granice absurdu.

Z góry przegrana wojna

Sadowska nie przewidziała, że pozywając „Express Poranny”, jednocześnie wypowiada wojnę całemu koncernowi medialnemu. Do tego samego właściciela należały „Kurier Czerwony”, „Express Wileński”, „Kurier Podlasia”, „Express Pomorski”, „Dziennik Białostocki”, „Express Wileński”, „Express Kujawski” i „Nowy Dziennik Kresowy”. Wszystkie te tytuły sprzymierzyły się teraz przeciwko walecznej pani doktor. Takiej bitwy po prostu nie dało się wygrać.

Dom Prasy z łatwością odwrócił role. Wmówił czytelnikom, że to wydawnictwo jest oskarżycielem, a rozpustna lesbijka – podejrzaną. „Dotknięta rewelacjami »Expressu porannego« (…) dr Z. Sadowska dowodzić będzie przed sądem swej niewinności”– informowano w lutym 1924 roku. I ta wersja już została. Nawet znana z przenikliwości Irena Krzywicka będzie wspominać po latach głośną sprawę lekarki „oskarżonej o praktyki lesbijskie”. Uwierzył chyba nawet sąd.

Proces szybko przemienił się w kuriozalną debatę na temat seksualnych gustów powódki. Wprawdzie w pierwszej instancji Sadowska odniosła częściowy sukces, w drugiej jednak wydawca został uwolniony od wszystkich zarzutów. Był rok 1925 i nikt już nie pamiętał, że lekarka przystąpiła do boju tylko po to, aby ochronić swoją godność. Prasie nie udało się zdemonizować Sadowskiej. Zamiast tego – do reszty ją ośmieszono.

Prasa brukowa szybko wmówiła czytelnikom, że to wcale nie Dom Prasy został pozwany przez Sadowską, lecz że to ona "dowodzić będzie przed sądem swej niewinności” (źródło: domena publiczna).

Prasa brukowa szybko wmówiła czytelnikom, że to wcale nie Dom Prasy został pozwany przez Sadowską, lecz że to ona „dowodzić będzie przed sądem swej niewinności” (źródło: domena publiczna).

Dziewczyny nie wiedzą, czego im brak do szczęścia

Erotyczne pismo „Amorek” podawało na początku 1925 roku całą garść doniesień na temat najbardziej znanej lesbijki w Rzeczpospolitej. Podobno, „chcąc położyć kres plotkom”, zwolniła kucharkę i pokojówkę, a na ich miejsce przyjęła mężczyzn.

Podobno „w Klubie Pań Życiem Znudzonych” postulowała, że kobiety powinny siłą przejąć kontrolę na wszystkimi redakcjami w mieście, by wreszcie położyć kres jej problemom. Podobno kręcono nawet film o niej, i to w ekskluzywnym „atelje przy ulicy Mazowieckiej”. Planowany tytuł: O tym się nawet nie gwiżdże.

Jedna bzdura goniła drugą i wszystkim było do śmiechu. A w każdym razie – wszystkim poza samą Sadowską. Niepostrzeżenie stała się nie tylko głośną homoseksualistką, ale wręcz: twarzą homoseksualizmu. Dla Polaków w 1925 roku nazwisko Sadowska równało się słowu lesbijka. Lub odwrotnie.

Sprawa wytoczona przez Sadowską redaktorowi "Kuriera Porannego" były szeroko opisywana przez prasę w całym kraju. Również krakowski "Ikac" nie omieszkał o niej napisać (źródło: domena publiczna).

Sprawa wytoczona przez Sadowską redaktorowi „Kuriera Porannego” były szeroko opisywana przez prasę w całym kraju. Również krakowski „Ikac” nie omieszkał o niej napisać (źródło: domena publiczna).

W innym numerze „Amorek” przytaczał żartobliwy wierszyk. Narzekania amanta, który odkrył, że wybranka jego serca jest nieosiągalna:

Jest tak piękna jak marzenie. Ma toczony, śliczny biust,
Czarujące ma spojrzenie i anielski wykrój ust.
Nie wyliczyłbym wszystkiego, co posiada ten twór boski,
Lecz niestety, cóż mi z tego… Gdyż pacjentką jest Sadowskiej.

***

Artykuł powstał we współpracy z Muzeum Erotyzmu.

Artykuł powstał we współpracy z Muzeum Erotyzmu.

Powyższy artykuł to tylko niewielki wycinek fascynującego tematu przedwojennego podejścia do seksu. W świetle pamiętników, wspomnień, poradników i dawnych pism erotycznych nasi pradziadkowie (i prababki!) okazują się o wiele mniej pruderyjni, niż mogłoby się wydawać. Mieszkańcy II Rzeczpospolitej głośno domagali się „całego życia”. Przeczytasz o tym ze szczegółami w najnowszej książce Kamila Janickiego: „Epoka hipokryzji. Seks i erotyka w przedwojennej Polsce”.

Bibliografia:

Artykuł powstał w oparciu o literaturę i materiały zebrane przez autora podczas prac nad książką pt. Epoka hipokryzji. Seks i erotyka w przedwojennej Polsce. Pozycja ta ukazała się jako pierwsza książka pod marką „Ciekawostek historycznych”. U nas możesz kupić ją aż 30% taniej!

Źródła:

  1. A więc jednak p. Sadowska przegrała…, „Republika”, 6 stycznia 1925, nr 6.
  2. Cóż mi z tego…, „Amorek” 1924, nr 1.
  3. Dr Zofia Sadowska i jej kochanki. Co to jest „miłość lesbijska”, „Express Wieczorny Ilustrowany” 23 listopada 1923, nr 88.
  4. Skandal w warszawskim „high-lifie”, „Republika”, 16 listopada 1923, nr 302.
  5. Tajemnica gniazda miłości lesbijskiej, „Republika”, 15 lutego 1924, nr 45.
  6. W odmętach wielkomiejskiej rozpusty…, „Dziennik Białostocki”, 17 listopada 1923.
  7. Życie i salon. Najzłośliwsze plotki, „Amorek” 1924, nr 11.
  8. Irena Krzywicka, Wyznania gorszycielki, Czytelnik, Warszawa 1995.

Literatura:

  1. Magdalena Dubrowska, Przedwojenna skandalistka. Świeczka dla wymazanej z pamięci, „Gazeta Wyborcza. Warszawa”, 6 listopada 2011.
  2. Stanisław Łoza, Czy wiesz, kto to jest?, Drukarnia Wydawnicza, Warszawa 1939.
  3. Wojciech Szot, Zofia Sadowska w relacjach prasy brukowej, „Homiki.pl”, 7 listopada 2011.
  4. Krzysztof Tomasik, Homobiografie, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2014.
  5. Wiesław Władyka, Krew na pierwszej stronie. Sensacyjne dzienniki Drugiej Rzeczypospolitej, Czytelnik, Warszawa 1982.

Przeczytaj najodważniejszą książkę historyczną tego roku:

Czy wiesz, że ...

...słynny gangsterski duet Bonnie & Clyde miał na swoim koncie aż czternaście zabójstw? Owiana miłosną legendą para wcale nie była tak niewinna, jak pokazują hollywoodzkie produkcje...

…pierwowzorem stereotypowego fryzjera geja był polak Antoni Cierplikowski? Żona tego króla fryzjerów musiała patrzeć, jak trwonił pokaźny majątek na utrzymanków.

...w latach międzywojennych w warszawskim Mirowie było tak niebezpiecznie, że do dzielnicy przylgnęła nazwa Dzikiego Zachodu? Utrzymała się ona zresztą jeszcze długo po wojnie.

...największy zjazd monarchów przed I wojną światową odbył się z okazji pogrzebu króla Wielkiej Brytanii Edwarda VII? Zgromadzeni władcy dalecy byli jednak od żałobnego nastroju.

Komentarze (3)

  1. skalpel Odpowiedz

    Czy przypadkiem, zatroskani mężowie, którzy rozpętali całą aferę, nie byli z konkurencji lub powinowatymi konkurencji? Obstawiałabym, że na warszawskich lekarzy padł blady strach, gdy okazało się, że kobiety wolą się leczyć u kobiety. W tamtych latach lekarz = osobnik płci męskiej, aż tu wpada taka Sadowska i wywraca „naturalny porządek świata”… medycznego.

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.