Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Poród pod ostrzałem. Przemilczane losy najmłodszych uczestników powstania

Kiedy wybuchły walki, niemowlęta nie zniknęły cudownym sposobem z Warszawy. Na zdjęciu Elżbieta Wojciechowska w wieku 6 miesięcy. Zdjęcie to wykonał w połowie sierpnia 1944 roku jej ojciec, Edward Wojciechowski, który fotografował powstanie z perspektywy cywila.1 sierpnia 1944 roku o godzinie pierwszej popołudniu Halina urodziła Stasia. Jej mąż pobiegł do powstania. Ona – potwornie obolała i wycieńczona – została sama. Z siedemdziesięcioletnim ojcem i niemowlęciem pod opieką. Kiedy wokół świat walił się w gruzy, miała tylko jeden cel: uratować swoje dziecko.

W równie tragicznej sytuacji, co wspomniana Halina Wiśniewska, jedna z bohaterek książki Anny Herbich „Dziewczyny z powstania”, znalazło się wiele kobiet. W apokaliptycznej Warszawie, w zatęchłych, zatłoczonych piwnicach, bez wody i jedzenia przyszło im podtrzymywać życie swoich nowo narodzonych dzieci. Było to niezwykle trudne wyzwanie, wiadomo wszak, że człowiek w tym okresie swojego życia jest najbardziej kruchy. Powstańcze matki nie miały jednak wyjścia – musiały przetrwać.

Tu giną, tu się rodzi…

W pierwszych dniach sierpnia nie było jeszcze najgorzej. Jedna z uczestniczek powstania, łączniczka i sanitariuszka Hanna Kramar-Mintkiewicz, wspominała z jakim zdziwieniem na cud narodzin w ogniu walk reagowali powstańcy:

Na początku był jeden wielki entuzjazm. Zresztą w jednym domu na Mokotowie urodziła się dziewczynka i myśmy tam biegały, żeby zobaczyć to niemowlę, bo to było dla nas jakieś takie kontrastowe, tu giną, tu się rodzi.

Na zdjęciu Halina Wiśniewska z urodzonym 1 sierpnia 1944 roku synem Stasiem na gruzach Warszawy w 1945 roku.

Na zdjęciu Halina Wiśniewska z urodzonym 1 sierpnia 1944 roku synem Stasiem na gruzach Warszawy w 1945 roku.

Radość nie trwała jednak długo. Bolesnej rzeczywistości i tragicznych perspektyw nie dało się ukryć. Młode matki wiedziały, że to właśnie je czeka najgorszy los.

A jednak, nie sposób znaleźć w relacjach z powstania żadnych informacji o tym, żeby któraś z nich załamała się pod ciężarem okoliczności. Powód w prostych słowach wyjaśnia Irena Herbich, bohaterka książki Anny Herbich, a zarazem jej babcia:

Najważniejszy był Jacuś, którego niosłam na rękach. Obiecałam sobie, że zrobię wszystko, żeby uratować to dziecko. Że po prostu musi przeżyć. To dodawało mi siły. Czułam, że mam zadanie, na którym muszę się skoncentrować. Może dlatego nie straciłam w tym wszystkim głowy (cyt. za: „Dziewczyny z powstania”).

Wszystko, byle przeżyły

Nie tylko matki dbały o niemowlęta. Jeśli zabrakło ich opieki, bo zginęły w zawalonych piwnicach, bądź zostały rozłączone z dzieckiem, rolę opiekunów przejmowali harcerze.

Zofia Nikiel, komendantka Sanitariatu Harcerskiego miasta stołecznego Warszawy, wspominała o tym w swojej relacji:

Nasz szef miał ciężkie z nami życie, przyznaję, bo (…) jeden z naszych patroli poszedł na jakąś akcję i wracając w dole po bombie znalazł żywe niemowlę, [zdrowe] niemowlę. Dziewczyny wzięły niemowlę, przyniosły: „Komendantko, mamy niemowlę”. No, to wobec tego – „nasze niemowlę”. Odniosłyśmy je, na rogu Marszałkowskiej i Złotej był harcerski punkt opieki nad dzieckiem i do końca Powstania robiłyśmy wszystko, co można, żeby nasze niemowlę miało mleko.

Warszawa obracała się w gruzy, a cywilnej ludności kryjącej się w piwnicach kamienic był tylko ciraz ciężej i ciężej...

Warszawa obracała się w gruzy, a cywilnej ludności kryjącej się w piwnicach kamienic był tylko coraz ciężej i ciężej…

To zresztą nie wszystko. Znalezione dziecko nie miało wszak niczego poza tym, w co było ubrane. Harcerki, mimo że często były bardzo młodymi dziewczętami, doskonale zdawały sobie sprawę z potrzeb dziecka. Przemierzając zniszczoną Warszawę z uporem zaglądały do ruin, w których niegdyś znajdywały się sklepy bławatne. Znajdowały bele różnych materiałów na bandaże. Mając pod opieką oseska nie zaniedbywały przy okazji jego garderoby:

Czy wiesz, że ...

...wielu brytyjskich pilotów służących z Polakami podczas II wojny światowej twierdziło, że dotrzymanie naszym lotnikom kroku w piciu było pewnego rodzaju nobilitacją? Gdy Johnny Kent, dowódca Dywizjonu 303, wytrzymał nocną imprezę i jeszcze odprowadził jednego z Polaków do łóżka, znacząco wzrosła jego reputacja.

...kiedy Armia Andersa przebywała w Palestynie, dezercje żołnierzy pochodzenia żydowskiego odbywały się… za wiedzą i aprobatą polskiego dowództwa? Zdarzały się nawet takie przypadki, że przyszły „dezerter” przed ucieczką przechodził dodatkowe przeszkolenie dywersyjno-sabotażowe.

...oskarżenie o gwałt na dwóch czternastolatkach nie złamało kariery wielkiego gwiazdora hollywoodzkiego lat 40. Errola Flynna? Podczas procesu cytowano jego wypowiedzi w stylu „lubię starą whisky i młode kobiety”. Udało mu się wybronić przed więzieniem, ponieważ… podważył reputację nastolatek.

...krakowski lotnik, podporucznik Jan Kremski, w związku z zestrzeliwaniem wrogich samolotów wespół z kolegami, miał zaliczone łącznie… 4 i 14/15 zwycięstwa pewnego? Do zaszczytnego tytułu asa, który przysługiwał od 5 zwycięstw wzwyż brakło mu tylko 1/15.

Komentarze (16)

  1. Leszek Odpowiedz

    Fotografia p.Wiśniewskiej nie pochodzi z roku 1944. Jej dziecko ma ok 1 roku. Zatem jest to fotografia najwcześniej z 1945 r.

  2. Artur Odpowiedz

    Znam autentyczną historię z mojej rodziny. Kobieta urodziła dziecko przed powstaniem. Wtedy nie było urlopów wychowawczych i musiała jeździć do pracy gdzieś na Pragę, a mieszkała w Śródmieściu. Tak też było 1 sierpnia 1944 r. Pojechała rano do pracy a dziecko jak zwykle zostawiła pod opieką opiekunki. Nie zobaczyła ich już nigdy.

    • Członek redakcji | Autor publikacji | Aleksandra Zaprutko-Janicka Odpowiedz

      Warunki do bycia matką najtrudniejsze z możliwych, jednak kobiety które zaszły w ciążę nie miały żadnego wyboru. Nawet w warunkach wojennych życie toczy się dalej – jedni giną, a inni się rodzą.

        • MR.INCOGNITO.

          SZANOWNY PANIE ANONIM..MOZE I W CZASIE WOJNY NIE JESC ,NIE PIC .NIE MYC SIE,NIE WYCHODZIC Z DOMU. BARDZO DOBRE ROZWIAZANIE…PO CO RODZIC DZIECI…WOJNA SAMA SIE SKONCZY KIEDY JUZ NIE BEDZIE NIKOGO ZYWEGO…A NASZYCH GRANIC BEDZIE PILNOWALA TROJCA..NORRIS…RAMBO..SEAGAL…TYLKO PANU POGRATULOWAC….W KONCU CELIBAT JEST DOBRYM LEKIEM NA WSZYSTKIE PROBLEMY CALEGO SWIATA…MR.INCOGNITO.

  3. Członek redakcji | Redakcja Odpowiedz

    Wybrane komentarze do artykułu z naszego facebookowego profilu, które mogą Was wzruszyć
    http://www.facebook.com/ciekawostkihistoryczne/posts/1122456111116380

    Basia S.:
    Przerażające, sama mam przedszkolaka i niemowlę, oby nigdy nie było nam dane czegoś takiego przeżyć… Życie w obecnych czasach to luksus.
    Helena K.:
    Tez sobie go cenie…

    Puchata P.:
    W porównaniu z tym co przeszły te kobiety to dzisiejsze matki ,które wszędzie muszą mieć przewijaczki są chwilami za bardzo wymagające.

    Krystyna B.:
    tak bylo ze mna rocznym niemowleciem i czteroletnim bratem

    Mariusz R.:
    Nisamowite ile człowiek wytrzyma…….

    Dorota O.:
    Podziwiam

    Katarzyna Z.:
    To przerażające co ci ludzie przeżyli gehenna!

    Katarzyna S.:
    Czytalam ta historie w ksiazce „Dziewczyny z powstania” i plakalam przy tej historii, czytajac ta ksiazke moj synek mial kilka miesiecy, i nie potrafilam sobie wyobrazic tego co przezyla ta kobieta i malenstwo. Wiadomo zrobimy wszystko zeby nasze dzieci mialy wszystko i nie cierpialy, bardzo podziwiam te kobiety

  4. miszczudyoda Odpowiedz

    Z tym karmieniem piersią święta prawda. Moja babcia swego syna urodzonego w 1942 r. karmiła piersią przez dwa lata, odpadał problem wykarmienia choćby najmłodszego.

  5. Gosia Odpowiedz

    Moja babcia kiedy opowiadała nam o powstaniu, które spędziła w piwnich na Marszałkowskiej zawsze wspominała o kobiecie, która urodziła trojaczki. Dzieci nie przeżyły w trudnych warunkach . Może ktoś kiedyś słyszał o tym?

  6. Natalia Odpowiedz

    Jako młoda matka jestem niezwykle poruszona takimi historiami. Myślę sobie że prawdopodobnie nie dałabym rady, ale chyba w takiej sytuacji kobieta wspina się na wyżyny żeby ratować swoje dziecko. Cieszę się że przyszło mi żyć w innych czasach.

  7. Elemelka Odpowiedz

    Dobrze że są takie artykuły. Kiedy czytam takie historie przestaję narzekać na zmęczenie i obowiązki macierzyńskie. Obecnie mamy komfortowe warunki do wychowywania dzieci i obyśmy nigdy nie poznali jak to jest kiedy dziecko płacze z głodu i przerażenia… Gratuluję wszystkim paniom, które wychowały dzieci w strasznych wojennych realiach!

  8. Joanna Odpowiedz

    Dziękuję bardzo i chylę czoła przed wszystkimi kobietami powstania .Moja ciocia mieszkanka Warszawy ukrywała się wraz z rodziną w piwnicy jednego z domów. Musiała podołać obowiązkom matki w tych jakże trudnych i tragicznych warunkach i wykarmić wodą mojego rocznego wówczas kuzyna.Dziękuję za Wasze poświęcenie jako matek i po prostu walczących kobiet,dziewczyn i dzieci.Dziś mam 65 lat jestem matką i myślę że wiem jakich wyborów musiały dokonywać nieustannie.Mojej rodzinie udało się przeżyc i opuścić Warszawę.

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.