Damy - empik

Czy mama Janka Kosa zginęła, imprezując z nazistami? Polacy bombardują Gdańsk we wrześniu 1939 r.

Autor: | 1 października 2014 | 32,632 odsłon

We wrześniu 1939 r. na gdańskie ulice spadły tylko polskie bomby.Pamiętacie scenę z „Czterech pancernych i psa”, w której Janek Kos opowiada, jak stracił mamę w czasie bombardowania Gdańska we wrześniu 1939 roku? Jak dla nas zdecydowanie się to kupy nie trzyma. Jedyne bomby bowiem, jakie wówczas spadły na Gdańsk, to były… polskie bomby.

Zacznijmy jednak od początku… Z chwilą wybuchu II wojny światowej stacjonujący na wybrzeżu Morski Dywizjon Lotniczy składał się z dwóch eskadr: współdziałania z flotą i szkolnej. Łącznie było to 31 samolotów. Główną siłę dywizjonu stanowiły polskie wodnopłatowce typu Lublin R-XIII.

Były to konstrukcje dosyć stare, zaprojektowane na początku lat 30. Załoga składała się z pilota i obserwatora. Osiągały prędkość maksymalną do 195 km na godzinę, a uzbrojone były w jeden lub dwa kaemy i do 6 lekkich bomb zamocowanych pod kadłubem. Istniała również możliwość zabrania tzw. myszek, czyli małych, kilogramowych odłamkowych bomb kasetowych.

Dla Morskiego Dywizjonu Lotniczego wojna zaczęła się bardzo pechowo. Już pierwszego dnia zginął jego dowódca kmdr por. Edward Szystowski.

Dla Morskiego Dywizjonu Lotniczego wojna zaczęła się bardzo pechowo. Już pierwszego dnia zginął jego dowódca kmdr por. Edward Szystowski.

Skrzydlate ramię floty

Ponieważ Lubliny powoli przestawały spełniać wymagania ówczesnego pola walki, zadecydowano o wzmocnieniu polskiego lotnictwa morskiego. W faszystowskich Włoszech zamówiono wówczas 6 nowoczesnych wodnosamolotów typu CANT Z-506B Airone.

Niestety do momentu wybuchu wojny do Polski dotarła tylko jedna maszyna tego typu. Honoru polskich skrzydeł na wybrzeżu przyszło więc bronić Lublinom R-XIII.

Ostatnie przedwojenne miesiące załogi morskiego dywizjonu spędziły bardzo pracowicie, prowadząc loty patrolowe i zwiad fotograficzny nad Bałtykiem oraz w pasie przygranicznym.

1 września dla polskich lotników morskich zaczął się pechowo. W czasie niemieckiego nalotu na bazę w Pucku, gdzie stacjonowały główne siły dywizjonu, zginął trafiony odłamkiem bomby jego dowódca, bardzo popularny w polskiej flocie kmdr por. Edward Szystowski.

Po bombardowaniu z 1 września  samoloty Morskiego Dywizjonu lotniczego przeniesiono z Pucka  na drugą stronę Zatoki Gdańskiej i `rozlokowano je wzdłuż Półwyspu Helskiego, na odcinku od Kuźnicy do Juraty.

Po bombardowaniu z 1 września samoloty Morskiego Dywizjonu lotniczego przeniesiono z Pucka na drugą stronę Zatoki Gdańskiej i `rozlokowano je wzdłuż Półwyspu Helskiego, na odcinku od Kuźnicy do Juraty.

Po tym nalocie, który mimo wszystko nie spowodował większych strat materialnych, przeniesiono wodnosamoloty na drugą stronę Zatoki Gdańskiej i rozlokowano je wzdłuż Półwyspu Helskiego, na odcinku od Kuźnicy do Juraty. Tam polskie maszyny, nie niepokojone przez Niemców, ale również niebiorące udziału w akcjach bojowych, bazowały praktycznie przez cały tydzień. Aż nadeszła noc 7 września…

Ryzykowna akcja rozpoznawcza

Inspiracją do napisania art. była książka Kacpra Śledzińskiego "Tankiści. Prawdziwa historia czterech pancernych" (Znak Horyzont 2014).

Inspiracją do napisania art. była książka K. Śledzińskiego „Tankiści. Prawdziwa historia czterech pancernych” (Znak Horyzont 2014).

Wieczorem 6 września z inicjatywy szefa sztabu floty, kmdra Mariana Majewskiego, zarządzono przeprowadzenie nocnego lotu rozpoznawczego przez jeden samolot nad Zatoką Gdańską i Pucką.

Zadaniem polskich lotników jest rozpoznanie aktywności jednostek marynarki niemieckiej, które operując na tym akwenie, bardzo dały się we znaki polskim okrętom podwodnym. Do akcji wyznaczony zostaje kpt. mar. pil. Józef Rudzki, jako posiadający największe doświadczenie w lotach nocnych, i por. mar. Zdzisław Juszczakiewicz.

Zadanie jest ryzykowne, ale niepozbawione szans na sukces. Mimo że Niemcy absolutnie dominują w powietrzu, to nie dysponują jeszcze nocnymi myśliwcami. W takich warunkach także polska artyleria przeciwlotnicza stanowi śmiertelne niebezpieczeństwo dla własnych samolotów.

Teraz jednak zagrożenie z jej strony wydaje się niewielkie. Zakazano jej bowiem otwierać ogień do pojedynczych samolotów, co jest spowodowane prowokacyjnymi lotami niemieckich maszyn rozpoznawczych, usiłujących zlokalizować stanowiska polskich dział.

Lecąc nocą kpt. Rudzki i por. Juszczakiewicz nie byli narażeni na ostrzał własnej artylerii przeciwlotniczej, która mogła być równie niebezpieczna, co wraże myśliwce.

Lecąc nocą kpt. Rudzki i por. Juszczakiewicz nie byli narażeni na ostrzał własnej artylerii przeciwlotniczej, która mogła być równie niebezpieczna, co wraże myśliwce.

Około 21.30 od powierzchni wód Zatoki odrywa się samotny Lublin R-XIII G (jest to najnowsza wersja tej maszyny, dostarczona do dywizjonu tuż przed wojną) o numerze taktycznym 714. Polacy na wysokości 800–1300 metrów, na różnych kursach, patrolują obszar Zatoki Gdańskiej.

Warunki lotu są doskonałe: w świetle księżyca bardzo dobrze widać ciemne sylwetki licznych niemieckich okrętów, kursujących po Zatoce. Cała akcja trwa około dwóch godzin. Po wykonaniu zadania Polacy szczęśliwie lądują w wyznaczonym miejscu.

Szalona misja polskich lotników

Powodzenie operacji spowodowało, że Rudzki i Juszczakiewicz wpadają na dosyć szalony pomysł: polecieć następnej nocy i tym razem zbombardować pancernik „Schleswig-Holstein”, aby ulżyć nieco załodze Westerplatte. Było to raczej karkołomne zadanie, tym bardziej że polscy lotnicy dysponowali zaledwie lekkimi, 12,5 kilogramowymi bombami, które nijak nie mogły wyrządzić większych szkód niemieckiemu pancernikowi.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Strony: 1 2

Powiedz innym co myślisz:

Dariusz Kaliński - Specjalista od II wojny światowej i działań sił specjalnych, a także jeden z najpoczytniejszych w polskim internecie autorów z tej dziedziny. Od 2014 roku stały publicysta "Ciekawostek historycznych.pl". Wielbiciel zlotów militarnych, zespołu Dżem i talentu aktorskiego Clinta Eastwooda.

Okupacja
Komentarze do artykułu (23)
    • Nic takiego nie miało miejsca. Po prostu autorowi artykułu „zakradło” się kilka „nieścisłości” zaczynając od tego, że nie było nalotów na ludność cywilną, jedyny ostrzał był skierowany bezpośrednio na żołnierzy niemieckich, a kończąc na tym, że żadna mama Janka nie wypowiedziała słów o bombardowaniu Gdańska w serialu. Ot, „prawie prawda”.

  1. Widzę tylko jednosłowne potwierdzenie faktu, który nawet dziś wzbudziłby ożywioną dyskusję gdyby opublikowany był w prasie codziennej oraz pełno komentarzy starannie omijających omawiany temat.

  2. widze za autor tego artykulu p.: Dariusz Kaliński jest tym mlodym nie douczonym az szkoda go zazwac ……… .A janek dokladnie powiedzial w odcinku 2 (Czterej pancerni i pies odc 2 Radosc i gorycz, 15 min filmu ) ze jego matka zginela jak niemcy podpalili dom .

  3. ja myślę, że najważniejsze pytanie brzmi. Co nastoletni chłopiec z Gdańska robił sam na dalekiej syberii? mówił co mógł mówić. A co miał powiedzieć, że mamusię zajeździli na śmierć czeronoarmiści z łagrze?

    • Do 17 września Polacy uciekali na wschód do sąsiadów. Do czasu, aż z drugiej strony nie nastąpił atak. W tym czasie mógł przedostać się powiedzmy mierzeją Wiślaną bądź po jej drugiej stronie na stronę Radziecką niezauważony. Mógł dotrzeć na Syberię tułając się po chałupach w których z tamtej strony akurat mieszkało dużo Polaków bądź Polskich rodzin

    • Wystarczy, że uciekł na tereny Polskie pod okupacją Radziecką, a później to już sami czerwoni opróżniali miasta z polskich uchodźców wysyłając ich na Syberię, itp. Pytanie jak z Gdańska dostał się na wschód? Może z jakimś krewnymi?

  4. Artykuł ciekawy, jednak z komentarzy wynika że w filmie Czterej Pancerni nie padło dane sformułowanie, sam nie jestem znawcą owego serialu więc się nie wypowiem. Pozorna błahostka która wiele nie wniosłaby, jednak w pewien sposób podważa wiarygodność autora i reszty jego artykułów które bardzo lubię czytać. Panie Dariuszu Kaliński, proszę wyciągnąć z tego wnioski i dokładnie weryfikować takie szczegóły gdyż obniżają jakość Pana świetnych artykułów. Pozdrawiam

Dodaj swój komentarz:

Dodaj komentarz


Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu e-mail, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.
Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.

Nasze wydawnictwo

W mrokach średniowiecza Polską rządziły kobiety. I były piekielnie skuteczne

rycheza

Ich ambicja pozwoliła zbudować imperium. Ich duma unicestwiła królestwo. Bezkompromisowa opowieść przywracająca godność najważniejszym kobietom w dziejach polskiego średniowiecza. Już dzisiaj kup „Damy ze skazą” z autografem autora!

2 listopada 2016 | Czytaj dalej...

Damy ze skazą. Bez nich nie byłoby Polski

zapowiedz2-miniatura

Silne, bezwzględne i żądne władzy. Oto historia kobiet, które nie czekały bezczynnie, co przyniesie los. To właśnie one sprawiły, że początki państwa polskiego wyglądały tak, a nie inaczej. Poznaj „Damy ze skazą”, bohaterki naszej najnowszej książki, którą wydajemy wspólnie ze Znakiem Horyzont.

30 października 2016 | Czytaj dalej...

Epoki

Kategorie

Facebook


Polecamy

Imperium

Czy wiesz że...

agnodike
…Ateńczycy zabraniali paniom praktyk medycznych pod groźbą kary pozbawienia życia? Takiemu prawu sprzeciwiła się piękna Agnodike, która jako młoda położna musiała obnażać się dla zdobycia zaufania ciężarnych.

Murphy_family
…w 1898 roku w pewnym małym australijskim miasteczku zamordowano trójkę rodzeństwa? Wiele wskazuje, że zmarli utrzymywali kazirodcze stosunki, a zabójstwa dokonali ich rodzice… albo miejscowy ksiądz.

slownik
…PRL-owskie służby specjalne zabiły pewną kobietę… przez pomyłkę? Pewna młoda tłumaczka zginęła tylko dlatego, że trzy ulice dalej mieszkała kobieta o tym samym imieniu i nazwisku, krewna broniącego opozycjonistów prawnika.