Konkurs dla autorów!
II wojna światowa w pigułce

Jak wyglądał zwyczajny dzień w Berezie Kartuskiej?

Autor: | 26 lipca 2011 | 10,661 odsłon

Obóz odosobnienia w Berezie KartuskiejKika tygodni temu pisałem o wyżywieniu więźniów obozu w Berezie Kartuskiej. Dzisiaj chciałbym przybliżyć wam to jak wyglądał dzień powszechni osadzonych w „jedynym polskim obozie koncentracyjnym”. W tym celu sięgnijmy bezpośrednio do wspomnień jednego z nich, a konkretnie Władysława Ryncarza, nr obozowy 702.

Władysław Ryncarz w latach 30. był jednym z aktywniejszych działaczy Stronnictwa Ludowego na ternie powiatu bocheńskiego. Świadczy o tym m.in. fakt piastowania przez niego stanowiska sekretarza Zarządu Powiatowego SL w Bochni. W sierpniu 1936 roku został zatrzymany za organizację i udział w strajkach, jakie wybuchły w związku z obchodami „święta czynu chłopskiego” (15 sierpnia), upamiętniającego wkład chłopów w obronę kraju przed nawałą bolszewicką w 1920 r. Nie został jednak postawiony przed sądem, lecz podobnie jak kilku innych ludowców z Krakowskiego trafił prosto to obozu w Berezie Kartuskiej. Po latach tak wspominał swój pobyt w miejscu odosobnienia:

Co do zajęć w Berezie to było tak: praca trwała 8 godzin, ale tych wszystkich czynności było na 15 godzin, bo i ćwiczenia, bieganina, mycie ustępów, szorowanie, tak że bite 15 godzin to trwało. Pobudka o godzinie 5. Następnie ubieranie się na korytarzu, potem na salę stać na baczność wpatrzony przed siebie w ścianę. Na sygnał gwizdka cała sala dwójkami z menażkami i ręcznikami do mycia biegiem dookoła bloku, po drugiej stronie którego stały beczki z wodą na wózkach dwukołowych, przyciągniętych poprzedniego dnia przez więźniów od pompy kieratowej, a oddalonej od bloku o paręset metrów. Z tyłu beczek były otwory zatkane korkami. Po wyciągnięciu tych szpuntów woda ciekła strumieniem, zaś więźniowie podstawiali menażki nabierając wodę i biegiem pod druty kolczaste. Myli się z menażki bardzo szybko, bo czas był wyliczony na minuty. Za chwilę gwizdek. Wszyscy na baczność, obojętne, czy się zdążył każdy umyć, czy nie. Znowu dwa sygnały gwizdkiem. Zbiórka w dwuszeregu. Biegiem na piętro, na salę. Znowu baczność przy swej pryczy. Następne dwa gwizdki, biegiem do suteren. Śniadanie. Zupa przeważanie kminkowa, kawałek chleba, czarny jak ziemia (…). O godzinie 12 przerwa. Trwała godzinę. Obiad, Jedno danie, zupa ziemniaczana (…). Tak samo na kolację, tylko zupa.

Na fotografii: Budynek administracji dawnego obozu w Berezie Kartuskiej na współczesnym zdjęciu (fot. Christian Ganzer, lic. CC ASA 3,0)

Obóz odosobnienia w Berezie Kartuskiej powstał w 1934 roku na mocy rozporządzenia prezydenta Ignacego Mościckiego. Według pomysłodawców był przeznaczony do przetrzymywania „burzycieli porządku publicznego i bezpieczeństwa”. Trafiali tam bez wyroku sądowego między innymi opozycyjni politycy, działacze mniejszości narodowych i komuniści. Do wybuchu wojny przez obóz przewinęło się około 3000 osób.

W tym czasie było pięć sal. Przeciętnie po 38 osób na sali. Piąta sala – tzw. karna. Przeważnie młodzi studiujący na wyższych uczelniach. Więźniowie z tej sali zawsze pierwsi wybiegali na zbiórkę i zawsze ostatni do jedzenia. Można więc sobie wyobrazić jak szybko musiano jeść tę gorącą zupę, żeby coś zjeść. Bo przecież zaraz gwizdek, a więc baczność, nie wolno się ruszyć, następnie biegiem dwójkami poza blok do mycia menażek i tam resztki zupy nie zjedzonej z żalem wylewano do ścieku.

Po każdym jedzeniu i myciu menażek cała sala biegiem do ustępu. Latryny były w dwóch końcach bloku, ale tak się składało, że jeden ustęp wciąż był nieczynny, a więc do tego pozostałego pędziły biegiem wszystkie sale. W ustępie było parę otworów i było rzeczą niemożliwą, aby się wszyscy z pięciu sal mogli załatwić, bo czas był krótki, a zatem gdzie kto mógł… Dlatego czyszczenie ustępów, do czego dawano tylko jedno wiadro wody, kawałek szmaty i starą miotłę, było niesłychanie ciężki i przykre. Bo czystość trzeba było utrzymać, a na to jednego wiaderka wody nie starczało, więc trzeba było gołymi rękami.

Spanie. O godzinie 19 kładliśmy się do snu. Ale ten bieg do spania zwykle się nie udawał, więc z powrotem i znów pod koc, i znów z powrotem, wedle woli „komendanta”. Na długim korytarzu obok ścian stały ławki, przy których odbywało się rozbieranie i ubieranie. Ubranie musiało być ułożone w ładną kostkę, co się rzadko kiedy udawało, zdaniem policjantów, którzy zrzucali kostki naumyślnie, ażeby je na nowo składać. W nocy sala była oświetlona. Na korytarzu wartowała policja, zaglądając przez szybkę, czy więźniowie nie rozmawiają.

<br /> Winieta "Gazety Polskiej"

(…) Wiemy co natomiast musi być w Polsce, bo my tak chcemy. Musi być porządek. Musi być powaga i będzie. Obozy koncentracyjne. Tak. Dlaczego? Dlatego, że widać owych osiem lat pracy nad wielkością Polski, osiem lat przykładu i osiem lat osiągnięć, osiem lat krzepnięcia – nie wystarczyło dla wszystkich (…).(Cyt. za organem prasowym Sanacji: Gazeta Polska, nr 168, 19 VI 1934) 

(…) Często w czasie nocy odbywały się rewizje na salach. Na gwizdek zrywano się z pryczy i każdy biegł na swoje stanowisko przy ułożonych w kostkę ubraniach czekając na rewizję. Czego szukano w siennikach, słomie, trudno było odgadnąć. Dały się jednak te rewizje we znaki. No, bo stój tu człowieku na zimnej posadzce boso, w bieliźnie, szczególnie zimą.

W Berezie wszystko należało wykonywać biegiem. Zajęcia, jak to już mówiłem, były różne, np. mieszanie kupy kompostowej rękami, albo równanie terenu, które odbywało się w ten sposób, że więźniowie nosili na łopatach ziemię na tereny niższe w odległości nawet 200 metrów. Gdy więzień niósł na łopacie ziemię, szedł wolno, a z powrotem po ziemię biegiem. Przy czym stale komendanci mówili, że bieg ma być jak na olimpiadzie. Często zdarzały się wypadki, że komendant upatrzył sobie ofiarę i wywołując ją mówił: „Dlaczego to aresztowany wykonuje pracę niechętnie?” Zaraz 25 pał i znowu biegiem do parkanu i z powrotem tak długo, aż więzień całkowicie wyczerpany nie mógł już nogami powłóczyć. Wtenczas ręce z łopatą do góry, przysiad, czołganie się, potem znowu do pracy.

W czasie przekopywania terenu przebierano gruz, cegłę, kamienie, więźniowie ładowali na wozy (…). Pomimo wielkiego wysiłku trudno było taki załadowany wóz uciągnąć. Wtedy to przybiegali policjanci i gumowymi pałami bili więźniów, gdzie się dało. „Do polityki wy, skurwysyny, toście siłę mieli, a do roboty to jej wam brakuje? Pchać prędzej!” Więźniowie chowają głowy w ramiona i próbują wóz ruszyć. Nie zawsze się to jednak udawało.

 

Tyle dzisiaj zostało z budynku w którym przetrzymywano osadzonych w Berezie Kartuskiej (fot. Czalex; lic.:  CCA. 3.0 Unported). Stan na 2010 rok.

Tyle dzisiaj zostało z budynku w którym przetrzymywano osadzonych w Berezie Kartuskiej (fot. Czalex; lic.: CCA. 3.0 Unported). Stan na 2010 rok.

Ryncarz miał „szczęście”, bowiem przebywał w Berezie jedynie kilka miesięcy i z początkiem listopada został zwolniony. Jako ludowiec był również nieco łagodniej traktowany niż część osadzonych – komuniści i nacjonaliści ukraińscy. Po powrocie w rodzinne strony nadal aktywnie dział w ruchu ludowym, nie zważając na „nauki” otrzymane w miejscu odosobnienia. Najlepiej świadczy o tym fakt, że już 19 listopada przemawiał na zjeździe powiatowym SL, omawiając sprawy organizacyjne i zachęcając do wytężonej pracy na rzecz stronnictwa.

Wspomnienia te są szczególnie ciekawe właśnie dlatego, że autor nie był komunistą, lecz działaczem ludowym. Niestety większość zachowanych relacji bereziaków wyszła spod pióra działaczy Komunistycznej Partii Polski i są one mocno nasączone komunistyczną frazeologią.  Tutaj jest inaczej. Oczywiście, jak zawsze w przypadku wspomnień, należy mieć na uwadze ich subiektywność oraz to, że zostały spisane po prawie 30 latach. Niemniej jednak to, o czym pisze autor, znajduje potwierdzenie w książce Wojciecha Śleszyńskiego pt. Obóz odosobnienia w Berezie Kartuskiej 1934-1939 – bodaj najlepszym z dotąd wydanych opracowań tego tematu.

Artykuł został oparty w głównej mierze na książce "Bereziacy", red. Leon Pasternak, Warszawa 1965.

Artykuł został oparty w głównej mierze na książce „Bereziacy”, red. Leon Pasternak, Warszawa 1965.

Na koniec warto dodać, że przykład Ryncarza dowodzi, iż metody stosowane wobec przetrzymywanych w Berezie nie przynosiły zamierzonych efektów. Zamiast zamknąć im usta na kłódki, w wielu przypadkach prowadziły wręcz do radykalizacji poglądów.

Źródła:

Podstawowe:

  1. Władysław Ryncarz, Z zapisków ludowca [w:] Bereziacy, pod red. Leona Pasternaka, Warszawa 1965, s.103-105.

Uzupełniające:

  1. Sprawozdania sytuacyjne wojewody krakowskiego za 1936 r., APKr, UWKr-287.
  2. Słownik biograficzny działaczy ruchu ludowego, pod red. J. Dancygiera, Warszawa 1989.
  3. Wojciech Śleszyński, Obóz odosobnienia w Berezie Kartuskiej 1934-1939, Białystok 2001.

Kup ciekawą książkę (dużo taniej niż inni):

Zobacz też:

  1. Jak żywiono więźniów Berezy Kartuskiej?
  2. W Polsce też była prohibicja
  3. Były szwedzki SS-man: Polacy to powinni nazistom na kolanach dziękować!
  4. O czym pisali wiersze polscy łagiernicy?
  5. Sierpień ‘44: Warszawa walczy, Kraków buduje wały dla nazistów?

Powiedz innym co myślisz:

Rafał Kuzak - Magister historii, fan muzyki rockowej i dobrej książki. Autor ponad stu artykułów poświęconych głównie przedwojennej Polsce i II wojnie światowej. Obecny administrator „Ciekawostek historycznych”. Więcej informacji o autorze.

Upadłe damy II Rzeczpospolitej
Komentarze do artykułu (6)
  1. Komentarze do art. z facebookowego profilu Ciekawostki historyczne, o których prawdopodobnie nie słyszałeś https://www.facebook.com/pages/Ciekawostki-historyczne-o-kt%C3%B3rych-prawdopodobnie-nie-s%C5%82ysza%C5%82e%C5%9B/157583547765498?fref=ts:

    Pawel Rz.: Bereza Kartuska nie była wcale taka zła, przez cały czas istnienia obozu zmarło w nim od 4 do 20os. max, siedzieli w niej głównie członkowie OUN, UPA, KPP, ONR i PPS a racje żywnościowe miały ok 4000kcal, więc nie jest to aż tak wstydliwy epizod ;]

    Piotr K.: Co do definicji „obóz koncentracyjny” – to autor wg mnie myli pojęcia. Niemieckie obozy koncentracyjne (jak sama nazwa wskazuje), nie były jedynie ciężkimi więzieniami dla przestępców odsiadujących wyrok, ale miejscami koncentracji „podludzi” – przeznaczonych do masowej zagłady. Bereza Kartuska nie ma nic wspólnego z obozem koncentracyjnym. Była ciężkim więzieniem dla łamiących prawo, jakich to więzień w innych krajach europejskich i Ameryce… było niemało.

    Rafał Kuzak: Autor niczego nie myli, sama sanacyjna prasa nazywała Berezę obozem koncentracyjnym. A nazwa jest znacznie starsza niż rządy Hitlera i jego teorie rasowe.

    Zresztą jak inaczej nazwać Berezkę skoro zamykano tam ludzi bez wyroku, siedzieli bezterminowo, wykonywali niewolniczą pracę, a strażnicy ich wyzywali i bili?

    Kamil Sz.: No Kostek – Biernacki się nie patyczkował, choć taki był wtedy ogólny i niechlubny trend w Europie. Poza ukraińskimi bandziorami na chwilę wpadł tam też np. Cat-Mackiewicz, za krytykę (słuszną) sanacyjnej polityki zagranicznej. Za to wcześniejszy obóz w twierdzy brzeskiej był już robiony typowo pod przeciwników politycznych (Centrolew)

Dodaj swój komentarz:


Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu e-mail, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.
Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.

Epoki

Kategorie

Facebook


Bądź na bieżąco

Czy wiesz że...


…radziecki dyktator Leonid Breżniew został prawdopodobnie zamordowany na zlecenie szafa KGB Jurija Andropowa? Tego samego, który zastąpił go później na stanowisku sekretarza generalnego.


…naziści 60 lat przed atakami na Nowy Jork zamierzali zrobić coś bardzo podobnego? Wysłali nawet za ocean grupę specjalnie wyszkolonych sabotażystów.


…w średniowieczu rozmawianie w kościele pociągało za sobą poważne konsekwencje? Gadulstwo podczas mszy świętej groziło chłostą oraz obcięciem włosów. Dobrze, że nie żyjemy w średniowieczu.

Więcej w Historia prawa
W 1929 roku znany Browar Książęcy obchodził 300 urodziny. Jednocześnie "świętował" zbliżający się koniec najtrudniejszej dekady w historii browarnictwa
W Polsce też była prohibicja

Prohibicja kojarzy się z Ameryką lat 20., Arnoldem Rothsteinem i Alem Capone. Pomysł zakazu sprzedaży alkoholu dotarł...

Zamknij