Ciekawostki Historyczne

W 1978 czerwcu roku Georgi Markow dostał od władz Bułgarii „propozycję nie do odrzucenia”: zrezygnuje z programu w Radiu Wolna Europa lub zginie.

Georgi Iwanow Markow urodził się pierwszego marca 1929 roku w Sofii. Był świadkiem, jak (…) pod rządami Todora Żiwkowa Bułgaria dołączyła do najzagorzalszych sojuszników Związku Radzieckiego i zarazem stała się jednym z najbardziej represyjnych reżimów wśród państw Układu Warszawskiego. Markow z czasem zdobył uznanie jako pisarz i dramaturg. Jego twórczość znalazła akceptację w oczach komunistycznych władz i mógł swobodnie poruszać się wśród osób z najwyższych szczebli społecznej elity i ważnych osobistości z przywództwa partii komunistycznej.

Pomimo przywilejów, jakimi cieszył się w Bułgarii, Markow czuł coraz większe rozczarowanie rażącą korupcją i represją wolności w swoim kraju. W 1969 roku w tajemnicy rozpoczął próby do nowej sztuki, która w niekorzystnym świetle ukazywała władze komunistyczne. Po pierwszym przedstawieniu został wezwany przez komisję do spraw kultury, aby odpowiedzieć za tak jawną propagandę antykomunistyczną. Markow rozsądnie nie stawił się na wezwanie, tylko zbiegł na Zachód. Został zaocznie osądzony i uznany za zdrajcę państwa bułgarskiego.

Kariera w Radiu Wolna Europa

Najpierw uciekł do Włoch, gdzie na krótko zatrzymał się u brata, zanim udał się do Londynu i tam rozpoczął nowe życie jako dziennikarz i pisarz. W 1975 roku został jednym z prezenterów w sponsorowanym przez CIA Radiu Wolna Europa. W cotygodniowych audycjach Markow wyrażał zdecydowanie antykomunistyczne opinie. Wykorzystując talent literacki, obnażał korupcję na najwyższych szczeblach bułgarskiego rządu, dzięki czemu zdobył wielu słuchaczy w ojczyźnie. (…) Władzom Bułgarii bardzo nie podobały się głoszone przez Markowa opinie i w czerwcu 1978 roku postanowiły zainspirować się słynnym cytatem z Ojca chrzestnego, składając mu „propozycję nie do odrzucenia”.

W 1975 roku został jednym z prezenterów w sponsorowanym przez CIA Radiu Wolna Europa.fot.Andreas Bohnenstengel/CC BY-SA 3.0 de

W 1975 roku został jednym z prezenterów w sponsorowanym przez CIA Radiu Wolna Europa.

Oferta była prosta: albo rezygnujesz z programu w Radiu Wolna Europa, albo czeka cię egzekucja. Markow nie zamierzał zamilknąć z własnej woli, zapadła więc decyzja, że trzeba go do tego zmusić. Drżawna Sigurnost, bułgarska tajna policja, zwróciła się po radę do sowieckiego starszego brata, licząc, że moskiewskie laboratorium podpowie najlepszy sposób na pozbycie się problemu. Następstwem tego było jedno z najdziwniejszych zabójstw z okresu zimnej wojny (…).

Czytaj też: Anioł śmierci z Grantham. Pielęgniarka zatruła 13 dzieci, wstrzykując im śmiertelne dawki potasu 

Zobacz również:

Zabójczy parasol

Pod koniec sierpnia 1978 roku Markow odebrał dziwny telefon z niepokojącą wiadomością. Usłyszał, że wkrótce umrze pozornie zwyczajną śmiercią, która w rzeczywistości będzie miała zupełnie nadzwyczajną przyczynę. Dwa tygodnie później, w czwartek, siódmego września, wypadały urodziny prezydenta Żiwkowa i tajne służby zaplanowały wyjątkowy prezent z tej okazji: śmierć Georgiego Markowa.

Dla dziennikarza dzień zaczął się zupełnie zwyczajnie. Około południa zaparkował samochód nieopodal Waterloo Station na południowym brzegu Tamizy. Następnie pieszo pokonał niewielką odległość z parkingu do przystanku, skąd autobusem dojeżdżał do pracy na cotygodniową audycję radiową. Kiedy czekał, poczuł nagłe ukłucie z tyłu prawego uda. Odwrócił się, żeby zobaczyć, co było przyczyną. Wszystko wskazywało na to, że został dźgnięty przypadkowo, ponieważ mężczyzna za nim właśnie się schylał po złożony parasol, który upadł na ziemię. Nieznajomy mówił z obcym akcentem. Przeprosił Markowa, po czym zatrzymał taksówkę i odjechał.

Markow autobusem dotarł do siedziby BBC World Service i jak zwykle poprowadził audycję (zdj. poglądowe)fot.Radio Free Europe/domena publiczna

Markow autobusem dotarł do siedziby BBC World Service i jak zwykle poprowadził audycję (zdj. poglądowe)

Markow autobusem dotarł do siedziby BBC World Service i jak zwykle poprowadził audycję. Późnym popołudniem poczuł się trochę gorzej – jakby dopadło go przeziębienie. Kiedy wieczorem wrócił do domu, wciąż było mu niedobrze, więc żeby nie przeszkadzać żonie i niczym jej nie zarazić, przygotował sobie miejsce do spania w gabinecie. O drugiej nad ranem żonę Markowa, Annabel, obudziły odgłosy gwałtownych wymiotów męża. Dostał wysokiej gorączki , dlatego – zaniepokojona jego stanem – zadzwoniła do lekarza. Na podstawie objawów doktor orzekł, że Markow ma grypę, i polecił mu leżeć w łóżku oraz dużo pić. Skąd miał wiedzieć, że jego pacjent padł ofiarą zamachu obcego wywiadu i że narządy Markowa powoli przestają funkcjonować w reakcji na śmiertelną truciznę.

„Czyhające” KGB

Następnego dnia stan chorego nadal się pogarszał. Po południu Markow ledwo mógł mówić. Wieczorem, ósmego września 1978 roku, został przewieziony do St James’s Hospital w dzielnicy Balham, w południowej części Londynu. Na szpitalny oddział ratunkowy, między ofiary zwykłych wypadków, skaleczeń i zawałów serca, trafił mężczyzna, który twierdził, że został postrzelony przez KGB.

Lekarz dyżurny, doktor Bernard Riley, ze zdumieniem słuchał, jak Markow wyjaśnia, że uciekł z ojczystej Bułgarii na Zachód, ale w ojczyźnie nadal ma wrogów i przyjaciele go ostrzegli, że „czyha na niego” KGB. Według Rileya mężczyzna sprawiał wrażenie obłąkanego lub cierpiącego na paranoję. Pacjent miał gorączkę, ale za to mogło odpowiadać zwykłe zakażenie, takie jak grypa czy nieżyt żołądka. Markow skarżył się również na nudności i wymiotował. Analizując wydarzenia z poprzedniego dnia, nabrał przekonania, że został trafiony w nogę zatrutym pociskiem, ale po dokładnych oględzinach uda stwierdzono jedynie zaczerwienienie wokół niewielkiej rany kłutej, a rentgen nie wykazał obecności żadnego ciała obcego.

Czytaj też: Przemilczane akty bestialstwa. Zamachy terrorystyczne, o których wypada pamiętać

Potworna agonia

Nazajutrz, w sobotę, dziewiątego września, z powodu nieustannie pogarszającego się stanu zdrowia Markow został pod wieczór przeniesiony na oddział intensywnej opieki. Miał niebezpiecznie niskie ciśnienie 70/40 , a jego tętno wynosiło 160 uderzeń na minutę. Pocił się obficie, ale jednocześnie narzekał, że jest mu zimno. Badanie krwi pokazało, że liczba białych krwinek jest skrajnie wysoka i wynosi dwadzieścia siedem tysięcy. Wszystkie te objawy wskazywały na wstrząs septyczny i ogólne zakażenie, ale choć w Markowa nieustannie pompowano antybiotyki, jego stan się nie poprawiał.

Pacjent nadal wymiotował, przy czym teraz w wymiotach widoczne były ślady krwi – objaw krwawienia śluzówki żołądka i jelit, która ulegała powolnemu rozpadowi. Wkrótce Markow przestał oddawać mocz, co wskazywało na niewydolność nerek.

Gdy nerki przestały pracować, w jamie opłucnej zaczął się gromadzić płyn, utrudniając choremu oddychanie. Następnego dnia wynik elektrokardiogramu pokazał, że serce Markowa również słabnie i bije nieregularnie. W poniedziałek, wczesnym rankiem, Markow był zdezorientowany, majaczył i próbował się pozbyć kroplówek. O 9.45 doszło do zatrzymania akcji serca i pomimo usilnych prób reanimacji o 10.40, jedenastego września – zaledwie cztery dni od incydentu na moście Waterloo – stwierdzono zgon Georgiego Markowa. Miał czterdzieści dziewięć lat.

Czytaj też: Wielka akcja zagłuszania. Co PRL-owskie władze robiły, by uniemożliwić Polakom słuchanie Radia Wolna Europa?

Śmierć w kulce

Ponieważ Markow był znanym dysydentem i niedawno grożono mu śmiercią, policja i Scotland Yard potraktowały jego słowa o zamachu znacznie poważniej niż lekarze (…). W Scotland Yardzie podjęto decyzję, że dalsze dochodzenie wymaga wsparcia ekspertów, dlatego zwrócono się o pomoc do naukowców z Porton Down, laboratoriów Ministerstwa Obrony, w których w okresie zimnej wojny prowadzono badania nad bronią biologiczną.

Georgi Markowfot.AP Photo/Dimitar Deinov/East News

Georgi Markow

Lekarz wojskowy, doktor Robert Gall, przeprowadził dokładne oględziny ciała, centymetr po centymetrze, i odkrył mały okrągły przedmiot w udzie Markowa. Była to mikroskopijna metalowa kulka z dwoma wywierconymi otworami. Wykonano ją ze stopu irydu i platyny – najprawdopodobniej dlatego, że mógł on uniknąć wykrycia przez układ immunologiczny. Dwa otwory pozwalały na wprowadzenie do wewnątrz toksycznej substancji, a całą kulkę z zewnątrz przypuszczalnie pokryto żelatynową powłoką, która utrzymywała truciznę w środku. Szybko obliczono, że miniaturowy pocisk mógł pomieścić około 400 nanolitrów cieczy lub 500 mikrogramów substancji stałej, tyle że kulka była pusta i nie dało się stwierdzić, co wcześniej zawierała.

Badania na obecność bakterii w organizmie Markowa dały wynik negatywny, czyli to nie one znajdowały się w kulce.(…) Pod uwagę wzięto również takie trucizny, jak arszenik czy cyjanek, ale choć są one ogromnie niebezpieczne, ilość, jaką mogła zawierać kulka, była co najmniej dziesięciokrotnie mniejsza od śmiertelnej dawki cyjanku. (…) W analizowanym przypadku zostały jeszcze tylko toksyny pochodzenia roślinnego. Spośród nich najbardziej prawdopodobna wydawała się rycyna pozyskiwana z rącznika pospolitego. Tylko czy kulka mogła zawierać ilość rycyny wystarczającą do zabicia człowieka?

Śmiertelna trucizna: rycyna

Naukowcy posiadali już pewną wiedzę na temat skutków przypadkowego zatrucia nasionami rącznika, ale po raz pierwszy mieli do czynienia z celowym wstrzyknięciem czystej i skoncentrowanej rycyny. Aby ustalić, czy Markow mógł zostać otruty właśnie tą substancją, badacze postanowili sprawdzić skutki podania czystej rycyny zwierzęciu.

Świnia waży mniej więcej tyle, ile dorosły mężczyzna, i ma układ krążenia podobny do ludzkiego. Przedstawicielce tego gatunku wstrzyknięto taką ilość rycyny, jaką – według szacunków – otrzymał Markow. Przez pierwsze sześć godzin nic się nie działo, ale potem stan zwierzęcia gwałtownie się pogorszył. Pojawiła się gorączka i podwyższone stężenie leukocytów – tak jak u Markowa. Oznaki choroby były wyraźne, a EKG pokazało nieprawidłową pracę serca – tak jak u Markowa.

Markow został zamordowany przy użyciu parasolafot.Catherine TRIOMPHE / AFP/East News

Markow został zamordowany przy użyciu parasola

Świnia przeżyła niewiele ponad dobę. Przeprowadzone później badania pokazały podobne uszkodzenia wewnętrzne, jakie wcześniej stwierdzono u zmarłego. Dlatego, choć nie dało się definitywnie dowieść, że kulka zawierała właśnie rycynę, zdaniem biura koronera przewaga dowodów świadczyła o tym, iż Markow został uśmiercony toksyną rycynową w ilości 450 mikrogramów. (…) Tylko jak kulka znalazła się w nodze Markowa?

(…) Nieraz się mówi, że najlepszym sposobem na ukrycie czegoś jest pozostawienie tego na widoku, a w Londynie takim wszechobecnym przedmiotem są parasole. Z relacji samego Markowa wynikało, że właśnie parasol, którym został dźgnięty na przystanku autobusowym w dniu poprzedzającym jego hospitalizację, był w rzeczywistości urządzeniem na sprężone powietrze. Przycisnąwszy szpic do nogi Markowa, zamachowiec wystrzelił z niego kulkę, która przeszła przez spodnie i utknęła w udzie ofiary.

Źródło:

Tekst stanowi fragment książki Neila Bradbury’ego „Smak trucizny. 11 najbardziej śmiertelnych trucizn i historie morderców, którzy ich użyli” (Rebis, 2022).

KOMENTARZE

Skomentuj Oferta obsługi kredytów i inwestycji Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

W tym momencie nie ma komentrzy.

Zobacz również

Dwudziestolecie międzywojenne

Pożyteczni idioci i wujaszek Joe. Jak wyglądał Związek Radziecki przez różowe okulary Zachodu?

Przez lata Zachód wierzył w propagandę o ZSRR jako kraju szczęśliwości. Z głupoty i... wyrachowania ludzi, których Lenin nazywał „pożytecznymi idiotami”.

7 czerwca 2022 | Autorzy: Marcin Moneta

Zimna wojna

Żelazna kurtyna wcale nie była szczelna! Jak wyglądały wycieczki na Wschód ze „zgniłego, imperialistycznego” Zachodu?

Zasieki z drutu kolczastego, strażnicy strzelający bez rozkazu i zakaz wstępu z „imperialistycznym” paszportem? Nic bardziej mylnego! ZSRR może i nie witał gości z Zachodu...

3 października 2019 | Autorzy: Maria Procner

Nowożytność

Najbardziej pomysłowe próby otrucia w dziejach

Możni tego świata mogli być w życiu pewni jednego – im większej liczbie osób nadepnęli na odcisk, tym bardziej rosło prawdopodobieństwo, że ich wino zostanie...

28 kwietnia 2019 | Autorzy: Zuzanna Pęksa

Historia najnowsza

Najbardziej zaskakujące i najdziwniejsze gadżety, których używali PRAWDZIWI szpiedzy

Prawdziwi szpiedzy mieli i mają do dyspozycji cała gamę "zabawek", o których James Bond mógłby co najwyżej pomarzyć. Czym naprawdę posługiwali się agenci wywiadu? Niektóre...

14 stycznia 2019 | Autorzy: Maria Procner

Druga wojna światowa

Zabójczo skuteczne agentki wywiadu. Cztery kobiety, które odcisnęły głębokie piętno na biegu dziejów

Działały dla osobistych korzyści, z zemsty, a niekiedy - by wesprzeć ojczyznę. Łączyło je jedno: były wyjątkowo skuteczne. Ich urok i spryt prowadziły do obalania...

10 sierpnia 2018 | Autorzy: Zuzanna Pęksa

Historia najnowsza

Służby PRL zabijały nawet w wolnej Polsce. Czy to było esbeckie komando śmierci?

W kultowych „Psach” Pasikowskiego były esbek, Franz Maurer, wybiera uczciwą służbę w policji, podczas gdy większość jego kompanów decyduje się na zejście do przestępczego podziemia....

13 lutego 2016 | Autorzy: Jakub Kuza

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.

Najciekawsze historie wprost na Twoim mailu!

Zapisując się na newsletter zgadzasz się na otrzymywanie informacji z serwisu Lubimyczytac.pl w tym informacji handlowych, oraz informacji dopasowanych do twoich zainteresowań i preferencji. Twój adres email będziemy przetwarzać w celu kierowania do Ciebie treści marketingowych w formie newslettera. Więcej informacji w Polityce Prywatności.