Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Admirał Drax spieszy się do domu… Brytyjczycy i Francuzi tuż przed wojną usiłowali dogadać się ze Stalinem

Przed przyjazdem do Moskwy von Ribbentropa, byli tam już Francuzi i Brytyjczycy. Mieli prowadzić rozmowy z Rosjanami. W jakim celu?

fot.Mikhail Mikhaylovich Kalashnikov /domena publiczna Przed przyjazdem do Moskwy von Ribbentropa, byli tam już Francuzi i Brytyjczycy. Mieli prowadzić rozmowy z Rosjanami. W jakim celu?

Delegacja Brytyjczyków i Francuzów spędziła w sierpniu 1939 roku w Moskwie ponad dziesięć dni. Nie jest pewne, co właściwie było jej celem – zapobieżenie wojnie, a może nadanie jej takiego kształtu, jaki był… dogodny dla Londynu?

„Konferencja wojskowa zakończyła się fiaskiem, ponieważ Polska i Rumunia nie wyraziły zgody na przejście wojsk sowieckich przez ich terytorium” – pisał Winston Churchill o sierpniowych rozmowach obu delegacji zachodnich mocarstw w Związku Radzieckim. Była to prawda – ale, jak to często bywa ze stwierdzeniami polityków, niecała. Olbrzymią odpowiedzialność za fiasko moskiewskich rozmów ponoszą właśnie Brytyjczycy.

Z początkiem sierpnia oczywiście Berlin czynił już zaawansowane starania o porozumienie z Kremlem. Wciąż jednak wydawało się, że Związek Radziecki wolałby dogadywać się ze starymi potęgami niż z faszystami, którzy byli tak ideologicznie wrodzy komunistom. Między Londynem i Paryżem a Moskwą oczywiście nie było miłości, ale było zrozumienie powagi sytuacji panującej w Europie. Oczywiście, czy tę powagę rozumiano jako zagrożenie, czy jako szansę, to już inna sprawa.

Na pokładzie leciwego parowca

O tym, czy koalicja na wzór tej z 1914 roku powstanie, mieli rozmawiać wojskowi trzech krajów w Moskwie. Był rok 1939 i istniały już dość szybkie środki komunikacji. A jednak delegaci Wielkiej Brytanii i Francji wybrali się na rozmowy… starym pasażerskim parowcem. Podróż zajęła im niemal dziesięć dni – do Moskwy przybyli 12 sierpnia.

Wydawało się, że przynajmniej przez ten czas obie delegacje zdołają przygotować się solidnie do rozmów. Nic bardziej mylnego. O ile Francuz gen. Joseph Doumenc miał przynajmniej pełnomocnictwa do francuskiego premiera, to jego brytyjski odpowiednik Reginald Plunkett-Ernle-Erle-Drax, wówczas już emerytowany admirał, człowiek zapewne zacny i pełen dobrej woli, ale kompletnie oderwany od spraw, jakie mu powierzono, w żadne poważniejsze pełnomocnictwa nie został wyposażony.

Reginald Plunkett-Ernle-Erle-Drax w 1918 roku

fot.George Charles Beresford /domena publiczna Reginald Plunkett-Ernle-Erle-Drax w 1918 roku

Niska ranga brytyjskiej delegacji, była wyraźnym sygnałem, znaczenia jakie rząd Jego Królewskiej Mości przywiązuje do rozmów w Moskwie.

Gdy więc emerytowany admirał Drax oświadczył Francuzom, że rozmowa z nim nie ma właściwie większego sensu, ci byli mocno zdziwieni, ale gdy powtórzył to samo swym partnerom w Moskwie, którym przewodniczył marszałek Klimient Woroszyłow, ci byli już mocno poirytowani. Niemniej także francuska delegacja miała za zadanie przede wszystkim przeciągać negocjacje, a nie podejmować wiążące decyzje.

Przedmiotem rozmów było zagrożenie Polski oraz Rumunii ze strony hitlerowskich Niemiec – choć ani Polaków, ani Rumunów nikt do stołu nie zaprosił.

Brytyjczycy z Francuzami, tak jak deklarowali to już wcześniej, byli gotowi pomóc Polsce – ale forma tej pomocy była dość enigmatyczna, z czego niestety rząd w Warszawie nie chciał zdać sobie sprawy. Obronić Polskę mogły tylko wojska lądowe, które powstrzymałyby Wehrmacht.

Marszałek Woroszyłow zapytał swych rozmówców, czy wojska radzieckie, w celu nawiązania walki z wojskami III Rzeszy, będą mogły operować na terytoriach Polski i Rumunii. Przedstawiciele Londynu i Paryża wykręcali się od odpowiedzi, odsyłając po nią do Warszawy i Bukaresztu. Woroszyłow naciskał – twierdził, że oba zachodnie mocarstwa, skoro sprzymierzyły się z Polakami, powinny móc na to pytanie odpowiedzieć. Postanowiono poczekać na instrukcje. Te jednak długo nie przychodziły.

Nad Tamizą i Sekwaną zapanowała konsternacja. Prawdopodobnie spodziewano się, że sam fakt rozmów, a potem podanie do wiadomości zawarcia sojuszu, wystraszy Hitlera. Idea, że Związek Radziecki wesprze logistycznie Polskę, też nie wydawała się zła. Ale pomysł, by Armia Czerwona operowała na terytorium Polski – to już było zaskoczenie.

Czytaj też: Pakt Wschodni. Czy dzięki niemu można było uniknąć II wojny światowej?

Prosić Polskę na kolanach?

O ile Francuzi jeszcze chcieli przekonać Warszawę, to Brytyjczycy zachowywali się zupełnie biernie. Szef polskiej dyplomacji, Józef Beck, kategorycznie odmówił zgody na przemarsz Armii Czerwonej przez terytorium Polski. Wiedział, że jak armia ta wejdzie, to już nie wyjdzie. Historyk prof. Henryk Batowski pisał:

Licząc na niezwłoczną i efektywną pomoc sojuszników zachodnich od pierwszego dnia wojny, a przeceniając własne możliwości obronne, polskie naczelne dowództwo i polskie MSZ sądziły, że agresję niemiecką uda się powstrzymać także bez pomocy zbrojnej ZSRR.

Paryż jednak naciskał na Warszawę. Szef polskiej dyplomacji nie krył oburzenia, że stanowisko Moskwy jest mu komunikowane za pośrednictwem, a nie bezpośrednio. Ostatecznie Józef Beck, wyraził ewentualną gotowość do współpracy z Moskwą, jeśli miałoby to pomóc we wspólnej akcji przeciw agresorowi. Obstawał jednak przy swym sprzeciwie dla wpuszczenia Armii Czerwonej na terytorium II RP.

Oddziały Armii Czerwonej w czasie agresji na Polskę

fot.domena publiczna Oddziały Armii Czerwonej w czasie agresji na Polskę

„Dyplomacja sowiecka podjęła umiejętną grę na dwie strony. Wszystko podporządkowano założeniu »kto da więcej?« Niemcy czy mocarstwa zachodnie” – piszą biografowie Becka, Marek Kornat i Mariusz Wołos. Oczywiście Hitler obiecywał więcej – między innymi państwa bałtyckie. Francuzi parli jednak do porozumienia z Moskwą, Brytyjczycy zachowywali się zupełnie biernie. Tak czy inaczej, każda deklaracja wymagała dalszych konsultacji – albo z rządami w Londynie i Paryżu, albo rozmów z Polakami. Ciągnęło się to w nieskończoność.

Nadszedł w końcu już 23 sierpnia i marszałek Woroszyłow oświadczył swym gościom, że dłużej nie ma o czym właściwie rozmawiać. W Moskwie był już szef niemieckiej dyplomacji Joachim Ribbentrop z gotową propozycją paktu i wszelkimi pełnomocnictwami. Jemu podróż do Moskwy zajęła znacznie mniej czasu niż leciwemu admirałowi Draxowi. Po prostu wsiadł w samolot. Sojusz niemiecko-radziecki stał się faktem. Woroszyłow powiedział swym gościom:

Przez cały czas naszych rokowań prasa i społeczeństwo polskie ustawicznie stwierdzały, że nie pragną pomocy od ZSRR, a ze strony Rumunii odpowiedzi nie było w ogóle. Czyż mieliśmy najpierw zdobywać Polskę, by jej móc zaofiarować swoją pomoc, lub prosić ją na kolanach, by tę pomoc od nas przyjęła? Sytuacja była dla nas nie do przyjęcia.

Francuzi byli zaniepokojeni fiaskiem rozmów, ale Brytyjczycy jakby mniej.

Czytaj też: Przymierze zakrapiane wódką. Kulisy podpisania paktu Ribbentrop-Mołotow

Do Londynu już samolotem

Warszawa słusznie obawiała się wejścia Armii Czerwonej na terytorium Polski, ale obstrukcyjna postawa Brytyjczyków nie brała się z troski o integralność terytorialną II RP. W Londynie może nie tyle nie lubiano Polski, co po prostu uważano ją za państwo problematyczne, awanturnicze, zwłaszcza po zajęciu, u boku Hitlera, Zaolzia, i antysemickie.

Przede wszystkim przy Downing Street 10 kierowano się własnym, czyli brytyjskim interesem. Zakładano, owszem, wojnę z III Rzeszą, ale raczej obronną albo dopiero później. Dlatego chciano, by Warszawa postawiła się Hitlerowi, a nie porozumiała się z nim. Walcząca czy podbita Polska i tak wiązałaby znaczne siły niemieckie. Było to rozumowanie logiczne i z punktu widzenia Londynu w pełni uzasadnione.

Wiadomo, jak historia potoczyła się dalej. Niemcy zaatakowały Polskę 1 września 1939 roku, a Armia Czerwona 17 września i tak wkroczyła na jej terytorium, zagarniając olbrzymie tereny na wschodzie, nie pytając już Polaków o zgodę. Jednocześnie, jak piszą biografowie Józefa Becka: „nie ma zapewne obecnie historyka polskiego, który twierdziłby, że zgoda na wkroczenie Armii Czerwonej na terytorium Polski stanowiłaby skuteczny ratunek przed katastrofą, która stałaby się udziałem II Rzeczypospolitej we wrześniu 1939 roku”.

Winston Churchill, wówczas niby polityczny outsider, ale wkrótce już premier, powiedział, co o tym wszystkim myśli. Stwierdził on, że „byłoby lepiej gdyby armie rosyjskie stanęły na obecnej linii jako przyjaciele i sprzymierzeńcy Polski, a nie jako najeźdźcy”.

fot.Domena publiczna Winston Churchill, wówczas niby polityczny outsider, ale wkrótce już premier, powiedział, co o tym wszystkim myśli. Stwierdził on, że „byłoby lepiej gdyby armie rosyjskie stanęły na obecnej linii jako przyjaciele i sprzymierzeńcy Polski, a nie jako najeźdźcy”.

Pytanie tylko, czy gdyby brytyjscy dyplomaci odegrali bardziej aktywną rolę, czy gdyby rozmawiając w Moskwie, traktowali Polaków podmiotowo, to wojna wybuchłaby 1 września? Tego nie wiemy. Gdy już „mleko się rozlało”, Winston Churchill, wówczas niby polityczny outsider, ale wkrótce już premier, powiedział, co o tym wszystkim myśli. Stwierdził on, że „byłoby lepiej gdyby armie rosyjskie stanęły na obecnej linii jako przyjaciele i sprzymierzeńcy Polski, a nie jako najeźdźcy”.

Brytyjski autor Peter Hitchens zauważył jednak, że ostatecznie klęska Polski i zajęcie jej wschodnich terytoriów przez Związek Radziecki wcale, być może, nie były takim nieszczęściem w oczach brytyjskiego establishmentu, z tymże Churchillem włącznie. „Wojska radzieckie znalazły się teraz znacznie bliżej Berlina niż przed wybuchem wojny. Tak oto wyłaniał się z mroku zarys przyszłego porozumienia ze Stalinem” – pisze Hitchens.

Gdy po podpisaniu 23 sierpnia paktu Ribbentrop-Mołotow radziecki marszałek Woroszyłow powiadomił swych brytyjskich i francuskich rozmówców, że w obliczu diametralnej zmiany sytuacji w Europie dalsze ich rozmowy nie mają sensu, ci zebrali się do domu.

Emerytowany admirał Reginald Plunkett-Ernle-Erle-Drax tym razem postanowił podróż odbyć znacznie szybciej – przez Skandynawię i potem już samolotem do Londynu. Czyżby miał poczucie dobrze spełnionego obowiązku?

Bibliografia:

  1. Batowski, Między dwiema wojnami. 1919–1939, Kraków 2001.
  2. Batowski, Agonia pokoju i początek wojny. Sierpień–wrzesień 1939, Poznań 1984.
  3. Churchill, Druga wojna światowa, Tom I, Księga 1., przeł. Krzysztof Filip Rudolf, Gdańsk 1994.
  4. Hitchens, Po co nam była ta wojna!, Warszawa 2019.
  5. Kornat, M. Wołos, Józef Beck. Biografia, Kraków 2020.

Czy wiesz, że ...

...Ludwik Kalkstein, działacz polskiego Podziemia i współpracownik „Grota” Roweckiego, okazał się podwójnym agentem? Po tym, jak Armia Krajowa wydała na niego wyrok śmierci, wstąpił do SS i… wziął udział w Powstaniu Warszawskim po stronie okupantów.

...jedynym "nawróconym" nazistą w Norymberdze był Hans Frank, generalny gubernator okupowanych ziem polskich? Twierdził, że w celi śmierci "odnalazł Boga".

...odpowiedzialność za najkrwawszy zamach izraelskich grup politycznych wzięła organizacja, której przewodził późniejszy premier Izraela, Menachem Begin? W wybuchu bomby, podłożonej pod hotelem King David, zginęło 91 osób.

...polska lekarka, Stefania Perzanowska, gdy za swoją działalność w podziemiu została aresztowana i wywieziona do Majdanka, od razu zakasała rękawy i na przekór Niemcom zaczęła ratować ludzi. Udało jej się zorganizować w obozie szpital, który szybko stał się ogromnym przedsięwzięciem, a ona sama była w nim… jedynym lekarzem.

Komentarze (4)

  1. Marek W Odpowiedz

    Czym się różni wkroczenie od zaatakowania? Niemcy nas zaatakowali a Stalin nie? Jak na historyka to duży błąd i powielanie propagandy radzieckiej, trochę wstyd.

  2. Anonim Odpowiedz

    Trzeba przyznać mielismy takich sojuszników w 1939, że i wrogowie bywali lepsi. Francuzi i Anglicy, że wskazaniem na Anglików, chcieli nam urządzić 17.09.1939 już w sierpniu, zapraszając Czerwoną Armię Zdradziecką. Zresztą Anglicy już od Wersalu 1919 prowadzili antypolską i proniemiecką politykę. O ile polityka Francji była propolska ( nieważne że było to w interesie Francji ), to Anglicy popierali Niemców w sposób jawny i małostkowy. Polska utraciła Gdańsk i Górny Śląsk między innymi dlatego żeby nie wzmacniać pozycji Francji, my dostaliśmy rykoszetem. Gdańsk nie został przyłączony do Polski pomimo tego że Polska nie miała żadnego portu morskiego na przyznanym nam wybrzeżu. Oczywiście tłumaczyli się Anglicy że 85% ludności Gdańska to Niemcy, co nie przeszkadzało im przyznać Czechom – Sudety zamieszkane w ponad 70% przez Niemców, gdzie całe miasta były niemieckie, a czescy byli tylko urzędnicy i policja. Podobna sytuacja była na Górnym Śląsku gdzie Anglicy chcieli utworzyć terytorium mandatowe którym by rzadzili w imieniu Ligi Narodów. Anglicy mieli też apetyt później na Zagłębie Naftowe z Drohobyczem. W 1920 wysłali Anglicy w czasie wojny Polsko-Bolszewickiej, do Moskwy mapę z propozycją Polskiej granicy wschodniej ( oczywiście nie pytając się Polaków o zgodę ), była to linia Curzona uzupełniona na południu przez Namiera, która odrywała Lwów od Polski. To właśnie tą mapą z 1920 w Teheranie i Jałcie posługiwał się Stalin, a w 1945 stała się ona wschodnią granicą Polski. Zresztą co mogli zaoferować Stalinowi – Anglicy zarówno w 1920-1939-1941 jak i w 1945, jeśli nie połowę Polski, Estonię, Łotwę i Litwę oraz Besarabie.

  3. asga Odpowiedz

    „polityka Francji była propolska ( nieważne że było to w interesie Francji )” ale że jak, nie ważne? :D tylko interesy się liczą, sympatie czy antypatie nie mają wpływu na działania. A co do reszty, jesteśmy słabym kraikiem pomiędzy mocarstwami, czemu się dziwić, że takie były rozmowy ponad nami. Na szczęście teraz istnieje Białoruś i Ukraina.

    • Anonim Odpowiedz

      „Na szczęście istnieją teraz Białoruś i Ukraina”. I to ma być pocieszenie ? Białoruś jest prawie częścią Rosji, natomiast Ukrainę rozgrywają Rosjanie jak chcą. Dziś Polską niema już mniejszości narodowych, ale posiada V kolumny zarówno Niemiecką jak i Rosyjską. Jakie mocarstwa są w pobliżu Polski ? Jedyne które dziś istnieje to Chiny które są daleko i mogą być sojusznikiem Polski. USA na naszych oczach traci wiarygodność i przestaje być mocarstwem. Niemcy nigdy żadnym mocarstwem nie były. Wywołały tylko dwie wojny światowe które przegrały. Po 1 wojnie mocarstwem stało się USA, natomiast 2 wojna potwierdziła pozycję USA jako mocarstwa i zrobiła mocarstwo z Rosji. Rosja po utracie swojej strefy wpływów i republik to żaden przeciwnik Chin. Natomiast Niemcy bez Mitteleuropy czyli rynków zbytu i rezerwuaru taniej siły roboczej oraz surowców, też się nie liczą, bez USA czy Rosji.

Dodaj komentarz

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.