Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Psy wojny, czyli jak wyszkolić idealnego radzieckiego psa służbowego

Psy były i są ważnym elementem armii. Nie inaczej było w Związku Radzieckim (zdj. poglądowe)

fot.domena publiczna Psy były i są ważnym elementem armii. Nie inaczej było w Związku Radzieckim (zdj. poglądowe)

Inteligentny, posłuszny, wierny, energiczny i karny. Spełniający każdy rozkaz i polecenie, a w dodatku gotowy zarówno odebrać życie wrogowi, jak i oddać własne w obronie człowieka, z którym pełni służbę. Oto przepis na idealnego psa służbowego z czasów ZSRR.

Niewiele osób niezwiązanych z wojskowością, szkoleniem psów służbowych i strażą graniczną słyszało o Nikicie Karacupie. Urodził się według oficjalnych doniesień z radzieckiej prasy 25 kwietnia 1910 roku w chłopskiej rodzinie ze wsi Aleksejewka (obecnie miasto w południowo-zachodniej części Rosji, w obwodzie biełgorodzkim). Wcześnie stracił ojca, a matka wraz z nim i rodzeństwem przeniosła się do Atbasaru – miasta leżącego obecnie w północnym Kazachstanie, ośrodka przemysłowego i rolniczego.

Wkrótce matka również zmarła, a Nikita trafił do sierocińca, do którego nie potrafił się przystosować, więc zbiegł przy pierwszej okazji. Zarabiał na życie wypasem bydła i owiec. Samodzielnie wyszkolił psa pasterskiego, który pomagał mu chronić stado przed wilkami.

Urodzony tropiciel

Gdy tylko pojawiła się możliwość zaciągnięcia się do wojska, a stało się to w roku 1932, Karacupa wiedział, że chce służyć na granicy. W urzędzie rejestracyjno-werbunkowym został wyśmiany ze względu na niski wzrost. Rezolutny chłopak wytłumaczył komisarzowi, że to nie wada, lecz zaleta: wzrost pozwoli mu łatwiej się kamuflować, skradać i pozostawać niezauważonym przez wroga.

W ten sposób Nikita trafił na szkolenie wojskowe, a następnie na granicę mandżurską, wówczas wyjątkowo niespokojną. Doświadczenie z lat pracy pasterskiej szybko okazało się zaletą – był świetnym tropicielem, odczytującym bezbłędnie ślady ludzi i zwierząt, doskonale radzącym sobie w trudnym terenie, w dodatku rozumiejącym się z psem bez słów.

Sowiecka szkoła tresury psów

fot.domena publiczna Sowiecka szkoła tresury psów

Po ukończeniu w 1933 roku Okręgowej Szkoły Hodowli Psów Straży Granicznej i Wewnętrznej (1933), skierowano go na szkolenia dla kadry dowódczej w Centralnej Szkole Hodowli Psów Służbowych Straży Granicznej i Wewnętrznej NKWD (1937). Odbył także kursy przekwalifikowujące dla kadry dowódczej Centralnej Szkoły Hodowli Psów Służbowych Wojsk NKWD (1939).

Czytaj też: Najlepszy „towar” eksportowy PRL? W Związku Radzieckim ludzie za nimi szaleli!

Materiał na psa służbowego

Tymczasem już pierwsze dni w szkole okręgowej postawiły pod znakiem zapytania jego dalszą karierę, gdy młody kadet spóźnił się na rozpoczęcie zajęć ze szkolenia psów służbowych, w związku z czym nie przyznano mu, tak jak reszcie kadetów, rasowego szczeniaka. Przypadkiem podczas popołudniowego spaceru udało mu się znaleźć dwa porzucone pieski – skundlone owczarki kaukaskie, które przygarnął. Opisywał to w swoich wspomnieniach:

Spod mostu dobiegały dziwne dźwięki. Ostrożnie zszedłem po zboczu do samej wody. Coś się poruszyło. Przyjrzałem się uważnie i zobaczyłem dwa szczeniaki. Wziąłem je w ramiona. Maluchy zapiszczały żałośnie i szturchnęły mnie w policzek. Zadrżały od wieczornej wilgoci. Rozpiąłem koszulę, wsunąłem je za nią i poszedłem do szkoły. Kucharzowi opowiedziałem o szczeniętach w wielkim sekrecie. Nakarmiliśmy je, zawinęliśmy w koc i zasnęły.

Inspirację dla tekstu stanowiła powieść Gierogija Władimowa „Wierny Rusłan”, która ukazała się właśnie nakładem wydawnictwa Rebis.

Inspirację dla tekstu stanowiła powieść Gierogija Władimowa „Wierny Rusłan”, która ukazała się właśnie nakładem wydawnictwa Rebis.

Psiaki były podobne do siebie jak dwie krople wody, ale po miesiącu Nikita zaczął dostrzegać, że jeden ze szczeniaków jest bardziej inteligentny i energiczny. Zobaczył w nim materiał na psa służbowego, podobnie jak pan Rusłana – czworonożnego bohatera książki Wierny Rusłan autorstwa Gieorgija Władimowa, gdy wybierał szczeniaka do służby w gułagu:

Pan przykucnął, długo patrzył, a potem wyciągnął rękę. A wtedy pięcioro braci i sióstr Rusłana popełzło ku tej ręce z pokorą, żałosnym skomleniem, dygocząc ze strachu i niecierpliwości – a dumna matka, poweselawszy, łagodnie popychała ich nosem. I tylko on, Rusłan, się najeżył i warcząc, odpełznął w ciemny kąt kojca. […] A ręka ominęła całą piątkę, sięgnęła po niego i chwyciwszy za skórę karku, uniosła ku światłu.

Groźna twarz – ta, którą będzie ubóstwiać, a potem nienawidzić – zbliżyła się i uśmiechała, a on, pełen złości i strachu, ryczał i się zwijał, machając łapkami i ogonkiem. […] Nieufny, ścierwo. Ten będzie służyć. Patrzcie go, jaki zły. […] Tego niech jeszcze trochę podkarmi. A tamtych top.

Czytaj też: Sowieckie psy przeciwko niemieckim czołgom

Kundel spod mostu na żołnierskim wikcie

Tymczasem Nikita miał potężny problem – co zrobić z nieoczekiwanym znaleziskiem. Kucharz zdecydował się umieścić zwierzęta w magazynie, dokąd młody kadet chodził odwiedzać psiaki w każdej wolnej chwili. Pewnego dnia wydarzyła się katastrofa – dyrektor wszedł do magazynu i odkrył w pudełku znalazł dwa szczeniaki. Wybuchła awantura, a Karacupie przyszło się tłumaczyć:

Towarzyszu dyrektorze szkoły – zwróciłem się do oficera – zostaw przynajmniej jednego – tu wskazałem na mojego. – Spójrz, jakie ma uszy. Hindus, słysząc swoje imię, zastrzygł uszami, po czym spojrzał najpierw na oficera, a potem na mnie. […]

Dyrektor był surowym, ale życzliwym człowiekiem. […] Zgodził się, bym zatrzymał szczeniaka – nakazał go przenieść do boksu i zapisać do służby. Oznaczało to, że dostanie swoją rację: mięso i zboże, z których ugotuję mu jedzenie. Drugie szczenię wziął dla własnego syna.

Tego dnia byłem najszczęśliwszą osobą na świecie: spełniło się moje marzenie. Także ja miałem swojego psa. Z radością pocałowałem Hindusa, a on polizał mi twarz. Nie pomyliłem się w wyborze: Hindus przez długie lata służył mi wiernie, wiele razy pomógł i ocalił moje życie! Razem marzliśmy na mrozie, tropiąc przestępców, razem mokliśmy w ulewnym deszczu, byliśmy wyczerpani upałem.

Pieskie życie

Jak mógł wyglądać przebieg szkolenia Hindusa, dzięki któremu stał się idealnym towarzyszem broni w niebezpiecznej służbie na pograniczu? Wróćmy do historii Rusłana:

Za młodu Rusłan przeszedł przez wszystkie nauki, dla których stworzony jest pies. Najpierw była to ogólna tresura, ze wszystkimi: „Siad”, „Leżeć”, „Do mnie”. Potem pies wypadł doskonale w tropieniu i w służbie wartowniczej. […]

W prawdziwym konwoju, gdzie pada tylko jeden rozkaz: „Pilnuj!”, a dalej trzeba samemu kombinować i orientować się w sytuacji. I pilnuje się nie jakiegoś magazynu, który nigdzie nie ucieknie i nie budzi żadnych specjalnych uczuć, lecz rzeczy najbardziej drogocennych i skomplikowanych – ludzi. O nich trzeba się zawsze bać i nie czuć dla nich litości, a jeszcze lepiej – i złości, wystarczy zdrowa podejrzliwość.

Więzień gułagu otrzymywał dziennie  60 gramów mięsa. Dla porównania: obozowe psy strażnicze dostawały prawie pół kilograma

fot. Kauno IX forto muziejus / Kaunas 9th Fort Museum/CC BY 4.0 Więzień gułagu otrzymywał dziennie  60 gramów mięsa. Dla porównania: obozowe psy strażnicze dostawały prawie pół kilograma

 

Psy na służbie – czy to w straży granicznej, czy w obozie pracy – były traktowane niemal równie dobrze, co ludzie. Chyba, że mowa o więźniach – ci mogli jedynie pomarzyć o „pieskim życiu”. Jak podaje Anne Applebaum w Gułagu: „Jego [więźnia – ABR] dzienna norma żywnościowa zawierała 2400 kilokalorii i składała się z: niecałych 800 gramów chleba, pół kilograma warzyw (zazwyczaj zgniłych), 100 gramów dorsza (najczęściej nadpsutego) i 60 gramów mięsa. Dla porównania: obozowe psy strażnicze dostawały prawie pół kilograma mięsa dziennie”.

Czytaj też: Imperium pogardy. Co były gotowe zrobić kobiety, by przetrwać w stalinowskim gułagu?

Schwytaj, ale nie zagryź

Młody strażnik zdał pomyślnie egzaminy i wraz ze swoim psem został skierowany na placówkę „Połtawka” (obecnie przejście na granicy rosyjsko-chińskiej). Służba w tym rejonie była niezwykle trudna i niebezpieczna – przez granicę przedzierali się przemytnicy i grupy rozpoznawcze czy dywersyjne, składające się z doskonale wyszkolonych w technikach walki wręcz czy strzelaniu ludzi, którzy doskonale potrafili radzić sobie w trudnym terenie i unikać pościgu, zacierając ślady.

Przez ledwie trzy pierwsze lata po przybyciu Nikity Fiodorowicza do Połtawki służby graniczne zatrzymały na granicy ponad 130 osób. Udaremniono wwiezienie do sowieckiej Rosji kontrabandy o wartości 600 tys. rubli (głównie alkoholu i opium), a sam Karacupa – według własnych obliczeń – na służbie spędził ponad 5000 godzin, pokonując w morderczych pościgach 16 tys. kilometrów. Niemal na każdej akcji towarzyszył mu Hindus.

Psy pomagały m.in. przy patrolowaniu granic (zdj. poglądowe)

fot.Bundesarchiv, Bild 101III-Niquille-054-01 / Niquille / CC-BY-SA 3.0 Psy pomagały m.in. przy patrolowaniu granic (zdj. poglądowe)

 

Towarzysze broni opowiadali, że Nikita potrafił wraz ze swoim psem ścigać wroga po trzydzieści, a nawet pięćdziesiąt kilometrów, zostawiając resztę pograniczników daleko w tyłu. Sam angażował się w walkę z kilkoma uzbrojonymi napastnikami. Opisano przypadek, w którym Karacupa wraz z Hindusem po długim pościgu schwytali, rozbroili i aresztowali grupę uzbrojonych kurierów narkotykowych liczącą 9 osób. Dzięki świetnie wyszkolonemu Hindusowi, który uniemożliwił jednemu z kurierów sięgnięcie po ukrytą broń, strażnik uszedł wówczas z życiem. Pies zareagował zgodnie z wyszkoleniem – miał obezwładnić, ale nie zabić. Dokładnie tak jak Rusłan:

Z pyska Rusłana wyrwał się ryk i wycie; ślinił się i błagalnie popatrywał na pana, wypraszając upragniony rozkaz: „Bierz go”. Na pewno zaraz zabrzmi; już twarz pana zbielała, zęby się zacisnęły, jeszcze chwila i da się słyszeć wybuch – jakby nie z ust, lecz z wyrzuconej ku przodowi ręki wylatujących – słów: „Rusłan, bierz go!”.

I wtedy zacznie się prawdziwa Służba – w ekstazie subordynacji, w szalonym, zażartym pędzie, ze skokami w bok dla zmylenia wroga, który zacznie się miotać, nie wiedząc, czy ma się bronić, czy uciekać. I nastąpi ostatni skok, łapami na pierś, i wróg zostanie zwalony z nóg, a Rusłan runie razem z nim, rycząc prosto w jego wykrzywioną przerażeniem twarz, ale chwyci tylko za rękę, tylko za prawą rękę…

Aleksander Sołżenicyn w Archipelagu Gułag pisał, że obozowe psy „[…] zależnie od rozkazu – umieją dusić człowieka, umieją kąsać, a potrafią też tylko szarpać odzież, rozbierając delikwenta do goła”. Także psy straży granicznej szkolono tak, by umożliwić aresztowanie więźnia i doprowadzenie go do placówki w stanie, który pozwalał na przesłuchanie. Było to szczególnie ważne w przypadku szpiegów, którzy często posiadali przy sobie kapsułki z trucizną, które należało zażyć w sytuacji schwytania.

Bohater narodu

Fenomenalne umiejętności Nikity Fiodorowicza i jego psa szybko dotarły do uszu dziennikarzy. Gdy wysłany na pogranicze korespondent Jewgienij Riabczikow z Komsomolskiej Prawdy opublikował serię artykułów poświęconych strażnikowi i jego czworonożnemu towarzyszowi, zyskali ogromną popularność na terenie kraju. „Widziałem, jak Nikita Karacupa pokonywał dziesiątki kilometrów, strzelał w galopie, poruszał się bezszelestnie. Wszystko, co robił, robił w ciszy, w sposób pewny i opanowany, a przy tym z taką prostotą i skromnością, jakby nie odczuwał śmiertelnego zagrożenia” – pisał Riabczikow.

Zasługi Karacupy i jego niemal nadludzkie możliwości uczyniły go idolem zarówno dla cywilów, jak i młodych żołnierzy, którzy widzieli w nim bohatera narodu. Karacupa był na przykład w stanie rozróżnić ponad 240 rodzajów zapachów, co było bezcenną umiejętnością dla strażnika granicznego.

Opisywał w autobiografii przypadek, gdy musiał udać się na akcję bez Hindusa wracającego wówczas do zdrowia po postrzale i bezbłędnie zidentyfikował woń przewodów izolowanych PVC, które dwaj szpiedzy próbowali umieścić pod osłoną nocy na słupach telegraficznych.

„Historie o legendarnym Nikicie Karacupie i jego Ingusie, którzy powstrzymali około 400 wrogów na granicy, dotarły także do naszych uszu. Czy młody chłopak, żołnierz, mógł przejść obok takich opowieści obojętnie?” – pytał retorycznie we wspomnieniach płk Oleg Iwanowski, oficer kontrwywiadu i główny konstruktor pierwszego Wostoka, który służył na pograniczu w 1940 roku.

Wierna służba

W 1944 roku, gdy ZSRR odzyskało kontrolę nad terytorium Białorusi, Karacupę skierowano do przywrócenia służby granicznej i walk z ukrywającymi się w lasach niedobitkami wroga i nazistowskimi kolaborantami. Spędził tam 13 lat, po czym na rozkaz dowódcy oddziałów granicznych został oddelegowany do Wietnamu Północnego.

Ponownie jego zadaniem była organizacja służby granicznej, tym razem w kraju odległym i egzotycznym. Wywiązał się z niego wzorowo. W 1961 roku, w randze pułkownika, Karacupa został skierowany do rezerwy. Miał na koncie 338 aresztowań, 129 zabitych wrogów oraz udział w 120 zbrojnych starciach, a także odznaczenia: Order Lenina, dwa Ordery Czerwonego Sztandaru, Czerwoną Gwiazdę i wiele innych. Cztery lata później, w czerwcu 1965 roku, otrzymał tytuł Bohatera Związku Radzieckiego.

Inspirację dla tekstu stanowiła powieść Gierogija Władimowa „Wierny Rusłan”, która ukazała się właśnie nakładem wydawnictwa Rebis.

Inspirację dla tekstu stanowiła powieść Gierogija Władimowa „Wierny Rusłan”, która ukazała się właśnie nakładem wydawnictwa Rebis.

W cywilu Karacupa podjął pracę w Instytucie Badawczym Pulsar w Moskwie oraz w Centralnym Muzeum Straży Granicznej. Zmarł 18 listopada 1994 roku. Jego imię do dziś noszą rosyjskie szkoły czy biblioteki, ale również posterunki graniczne na terenie Rosji, Wietnamu czy Indii. Nosi je również posterunek w Połtawce, gdzie nadal stoi pomnik Nikity i pierwszego z jego wiernych towarzyszy, który zajmował szczególne miejsce w sercu młodego strażnika.

Salwa honorowa dla psa

Nikita Fiodorowicz wspominał, że kiedy pierwszy Hindus zginął na służbie, umieścił na tabliczce nad wykopanym własnym bagnetem grobie samą datę urodzenia w przekonaniu, że „Hindus dla mnie nie umarł, będzie żył w moim sercu na zawsze”. Niezwykła więź, jaką strażnik nawiązywał z wychowanym i wytresowanym od szczeniaka psem tak opisywana jest w książce Wierny Rusłan:

Szła już przecież druga połowa Rusłanowego życia, a w ciągu pierwszej pies przecież przywykł być zawsze z ludźmi, służyć im, słuchać ich i kochać. […] Rusłan był na zawsze zatruty swą miłością i ugodą ze światem ludzi jak słodką trucizną, która zabija alkoholika bardziej niż sam alkohol, i największa rozkosz polowania nie mogła już mu zastąpić innej rozkoszy: posłuszeństwa ukochanemu człowiekowi, szczęścia sprawionego przez jedno jego pochwalne słowo.

Grób Nikity Karacupy

fot.Сергей Семёнов/CC BY 3.0 Grób Nikity Karacupy

Karacupa traktował swoje psy jak przyjaciół i towarzyszy broni – po pochowaniu pierwszego z nich, poległego podczas akcji Hindusa, oddał nad jego grobem salwę honorową. Nagle usłyszał kolejne wystrzały – okazało się, że to inni strażnicy przyszli uhonorować bohaterską śmierć czworonożnego strażnika. Wszystkie kolejne psy Karacupy nosiły to samo imię, a ostatni Hindus, ciężko ranny na służbie, przyjechał z nim do Moskwy, gdzie Karacupa zamieszkał po zakończeniu kariery wojskowej. Niestety nie udało się go uratować. Co ciekawe, gdy Związek Radziecki w latach 50. nawiązał pokojowe stosunki z niepodległymi Indiami, decyzją Kominternu w oficjalnych publikacjach zaczęto zapisywać imiona jako „Ingus”.

Poza pełnieniem obowiązków służbowych Karacupa spędził mnóstwo czasu na spisywaniu swoich doświadczeń, które uważał za cenny materiał szkoleniowy. Prowadził badania nad inteligencją psów, opracował specjalne podręczniki szkoleniowe dla młodych oficerów, których teoria i metodologia nadal są w dużej mierze aktualne. Do końca życia służył swoją ogromną wiedzą i doświadczeniem.

„Życiorys Karacupy zainspirował wielu przyszłych strażników granicznych do wstąpienia do służby, a on sam wyszkolił tysiące strażników i przewodników psów. Jego doświadczenie w zakresie hodowli psów do służby w straży granicznej nadal jest wykorzystane. Stał się legendą pograniczników jeszcze za życia i ta legenda wciąż żyje” – podsumował Aleksander Michajłow, historyk z Muzeum Zwycięstwa.

Inspiracja:

Inspirację dla tekstu stanowiła powieść Gierogija Władimowa „Wierny Rusłan”, która ukazała się właśnie nakładem wydawnictwa Rebis.

Bibliografia:

  1. Applebaum, A., Gułag, tłum. J. Urbański, Warszawa 2013.
  2. Bezrodnyi, M., The cult of the border guard dogs, In: „Studies in Slavic Literature and Poetics”, Volume: 59, pp. 249–277
  3. Iwanowski, O., Zapiski ofitsera Smersha, Tsentrpoligraf 2006.
  4. Karacupa, N.F., Zapiski sledopyta, b/d, 1998.
  5. Ryklin, G., O hrabrom pogranichnike Karacupe i ob Induse, ego umnoj sobake, Leningrad 1938.
  6. Sołżenicyn, A., Archipelag GUŁag, t. 1-3, tłum. J. Pomianowski, Poznań 2021.

Czy wiesz, że ...

...pod koniec 1914 roku około 10 procent oficerów i 3-4 procent pozostałych żołnierzy armii brytyjskiej wykazywało znamiona szoku nerwowego? W 1917 roku była to już prawie jedna czwarta walczących, a w drugiej połowie 1918 r. – aż 80 tysięcy żołnierzy!

...Wołyń w oczach decydentów z AK był krainą lojalną i niestanowiącą problemu, o czym wspominał generał Grot-Rowecki jeszcze pod koniec maja 1942 roku? M.in. dlatego Państwo Podziemne nie od razu zareagowało na doniesienia o zbrodniach Ukraińców na Polakach.

Komentarze (1)

  1. Sarabi Odpowiedz

    Na Białorusi tropił sabotażystów pewnie niedobitki naszych partyzantów .Oraz nieprawomyślnych miejscowych .No sława kacapowi

Dodaj komentarz

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.