Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Ciężka służba i brutalna śmierć. Jaki los czekał obozowe psy?

Sowiecka szkoła tresury psów

fot.domena publiczna Sowiecka szkoła tresury psów

Służbę musiały wykonywać bezbłędnie. Tresowane do nadzorowania więźniów, na rozkaz potrafiły zabić. Za najmniejszą pomyłkę same płaciły śmiercią. O losie psich strażników w łagrach pisze w powieści „Wierny Rusłan” Gieorgij Władimow. Jego książka to porażająca metafora dehumanizacji i zniewolenia w totalitarnym świecie.

Pan wyciągnął ku niemu obrożę. Rusłan skwapliwie nadstawił łeb i zastrzygł uszami, reagując na dotknięcie rąk pana. Ręce te zapięły sprzączkę, sprawdziły, czy nie jest za ciasno, i zaczepiły karabinek za kółko. Potem pan nawinął trochę smyczy na rękę, a koniec przyczepił sobie do pasa. W ten sposób przez całą służbę byli ze sobą związani i nie mogli się wzajemnie zgubić.

Wolną ręką pan podrzucił automat, chwycił go za pas i zarzucił na ramię zapoconą lufą w dół. Rusłan jak zwykle zajął miejsce u lewej nogi pana. Obaj przeszli ciemnym korytarzem, na który wychodziły obite mocną siatką drzwi boksów. Błyskały zza niej wilgotne ślepia; nienakarmione psy skomlały i bodły siatkę ostro ściętymi łbami, a w odległym końcu ktoś zachłystywał się zawistnym, histerycznym szczekaniem – i Rusłan był dumny z tego, że jego pierwszego wyprowadzano dzisiaj na służbę.

Ale kiedy otwarły się wejściowe drzwi i w ślepia chlusnęła mu oślepiająca jaskrawa białość – zmrużył je, odskoczył do tyłu i zawarczał. (…) Wiedział, że u panów nazywa się to „śnieg”, ale sam pewnie by się nie zgodził dać temu nazwę. Dla Rusłana była to po prostu – biel. I wszystko traciło przez nią nazwy, wszystko, do czego przywykł wzrok i węch, się zmieniało.

„Gdzie się podziali?”

Świat stał się pusty i głuchy. Pochowały się ślady. Tylko wyraźnie wydeptany łańcuszek śladów pana biegł od kuchni do progu. A już po chwili biel trafiła mu do nosa i wypełniła podnieceniem (…). Pan go nie przytrzymywał, wypuścił na całą długość smyczy, więc Rusłan, z białą brodą i rzęsami, to zostawał z tyłu, to wybiegał naprzód i ciągle nie mógł się uspokoić, nadyszeć, nawąchać.

I z tego wszystkiego pozwolił sobie na małe przeoczenie. Nie rozejrzał się, jak to trzeba zrobić, kiedy się jest wyprowadzanym na służbę. Ale coś go jednak zaniepokoiło; nastawił uszu i zamarł. Ogarnął go niejasny lęk.

Psy pełniły rolę strażników w łagrach. Po zakończonej służbie czekała je śmierć

fot.Gerald Praschl /CC BY-SA 3.0 Psy pełniły rolę strażników w łagrach. Po zakończonej służbie czekała je śmierć

Z prawej strony wznosiły się rzędy obdartych z kory słupów z drutem kolczastym. Dalej było puste pole i ciemna wyszczerbiona ściana lasu, a z lewej takie same słupy i drut, i kawał pola, tyle że z rozrzuconymi po nim, niskimi jak suteryny, zbitymi z poczerniałych od starości bierwion, barakami. I baraki patrzyły na Rusłana jak zawsze oszronionymi, pustymi jak bielma oknami.

(…) wydawały się dziwnie płaskie, jakby namalowane na bieli, i nie wydawały dźwięków. Zupełnie jakby ci wszyscy, którzy w nich mieszkali, hałasowali i śmierdzieli, wymarli w ciągu jednej nocy. Ale gdyby wymarli, to przecież on by to poczuł! A jeśli nie on, to inny pies. Komuś by się to przyśniło i ktoś zbudziłby ich wyciem. „Nie ma ich tam – pomyślał Rusłan. – Więc gdzie się podziali?”. I zawstydził się z powodu własnej niedomyślności.

Czytaj też: Psy wojny, czyli jak wyszkolić idealnego radzieckiego psa służbowego

Prawdziwa Służba

Tamci nie umarli, tylko uciekli. Zadrżał z napięcia, zaczął gorąco i głośno dyszeć. Miał ochotę napiąć smycz i pociągnąć za sobą pana – tak jak bywało w te rzadkie i niezwykłe dni, kiedy obaj przebiegali czasem po kilka wiorst. I doganiali! – ani razu nie było tak, żeby nie dognali. I zaczynało się najlepsze z tego, co dane było zaznać Rusłanowi – prawdziwa Służba.

Ale nie, nic się nie zgadzało także i z tymi rzadkimi sytuacjami. Rusłan znał słowo „ucieczka”. Odróżniał nawet „ucieczkę indywidualną” od „zbiorowej”, ale w takich wypadkach było zawsze dużo hałasu i nerwowej bieganiny, panowie dlaczegoś wrzeszczeli na siebie, psy też obrywały za nic i wyprowadzone z równowagi zaczynały się gryźć. Dopiero kiedy zaczynał się pościg, wszystko się uspokajało.

Tekst stanowi fragment książki „Wierny Rusłan” Gieorgija Władimowa, która ukazała się właśnie nakładem wydawnictwa Rebis

Tekst stanowi fragment książki „Wierny Rusłan” Gieorgija Władimowa, która ukazała się właśnie nakładem wydawnictwa Rebis. Kup teraz

A takiej ciszy Rusłan nie słyszał ani razu i to skłaniało go do najgorszych podejrzeń. Wyglądało na to, że uciekli wszyscy mieszkańcy baraków, a panowie rzucili się za nimi, i to tak szybko, że nie zdążyli nawet zabrać ze sobą psów, a jakiż może być bez psów pościg!

A teraz tylko oni dwaj, pan i Rusłan, powinni wszystkich znaleźć i przygnać całe to śmierdzące, wrzaskliwe, ogłupiałe stado z powrotem.

Czytaj też: Imperium pogardy. Co były gotowe zrobić kobiety, by przetrwać w stalinowskim gułagu?

Wielka ucieczka

(…) Raptem zobaczył coś takiego, że sierść na karku mu się zjeżyła, a z gardła wydobył się głuchy warkot. Nie miał zbyt dobrego wzroku i wiedząc o tym, nadrabiał brak gorliwością i węchem. Toteż główną obozową bramę zobaczył dopiero wtedy, kiedy obaj z panem wyszli przez furtkę przed obóz.

Brama wyglądała tak dziwnie, że trudno sobie to było wyobrazić. Była po prostu otwarta na oścież i poskrzypywała na wietrze pętlami z zardzewiałego drutu. I nikt nie biegł do niej, krzycząc i strzelając, żeby ją natychmiast zamknąć (…).

A co się stało z wieżą strażniczą! Zupełnie oślepła. Jeden reflektor, zaniesiony śniegiem, poniewierał się na dole, drugi, wyszczerzywszy rozbite szkło, wisiał na przewodzie. Zniknął z wieży i gdzieś przepadł biały kożuch z uszanką i zwróconym zawsze lufą w dół żłobionym automatem (…).

Rekonstrukcja typowego baraku mieszkalnego Gułagu – Muzeum Okupacji w Rydze

fot.Marcin Szala/CC BY-SA 3.0 Rekonstrukcja typowego baraku mieszkalnego Gułagu – Muzeum Okupacji w Rydze

Pan patrzył nań z nieprzyjemnie skrzywionymi wargami. W oczach pana – w dwu cudownych krążkach zmętniałego błękitu – nie było ani odrobiny współczucia; tylko chłód i drwina. Rusłanowi chciało się rozpłaszczyć i popełznąć na brzuchu, chociaż wiedział, że prośby i skargi są daremne (…).

– No co, dalej? – spytał pan. – A może wolisz bliżej domu? – Obejrzał się na bramę i powoli ściągnął z ramienia automat. – Jeden diabeł, można i tu…

Dzień upadku

Rusłan zadygotał; nagły atak ziewania zaczął mu wyłamywać szczęki. Ale przemógł się i wstał. Inaczej nie mógł. Zwierzę spotyka na stojąco to, co najgorsze. A Rusłan zrozumiał już, że właśnie to, w ten dzień, do niego przyszło, że przed minutą już się stało i że tego, co nastąpi, nie da się uniknąć. I nawet nie ma kogo za to winić. Bo kogo winić, jeśli już i Rusłan przestał rozumieć, o co chodzi?

Wiedział dobrze, co spotyka psa, który przestaje rozumieć, o co chodzi. Żadne poprzednie zasługi wówczas nie pomagają. Za jego czasów jako pierwszego spotkało to Reksa, bardzo doświadczonego i ambitnego psa, ulubieńca panów, któremu Rusłan za młodu bardzo zazdrościł.

Dzień upadku Reksa był najzwyklejszy w świecie, żaden z psów niczego nie przeczuł. Jak zwykle przyjęto wtedy kolumnę od warty obozowej, jak zwykle przeliczono ją i wypowiedziano zwykłe słowa. I właśnie tu, zaledwie odeszli od bramy, jeden z więźniów zawrzeszczał dziko, jakby go ktoś ugryzł, i zaczął biec, gdzie oczy poniosą.

Psy były i są ważnym elementem armii. Nie inaczej było w Związku Radzieckim (zdj. poglądowe)

fot.domena publiczna Psy były i są ważnym elementem armii. Nie inaczej było w Związku Radzieckim (zdj. poglądowe)

(…) jeszcze nie przebrzmiał jego okrzyk, a już, w trzy czy cztery lufy, zagrzechotały automaty, a cekaemista z wieży też dołożył swoje. Aż dziw, że dwunogi są czasem zdolne do takich głupstw! Ale tym głupstwem więzień zaszkodził Reksowi, który szedł obok i winien był mieć się na baczności, i przeczuć wszystko zawczasu, a skoro już się zagapił i popełnił przeoczenie – rzucić się za uciekinierem i natychmiast zwalić go z nóg.

A tymczasem Reks, porwany widowiskiem, siadł z wywieszonym językiem i pozwolił, żeby jeszcze trzech więźniów naruszyło szyk i wymachując rękami, krzyczało na panów. Szybko zagnano ich kolbami na miejsca, psy też pomogły, a Reks nawet nie wziął udziału!

Czytaj też: Poradnik przetrwania w radzieckim łagrze. Lektura tylko dla ludzi o mocnych nerwach

Za druty

(…) Pan Reksa odciągnął go i w obecności wszystkich porządnie kopnął w brzuch. Tego dnia Reksowi pozwolono jeszcze na konwojowanie, ale wszystkie psy zrozumiały, że sprawa jest przesądzona. I Reks zrozumiał to najlepiej ze wszystkich.

Po służbie przez cały wieczór przeżywał swoją hańbę. Leżał jak nieżywy z nosem utkwionym w kącie boksu, nie dotknął jedzenia, a nocą wył tak, że psy nie mogły zmrużyć oczu i męczyły je straszne przeczucia. Rano pan Reksa przyszedł do niego i chociaż Reks skomlał i lizał mu buty, na nic się to nie zdało.

Tekst stanowi fragment książki „Wierny Rusłan” Gieorgija Władimowa, która ukazała się właśnie nakładem wydawnictwa Rebis

Tekst stanowi fragment książki „Wierny Rusłan” Gieorgija Władimowa, która ukazała się właśnie nakładem wydawnictwa Rebis. Kup teraz

Został zaprowadzony w pole, za druty, wszyscy usłyszeli krótką serię i już nie wrócił. Nie żeby od razu zupełnie zniknął: jeszcze przez kilka dni w obozie odczuwało się jego obecność, a opodal drogi psy widziały jego wzdęty bok, po którym chodziły wrony. Wspominały wtedy straszny błąd Reksa.

A potem nie zostało z niego śladu. Jego boks wymyto wodą i mydłem, zmieniono miskę i ściółkę, na drzwiach zawieszono inną tabliczkę i zamieszkał tam nowo przybyły Amur, który miał jeszcze wszystko przed sobą.

Wcześniej czy później czekało to wszystkich.

Źródło:

Tekst stanowi fragment książki „Wierny Rusłan” Gieorgija Władimowa, która ukazała się właśnie nakładem wydawnictwa Rebis.

Czy wiesz, że ...

...brytyjski wywiad – po tym, jak pojmał Rudolfa Hessa, który przybył na Wyspy z "misją pokojową" – zarekwirował współpracownikowi Hitlera jego wełniane kalesony? Agenci przypuszczali, że wysoko postawiony nazista ma na sobie coś luksusowego lub kompromitującego. Byli w błędzie.

...niektóre oddziały Armii Czerwonej poruszały się po Polsce na saniach? Poza czołgami i saniami nie było innych pojazdów. Olbrzymie sanie Sowieci zrabowali z polskich dworów i gospodarstw, które napotykali po drodze podczas „wyzwalania” naszego kraju.

...kiedy Armia Andersa przebywała w Palestynie, dezercje żołnierzy pochodzenia żydowskiego odbywały się… za wiedzą i aprobatą polskiego dowództwa? Zdarzały się nawet takie przypadki, że przyszły „dezerter” przed ucieczką przechodził dodatkowe przeszkolenie dywersyjno-sabotażowe.

...szacuje się, że aż 80 procent żywności dostarczanej do warszawskiego getta pochodziło z przemytu? Wyznaczane przez Niemców racje żywnościowe nie przekraczały bowiem 400 kalorii dziennie, a w niektórych okresach były niższe niż 200 kalorii.

Komentarze (1)

  1. Robert Odpowiedz

    zbydlecenie było od początku do końca i niczym się to nie różni od naszej pismilicji bijącej kobiety, senatora mordującego psa czy stosów palonych w imię wiary przez sektę watykańską

Dodaj komentarz

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.