Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Pięć najlepszych muzeów w Ardenach! Każdy miłośnik historii II wojny światowej powinien je zobaczyć

Panzer IV w Bastogne Barracks

Panzer IV w Bastogne Barracks

Z okazji rocznicy bitwy o Ardeny mamy dla Was coś specjalnego. Przygotowaliśmy ekspercki ranking najciekawszych muzeów upamiętniających tę wielką batalię. Jeśli kiedyś traficie w Ardeny, nie będziecie błądzić po omacku – niczym zrzuceni w śnieżnej zadymce spadochroniarze pułkownika von der Heydte.

Bitwa o Ardeny, przez Amerykanów zwana Battle of the Bulge (bitwą o wybrzuszenie), a przez Niemców – operacją „Wacht am Rhein”, była jednym z największych starć II wojny światowej na froncie zachodnim. Niemcy zmobilizowali do niej około 500 tysięcy żołnierzy i ponad 1500 pojazdów pancernych, chociaż III Rzesza była już u kresu sił.

Kontrofensywa na przełomie 1944 i 1945 na pograniczu niemiecko-belgijsko-luksemburskim trwała ponad miesiąc! O samej batalii pisaliśmy TUTAJ. W tym artykule prezentujemy coś zupełnie innego. Wysłannik „Ciekawostek Historycznych” specjalnie dla Was zwiedził najciekawsze muzea w Ardenach i – po konsultacjach miłośnikami historii – stworzył ranking „TOP 5”.

Ofensywa ostatniej szansy

Pasmo górskie Ardeny samo w sobie nie jest wielką atrakcją turystyczną. Są to pagórkowate, słabo zaludnione tereny z najwyższym wzniesieniem Signal de Botrange (694 m n.p.m.). Pozostałe części pasma osiągają zaledwie 300 –500 metrów. Dziś przejechanie przez nie samochodem czy rowerem nie jest problemem – pod warunkiem, że robimy to latem. W czasie śnieżnej zimy sprawa nie jest już taka prosta.

Jesienią 1944 roku Adolf Hitler, szykując ofensywę ostatniej szansy na zachodzie, wybrał właśnie ten odcinek frontu, by wysłać do walki swoje elitarne dywizje pancerne i najlepsze jednostki piechoty. Ruszyły one do natarcia 16 grudnia, a ich zadaniem było rozdzielenie wojsk brytyjskich i amerykańskich oraz zdobycie Antwerpii z jej cennym portem.

Cmentarz amerykańskich żołnierzy w Luksemburgu

Cmentarz amerykańskich żołnierzy w Luksemburgu

Generalnie Niemcy chcieli narobić jak największego zamieszania na zapleczu frontu i wywołać konflikt między zachodnimi sojusznikami. Większości założeń nie udało się im zrealizować. Ofensywa szybko została powstrzymana, choć kosztowała aliantów wiele krwi – i wiele wstydu, bo otoczeni Amerykanie całymi batalionami oddawali się do niewoli. Ze względu na kryzys w Ardenach Churchill i Roosevelt musieli nawet prosić Stalina o przyśpieszenie działań nad Wisłą.

Kilka miast i miasteczek w Ardenach ma (szczególnie dla Amerykanów) duże znaczenie symboliczne ze względu na dramatyczne wydarzenia, które się tam rozegrały. Legendą owiane jest m.in. Bastogne, gdzie wielkich czynów dokonała słynna 101. Dywizja Powietrznodesantowa („Screaming Eagles”), która broniła otoczonego przez Niemców miasta i utrzymała je. Inne ważne miejsca, takie jak: Sankt Vith, Noville, Poteau, Stavelot czy – będące miejscem niemieckiej zbrodni wojennej – Malmedy, powinny być znane choćby ze słyszenia każdemu, kto interesuje się II wojną światową.

W Ardenach, zarówno na terenie Belgii, jak i Luksemburga, znajdziemy dziesiątki wspaniałych muzeów, setki pomników i wiele historycznych pamiątek z okresu słynnej batalii. W wielu miastach i miasteczkach na skrzyżowaniach stoją czołgi, działa pancerne, armaty i pomniki, a na rogatkach liczne znaki drogowe z napisem „war cementary”. Niektórzy tutejsi mieszkańcy przechowują w swoich stodołach i garażach pokaźne kolekcje znalezisk z pól bitewnych – w tym pojazdy, broń i wyposażenie.

Z tych względów Ardeny są popularnym celem wycieczek entuzjastów historii uprawiających turystykę militarną. Przy współudziale uczestników „Wypraw śladami I i II wojny światowej” powstała poniższa lista najciekawszych muzeów w Ardenach.

1. Bastogne Barracks

Jednogłośnie uznane za najlepsze na naszej „liście przebojów”. To muzeum, a dokładniej centrum interpretacji dziedzictwa historycznego. Otwarto je stosukowo niedawno, bo w 2010 roku. Znajduje się w starych koszarach artylerii w Bastogne w Belgii.

Miejsce jest naprawdę historyczne, bo właśnie z tych koszar generał Anthony McAuliffe dowodził obroną Bastogne w grudniu 1944 roku. W jednym z budynków znajdują się pieczołowicie odtworzone kwatery żołnierskie i oficerskie wyglądające dokładnie tak, jak w czasie wojny. W izbach przy pomocy manekinów odtworzono sceny, które się tu rozegrały. Zadbano o najdrobniejsze szczegóły – np. na łóżku gen. McAuliffe leżą… orzeszki, które lubił przegryzać i które odegrały znaczącą rolę w tej krwawej bitwie.

Największe wrażenie na zwiedzających robi hangar ze sprzętem ciężkim. W niebywale długim baraku stoi kilkadziesiąt (może nawet około setki?) czołgów, tankietek, dział pancernych, ciężarówek, samochodów osobowych, dział, moździerzy, wyrzutni rakiet, pojazdów zabezpieczenia technicznego, broni indywidualnej i „dziwadeł” militarnych.

Wiele z pokazywanych tam pojazdów brało udział w bitwie o Ardeny. Muzeum ma w swojej kolekcji m.in. doskonale zachowany niemiecki PzKpfw IV Ausf J, niemieckie działa pancerne Jagdpanzer 38 (t) i StuG III Ausf F/8, czołgi angielskie Matilda MKII, A34 Comet, Valentine MK IX i Sherman (m.in. Vc „Firefly” i HVSS), amerykańskie: M22 Locust, M47 Patton, M24 Chaffee, francuskie (Renault UE Chenillette), radzieckie T-34 i IS-3, a także samochody pancerne m.in. Humber LRO MK III, T17E1 Staghound, trały przeciwminowe, sprzęt łączności i całe tony innego żelastwa.

Obrazu całości dopełniają baraki techniczne, w których zobaczymy sprowadzane z całego świata czołgi i pojazdy ciężkie, które w Bastogne Barracks są remontowane i przywracane do stanu jezdnego.

Należy zaznaczyć, że Bastogne Barracks są ciągle obiektem wojskowym i dostanie się do nich nie jest prostą sprawą. Wymagana jest wcześniejsza rezerwacja; zwykle odbywają się tylko dwie tury zwiedzania w ciągu dnia. Przewodnicy to czynni lub emerytowani wojskowi, którzy znają się na rzeczy i oprowadzają w kilku językach: m.in. po angielsku, francusku czy niemiecku (niestety jeszcze nie mówią po polsku). Bilety nie są drogie: 10 euro dla zwiedzających indywidualnych, 6 euro dla grup (powyżej 6 osób). Dodatkową atrakcją jest czynna wojskowa kantyna, w której za niewielkie pieniądze można się najeść po uszy.

Więcej na: www.bastogne-barracks.be

2. National Museum of Military History w Diekirch

To muzeum w Luksemburgu z zewnątrz nie robi wielkiego wrażenia. Jest ulokowane w budynkach starego browaru i znajduje się w centrum miasta, między domami. Mimo skąpej przestrzeni na podwórzu zmieścił się M47 Patton, M4 Sherman A1E8 i potężne amerykańskie działa 155 mm M1 i M2 „Long Tom”. Te eksponaty już zapowiadają, że w środku będzie ciekawie…

Muzeum jest po sufit „zasypane” bronią i sprzętem wojskowym, który jest eksponowany w każdym dostępnym miejscu: na podłodze, na ścianach, na schodach, pod schodami i w rozmaitych zakamarkach budynku. Warto spoglądać w górę, bo rozmaite cuda są podwieszone do sufitu. Miłośnicy militariów spędzą tam zapewne wiele godzin, podziwiając każdy eksponat po kolei – a są ich tysiące.

Wśród ciekawostek są m.in. niemieckie i amerykańskie maszyny szyfrujące, noże, bagnety i kastety do walki wręcz, a także – znaleziony na polu bitwy w Ardenach – pocisk rakietowy z niemieckiej tajnej broni V3! Muzeum w Diekrich pokazuje też wielkoformatowe dioramy, czyli sceny „zatrzymane w kadrze”, odtworzone z użyciem autentycznie wyglądających manekinów.

Wśród dioram prezentowanych w Diekrich największe wrażenie robi ta znajdująca się w piwnicy, ukazująca Amerykanów przedzierających się przez las zasypany śniegiem. Niektórzy żołnierze są ranni, inni mają odmrożenia, na śniegu widać ślady krwi. Diorama jest tak realistyczna, że nawet w najbardziej upalne lato w tym miejscu odczuwa się szczypiący mróz i… strach.

Dostępne są audioprzewodniki w sześciu językach, muzeum można też zwiedzać z przewodnikiem, jednak nie jest to konieczne, bo ekspozycja jest tak sugestywna, że żadne dodatkowe słowa ani opisy nie są już potrzebne. Na zwiedzanie należy zarezerwować co najmniej 2 –3 godziny. Bilety kosztują 5 euro, grupowe (od 10 osób) – 3 euro. Co ciekawe, do muzeum można wejść z psem!

Zobacz więcej na: www.mnhm.net

3. 101st Airborne Museum

Kolejne świetne muzeum militarne, w porównaniu z którym polskie niestety wypadają dość blado. To poświęcone jest żołnierzom 101. Dywizji Powietrznodesantowej, która broniła Bastogne w czasie niemieckiej ofensywy w Ardenach. Muzeum mieści się w budynku dawnej mesy oficerskiej i ma kilka pięter. Eksponaty podarowali prywatni kolekcjonerzy, którzy stworzyli  placówkę w 2009 roku.

Miłośnicy wojsk powietrznodesantowych poczują się tu jak w raju, bo ze ścian i sufitów zwisają dziesiątki spadochronów, a liczba oryginalnych eksponatów zapiera dech. W jednym z zakątków na schodach natrafiłem np. na ekspozycję poświęconą Indianom walczącym w szeregach 101. DPD – jest więc „indiański” nóż bojowy ze zdobioną pochwą, woreczek na tytoń i symbole plemienne.

December'44 Museum scena z walk w budynku

December’44 Museum scena z walk w budynku

Eksponaty są precyzyjnie opisane, dowiemy się, do kogo należał dany pistolet, buty (tzw. jump boots) czy hełm. Dioramy są bardzo realistyczne, często aż za bardzo, w szybach okiennych widać dziury po pociskach, w pomieszczeniach okopcenia, postrzelany tynk, plamy krwi, zniszczony sprzęt domowy…

Największe wrażenie na zwiedzających robi „Bombing Experience”, które przeżyć można na najniższej kondygnacji. Zwiedzający przenoszą się tam do piwnicy domu z okresu oblężenia Bastogne i przeżywają bombardowanie lotnicze. Informacje odbierają za pomocą wszystkich zmysłów: migają i gasną światła, z sufitu leci kurz, słychać silniki samolotów, gwizd bomb i wybuchy. Więcej szczegółów nie zdradzę, ale dodam, że wielu turystów wychodzi z piwnicy bladych. Oni już wiedzą wszystko o oblężeniu Bastogne. (Tej „atrakcji” nie polecamy jednak dzieciom).

Bilety do spadochronowego muzeum kosztują 10 euro, grupy (od 10 osób) płacą po 9 euro. W muzeum jest także kino, do którego warto zajrzeć, jeśli spędzamy trochę więcej czasu w Bastogne. W muzeum można czasem spotkać weteranów 101. DPD, chociaż niestety jest ich coraz mniej, gdyż większość z nich dobija już setki. Będąc w Bastogne, nie zapomnijmy obejrzeć Shermana M4A3 o imieniu własnym Barracuda, stojącego na głównym rynku miasta.

Więcej na: www.101airbornemuseumbastogne.com

4. Bastogne War Museum

Zupełnie inny charakter ma nowoczesne Bastogne War Museum. Przyciąga do niego przede wszystkim jego otoczenie. Obok stoi słynny Mardasson Memorial – monument upamiętniający Amerykanów, którzy walczyli i polegli w Ardenach. Przy parkingu znajduje się też rozpoznawalny wszędzie na świecie pomnik z romantyczną sceną przedstawiającą marynarza całującego dziewczynę. Wewnątrz już tak romantycznie nie jest.

Muzeum ma formę narracyjną i historyczne eksponaty nie grają tu tak wielkiej roli. Ważniejsza jest multimedialna opowieść. Przy wejściu wybieramy osobę, w którą się wcielimy, zwiedzając wystawę. Może to być żołnierz (amerykański lub niemiecki), kobieta lub dziecko. W zależności od dokonanego przez nas wyboru audioprzewodnik przeprowadzi nas przez ekspozycję, komentując ją z jednostkowej perspektywy żołnierza, 13-latka lub kobiety, która znalazła się w środku działań wojennych w Ardenach.

Eksponatów, jak wspomniałem, nie jest wiele, ale są bardzo ciekawe. Wśród nich są egzemplarze tzw. sztuki okopowej, czyli przedmioty osobiste wykonane z wojennych pozostałości – łusek, bagnetów, hełmów.

Hetzer z Bastogne War Museum

Hetzer z Bastogne War Museum

Na ekspozycji jest wiele elementów angażujących, zachęcających do interakcji. To i owo można przekręcić, przesunąć, dotknąć. Ważną częścią zwiedzania jest pokaz filmu w kinie stylizowanym na zimowy las. Duża część wystawy poświęcona jest poległym, zarówno żołnierzom, jak i cywilom. Muzeum spodoba się turystom wolącym słuchać opowieści niż oglądać przedmioty w gablotach. Po zwiedzaniu można zajrzeć do świetnie zaopatrzonego sklepiku (to najlepsza księgarnia historyczna w Ardenach) lub do restauracji.

Warto zwrócić uwagę na ciekawą bryłę architektoniczną muzeum i jego otoczenie. Ze wzgórza rozciąga się wspaniały widok na pofałdowane tereny Ardenów z miastem Bastogne na pierwszym planie. Zwiedzanie potrwa co najmniej dwie godziny, ale warto zarezerwować nawet trzy lub cztery. Bilety są dość drogie (kosztują 16 euro), ale warte swojej ceny.

Zobacz na: www.bastognewarmuseum.be

5. December 44 – Historical Museum 

To niewielkie, ale bardzo nowoczesne muzeum w Le Gleize w Belgii, do którego pielgrzymują miłośnicy broni pancernej z całego świata. Głównym powodem jest stojący w centrum wioski niemiecki czołg typu Tiger II, tzw. Tygrys Królewski, nr boczny 213. Czołg jest doskonale zakonserwowany, na jego pancerzu widać ślady po pociskach. Historia tego potwora jest dobrze zbadana i udokumentowana. Wiadomo, że pewna mieszkanka Le Gleize kupiła go od Amerykanów… za butelkę koniaku.

Błędem byłoby jednak wyjechać z Le Gleize obejrzawszy tylko czołg, bo tuż za nim znajduje się świetne muzeum ze wspaniałymi eksponatami z okresu walk w Ardenach. Sylwetki żołnierzy w gablotach są perfekcyjnie przygotowane, a prezentowane egzemplarze broni i sprzętu – doskonale zachowane. Duże wrażenie robią przedmioty codziennego użytku znalezione na pobojowiskach w okolicy: szczoteczki do zębów, przestrzelone papierośnice, zgniecione menażki, złamane bagnety, podziurawione hełmy. Eksponatów jest ponad 5 tysięcy, a muzeum ma zaledwie 1000 m kw.

Wstęp do muzeum w Le Gleize kosztuje 7,50 euro, dla grup (powyżej 15 osób) – 6 euro. Po zwiedzaniu warto zajrzeć do muzealnego sklepiku, w którym znajdziemy m.in. sporo oryginalnych artefaktów z okresu II wojny światowej. Można tam za niewygórowaną cenę kupić żołnierską saperkę czy oryginalny hełm SS (już za nieco wyższą cenę, bo około 500 euro).

Więcej na: www.december44.com

Najlepszym okresem do przyjazdu w Ardeny jest połowa grudnia. W weekend w okolicach 16–20 grudnia w wielu miastach odbywają się historyczne imprezy, pokazy i parady. Największa z nich jest organizowana w Bastogne i nosi nazwę „Nuts”.

Na miejscu trzeba mieć oczy dookoła głowy, bo na wielu skrzyżowaniach stoją pojazdy pancerne i armaty – i to nie tylko amerykańskie, ale także brytyjskie i niemieckie. W Celles czai się pokiereszowana Pantera Ausf. G (2. Panzer-Division), skrzyżowania przy kościele Wibrin pilnuje rozszarpany wybuchem i poharatany pociskami M4 Sherman., a przed wjazdem do La Roche zobaczymy M10c Achilles MkII o nazwie własnej Northamton. Słowem – jest co podziwiać!

Czy wiesz, że ...

...brytyjski wywiad – po tym, jak pojmał Rudolfa Hessa, który przybył na Wyspy z "misją pokojową" – zarekwirował współpracownikowi Hitlera jego wełniane kalesony? Agenci przypuszczali, że wysoko postawiony nazista ma na sobie coś luksusowego lub kompromitującego. Byli w błędzie.

...w armii Adolfa Hitlera służyć mogło nawet 500 tysięcy Polaków – czyli więcej niż w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie i w armii polskiej w ZSRR? Najwięcej z nich wcielono ze Śląska i z Pomorza.

...jedynym "nawróconym" nazistą w Norymberdze był Hans Frank, generalny gubernator okupowanych ziem polskich? Twierdził, że w celi śmierci "odnalazł Boga".

...w powstańczej Warszawie nie brakowało spekulantów, z którymi polska żandarmeria nie mogła sobie poradzić? Tylko w połowie sierpnia ceny żywności były od 2 do 5 razy większe niż pod koniec lipca. Potem jedzenie sprzedawano jedynie za złote monety lub biżuterię.

Komentarze (2)

  1. Salieri Odpowiedz

    Ehhh… W całej Europie są konkretne muzea, gdzie można nie tylko obejrzeć sprzęt ale też można „przeżyć” pewne doznania tak jak wspomniany w powyższym artykule nalot bombowy, czy przejść okopami I-szej wojny, nasłuchując odgłosów pola bitwy, zaglądając do wydzielonych „pokoi” wydrążonych w transzejach, gdzie realistycznie odwzorowane manekiny „odgrywają” różne „scenki” którym towarzyszą rozmowy i inne odgłosy dobiegające z ukrytych głośników jak to ma miejsce w Imperial War Museum na Elephant and Castle w Londynie. U nas w większości muzeów ciężki sprzęt latami niszczeje wystawiony na warunki atmosferyczne, że już nie wspomnę o wywożeniu wydobytych z ziemi wraków za granicę. O interaktywnym zwiedzaniu na taką skalę jak „za granicą” nie ma mowy- niestety, daleko nam do „zachodu”…

Odpowiedz na „MarioAnuluj pisanie odpowiedzi

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.