Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Szlachetny Indianin? Nic podobnego! Mit mija się z rzeczywistością

Popularny wizerunek Indian ma niewiele wspólnego z rzeczywistością

fot.domena publiczna Popularny wizerunek Indian ma niewiele wspólnego z rzeczywistością

Uczciwy, sprawiedliwy, skłonny do wybaczenia i pomocy uciśnionym, walczący fair i nieatakujący bezbronnych – taki był Winnetou, syn wodza indiańskiego plemienia Apaczów i główny bohater serii książek Karola Maya. To właśnie ten pisarz w dużym stopniu odpowiada za upowszechnienie w masowej wyobraźni wyidealizowanego obrazu rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej. Rzeczywistość wyglądała jednak zgoła inaczej…

Biali kolonizatorzy kontynentu amerykańskiego znacznie surowiej oceniali Indian. Powszechnie się ich bano. Okrucieństwo, rytuały i sposób bycia plemion zniesmaczały i przerażały Europejczyków. Indianami straszono dzieci, a opowieści o ich bestialstwach jeżyły włos na głowie.

Czyste zło

„Oderwali mojego biednego synka od mojej piersi […]. Wzięli nasze małe dzieci, nadziali je na rożna, przytrzymali nad ogniem i upiekli na naszych oczach” – to jedno ze wspomnień na temat Irokezów, słynących z agresji i zamiłowania do wojny. Podobnych relacji pionierów, którzy w XVII i XVIII wieku zasiedlali Nowy Świat, jest znacznie więcej:

z obu Francuzów zdarli ubrania […] pomalowali ich twarze na tubylczą modłę. Potem wróg [mieszkańcy wioski] przygotował się do powitania – co oznaczało zmuszenie jeńców do przejścia między dwoma rzędami [„gospodarzy”], z których każdy oferował im cios kijem […] przeprowadzono ich do centralnej części wioski, gdzie kazano wspiąć się na specjalnie przygotowane rusztowanie. Tam jeden z Irokezów chwycił za kij i uderzył René’go siedem czy osiem razy, po czym wyrwał mu paznokcie.

Brutalne znęcanie się nad jeńcami w wykonaniu wszystkich mieszkańców wioski było typowym sposobem działania Irokezów. Nieszczęśnicy stawali się „główną atrakcją” wyrafinowanego spektaklu. Schwytanym wrogom od razu wyłamywano palce, a następnie zabierano do osady. Wcześniej docierali do niej posłańcy, którzy informowali o liczbie pojmanych. Mieszkańcy, by ich „powitać”, ustawiali się w dwóch rzędach z kijami w rękach. Każdy więzień musiał przejść przez taki korytarz. W tym czasie był niemiłosiernie okładany. Później zdzierano z niego ubranie i prowadzono do centrum wioski – na scenę, gdzie rozgrywało się „przedstawienie”.

Koloniści z Europy straszyli dzieci opowieściami o okrucieństwie Indian

fot.domena publiczna fot.domena publiczna Koloniści z Europy straszyli dzieci opowieściami o okrucieństwie Indian

Jeśli wyprawa wojenna miała charakter odwetowy za śmierć Irokezów, matrony z rodów, które poniosły stratę, wybierały tych jeńców, którzy mieli zostać asymilowani i (dosłownie) zastąpić zabitych. Wierzono, że duchy zmarłych wstąpią w niewolników – w ten sposób plemię wyrównywało stan osobowy.

Ci, którzy nie mieli tyle szczęścia, ginęli w mękach. Przy dźwiękach bębnów, zawodzeniu szamanów, tańcach i palonych ziołach zdzierano im paznokcie, przypalano rozgrzanymi głowniami, łamano kości i zęby, wyrywano płaty ciała, odcinano części twarzy. Tortury mogły trwać godzinami. Chodziło o to, by zadać ofierze jak najwięcej bólu. Przed śmiercią nieszczęśnikowi ściągano skalp. Krwawiącą otwartą czaszkę posypywano popiołem albo piaskiem. Gdy wróg wreszcie skonał, oddzielono jego mięso od kości, następie je gotowano i zjadano podczas rytualnych uczt. Czy w obliczu takich opisów ciężko się dziwić, że Europejczycy widzieli w Indianach czyste zło?

Większą szansę na przeżycie miały kobiety. Często były wielokrotnie gwałcone, ale rzadziej zabijane. Mogły zostać niewolnicami w obozie Indian lub pojąć za męża któregoś z wojowników. Oszczędzano też dzieci, które przysposabiano do życia w indiańskim świecie. Ci niewolnicy, którzy nie zginęli podczas tortur i nie zostali zasymilowani, mogli wrócić do białych – o ile ktoś ich wykupił.

„[Komancze] zbierają się na rynku i oferują jeńców na sprzedaż. Jeśli jeńcem jest kobieta to jest ona najpierw gwałcona przez jej właściciela na oczach wszystkich. Potem wojownik mówi do kupującego: teraz możesz ja wziąć, teraz ona jest dobra” – wspominał Fray Andres Varo, jeden z misjonarzy w Ameryce Północnej.

Czytaj też: Wężowi ludzie, mistrzowie oszustwa – Indianie na drodze Lewisa i Clarka

Skrytobójcy i rozbójnicy

Karol May odmalował postać Winnetou nasiąkniętego nieomal rycerskim ideałem konfrontacji na równych zasadach – bez ciosów w plecy, oszustw i skrytobójstwa, twarzą w twarz na polu bitwy. W oczach Europejczyków okrutni Indianie nie byli jednak jak Winnetou. Uważano ich za oszustów i rozbójników, którzy nie walczą uczciwie.

Wiele plemion uwielbiało zasadzki i ataki z zaskoczenia. Mimo kultywowania etosu wojownika, którego celem było wykazanie się męstwem w walce i dzielne znoszenie bólu, rdzenni Amerykanie nie szli do boju, gdy im się to nie opłacało lub gdy realna była klęska. Bardzo uważnie kalkulowali swoje szanse, zanim ruszyli do walki. Bartosz Hlebowicz, autor opracowania „Okrutniejsi od tygrysów. Sztuka wojenna, tortury, sny i mity Irokezów”, pisze:

Nie cenili też, jak biali, „śmierci na polu chwały” – w obliczu przewagi wroga albo nawet źle wróżących powodzeniu wyprawy wydarzeń woleli wycofać się oraz negocjować nawet niekorzystne warunki rozejmu niż zginąć. Od otwartych bitew woleli „prowadzić wojnę skrycie”, mogli na przykład przed dwa lub trzy dni czaić się za pniami drzew, lub w wykopanych w ziemi dołach, nie mając nic do jedzenia, czekając na sposobność zaskoczenia wroga. Pochwyciwszy kilku jeńców, wycofywali się, uznając wyprawę za sukces. 

Europejczycy uważali autochtonów za kunktatorów, którzy unikają uczciwej konfrontacji, chyba że mają wyraźną przewagę liczebną – lub wśród wrogów nie brak starców, kobiet i dzieci. Wspomnienia kolonistów pełne są brutalnych opisów najazdów Indian na zwykłych ludzi, farmerów, żyjących w spokoju w swoich domach.

Wśród Indian nie brakowało żądnych krwi wojowników (na zdj. Geronimo i jego kompani)

fot.domena publiczna Wśród Indian nie brakowało żądnych krwi wojowników (na zdj. Geronimo i jego kompani)

W 1860 roku kilkuset Indian z plemienia Kiowa i Komanczów ruszyło na rzeź mieszkańców Teksasu. Tubylcy włamywali się do domów, wywlekali z nich całe rodziny, okrutnie torturowali i zabijali. Taki los spotkał m.in. najbliższych osadnika o nazwisku Sherman. Zostali napadnięci podczas obiadu. Nie mieli żadnych szans wobec przeważających liczebnie oprawców. Wywleczono ich na zewnątrz. Żonę Shermana zgwałcili na oczach syna. Następnie jeden z Indian próbował jej zdjąć skalp z głowy. Gdy to się nie udało, przywiązał jej włosy do końskiego ogona i zaczął ciągnąć za sobą, aż oderwał jej płat skóry z czaszki. Kobieta zginęła w męczarniach, dodatkowo poraniona strzałami z łuków.

Również Apacze, z których przecież wywodził się bohaterski Winnetou, słynęli z wyrafinowanego okrucieństwa. Jedną z „zabaw” z udziałem jeńców, było pozorne puszczanie ich wolno, tyle że ze skrępowanymi rękami. Następnie organizowano „polowania”, a brały w nich udział kobiety. Uciekinier nie miał szansy się bronić. Jeśli nie zdołał umknąć, był zarzynany pikami, tomahawkami i pałkami przez żądne krwi Indianki. Czasem skalpowano go żywcem, odcinano mu genitalia i pastwiono się nad nim na różne inne sposoby.

Europejczyków szokowała też niezwykle częsta u Indian praktyka bezczeszczenia zwłok. Przykładem może być najazd Komanczów na hiszpańską misję San Saba w Teksasie w 1758 roku. Po rzezi mieszkańców najeźdźcy sprofanowali miejscowy kościół, m.in. odcięli głowę statuetce świętego Franciszka. Następnie „zajęli się” ciałami zabitych. Zdejmowali z nich ubrania, skalpowali i wyłupywali oczy. Na odchodne zburzyli i podpalili zabudowania. Pozostawili po sobie też trupy zwierząt na polach. Bydło wystrzelali dla zabawy.

Indianin, czyli złodziej?

Kradzież to jeden z występków szczególnie napiętnowanych w kulturze europejskiej. Przybysz ze Starego Kontynentu, który nie był świadom uwarunkowań kulturowych u rdzennych Indian, widział w nich po prostu złodziei. Czerwonoskórzy specjalizowali się bowiem w uprowadzeniu trzody bladych twarzy. Porywanie bydła i koni było prawdziwą plagą, z którą zmagali się kolonizatorzy Wielkich Równin. Przodowali w tym szczególnie Komancze, których nie bez powodu nazywano diabłami. Matki straszyły nimi płaczące dzieci…

Kradzież bydła w oczach Indian nie stanowiła jednak ujmy, a powód do dumy – była potwierdzeniem sprawności i sprytu wojownika. Stanowiła też element odwiecznej rywalizacji między plemionami. Bartosz Hlebowicz pisze:

Jak oblicza historyk Irokezów José António Brandão, pomiędzy 1603 a 1701 rokiem Irokezi byli atakowani przez przynajmniej dwadzieścia różnych plemion czy konfederacji indiańskich, a sami najeżdżali pięćdziesiąt jeden różnych społeczności tubylczych. W tym okresie wzięli udział w przynajmniej czterystu sześćdziesięciu pięciu starciach, a w trzystu pięćdziesięciu czterech z nich byli agresorami. 

W takim świecie okrucieństwo było normą. Choć szokowało ono ówczesnych i szokuje do dziś, nie zrozumiemy brutalnej rzeczywistości Indian, bez odwołania się do ich światopoglądu i wierzeń, w których walka i cierpienie stanowiły bardzo istotny element. Hlebowicz komentuje:

Być może do zrozumienia istoty okrucieństwa u Irokezów zbliży nas uświadomienie sobie zdumiewającego faktu: otóż w pewnych sytuacjach Irokezi gotowi byli niemal takie samo okrucieństwo zadawać sami sobie. O torturach zadawanych współplemieńcom, które mogły zakończyć się nawet śmiercią, decydowały interpretacje wizji sennych.

Czytaj też: Kim byli pierwsi Amerykanie? Pionierzy w niebezpiecznej podróży

Taniec ducha

Dziś antropolodzy kultury i etnolodzy, którzy przyglądają się indiańskim obyczajom, potrafią „odkodować” sens brutalnych tortur. Pełniły one funkcję umacniającą jedność i spoistość plemienia. W czasach kolonizacji Ameryki mało kto jednak potrafił spojrzeć szerzej i spróbować zrozumieć świat rdzennych mieszkańców kontynentu. Okrucieństwo Indian, przemoc, najazdy, tortury, gwałty, bezczeszczenie zwłok – wszystko to służyło za usprawiedliwienie dla coraz większych szykan, coraz częstszych aktów przemocy, ludobójstwa, oszustw i wywłaszczania lokalnej ludności z jej własnej ziemi przez białych kolonizatorów i państwo amerykańskie.

Ci, którzy widzieli w tubylcach jedynie krwiożerczych, okrutnych dzikusów, ci, którzy często na ustach mieli miłość bliźniego, sami w ostateczności okazywali się krwiożerczymi bestiami. 29 listopada 1864 roku 700 żołnierzy pułkownika Johna Chivingtona z Kolorado otworzyło ogień do 200 Czejenów i Arapahów z obozowiska nad jeziorem Sand Creek, głównie starców, kobiet i dzieci. Interwencja zmieniła się w rzeź. Żołdacy ściągali skalpy z głów Indian, rozpruwali brzuchy ciężarnym kobietom, odcinali ofiarom nosy, uszy, wyłupywali oczy. Urządzili sobie też polowanie na najmłodszych chłopców. Celem w zawodach strzeleckich było trzyletnie dziecko.

Nie sposób pojąć okrucieństwa Indian, nie uwzględniając ich światopoglądu i wierzeń

fot.domena publiczna Nie sposób pojąć okrucieństwa Indian, nie uwzględniając ich światopoglądu i wierzeń

Zdziesiątkowani przez choroby i wojny, głód i rozpad naturalnych struktur plemiennych spowodowany wybiciem stad bizonów, zamknięci w rezerwatach rdzenni mieszkańcy Ameryki szukali nadziei – jedni w wódce, inni w obietnicach szamanów. Pod koniec XIX wieku ci z rezerwatów w Dakocie zaczęli propagować wiarę w nadchodzącą apokalipsę białych, która pozwoli Indianom odzyskać ziemię i godność. W tym celu oddawali się mrocznemu „tańcowi ducha”, rodzajowi modlitwy mającej z powrotem sprowadzić bizony i wygnać przybyszów zza oceanu.

29 grudnia 1890 roku w wiosce Lakotów nad potokiem Wounded Knee wojsko próbowało wyegzekwować zakaz odprawiania owych tańców. Sytuacja wymknęła się jednak spod kontroli. Armia zaczęła strzelać do bezbronnych mieszkańców rezerwatu. Zamordowano kilkuset Indian, w tym wiele kobiet i dzieci, a także wodza Wielką Stopę. Dowodzący wojskiem, które dokonało tej rzezi pułkownik James Forsyth, mimo że postawiony w stan oskarżenia, uniknął odpowiedzialności. Opinia publiczna była zresztą po jego stronie, wyrażając mniej lub bardziej otwarcie pogląd, że Indianie „zasłużyli” na to, co ich spotkało.

Niektórzy wprost nawoływali do „ostatecznego rozwiązania” kwestii indiańskiej. Wśród domagających się bezwzględnej rozprawy z tubylcami był m.in. L. Frank Baum, późniejszy autor Czarnoksiężnika z krainy Oz. W felietonach dla prasy wyrażał apel o: „całkowite unicestwienie nielicznych pozostałych Indian oraz starcie tych nieopanowanych i niedających się poskromić stworzeń z powierzchni ziemi”.

Również państwo amerykańskie nie kwapiło się, by powetować Lakotom straty, mimo że do końca życia zabiegał o to generał Nelson Miles. Nie znalazł jednak posłuchu w szeregach armii i w kongresie. Masakra nad Sand Creek zamyka okres wojen białych kolonizatorów z rdzennymi mieszkańcami. Ci drudzy przegrali starcie cywilizacji. Ci pierwsi, choć odżegnywali się od przemocy i okrucieństwa, ostatecznie zgotowali okrutny los dla milionów tubylców. Odebrali im ziemię i godność. Zniszczyli cały ich świat.

Bibliografia:

  1. Anna Czyż; Przekroczyć tabu. Przypadki kanibalizmu w Nowej Francji, „Tawacin”, R. 62 (2003), nr 2, s. 13–21.
  2. Anna Czyż; Relacje jezuitów jako podstawa kształtowania się wizerunku Indianina w świadomości europejskiej XVII i XVIII wieku, „Tawacin”, R. 53 (2001), nr 1.
  3. Rene Girard; Sacrum i przemoc, przeł. M. i J. Plecińscy, Brama – Książnica Włóczęgów i Uczonych, Poznań 1994.
  4. B. Hlebowicz, Okrutniejsi od tygrysów. Sztuka wojenna, tortury, sny i mity Irokezów, „Laboratorium Kultury” 4 (2015), s. 263–316.
  5. Leszek Michalik; Encyklopedia plemion Ameryki Północnej, Wydawnictwo Miniatura 2009.
  6. Jarosław Wojtczak; Apacze. Tygrysy rasy ludzkiej, Wydawnictwo Napoleon V 2019.
  7. Jarosław Wojtczak; Indianie i blade twarze. Starcie cywilizacji, Bellona 2017.

Czy wiesz, że ...

...26 maja 1604 roku król Francji Henryk IV cudem uniknął śmierci w wyniku otrucia. Zabójczy specyfik próbował mu podać ksiądz – podczas komunii. Władcę uratował jego pies, który chwycił zębami królewskie szaty i go odciągnął. Do spożycia trucizny zmuszono za to duchownego. Mężczyzna zmarł na miejscu. 

...porażkę w pierwszej bitwie z Polakami pod Chocimiem w 1621 roku turecki sułtan Osman II przypłacił życiem? Po starciu chciał zreformować korpus janczarów, który oskarżył o tchórzostwo. Jednak to podwładni wykazali się inicjatywą, uwięzili swojego władcę i zamordowali go.

...procesy czarownic zakończone śmiercią skazanych na stosie na dużą skalę zaczęły się dopiero w okresie renesansu. W średniowieczu za paranie się czarną magią karano więzieniem, wygnaniem z miasta lub grzywną. 

Komentarze (24)

  1. Politolog Odpowiedz

    Ciekawy artykuł, jednak wydaje się dosyć subiektywny. Za przykład okrucieństwa w powyższym artykule chyba celowo wybrano najbardziej krwawe i okrutne plemiona oraz federacje plemienne takie jak Federacja Irokezów, plemiona Apaczów, Komanczów i Kiowa. Każde z tych ludów odznaczało się brutalnością o czym najczęściej dowiadujemy się nie tylko od białych osadników ale także od sąsiednich plemion takich jak Deleware, Navaho, Huroni. Jednak brak jest opisu spokojniejszych plemion np rolniczych Czirokezów, czy hodowców koni Apalossa Nez Percé bardzo brutalnie potraktowanych przez białych osadników. Warto pamiętać, że biali osadnicy napierali na tereny rolnicze i łowne plemion indiańskich, to biali osadnicy byli intruzami od wschodniego wybrzeża po zachodnie, bardzo często autochtoni bronili swych ziem, walczyli o przetrwanie.
    Chciałbym się jeszcze odnieść do fragmentu o tchórzostwie Indian, nie wszędzie to tak wyglądało jak opisano w powyższym artykule, przypomnę tylko słynne, u plemion prerii, tzw. dotknięcie wroga polegało ono na podejściu do wroga bez uzbrojenia i dotkniecie go specjalną rytualną laską lub po prostu ręką to był wysoki akt odwagi za które otrzymywało się w wielu plemionach prerii i równin orle pióro tak wysoko cenione wśród tamtejszych plemion.

    • JR Odpowiedz

      Jestem przerażony tym artykułem i niektórymi komentarzami. Tu jest usprawiedliwiane ludobójstwo na wielką skalę ! Jeśli ktoś uważa, że indianie byli źli i okrutni wobec białych i jako źródła podaje relacje tychże białych, którzy wymordowali prawie wszystkich indian to trudno to nawet skomentować. Stan sprzed inwazji białych; cały kontynent północnoamerykański w posiadaniu indian, stan na dziś: cały kontynent w posiadaniu białych, indianie w zaniku w małych rezerwatach. Skoro indianie byli tacy dzicy i zacofani to mogli ci oświeceni i cywilizowani europejczycy siedzieć sobie w swojej oświeconej i cywilizowanej europie, a nie przeprowadzać ludobójstwo na skalę, o jakiej Hitler mógł tylko pomarzyć ! To biały wymyślił zawód łowcy skór, który to łowca zabijał średnio 100 bizonów dziennie i zabierał tylko skórę, reszta gniła tysiącami na prerii. To biały otworzył skupy skalpów, gdzie najwięcej płacono za skalp wojownika, mniej za skalp squaw, a najmniej za skalp indiańskiego dziecka. To biały tam przybył i po przyjaznym powitaniu przez rdzennych mieszkańców zaczął ich mordować, okradać i napuszczać na siebie, oczywiście z imieniem Jezusa z Nazaretu na ustach. Moim zdaniem ani autor artykułu, ani niektórzy z komentujących nie macie wstydu, a wasza hipokryzja jest godna dokonań tej hołoty z Europy, która na krzywdzie ludzkiej założyła m.in. państwo, które mieni się teraz szyderczo pierwszą demokracją w historii noworzytnej

  2. neo Odpowiedz

    Cóż – Irokezi, kultura przedpiśmienna, na etapie kamienia i tak pod względem bestialstwa mogliby się uczyć wiele od ukraińskich oprawców z Wołynia, z XX wieku… Przy ich dokonaniach, Indianie wypadają naprawdę blado…

    • fdsgg Odpowiedz

      neo 100/100 Ale róznica jest ta że potomkowie banderowców teraz przyjeżdzaja do Polski do pracy ,a indianie w wiekszosci siedzą w rezerwatach dziesiatkowni przez alkoholizm i narkotyki ,co mnie wcale nie smuci.

  3. Sławomir Morawski Odpowiedz

    Proponowałbym autorowi trochę więcej poczytać. Pan Moneta napisał tekst w sposób wyjątkowo tendencyjny, uwzględniając tylko najbardziej drastyczne przykłady z XIX wieku, czyli okresu kiedy walka narodów tubylczych (nazywanych potocznie i w całości Indianami) z białym osadnictwem i wynarodowieniem zbliżała się do końca. Jeśli autor publikuje na portalu z założenia naukowym to przydałby się większy zarys historyczny i wpływ białego osadnictwa i polityki na stopniowe zwiększanie się okrucieństwa obydwu zwaśnionych stron.

    • winner Odpowiedz

      nieprawda. masa opisów rzezi i tortur pochodzi od pierwszych kolonistów – jeszcze z XVII wieku, w tym mnichów, Francuzów, z Małej Francji itp. Zresztą i tu jest taki cytat. Okrucieństwo to nie był efekt walk, a część indiańskiej kultury, która szokowała. Wielu niewinnych ludzi, cywilów, kobiet, dzieci, farmerów się z tym stykało. Byli zabijani, skalpowani, okaleczani. To nie żadna fikcja. Bynajmniej nie wyglądało to jak w książkach o Winnetou

      • Piotr Odpowiedz

        Wiesz, do niedawna w Europie też był taki zwyczaj, że jak bez pozwolenia nagle granicę przekraczały duże ilości przybyszów, to zaczynano do nich strzelać.

  4. Marcin Odpowiedz

    A biali osadnicy to święci byli? Nie mordowali, nie grabili, nie mieli krwawych zwyczajów? Naprawdę. Indianie walczyli o swoje ziemie i mieli do tego prawo. Zaś osadnicy byli agresorami. Takie są fakty. A że podczas tych walk obie strony dopuszczały się okrucieństwa to zupełnie inna sprawa. Moim zdaniem mimo wszystko moralnie lepiej wypadają właśnie Indianie.

  5. januszw Odpowiedz

    Czytam te komentarze i pusty śmiech ogarnia. Widzę że nadal wielu postrzega świat zero – jedynkowo. uciśnieni Indianie, źli biali. Nieco inaczej to wyglądało w realu i dobrze że taki tekst choć częściowo odkłamują (widać w drugiej części że autor starał się koniecznie zbalansowań winami białych). Przede wszystkim rdzenna ludoność, była ludnością na PLEMIENNYM etapie rozwoju – to musi pociągać za sobą konsekwencje i pociągało. I nie to że krwawe zbrodnie zaczęły się w XIX wieku. Praktycznie od razu biali przybysze mieli z nimi do czynienia. Przykład – Rzeź w Lachine (z wikipedkii):

    Rzeź w Lachine – doszło do niej rankiem 5 sierpnia 1689 roku, kiedy to 1500 wojowników z plemienia Mohawków niespodziewanie zaatakowało małą, liczącą 375 mieszkańców, osadę Lachine (Nowa Francja) w górnej części Île de Montréal. Przyczyną ataku było rosnące niezadowolenie Mohawków oraz pozostałych plemion ligi irokeskiej z coraz częstszych wtargnięć Francuzów na ich terytorium. Nastąpił on także za namową osadników z Nowej Anglii, którzy widzieli w tym sposób na uzyskanie przewagi nad Nową Francją. W wyniku napaści część osady została zniszczona, a wiel

    • Anonim Odpowiedz

      Może ci europejczycy z Nowej Francji i Nowej Angli powinni wrócić do Francji i Angli zamiast odbierać ziemię Indianinom ? To Indianie pchali się do europy ,czy Francuzi i Anglicy na ziemie Indian ? To Anglicy i Francuzi handlowali między sobą ziemią Indian – król Francji sprzedał Anglikom – Luizjane ,jakie miał on prawo do ziemi Indian ? Przypuscmy że Anglicy mieli rację i przyznali Indianom rezerwaty ,to dlaczego odbierano tym Indianom nawet te skrawki ziemi i wysłano ich na polpustynie i pustynie – Oklachoma ,Arizona albo bagna na Florydzie ? Ponadto Indianie zostali wygnani ze wschodniej połowy USA. Straszni i okrutni Indianie oraz dobrzy i miłosierni europejczycy którzy wygnali Indian na nieużytki z których i tak ich wypedzano jeśli odkryto tam złoża jakichś minerałów lub ropę i gaz.

      • neo Odpowiedz

        W warunkach idealnych może biali osadnicy powinni byli wrócić, ale w tzw. realu było to nie do zrobienia. niestety ale Indianie byli ludami prymitywnymi, żyli na etapie kultury kamienia. Nie było możliwe by rozwinięte społeczeństwa zostawiły samopas potężny kontynent, by żyli sobie tam nadal dzicy indianie. Jest to może smutne, ale tak właśnie wygląda rzeczywistość – cywilziacja się rozwijała, potrzeby ludzkie też, było poszukiwanie zasobów naturalnych itp. Indianie musieli oddać swoją ziemię. Oczywiście to nie usprawiedliwia tego, że często dochodziło do zbrodni na Indianach, ale odkąd Europejczycy dotarli do obu Ameryk, ekspansji nie dało się już zatrzymać

      • gnago Odpowiedz

        Badania genetyczne niedobitków plemion wschodniego wybrzeża odnotowały duży udział genomów Europejskich . zachowały się relacje podróżników o białych indianach

    • Marcin Odpowiedz

      Tak Indianie byli tymi dobrymi i uciskanymi. Indianie byli na swojej ziemi i mieli święte prawo nie życzyć sobie by jacyś obcy ludzie z drugiego krańca świata im się tam pałętali. Natomiast to co zrobili biali kolonizatorzy to było zwykłe ludobójstwo i tyle. To tak jak bym ja wlazł Ci do domu i tam nakazywał Ci jak masz żyć.

  6. Borubar de San Escobar y Irasiad Odpowiedz

    Pomieszanie z poplątaniem – mieszanina faktów bez podania ich kontekstu – byle dużo, szokująco i pozornie szeroko.
    Szkoda, że jako przykładu okrucieństwa Indian nie przytoczono do kompletu wybicia oddziału Custera w bitwie pod Little Big Horn :-).

    Czy Indianie mieli prawo bronić swoich ziem? Czy mieli prawo walczyć o swoje życie?
    Jak potraktowali pierwszych przybyszów z Europy? Co dostali w zamian?
    Manhattan – w geście dobrej woli sprzedany za grosze, ojcowie założyciele – Pielgrzymi z Mayflower – nie przeżyliby bez pomocy autochtonów.
    Potem najeźdźcy stali się co raz bardziej pazerni – na końcu nie próbowano już zachować choćby cienia pozoru – wypychano Indian do strzępków ich ziemi (rezerwatów), często z dala od pierwotnych terenów danego plemienia, często w warunkach nie dających szans na przeżycie (np. z ludu wędrującego, żyjącego na prerii, próbowano na siłę zrobić rolników). Jeśli Indianie próbowali walczyć – dzikusy i mordercy, grabili, żeby przeżyć, gdy odebrano podstawy dotychczasowego bytu – urodzeni złodzieje i rabusie.
    Dodajmy do tego gospodarkę rabunkową, prowadzoną przez białych przybyszów, w celu podcięcia podstaw ekonomicznych życia Indian (masowe wybijanie bizonów i innej zwierzyny, wyrąb lasów i zajmowanie prerii pod pola uprawne). Nie zapomnijmy o celowym wpędzaniu w alkoholizm, zarażanie chorobami przywleczonymi ze Starego Świata (częściowo nieświadomie, ale bywały też celowe przypadki przekazywania „darów” zakażonych ospą bądź gruźlicą). Wreszcie – celowe podsycanie nienawiści, wojen plemiennych – w ramach tego – odpowiednie dozbrojenie jednej ze stron (i nakręcenie „wyścigu zbrojeń” – to moment, gdy strzelby sprzedawane w Ameryce miały celowo wydłużane lufy, bo Indianin płacił za broń w skórach – od ziemi do wylotu lufy); podżeganie do dodatkowych okrucieństw (płacenie za skalpy; początkowo wojownicy w ramach trofeów zbierali raczej głowy pokonanych, ale było to strasznie niepraktyczne, więc „niebieskie kurtki” i „czerwone kurtki” zaczęły płacić za kawałek skóry z włosami pokonanego.

    • niepoprawny plitycznie Odpowiedz

      „masowe wybijanie bizonów”

      Jest to część mitu „ekologicznego” o idealnym współżyciu Indian z naturą: „…rdzenni Amerykanie nie byli tak liczni, aby „wypatroszyć” ekosystem, którego byli członkami, ale byli w pełni ludźmi – to znaczy zmienili jego układ, a czasami wręcz skrajnie nadmiernie go eksploatowali.” – z „The Ecological Indian: Myth and History.”
      Np. właśnie bizony, które rzekomo prawie wybili biali osadnicy…
      „Liczba tych zwierząt w Kanadzie malała już na długo zanim na preriach pojawili się biali ludzie. […] Kiedy przybyli, zdumieli się marnotrawstwem, z jakim Indianie obchodzili się z bizonami.” „…w praktyce jadali tylko garby, a czasem z kilku setek upolowanych zwierząt wycinali tylko ozory. [!!!]
      Ich najczęstszym sposobem polowania było zaganianie bizonów do zagród (naturalnych, jak wąwozy, lub sztucznych) albo wpędzanie ich w przepaść.” „…w zagrodach maczugami rozłupywali uwięzionym zwierzętom czaszki bez wyboru płci, wieku i przydatności do spożycia — aby nie uszedł ani jeden świadek klęski, który mógłby ostrzec innych. […]
      Z urwisk stada bizonów spadały w przepaść, pierwsze spychane przez następne i grzebane pod stosem ciał…” „Jak wyglądało to „polowanie”, którego ofiarą padało czasem ponad tysiąc bizonów naraz, wskazuje obrazowa indiańska nazwa takiego urwiska – piskun – głęboki kocioł krwi.” […]
      Jedno z takich urwisk w prowincji Alberta, zwane Head-Smashed-In Buffalo Jump, ma obecnie wysokość 12 m, a u jego podnóża zalega warstwa kości gruba na 10 m. (…) Miejsce to zostało zaliczone przez UNESCO do obiektów dziedzictwa światowego i jest przeciwstawiane marnotrawstwu białych jako „indiański” przykład „zrozumienia równowagi ekologicznej oraz ekonomicznego użytkowania zasobów”.

      P.S. Dedykuję to także „ku przestrodze” dla „zwyczajnego profesora”.

  7. Profesor ale tylko zwyczajny Odpowiedz

    Mieszkam w Kanadzie od 30 lat i znam Historie Natives, Aboriginals („Indians”). Nota bene nazwanie osobe „indian” jest po ,prostu przejawem rasizmu. Nikt tak tutaj nie mowi ( z wyjatkiem niewyksztalconej i nienwaiscia nasycone osoby). Prawda jest taka ze „bialy czlowiek” ukradl ich tereny i zapedzil do rezerwatow. „Indianie” nie wymyslili wodki- rozpil ich „bialy czlowiek”. Ani slowa w oswiecajacym artykule na temat oderwania dzieci od matek i umieszczania w Boarding Schools. Co za okropna stronniczosc autora artykulu. Piszmy obiektywnie. Kij ma dwa konce. Nie zyjmy w Polsce jak w zascianku. Oswiecmy sie Rodacy!

  8. Profesor ale tylko zwyczajny Odpowiedz

    A moze by napisac o „Boarding Schools kiedy dzieci odrywano od matek i osadzano w katolickich szkolach? A moze by napisac kto komu ukradl ziemie i zmusil do rezerwatow? A moze by tak napisac kto sprowadzil „wode ognista” i rozpil narod? Badzmy obiektywni. Kij ma dwa konce. Nie zyjmy w Polsce jak w zascianku Europy. Najwyzsza pora na oswiecenie.

    • neo Odpowiedz

      Zgadza się. Nazywanie kolonizator to jakieś totalne nieporozumienie. Przecież farmerzy przyjeżdżali na wielki kontynent, gdzie były dziesiątki kilometrów pustek. Z kim mieli rozmawiać o tym, czy mogą sobie zbudować dom? Z jakimś tam plemieniem, które gdzieś tam wędrowało? Absurd. Ci ludzie byli osadnikami i mieli prawo się tam osadzić. Niestety Indianie nie tworzyli żadnych czytelnych struktur. Nie było granic, nie było państwa. Nie było nic. I potem często ci zwykli ludzie, zwykli osadnicy doświadczali na własnej skórze okrucieństwa tubylców

  9. AuroraWolf Odpowiedz

    Ojej, jacy źli Indianie… Jak śmieli bronić swoich osad, zwierząt, rodzin, swoich wierzeń, domów i ziemi przed białymi osadnikami, którzy chcieli tylko zabrać im to wszystko, narzucić swoją kulturę, a niepokornych zetrzeć z powierzchni ziemi?! A feee…

  10. P. Odpowiedz

    Słabe to i tendencyjne. Plemion indiańskich były setki. Teksty „indianie byli złodziejami, bo Komancze kradli konie, to jakby powiedzieć, że biali są złodziejami, bo Polacy kradną Niemcom samochody. Skalpy? To wynalazek białych. Biali, żyjąc z niektorymi plemionami wzglednie przyjaźnie, namawiali indian do zabijania innych indian, tych z plemion wrogich białym. Płacono za skalp, będący dowodem zabicia wroga.
    Zarzut, że indianie unikali otwartej walki jest śmieszny. Palestyńczycy też unikają otwartej walki z Izraelem. Polscy partyzanci też unikali otwartej walki z Niemcami. Tak to jest gdy jedna ze strona dużą przewagę liczebną lub sprzętową. Że zabijali kobiety i starców? Biali też są znani z palenia i zabijania wszystkich których zastali w wiosce Indian. Szczególnie gdy wojowników w wiosce nie było. Taki wtedy był klimat.
    Zresztą nie tylko wtedy. Wystarczy zobaczyć jak biali traktowali siebie nawzajem podczas wojny w Jugosławii.
    A w ogóle polemizować z Karolem Mayem i jego opowieściami o Winnetou to jakby mieć pretensje do Sienkiewicza że Faraon źle oddaje realia starożytnego Egiptu. Karol May pisał swoje powieści nie opuszczając Niemiec.

Dodaj komentarz

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.