Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Wężowi ludzie, mistrzowie oszustwa – Indianie na drodze Lewisa i Clarka

fot.domena publiczna Lewis i Clark na rzece Kolumbia, obraz Charlesa Mariona Russella

Mówiono, że potrafią zaklinać zwierzęta. Wierzono, że niektórzy władali siłami natury. Uchodzili za specjalistów od handlu i myślistwa. Byli urodzonymi wojownikami. Ale nie tylko. Świat indiańskich plemion zdumiewa na różnych poziomach, o czym pisali odkrywcy działający na specjalne zlecenie prezydenta Jeffersona.

Zbadanie rzeki Missouri i jej głównego nurtu było podstawowym celem ekspedycji, której przewodzili Meriwether Lewis oraz William Clark. Jednak wyprawa ku zachodnim granicom amerykańskiego kontynentu okazała się być dużo bardziej wielowątkowa, nieoczywista, przez co też intrygująca. Podróżniczy wpis datowany na 4 lipca 1803 roku stanowił bowiem zaledwie wstęp do przepastnej księgi, w której Lewis – syn plantatorów ze stanu Wirginii – wcielił się w etnografa. Początkującego, a jednak obdarzonego szczególnym rodzajem intuicji i wrażliwości. To właśnie między innymi z jego kronik dowiadujemy o różnorodności indiańskich plemion.

Zrozumieć innych – dzikie piękno, egzotyczne cywilizacje

Wczytując się w zapiski z ekspedycji Lewisa i Clarka można zrozumieć, jak wielki był bagaż ich doświadczeń. Stany Zjednoczone Ameryki Północnej – jako samodzielne państwo – funkcjonowało zaledwie od 27 lat. Gdy 4 lipca 1776 roku przedstawiciele wszystkich trzynastu kolonii spotkali się na kongresie w Filadelfii, aby oficjalnie ogłosić powstanie rodzącego się imperium, na mapie USA wciąż mogły znajdować się białe plamy. Tereny amerykańskiego kontynentu były już jednak zajęte od wielu wieków.

Poznając historię utrwaloną na kartach monumentalnego opracowania „W poszukiwaniu granic Ameryki – wyprawa Lewisa i Clarka” Stephena E. Ambrose’a, możemy uzmysłowić sobie między innymi, jak wyglądały przygotowania do głównej wyprawy, na czym polegała rola prezydenckiego sekretarza, czy też jakim wyzwaniem było przetrwanie zimy w forcie Mandan. Lewis, który w karierze wojskowej osiągnął stopień kapitański, potrafił w sugestywny sposób naszkicować opis kultur nieznanego wówczas świata Indian. Opisać dzikie piękno egzotycznych cywilizacji.

Artykuł powstał w oparciu o książkę W poszukiwaniu granic Ameryki

Szoszoni – wężowi-ludzie, spokój i wojna

Szczególnie interesujące dla Lewisa, jak i współczesnych czytelników, jest plemię Szoszonów. Choćby z tego względu, że na początku XIX wieku członkowie wspólnoty należeli do najrzadziej kontaktujących się z białymi. Szoszoni, którzy pierwotnie zamieszkiwali obszary na terenie dzisiejszych stanów takich jak Idaho czy Oregon, największe skupisko tworzyli jednak w Wyoming. Przed odkryciem tych terenów przez Europejczyków stan w środkowo-zachodniej części USA, stanowił tez miejsce dla Indian z plemion Arapaho, Lakotów czy Wron.

Przedstawiciele Szoszonów byli „niscy wzrostem, mieli grube kostki, krzywe nogi, grube płaskie stopy i w skrócie byli marnej budowy, przynajmniej w porównaniu do każdego plemienia Indian, jakie widziałem”. Lewis przyznawał jednak, że każdy z męskich wojowników był właściwie nieustannie przygotowany do wojny – w nocy trzymano najlepsze konie przywiązane do palika blisko tipi. Choć w ocenie amerykańskiego odkrywcy ich sposoby przygotowania posiłków były prymitywne, to Szoszoni odznaczali się dobrą organizacją pracy.

fot.W. H. Jackson, domena publiczna Tipi Szoszonów. Zdjęcie poglądowe z 1870 r.

Cechą, która była szczególnie pożądana, którą też szczególnie pielęgnowano wśród młodych mężczyzn, była odwaga. To od niej zależała pozycja w plemieniu. Z naturalną energią i siłą, a równocześnie obszarem mistyki, wiąże się zaś symboliczna figura węża. Szoszoni byli zresztą niekiedy określani mianem wężowej społeczności. Nazwa wzięła się z czasów pierwszej ekspedycji Lewisa i Clarka, którzy mieli przyuważyć, że część Indian kosztuje mięso tych niebezpiecznych gadów, choć równie prawdopodobne jest to, że określenie wzięło się skąd inąd. Część społeczności zamieszkiwała bowiem nad rzeką Snake w Idaho i Oregonie. Natura potrafi być przecież symboliczna.

Czy wiesz, że ...

...jedyna polska cichociemna generał Elżbieta Zawacka będąc dzieckiem nie umiała powiedzieć ani słowa po polsku? Było to bezpośrednim tego, że mieszkała na ziemiach zaboru pruskiego, gdzie jej rodzinę poddawano germanizacji.

...najsłynniejszy diament świata, Koh-i-noor, wcale nie spodobał się Brytyjczykom, gdy zobaczyli go po raz pierwszy na wystawie w 1851 roku? Zanim uzyskał nowy szlif, dziennikarze pisali, że „jest w tym kamieniu coś odpychającego, bo im bardziej się go podświetla, tym mniej jest skłonny do pokazywania swojej wspaniałości”. 

...największy zjazd monarchów przed I wojną światową odbył się z okazji pogrzebu króla Wielkiej Brytanii Edwarda VII? Zgromadzeni władcy dalecy byli jednak od żałobnego nastroju.

...na początku XX wieku kobiety musiały być bardzo pomysłowe, by dostać się na studia? Przykładowo utalentowana ilustratorka, Zofia Stryjeńska, przez rok studiowała na niemieckiej uczelni, posługując się dokumentami swojego brata.

Komentarze (6)

    • zabójca debili Odpowiedz

      oj tam, czepiasz się. „Prezydent” Kaczyński w depeszy gratulacyjnej do Obamy aż trzy razy nie potrafił napisać poprawnie nazwy kraju, do Prezydenta, którego pisał

    • Jarosław Odpowiedz

      oj tam, czepiasz się. „Prezydent” kaczyński pisząc depeszę gratulacyjną do Obamy „tylko” trzy razy napisał źle nazwę kraju, do Prezydenta, którego pisał

  1. ja Odpowiedz

    Bladzi bandyci przyszli, rabowali, kradli, mordowali i w tym celu nazywali prawowitych mieszkańców dzikimi. Jakoś musieli widać uzasadnić swoją chciwość i chęć zawładnięcia cudzym mieniem.
    Na zrabowanych ziemiach założyli „swoje państwo” i „uchwalili swoją konstytucję”. Ale w dalszym ciągu, do dziś, są to ziemie ukradzione prawowitym właścicielom, a więc użytkowane bezprawnie. Bez względu na to, czy bladzi pobudowali tam jakieś nowe joreki i inne lasy wegasy. Wszystko to powinno być wyburzone na koszt „amerykanów”, a ziemia powinna być zwrócona rdzennym mieszkańcom. I ewentualnie oni mogliby, gdyby chcieli, wydzierżawić ją bladym, za opłatą, rzecz jasna.
    Złodziejstwo nie przestaje być złodziejstwem tylko dlatego, że od momentu kradzieży upłynęło parę wieków.
    Bladzi nigdzie i nigdy nie przywieźli ze sobą żadnej cywilizacji, a przeciwnie: przywlekli ze sobą choroby, śmierć i prostytucję. Cywilizacja to jakiś postęp w rozwoju, a biorąc pod uwagę, czym się bladzi wykazali w skali świata, gdzie z powodu ich chciwości i zachłanności powstają wszędzie monstrualne hałdy śmieci i kolosalne wyspy śmieci pływające po oceanach, o żadnej cywilizacji mowy tu być nie może.
    Bladzi okazali się być czynnikiem hamującym rozwój ludzkości, a także przyczyną wojen światowych i mordowania na ogromną skalę zarówno ludzi jak i zwierząt.
    Budowanie oczyszczalni ścieków dla miast i rozwożenie odcedzonych ekskrementów po okolicznych polach i dalszym miejscach nie jest absolutnie zdobyczą cywilizacji.
    Hodowanie zwierząt na masową skalę w warunkach urągających wszelkim normom też nie jest czymś, co można by pod cywilizację podciągnąć.
    Produkowanie w nadmiarze towarów zupełnie zbędnych by „zwiększać pekabe” jest obłędem a nie wskaźnikiem rozwoju cywilizacyjnego.
    Bladzi nie nie są zdolni do rozwoju, lecz jedynie do rujnowania cudzego dorobku i rabunków. I nie pomoże tu żadne upiększanie tego składowiska śmieci i maskowanie ton ludzkich odchodów przez rozrzucanie ich na ternach mniej uczęszczanych.
    Widzimy tendencję do odradzania się zarówno Indian jak i innych „ludów pierwotnych”. To jest bardzo dobry znak i nadzieja dla Matki Ziemi. Termin ważności bladych mija bezpowrotnie i na nic zdadzą się wojny światowe, jakie bladzi mają w planach.
    Nawet nie można powiedzieć, że jest to smutne, ponieważ złe musi odejść.

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.