Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Największe zbrodnie Amerykanów w Wietnamie

Oddział porucznika Calleya zrównał My Lai z ziemią.

fot.Ronald L. Haeberle/domena publiczna Oddział porucznika Calleya zrównał My Lai z ziemią.

Bombardowanie szkół i szpitali. Stosowanie broni chemicznej przeciw cywilom. Masakry bezbronnych wiosek. Amerykańska interwencja wojskowa w Wietnamie prowadzona była w imię wolności, demokracji i innych zachodnich wartości, ale rzeczywistość nie miała z tym wiele wspólnego. Jak naprawdę wyglądała ta koszmarna wojna?

Rozpoczynając w 1964 roku interwencję w Wietnamie na większą skalę, Amerykanie nie zdawali sobie sprawy, jak ciężką wojnę przyjdzie im toczyć. Ufni w liczebność i nowoczesne wyposażenie swojej armii, spodziewali się, że stłumienie komunistycznej partyzantki, wspieranej przez oddziały północnowietnamskie, będzie szybkie i proste. Okazało się jednak, że zwalczenie oddziałów wspieranych przez miejscową ludność jest niezwykle trudne, a pozornie banalny konflikt wcale nie tak łatwo zakończyć.

Bomby na szkoły i szpitale

W tej sytuacji amerykańskie dowództwo sięgnęło po środki techniczne. W 1965 roku rozpoczęto operację pod nazwą „Rolling Thunder”, czyli bombardowania Wietnamu Północnego, a także baz komunistycznych partyzantów w Wietnamie Południowym oraz ich szlaków zaopatrzenia. By uzyskać założone cele, używano coraz większej liczby samolotów i coraz większych bomb. Wreszcie naloty przybrały charakter masowy.

Początkowo w akcjach uczestniczyły maszyny myśliwsko-bombowe, później używano lekkich i ciężkich bombowców, a w końcu – bombowców strategicznych Boeing B-52 Stratofortress. Oprócz bomb lotniczych zrzucano te penetrujące grunt; korzystano także z pocisków detonujących oraz zakazanych przez prawo międzynarodowe bomb kasetowych.

Nalotów dokonywano przede wszystkim na bazy wojskowe, składy broni i szlaki komunikacyjne. Ich celem stawały się też nieraz zwykłe miasta i wioski. Bombardowano domy mieszkalne, szpitale, szkoły, sanatoria. Tak skutki nalotu na jedną z wietnamskich szkół w lutym 1966 roku opisywał dwudziestoczteroletni nauczyciel Thai Van Nham:

Części ubrania, książki, meble latały tak wysoko, że wszyscy w okolicy wiedzieli, iż szkoła została zbombardowana. Uczniowie byli porozrywani na kawałki. Wielu przysypała ziemia. […] Ciała dzieci wystawały częściami z ziemi. Znajdowaliśmy głowy w odległości dwudziestu jardów. Wnętrzności były rozrzucone wszędzie. […] Dzieci zostały wciśnięte w ściany rowu przeciwlotniczego. Rowy były wypełnione krwią. Dzieci przyciskały kurczowo do piersi swoje książki, poplamione krwią i atramentem. Niektóre ledwo mogły mówić. Potem z ust buchnęła im krew. Zmarły wskutek odniesienia obrażeń wewnętrznych.

Na Wietnam zrzucono około 1,6 miliona ton bomb.

fot.USAF/domena publiczna Na Wietnam zrzucono około 1,6 miliona ton bomb.

Takich morderczych bombardowań było więcej. „Rolling Thunder” trwała do 1968 roku. Amerykańskie lotnictwo wykonało w tym czasie ponad 200 tysięcy lotów i zrzuciło 864 tysiecy ton bomb na terytorium Wietnamu Północnego, a 1,6 miliona ton – na terytorium całego kraju. Naloty pozbawiły życia około 90 tysięcy Wietnamczyków. Do dziś na objętych operacją terenach odnajdowane są amerykańskie bomby lotnicze, a ich przypadkowe eksplozje nadal zabijają cywilów, w tym dzieci.

Spalić dżunglę, wytruć ludzi

By pozbawić komunistycznych partyzantów bazy operacyjnej i schronienia, amerykańscy planiści postanowili zniszczyć wietnamską dżunglę. W tym celu rozpoczęto naloty dywanowe z użyciem broni chemicznej. Stosowano napalm, biały fosfor, zagęszczoną benzynę oraz rozmaite herbicydy. Zamierzano spalić lasy lub przynajmniej na dużych obszarach pozbawić je liści, żeby poprawić widoczność z powietrza.

Złą sławę zyskał zwłaszcza tak zwany „Agent Orange” (Czynnik Pomarańczowy), czyli płynny środek chemiczny, niszczący rośliny, uprawy warzywne, krzewy i drzewa liściaste. Zrzucony z powietrza powodował opadanie liści i usychanie młodych pędów drzew po około trzech, czterech tygodniach. Mniejsze rośliny obumierały w ciągu kilku dni.

Chemikalia stosowano także wobec ludności cywilnej. Według niektórych relacji Amerykanie zatruwali studnie i źródła wody, a także ryż i cukier, które następnie rozprowadzali wśród ludzi. By pozbawić partyzantów żywności, palono uprawy, zabijano zwierzęta gospodarskie i domowe, niszczono plony. Oddajmy głos świadkowi wydarzeń, wietnamskiemu lekarzowi, doktorowi Nguyenowi:

Przyleciał śmigłowiec i dwie dakoty. Zapach chemikaliów był nieznośny. Był bardzo ostry i palił nozdrza. Wyglądało to na chloroform. Po pięciu minutach liście słodkich ziemniaków (patatów), ryżu i drzew kompletnie uschły. Zwierzęta domowe nie chciały jeść i prawie wszystkie zdechły. Ludzie w okolicy cierpieli na bardzo silne bóle głowy, a później dostawali ataków kaszlu i wymiotów.

Ciekawostka powstała w oparciu o książkę Marka Bowdena „Huế 1968. Wietnam we krwi” (Wydawnictwo Poznańskie 2019).

Artykuł powstał między innymi w oparciu o książkę Marka Bowdena „Huế 1968. Wietnam we krwi” (Wydawnictwo Poznańskie 2019).

Niszczenie upraw i zabijanie zwierząt miało zmusić mieszkańców wsi do przeniesienia się do kontrolowanych przez Amerykanów miast. I rzeczywiście, w ciągu roku populacja Sajgonu wzrosła z 1,4 miliona do 4 milionów. Według szacunków Wietnamczyków, ze środkiem „Agent Orange” zetknęło się bezpośrednio prawie 5 milionów osób, z których ponad 400 tysięcy zginęło lub zostało trwale okaleczonych.

Środek miał długotrwałe działanie. Wywołał między innymi zaburzenia genetyczne u kobiet, które dotknął oprysk, lub które jadły żywość i piły wodę ze skażonych terenów. Rodziły potem dzieci zdeformowane, z chorobami psychicznymi i innymi problemami zdrowotnymi. Efekty działania „Czynnika” odczuli zresztą także amerykańscy żołnierze. A na niektórych terenach Wietnamu ziemia do dziś jest skażona chemicznie.

Zabić wszystko, co się rusza

Równolegle z działaniami powietrznymi Amerykanie prowadzili w Wietnamie operacje lądowe. Wobec słabej skuteczności armii południowowietnamskiej szybko rósł amerykański kontyngent w tym kraju. W marcu 1965 roku w Wietnamie wyładowało 3,5 tysiąca marines, a pod koniec tego roku znajdowało się ich tam już 200 tysięcy. W szczytowym okresie wojny, pod koniec 1968 roku, wysłanych przez Waszyngton żołnierzy było ponad pół miliona. Jednak liczebność i wyposażenie nie gwarantowały sukcesu. Komunistyczna partyzantka okazała się bardzo skuteczna i trudna do zwalczenia. Wietkong z powodzeniem atakował amerykańskie bazy, linie komunikacyjne i placówki.

Niemożność pokonania partyzantów wywoływała frustrację i skłaniała Amerykanów do brutalizacji wojny. Chcąc pozbawić Wietkong wsparcia ludności, przeprowadzano pacyfikacje wsi: palono zabudowania, niszczono uprawy i wysiedlajano lub zabijano mieszkańców. Walczący w bardzo trudnych warunkach – w obcym terenie, wśród nieprzyjaznej ludności, mówiącej niezrozumiałym językiem – przybysze z USA bardzo często uciekali się do okrucieństwa. Nienawiść do nieuchwytnego wroga wyładowywali na napotykanej ludności.

Skutki użycia broni chemicznej widać było jeszcze w kolejnym pokoleniu. Na zdjęciu matka, pozująca z synem, który urodził się zdeformowany.

fot.Alexis Duclos/CC BY-SA 3.0 Skutki użycia broni chemicznej widać było jeszcze w kolejnym pokoleniu. Na zdjęciu matka, pozująca z synem, który urodził się zdeformowany.

Na porządku dziennym było stosowanie odpowiedzialności zbiorowej oraz zabijanie bezbronnych cywilów: mężczyzn, kobiet i dzieci. Wyruszającym na akcję żołnierzom dowódcy mówili: „Zabijajcie wszystko, co się rusza”. Tak o odczuciach pewnego amerykańskiego żołnierza pisze w książce „Hue 1968. Wietnam we krwi” amerykański dziennikarz Mark Bowden:

Marines, z którymi przyszło mu służyć, okazali się w jego opinii okrutni. […] Nienawidzili Wietnamczyków, których zwali żółtkami. Nienawidzili pobytu w tym kraju. Nazywali Wietnam Zadupiem. „Musimy tylko zabić wszystko, co się rusza, i wtedy poślą nas do domu” – tłumaczyli. Wydawało się, że normalne zasady ludzkiego zachowania i empatii tutaj nie obowiązywały.

Orgia zabijania w Mỹ Lai

Dowództwo zachęcało do podwyższania strat przeciwnika, bo budowało to wrażenie sukcesów bojowych. Dlatego amerykańscy żołnierze chętnie strzelali do Wietnamczyków i nieważne było, czy mieli oni przy sobie broń, czy też byli bezbronnymi cywilami.

Najbardziej znaną zbrodnią amerykańskich wojsk dokonaną w Wietnamie była masakra przeprowadzona we wsi Mỹ Lai. 16 marca 1968 roku kompania „Charlie” z 1. batalionu 20. Pułku Piechoty, dowodzona przez porucznika Williama Calleya weszła do wioski, poszukując partyzantów Wietkongu. Żołnierze byli sfrustrowani niedawnymi stratami (od min zginęło niedawno aż 28 ich kolegów, w tym sierżant) i szukali zemsty. We wsi nie znaleźli partyzantów, ale że byli nastawieni na walkę, to otworzyli ogień do mieszkańców – w większości kobiet, dzieci i starców.

W My Lai Amerykanie dokonali rzezi bezbronnych mieszkańców, w tym starców, kobiet i dzieci.

fot.Ronald L. Haeberle/domena publiczna W My Lai Amerykanie dokonali rzezi bezbronnych mieszkańców, w tym starców, kobiet i dzieci.

Rozpoczęła się orgia zabijania. Do bezbronnych ludzi strzelano z broni maszynowej. Innych bito do krwi, a następnie zabijano ciosami bagnetów. Kobietom i dzieciom strzelano w głowy. Młode Wietnamki gwałcono. Ludzie Calleya wycinali ofiarom bagnetem na piersiach napis „Kompania C”, a kobietom kaleczyli krocza. Do chat wrzucano granaty, a ich dachy podpalano.

Masakrę przerwał dopiero przylot amerykańskiego śmigłowca, którego pilot zagroził rozszalałym kolegom, że zacznie do nich strzelać, jeżeli nie przestaną. Według danych USA, w Mỹ Lai zginęło 347 osób, według tych wietnamskich – 504. Ocalało jedynie 12 osób… W książce „Hue 1968. Wietnam we krwi” Mark Bowden tak opisuje okrucieństwo amerykańskich żołnierzy:

Grantham był świadkiem, jak jeden z członków jego oddziału długo i okrutnie bił starszego Wietnamczyka stalową rękojeścią noża. Staruszek płakał. Krew spływała mu po twarzy, błagał o litość, lecz żołnierz nie był zadowolony z udzielonych mu odpowiedzi, więc bił dalej, ciągle w to samo miejsce na głowie. Grantham wzdrygał się na ten widok. Nigdy w życiu nie widział, by kogoś traktowano w ten sposób.

Do podobnych masakr cywilnych mieszkańców doszło także w innych miejscowościach: Binh Hoa, Ha My, Phong Nhi i Phong Nhat. Tam dokonały ich jednak oddziały południowowietnamskie.

Specjaliści od tortur z CIA

W Wietnamie zbrodni dopuszczali się także pracownicy CIA, prowadzący tam program Feniks, polegający na zwalczaniu komunistycznej konspiracji na terenie Wietnamu Południowego. Ludzi podejrzanych o sprzyjanie lub współpracę z komunistami aresztowano, torturowano i często zabijano. Tylko w 1969 roku zatrzymano ponad 19 tysięcy prawdziwych lub domniemanych zwolenników Północy, a 6 tysięcy z nich zlikwidowano.

Dla jeńców nie było litości - przesłuchania bywały niezwykle brutalne.

fot.USMC/domena publiczna Dla jeńców nie było litości – przesłuchania bywały niezwykle brutalne.

Amerykańskie więzienia zdobyły ponurą sławę. Agenci stosowali w nich cały wachlarz środków, by wydobyć zeznania: od perswazji, przez długotrwałe pozbawianie snu, aż po brutalne tortury. Kobiety były wielokrotnie gwałcone. Mężczyznom przypinano przewody elektryczne do genitaliów i innych wrażliwych części ciała. Powszechnie stosowano podtapianie oraz „samolot”, czyli wieszanie więźniów pod sufitem i obijanie.

Używano również psów do szczucia przetrzymywanych. Czasem, by szybko skłonić przesłuchiwanego do mówienia, na jego oczach zabijano drugiego więźnia. Zdarzało się też, że aresztowanych wyrzucano z pokładu helikoptera. Gdy zaś po klęsce komunistycznej ofensywy Tet 170 tysięcy komunistycznych partyzantów przeszło na stronę Wietnamu Południowego, Amerykanie w ramach „poszukiwania szpiegów” tysiące z nich poddali torturom i zabili.

Bibliografia

  1. Marc Bowden, Hue 1968. Wietnam we krwi, Wydawnictwo Poznańskie 2019.
  2. Piotr Ostaszewski, Najdłuższy konflikt powojennego świata 1945-1975, DiG 2000.
  3. Bertrand Russel, Zbrodnie wojenne w Wietnamie, Wydawnictwo MON 1967.
  4. Konrad Szelest, Mordercy w mundurach U.S. Army,  Tygodnik Przegląd 12.03.2018.

Kup książkę taniej na stronie Empiku:

Czy wiesz, że ...

...w strukturach amerykańskiej armii jest jednostka, do której nie można się zgłosić. To jej przedstawiciele wyszukują najlepszych z najlepszych we wszystkich siłach zbrojnych, po to by stali się częścią supertajnego oddziału, którego najważniejszym zadaniem jest bezwzględne zwalczanie terrorystów.

...szpiegowskie gadżety mogły przybierać najbardziej niezwykłe formy? Posługujący się kodem Morse’a radionadajnik, który  informował żołnierzy U.S. Army o ruchach Wietkongu, miał kształt... psiej kupy!

...po II wojnie światowej piłkarzom zdarzało się grać mecze w zamian za cebulę i ziemniaki. W PRL-u Zbigniew Boniek, by wyjść na swoje oficjalnie pracował na pięciu etatach.

Komentarze (19)

  1. A... Odpowiedz

    Niewątpliwie lista zbrodni Amerykanów jest długa, ale także niewątpliwie, wielokrotnie krótsza niż taka sama lista zbrodni Wietkongu i wojsk DRW (w tym tych „sygnowanych” przez ogromną liczbę „doradców” sowieckich).
    Dlaczego akurat tak twierdzę?
    A choćby dlatego że „…działania przeciwko Wietnamowi Północnemu prowadzono jedną ręką i to też trochę [czy tylko trochę?] skrępowaną.” (Z. Kwiecień, 2015.). Przez kogo „skrępowaną”? – patrz niżej.
    Tymczasem sowieci i komuniści wietnamscy mieli tą „rękę” całkowicie wolną, i do tego mającą sporą część sowieckiego potencjału wojennego za sobą.

    Tak jak powyższy artykuł tak więc i – teraz to widać; książka tutaj omawiana, jest zapewne zestawieniem incydentów przy „karygodnym” bo niczym nie uzasadnionym, traktowaniu ich jako normy, co niektórzy dziennikarze amerykańscy władający opinią publiczną do dzisiaj, tzw. „pożyteczni idioci”, nagłaśniali i ciągle nagłaśniają, i to bardziej niż nachalnie.
    Za idiotyczne twierdzenie zygi powyżej trudno więc go winić. Jak przeczytał to co powyżej przeczytał…

    Warto więc – „dla równowagi”, polecić, szczególnie autorowi artykułu, tym razem na pewno dogłębną analizę (szkoda, że nie ma wznowień) wojny wietnamskiej autorstwa A. Dmochowskiego: „Wietnam 1962-1975.” (2004.)
    Zacytuję może początek rozdziału z tejże ww. publikacji – „Bambusowy gułag”:
    „…oszołomieni bogactwem południa żołnierze WAL często sprawiali wrażenie przybywających z innej epoki…” „Dziwili się widząc zatłoczone samochodami ulice i japońskie zegarki elektroniczne na ulicznych straganach.”
    Taki oto bogaty Wietnam południowy zostawili rzekomo „gorsi od hitlerowców” rzeczeni Amerykanie… czyli co?
    … a reasumując:
    „…majątek przemysłowy wartości 12 miliardów [ówczesnych] dolarów….” ???!!!

    A może „pocytujmy” choć trochę, jeszcze dalej?:
    Masowe „Egzekucje skazanych „lokajów amerykańskiego imperializmu” wykonywano często publicznie, w barbarzyński i okrutny sposób.”
    A w I etapie reedukacji: „…z zagubionych w dżungli obozów nie powrócił nikt. Uwięziono podstępnie 300tys. osób…” „Pracujący ponad siły więźniowie otrzymywali zaledwie 500 gramów żywności dziennie.” (…)

    A jak te wiadomości wpłynęły na Amerykanów?
    „W miarę jak społeczeństwo USA dowiadywało się o postępowaniu komunistów z podbitym Południem… …LEWICOWA wykładnia historii konfliktu indochińskiego zaczęła się chwiać.”
    Już w latach 80. powszechnie zaczęto przyjmować tezę, że: „…zaangażowanie USA w Indochinach było moralnie usprawiedliwione…”, a dotychczasowymi „…kłamstwami na temat Wietnamu dałoby się wypełnić sporą bibliotekę.”, szczególnie tymi „…że Ameryka prowadziła politykę w sposób okrutny i ludobójczy…”.
    …………………………………….
    Np. po drobiazgowych badaniach: „Okazało się, że w Wietnamie zginęło o 1/4 mniej ludności cywilnej w proporcji do wszystkich ofiar, niż w II wojnie światowej…” (???)
    Nic więc dziwnego, że obecnie w USA nikt kto palił kartę powołania w czasie wojny wietnamskiej, nie jest w stanie zaistnieć jako nawet lokalny polityk…

    Śmiesznym jest zatem, że tak dekomunizująca się ochoczo wewnętrznie Polska, jest jeszcze ciągle pod przemożnym wpływem komunistycznych propagandystów z DRW…

    • Krzysztof Reperowicz Odpowiedz

      Widzicie jak to prosto, zbrodnie wojenne nazwać propagandą i po problemie.
      Gdyby doszło w tamtym czasie do wojny wschód zachód, to prawdopodobnie linia frontu była by w Polsce. Wtedy amerykańscy wojacy to samo robili by w Polsce. W Jugosławii nie mieli problemu z używaniem bomb z zubozonym uranem

    • Czytacz Odpowiedz

      Drogi A… żałosne jest bronienie okupanta i agresora. Niezależnie od ideowej orientacji ludności tubylczej! Nikt nie zapraszał Stanów Zjednoczonych do Wietnamu, Iraku, Afganistanu, Haiti, Granady, Panamy itd. Dodam krótką listę krajów bombardowanych przez USA od 1945 Korea i Chiny, Gwatemala, Indonezja, Kuba, Kongo ,Laos, Indonezja, Wietnam, Kambodża, Granada, Liban, Syria, Libia, Salwador, Nikaragua, Iran, Panama,Irak, Kuwejt, Somalia, Bośnia, Sudan, Afganistan, Jugosławia, Jemen, Pakistan. Odpowiedz mi na pytanie, czy było to w jakikolwiek sposób usprawiedliwione? Nie popieram reżimu komunistycznego, ale zachowajmy proporcje w ocenie moralnej. Ponadto co mnie interesuje czy ktoś w USA może zostać politykiem (jakie to ma znaczenie dla Wietnamczyków?) lub to cyt.”już w latach 80. powszechnie zaczęto przyjmować tezę, że: „…zaangażowanie USA w Indochinach było moralnie usprawiedliwione…” To, iż ktoś to gdzieś napisał nie czyni z tego prawdy objawionej! Trochę litości dla etyki i moralności. Wiem, że większy może więcej, ale są granice przyzwoitości. Podsumowując twój wpis, jesteś pod przemożnym wpływem propagandzistów z USA ;-(

  2. WS Odpowiedz

    Po przeczytaniu, pytam kolegi, który jako US marine tam był i walczył, czy dostał rozkaz strzelania do ludności cywilnej. Odpowiedział, że nie. Dalej opowiada jak którejś nocy zaatakował ich sniper viet cong’u, udało się im go namierzyć i zastrzelić. Sniper’em okazał się być pomocnik kucharza w ich bazie, którego doskonale znali. To nie była zwykła wojna. Przyjacielscy, mili i uśmiechnięci cywile w dzień, a w nocy, przebrani w czarne ubranie brali karabin do ręki i stawali się ich największym wrogiem. Więc nigdy niewiesz z kim masz doczynienia. Ale mówił też, że niektórzy nie wytrzymywali psychicznie i strzelali do bezbronnych wietnamczyków. Jeżeli autor chce z nim przeprowadzić wywiad, to chętnie panów połącze.

  3. Anonim Odpowiedz

    WS zwróć tylko uwagę, że ci „snajperzy:” byli u siebie a agresorami byli Amerykanie. Analogicznie myśląc- polskiego partyzanta jak byś nazwał ? Bandytą?

  4. FAUST Odpowiedz

    TA JA od zawsze powiadał, powiadam & będę powiadał, jankesy to palanty, urodzone zbrodniarze a z wywoływania lokalnych wojen & wojenek uczynili sobie zajęcie i sposób na życie jak i przeżycie, bozie opuść ich w największej potrzebie aby długo i boleśnie konali i skonać nie mogli, oby wszystkie siły piekielne, całe moce pochłonęły ich w czeluściach swoich zionących wulkanów, bodajby wydusił ich metan ukryty w błotach pod wieczną zmarzliną Alaski,a wielki wybuch Yellostowne przeniósł wybuchy wulkanów & trzęsień ziemi, tej ziemi, po wsze czasy a INDIANIE powrócili na łowy bezkresnej prerii, i tak mi dopomóż bozie, daję ci szansę na zrehabilitowanie się za wszystkie ich łotrostwa. A M E N

  5. Dziękuję za uwagę Odpowiedz

    Chciałam tylko napisać, że nie znam się, ale bardzo współczuję ofiarom tej wojny i każdej innej i chcę mi się płakać jak czytam ten artykuł.

  6. starszy Odpowiedz

    nie tak dawno słyszałem rozmowę byłego marines z tej wojny
    mówił do kolegi
    wyobraź sobie ci bandyci zabijali naszych chłopców.
    a setki tysięcy w Hiroszimie i Nagasaki
    późniejsze ofiary choroby popromiennej
    cóż ZWYCIĘZCÓW SIĘ NIE SĄDZI
    starszy

Dodaj komentarz

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.