Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Tortury wikingów. Krwawy orzeł, patroszenie, zjadanie jadowitych węży…

Alex Høgh Andersen jako Ivar Bez Kości w serialu Michaela Hirsta "Wikingowie" (screen).

fot.Michael Hirst/History Alex Høgh Andersen jako Ivar Bez Kości w serialu Michaela Hirsta „Wikingowie” (screen).

W strachu przed ich brutalnością żyły cała Anglia i Francja. Tortury wikingów stały się niesławnym symbolem pogańskiego bestialstwa. Krwawy orzeł, patroszenie wrogów… Ale jaka jest prawda o wikińskich torturach? I które z nich były najgorsze?

Jedno jest pewne: czarna legenda wyprzedzała wojowników z Północy, gdziekolwiek się udawali. Opowieści o torturach i festiwalach mordowania, jakie urządzali sobie wikingowie podczas wypraw wojennych, wywoływały wśród mieszkańców chrześcijańskiej Europy taki lęk, że często na sam widok charakterystycznych statków po prostu uciekali. Nawet Karol Wielki, usłyszawszy o flocie zbliżającej się do granic jego kraju, miał – według relacji biografów – zalać się łzami. Czego tak bardzo się obawiano?

Orzeł, którego nie było

Najbardziej drastyczną torturą (a jednocześnie metodą egzekucji), którą dziś przypisuje się wikingom, był tak zwany „krwawy orzeł”. Pomysłodawca tego rytualnego sposobu uśmiercania ofiary musiał być obdarzony wyjątkowo sadystyczną wyobraźnią. Wycinanie orła polegało bowiem na… wyrąbaniu siekierą żeber od strony pleców, a następnie wywleczeniu ich na zewnątrz. Finalną „dekoracją” były płuca nieszczęśnika, które rozpinano na otwartej klatce piersiowej, by przypominały skrzydła.

Właśnie tą metodą, zgodnie z opisami licznych autorów sag o ludziach Północy, miał pomścić śmierć ojca Ivar Bez Kości. Skald Sigvat w swoim wierszu datowanym na 1030 rok relacjonował: „Ivar, który rezydował w Yorku, wyciął orła na plecach Aelli [z Nortumbrii – przyp. red.]”, co zostało później podchwycone przez kolejnych biografów i poetów. „Saga o Orkadach” z 1200 roku zawiera już kompletny opis rytuału – i to w wykonaniu nie samego Ivara, ale także innych wikingów.

Przez lata uważano, że ta scena z kamienia Stora Hammars przedstawia torturę "krwawego orła".

fot.The Man in Question/CC BY-SA 3.0 Przez lata uważano, że ta scena z kamienia Stora Hammars przedstawia torturę „krwawego orła”.

Ile jest prawdy w tych opowieściach? Cóż orzeł od wieków był kojarzony ze zwycięstwem, więc przywódcy północnych ludów z pewnością miewali jego wizerunek na chorągwiach. Tak opisuje emblemat słynnego Ragnara Bernard Cornwell w powieści „Zwiastun burzy”, drugiej części bestsellerowego cyklu „Wojny wikingów”:

W końcu zobaczyłem jedną z ostatnich duńskich grup broniących się przed hordą napierających Sasów. Ruszyłem ku nim pędem i nagle rozpoznałem chorągiew, pod którą walczyli. Skrzydło orła. To był Ragnar.

Czy wiesz, że ...

...papież Stefan VI „wsławił się”, każąc ekshumować swego dawnego wroga papieża Formozusa, po czym ubrać trupa w pontyfikalne szaty i osądzić? Wyrok na zmarłym brzmiał: poćwiartowanie  i wrzucenie w fale Tybru.

...wikingowie wcale nie byli rosłymi, niebieskookimi blondynami – a przynajmniej nie wszyscy. Mit o ich ponadprzeciętnym wzroście narodził się w 1880 roku, kiedy znaleziono grób nordyckiego wojownika mierzącego 181 cm. Dopiero później okazało się, że mężczyzna cierpiał na gigantyzm.

...w angielskich średniowiecznych klasztorach stosowano praktykę emerytalnego kontraktu, polegającego na dożywotnich dostawach porcji chleba i alkoholu? Zazwyczaj były to dwa bochenki oraz siedem i pół litra piwa dziennie na głowę jednego mnicha!

Komentarze (4)

  1. Wojtek Odpowiedz

    Z tą inkwizycją to Autor na koniec zaszalał.
    Inkwizycją wprowadziła bardzo humanitarne prawa dot. tortur względem tego co się wówczas działo w świeckim wymiarze sprawiedliwości.
    Zacytuję Wikipedia, której trudno zarzucić pro-kościelny subiektywizm.
    Tortury należało stosować tak, aby uniknąć spowodowania śmierci lub trwałego kalectwa. Do zastosowania tortur konieczna była zgoda całego składu sędziowskiego, w tym przedstawiciela miejscowego biskupa. Zasadą było, że należy je stosować tylko raz, choć później niekiedy obchodzono ten zakaz, traktując kolejne sesje tortur jako „kontynuację”, a nie powtórne zastosowanie. Podobnie jak w sądach świeckich, zeznania uzyskane w ten sposób mogły stanowić dowód tylko, gdy zostały dobrowolnie potwierdzone przez oskarżonego już po zakończeniu tortur. W świetle zachowanych protokołów wydaje się, że kościelna inkwizycja rzadko uciekała się do tego sposobu uzyskiwania zeznań. Średniowieczni inkwizytorzy preferowali raczej stosowanie takich środków przymusu jak areszt, pozbawienie snu czy ograniczenie pożywienia, niż zadawanie bezpośrednich cierpień fizycznych oskarżonemu. Wielu inkwizytorów (np. Mikołaj Eymeric, autor Directorium Inquisitorum) otwarcie wyrażało swój sceptycyzm wobec użyteczności tortur w procesie, uważając, że prowadzą one raczej do łamania ludzi słabych, ale niekoniecznie do ustalenia prawdy. Także w epoce nowożytnej trybunały inkwizycyjne nie szafowały torturami. Co więcej, stosowany przez nie asortyment tortur był znacznie skromniejszy niż w sądach świeckich. W Hiszpanii zauważalny jest jednak dość wysoki (rzędu ponad 30%) odsetek torturowanych w przypadku niektórych kategorii przestępstw, zwł. judaizantów oraz sodomitów. Choć inkwizycja z reguły rzadko uciekała się do tortur i około połowy XVIII w. zaprzestała ich stosowania, to jednak dopiero w 1816 zostały one formalnie zakazane[148].

    Dodam że to inkwizycją jako pierwsza zakazał a tortur kobiet w ciąży i dzieci, przetrzymywania więźniów bez światła i wielu innych okrutnych praktyk, które w sądach świeckich były powszechne.

    • Kunta Kinte Odpowiedz

      Typowe podejście Pisuara, jeśli ktoś skrytykuje PIS, trzeba od razu uderzyć w PO…
      W tym artykule nie ma słowa o sądach świeckich, do których Ty odnosisz się. Zapomniałeś napisać o torturach faszystów czy komunistów i obraz inkwizycji (kościoła katolickiego) byłby już „cacy”…

  2. rozbawiony Odpowiedz

    No i jeszcze koniecznie dopiszcie o pedofilii w kosciele katolickim. POziom artykulikow tutaj porownywalny z sensacjami w gazecie wyborczej.

  3. Anonim Odpowiedz

    Chciałem skrytykować, ale po przeczytaniu poprzednich komentarzy stwierdziłem, że nie będę kopał leżącego.

    Liczyłem na fakty a dostałem jedynie wiadro historiozofii opartej na przekonaniach autora. Nie polecam.

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.