Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Lucyna Ćwierczakiewiczowa. Kobieta, która nauczyła Polki gotować

Dziewiętnastowieczna kuchnia na norweskiej ilustracji (fot. domena publiczna)

fot.domena publiczna Dziewiętnastowieczna kuchnia na norweskiej ilustracji (fot. domena publiczna)

Nie było wówczas telewizji, ani radia, a paniom nie wypadało nawet samodzielnie jadać na mieście. Niełatwo było zdobyć sławę i status bestsellerowego pisarza. Lucyna Ćwierczakiewiczowa zdołała jednak zostać najprawdziwszą gwiazdą, wyprzedzającą o kilka długości nawet takich autorów jak Prus czy Sienkiewicz!

Nic nie zapowiada, że Lucyna von Bachman – urodzona w 1829 roku w Warszawie – zrobi jakąkolwiek karierę. Młodość ma zwyczajną. Jak wiele podobnych jej dziewcząt odbiera staranne domowe wykształcenie. Jego istotą nie jest wykładanie młodym pannom historii, geografii, czy matematyki. Zamiast tego dziewczęta uczą się konwersować po francusku i śpiewać arie operowe, a do tego pobierają lekcje malarstwa czy rysunku.

Jak pisze Marta Sztokfisz w książce „Pani od obiadów” matka Lucyny: daje jej sporo swobody, nie narzuca despotycznie swojego gustu ani sposobu życia, ale wymaga, by podobnie jak brat wieczorami w dni parzyste rozmawiała po niemiecku, a w nieparzyste po francusku. Inwestuje jednak nie w nią, lecz w Karola [starszego brata – przyp. AZJ].

Od chłopaka oczekuje się, że będzie w przyszłości pracować i zarabiać na życie. Lucyna ma zaś umieć dobrze zarządzać domowym gospodarstwem. To ostatnie jest – w oczach matki – nawet ważniejsze od znajomości języków i zasad kurtuazji.

Zmuszona przez matkę do gotowania

Początkowo Lucyna wcale jednak nie ma ochoty zajmować się domem. Do zainteresowania kuchnią zmusza ją rodzicielka. I to zmusza nad wyraz skutecznie.

Gdy na horyzoncie pojawia się kandydat do ręki dziewczyny, Franciszek Staszewski, nieletnia wówczas Lucyna jest w stanie oczarować i jego i jego rodzinę wystawnym obiadem. Co ciekawe, przyszła panna młoda bierze udział w rozmowach dotyczących ustaleń majątkowych, jakie zwykle odbywają się przed ślubem. Po zawarciu małżeństwa para wyjeżdża do majątku pod Pułtuskiem, a Lucyna zaczyna samodzielną karierę gospodyni.

Lucyna Ćwierczakiewiczowa za młodu nie należała do skończonych piękności, za którymi ugania się wianuszek mężczyzn. Gdy posunęła się w latach dało o sobie znać zamiłowanie do jedzenia i kucharka zaczęła coraz mocniej przybierać na wadze, aż zaczęła mieć problemy z poruszaniem. Zdjęcie opublikowane w 1901 r. (fot. domena publiczna)

fot.domena publiczna Lucyna Ćwierczakiewiczowa za młodu nie należała do skończonych piękności, za którymi ugania się wianuszek mężczyzn. Gdy posunęła się w latach dało o sobie znać zamiłowanie do jedzenia i kucharka zaczęła coraz mocniej przybierać na wadze, aż zaczęła mieć problemy z poruszaniem. Zdjęcie opublikowane w 1901 r. (fot. domena publiczna)

Bardzo szybko daje o sobie znać jej wrodzony głód wiedzy. Od razu zaczyna interesować się wszystkim, co rośnie w jej gospodarstwie. Ogrody dworskie pełne warzyw, sady z soczystymi owocami, świeże mięso z własnego gospodarstwa i dostęp do dziczyzny dają jej szerokie pole do popisu. Młoda pani Staszewska bacznie obserwuje życie sąsiadów i zaczyna pilnie notować to, czego jest świadkiem. Widzi skrupulatnie prowadzone zeszyty wydatków, szczegółowe dyspozycje wydawane dla służby i przekazywane z pokolenia na pokolenie sprawdzone sposoby.

Na polu gospodarczym Lucyna radzi sobie doskonale, jednak jej małżeństwo sypie się z trzaskiem.

Mąż coraz mniej czasu spędza w domu, ciągle jeżdżąc do Warszawy w „interesach”. Staszewska zachodzi w ciążę, która na moment daje jej nadzieję na odbudowę związku. Niestety traci dziecko i wszelkie złudzenia. Pasmo nieustannych kłótni popycha ją do, niełatwej przecież w tej epoce, decyzji o rozwodzie.

Czy wiesz, że ...

... pewna bakteria była tak zjadliwa, że wystarczył łyk wody ze strumienia by się nią zarazić. Nic dziwnego, że ta choroba rozprzestrzeniała się z niesamowitą prędkością. Dziesiątkowała biedotę, ale zabijała też koronowane głowy. Kto padł jej ofiarą i czy nadal powinniśmy się jej bać?

...walka o odkrycie bieguna południowego była prawdziwym morderczym wyścigiem dwóch podróżników? Wygrał Amundsen, który postawił na psy oraz wytrawnych narciarzy, podczas gdy jego rywal Scott zabrał na pokład... mandżurskie kucyki.

Komentarze (1)

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.