Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Trzech żołnierzy wyklętych z których naprawdę możemy być dumni

Marian Bernaciak, ps. Orlik (fot. domena publiczna)

fot.domena publiczna Marian Bernaciak, ps. Orlik (fot. domena publiczna)

Oskarża się ich o nadużycia, morderstwa i akty bandytyzmu. Nie każdy żołnierz wyklęty zasługuje jednak na słowa potępienia. Ta trójka to prawdziwi bohaterowie. Tacy, o których nie sposób powiedzieć jednego złego słowa.

Wróg numer jeden. Mjr Marian Bernaciak ps. Orlik

Zanim zaczęła się druga wojna światowa Marian Bernaciak zdążył ukończyć gimnazjum i odbyć roczną obowiązkową służbę wojskową. Pracował też na poczcie. Walczył w kampanii wrześniowej, po czym gdy dostał się do sowieckiej niewoli, zbiegł i wrócił w rodzinne strony. W 1940 roku zaangażował się w konspirację jako członek Związku Walki Zbrojnej, a następnie Armii Krajowej.

W 1943 roku był już spalony i musiał stać się jednym z „leśnych”, organizując oddział podobnych sobie ludzi z podziemia, dla których jedynym wyjściem było zniknięcie. W 1944 roku rozwiązał swój oddział, jednak w marcu kolejnego roku ponownie skrzyknął partyzantów. Chciał wyruszyć na pomoc walczącej Warszawie, ale nie udało mu się przedostać.

Zaledwie miesiąc po ponownym zorganizowaniu oddziału „Orlik” i jego ludzie przeprowadzili prawdziwie brawurową akcję uwolnienia osób przetrzymywanych w ubeckim więzieniu powiatowym w Puławach. Budynek nie był łatwy do sforsowania. Jak pisze Joanna Wieliczka-Szarkowa w książce „Żołnierze wyklęci. Niezłomni bohaterowie”:

Był prawdziwą fortecą, pilnie strzeżoną, otoczoną ogrodzeniem z kolczastym drutem. W mieście stacjonowało nie tylko NKWD, ale też silny garnizon sowieckiej armii z artylerią.

Orlik na koniu (fot. domena publiczna)

fot.domena publiczna Orlik na koniu (fot. domena publiczna)

Czterej żołnierze z oddziału Bernaciaka w rosyjskich mundurach udawali grupę operacyjną z Warszawy wiozącą pojmanych „bandytów”. Dzięki szybkiej akcji uwolnili 107 więźniów i wystrychnęli na dudka Sowietów, udając, że pościg to tak naprawdę akowscy przebierańcy, na co Rosjanie zaczęli strzelać do ubeków. Po tym wydarzeniu komunistyczne władze zaczęły tropić  „Orlika” i jego ludzi – Bernaciak stał się wrogiem numer jeden.

Dowódca partyzantów trzymał swoich ludzi żelazną ręką – na żadne rozróby, kradzieże, czy pijaństwo nie było miejsca. „Orlik” nie żartował – karą za takie występki była za pierwszym razem chłosta. Jeśli delikwent nie zmądrzał, mógł na niego zapaść wyrok śmierci. Jednocześnie nie szafował bez potrzeby życiem podkomendnych. Bezwzględnie też przestrzegał zasad konspiracji. Oddział „Orlika” był dzięki temu nieuchwytny, do tego stopnia, że do jego ujęcia skierowano siły liczące tysiące komunistycznych funkcjonariuszy. Aresztowano jego rodziców i brata.

Dowódca zgrupowania partyzanckiego i struktur konspiracyjnych Inspektoratu Puławskiego AK-Wolność i Niezawisłość, jednego z najlepiej zorganizowanych w Okręgu Lublin, zginął przez jedną końską podkowę. 26 czerwca 1946 roku, gdy wracał furmanką wraz z obstawą z odprawy sztabu inspektoratu WiN, koń zgubił podkowę. Gdy partyzanci wstąpili do kowala żeby go podkuć, sołtys doniósł o tym władzom. Obławę na „Orlika” urządzili ubecy i żołnierze. Bernaciak ranny w nogę i rękę nie miał szans ujść. Przed śmiercią zdążył jeszcze spalić dokumenty, jakie miał przy sobie, tak by nie wpadły w ręce Sowietów.

Inspiracją do napisania artykułu była książka Anny Śnieżko "Żona wyklęta" (Znak Horyzont 2018)

Inspiracją do napisania artykułu była książka Anny Śnieżko „Żona wyklęta” (Znak Horyzont 2018).

.Wyklęty lewak? Stanisław Sojczyński ps. Warszyc

Stanisław Sojczyński ps. „Warszyc” to z punktu widzenia dzisiejszej prawicy niewygodny bohater. Z jednej strony nikt nie może odmówić mu statusu żołnierza wyklętego. Z drugiej gdyby żył dziś, prawdopodobnie okrzyknięto by go lewakiem. Stanisław Sojczyński wywodził się ze zwyczajnego chłopstwa i od podkomendnych odróżniało go przede wszystkim to, że zdobył wykształcenie (ukończył szkołę i został nauczycielem).

Przed wojną służył w Wojsku Polskim, brał udział w kampanii wrześniowej. Dostał się do niewoli rosyjskiej. Od podzielenia losu polskich oficerów w Katyniu uratowało go tylko to, że uciekł z obozu przejściowego. Gdy tylko dotarł w rodzinne strony, już w październiku 1939 roku zaangażował się w wojskową konspirację, za pośrednictwem swojego dawnego nauczyciela. W czasie drugiej wojny światowej prowadził wiele akcji zbrojnych, szkolił podchorążych, doraźnie łączył siły z partyzantami z AL. Przyjął też jako swoich podkomendnych… sowieckich jeńców zbiegłych z niemieckiego obozu. Generał Leopold Okulicki „Niedźwiadek” odznaczył go krzyżem Virtuti Militari i awansował do stopnia kapitana.

Gdy po wkroczeniu Armii Czerwonej rozpoczęły się aresztowania żołnierzy podziemia, Sojczyński wyciszył swoją działalność na pewien czas i ukrył się u rodziny. 29 listopada 1945 roku napisał list do Starosty Radomskiego, w którym stwierdzał:

W swej płytkiej zarozumiałości, klasowym egoizmie i fanatycznym zacietrzewieniu proletariusze popełniają błąd, zamiast serca okazujecie nam pięść. Ale rezultat jest jeden, coraz większa zaciekłość w walce o sprawiedliwość i wolność.

Stanisław Sojczyński ps. Warszyc (fot. domena publiczna)

fot.domena publiczna Stanisław Sojczyński ps. Warszyc (fot. domena publiczna)

„Warszyc” zorganizował Konspiracyjne Wojsko Polskie i dalej prowadził akcje bojowe, z których najgłośniejszą było uderzenie na Radomsko i odbicie z więzienia 57 członków podziemia. Wśród swoich ludzi uważany był za wielkiego patriotę, dzielnego żołnierza, który jednak nie był prędki w sięganiu po broń. Partyzantom zabraniał działań mających na celu destabilizowanie sytuacji w kraju, oraz, jak stwierdza Tomasz Toborek w książce „Warszyc. Wyklęty bohater” nie pozwalał na atakowanie „sił polskich”, do których zaliczał na przykład zwykłych żołnierzy. Tępił zaciekle przejawy bandytyzmu oraz wszelkie nadużycia we własnych szeregach. Winnych takim występkom skazywał na śmierć.

Jego celem miało być zniszczenie „czerwonego hitleryzmu”. Wierzył przy tym, że należy trzymać się ideałów, o które się walczy i wprowadzał tę zasadę w życie.

Spokojna starsza pani z… kilogramami trotylu. Janina Bodnar-Takajszwili

Janina Bodnar-Takajszwili nie była dowódczynią żadnego znanego oddziału, nie przeprowadziła żadnej wielkiej akcji bojowej, a mimo to jej losy robią piorunujące wrażenie. Spokojna starsza pani ani słowem nie zająknęła się swoim bliskim na temat działalności, jaką prowadziła w czasie wojny i po niej. Swoje tajemnice zabrałaby do grobu, gdyby nie prowadzona w stanie wojennym rozbiórka domu, w którym dawniej mieszkała. Okazało się, że był on jedną wielką skrytką podziemia niepodległościowego, w której pani Janina przez kilkadziesiąt lat przechowywała broń, materiały wybuchowe oraz archiwum Wielkopolskiej Samodzielnej Grupy Ochotniczej „Warta”. Założona w 1945 roku przez byłych akowców z Okręgu Zachodniego AK WSGO była antykomunistyczną organizacją konspiracją, powstałą z inicjatywy majora Andrzeja Rzewuskiego „Hańczy” i przez niego dowodzoną. UB tropiło ją zaciekle i już w październiku 1945 roku nastąpiła fala aresztowań.

Żołnierz z Panzerfaustem. Takie "maleństwa" należące do "Warty" spoczywały spokojnie na strychu Janiny (fot. Bundesarchiv, Bild 101I-709-0337A-10A Gronefeld, Gerhard, lic. CC-BY-SA 3.0)

fot.Bundesarchiv, Bild 101I-709-0337A-10A Gronefeld, Gerhard, lic. CC-BY-SA 3.0 Żołnierz z Panzerfaustem. Takie „maleństwa” należące do „Warty” spoczywały spokojnie na strychu Janiny (fot. Bundesarchiv, Bild 101I-709-0337A-10A Gronefeld, Gerhard, lic. CC-BY-SA 3.0)

Janina Bodnar-Takajszwili była prawdopodobnie sekretarką „Hańczy”, który w swoich grypsach wspominał o „Janinie X”, nie zdradzając jednak szczegółów. Kobiecie udało się uniknąć aresztowania. Kiedy robotnicy odkryli w jej domu papiery z lat czterdziestych i przekazali je jej krewnym, Janina twierdziła, że to tylko pozostałości z powstania warszawskiego i rzeczywiście były wśród nich legitymacje powstańcze podpisane przez Bora-Komorowskiego. Była to jedynie część prawdy. Bodnarowa-Takajszwili z lekkim przestrachem wspomniała o tym, żeby nie wchodzić na strych, bo jest na nim jeszcze maszyna do pisania z rozkazem, którego dokończenie uniemożliwiło jej przyjście UB. To wciąż nie wszystko.

Pod podłogą znajdował się prawdziwy arsenał, pełen materiałów wybuchowych i broni, w tym np. panzerfaustów, oraz amunicji, map wojskowych i dokumentów. Krewny Janiny zdecydował, że na wszelki wypadek dokumenty należy spalić, by nikogo nie obciążyły. W końcu, by nie zostać oskarżonymi o posiadanie nielegalnej broni, zgłosili sprawę milicji. Gdy funkcjonariusze przybyli na miejsce zabezpieczyli między innymi kilka kilogramów trotylu, pociski moździerzowe, czy przeciwpancerne pociski artyleryjskie. Sama Janina Bodnar-Takajszwili nie miała specjalnych nieprzyjemności związanych z odkrytym magazynem. Przez wiele lat była w kręgu zainteresowania bezpieki, między innymi przez kontakty z kurierem rządu emigracyjnego (który okazał się podwójnym agentem Sowietów). Nie dożyła uznania członków „Warty” za bohaterów.

Zmarła w 1989 roku, zabierając swoje sekrety do grobu. Nawet najbliższa rodzina nie wiedziała jaka była jej rola w organizacji. Jak wynika z ustaleń dziennikarza Krzysztofa M. Kaźmierczaka, Janina prawdopodobnie sprawowała pieczę nad kasą „Warty”.

Poznaj prawdę o życiu żon żołnierzy wyklętych:

Źródła:

  1. Kaźmierczak K.M., Tajemnica konspiracyjnego magazynu, „Biuletyn IPN” 5-6/2011.
  2. Peska R., „Warszyc”. Komendant Konspiracyjnego Wojska Polskiego, Oficyna Wydawnicza „Pamięć”, Pabianice 2002.
  3. Toborek T., Warszyc wyklęty bohater, Demart, Warszawa 2013.
  4. Wieliczka-Szarkowa J., Żołnierze wyklęci. Niezłomni bohaterowie, Wydawnictwo AA, Kraków 2013.

Czy wiesz, że ...

...o mieszkańcach Mari El, małej autonomicznej republiki na wschodnim krańcu europejskiej części Federacji Rosyjskiej, mówi się, że są ostatnimi autentycznymi poganami w Europie? Co najciekawsze, wierzenia Maryjczyków pozostały od tysiącleci praktycznie nienaruszone.

...część ofensywy Tet przygotował niewielki, jedenastoosobowy oddział, złożony z młodych dziewcząt? Przyczyniły się one do sprawnego zajęcia miasta Hue 31 stycznia 1968 roku - w bitwie walczyły zresztą aż do końca!

...na początku lat sześćdziesiątych na izraelskich dworcach i w kioskachpojawiły się „Stalagi”, czyli tanie powieści pornograficzne osadzone w realiach III Rzeszy? Promowano je jako… autentyczne wspomnienia byłych anglosaskich więźniów obozów jenieckich.

...oskarżenie o gwałt na dwóch czternastolatkach nie złamało kariery wielkiego gwiazdora hollywoodzkiego lat 40. Errola Flynna? Podczas procesu cytowano jego wypowiedzi w stylu „lubię starą whisky i młode kobiety”. Udało mu się wybronić przed więzieniem, ponieważ… podważył reputację nastolatek.

Komentarze (31)

  1. drew Odpowiedz

    Artykuł ciekawy, ale skrytykuję go ze względu na wstęp- teza że dla ludzi ŻW byli bandytami z chlubnymi( tu trzema) wyjatkami jest fałszywa i uogólniająca. Jakakolwiek walka jest w pewnym stopniu demoralizująca, także walka o wolność. A ŻW żyli w czasie pogardy dla życia i to wpływało na ich działania.Pogardy przede wszystkim dla własnego życia. Ludzie z tych czasów w większości to rozumieli. Kara śmierci nie była niczym wyjatkowym. I stosowanie jej nie przesądza o byciu ‚bandytą’

    • JS Odpowiedz

      O ile zgadzam sie z pierwszymi zdaniami, bo raczej malo kto oskarza WSZYSTKICH zolnierzy wykletych o zbrodnie. Oskarza sie konkretne osoby np. ,,Ognia,, czy ,,Burego,,. Takich zolnierzy o chlubnych tradycjach byla zdecydowana wiekszosc. W moim okregu byl taki, zmarly 20 lat temu senator, Stefan Bembinski, nikomu nie przychodzilo na mysl nazywac go morderca. Teraz pora na ostatnie zdanie, niemozliwym do usprawiedliwienia jest zabijanie niemowlat i ogolnie dzieci (zbrodnia w Zaleszanach), nie da sie tego usprawiedliwic i juz! Nawet IPN ocenil krytycznie dzialalnosc ,,Burego,, Quote-alpha.png …pacyfikacji wsi w styczniu i lutym 1946 r. nie można utożsamiać z walką o niepodległy byt państwa, gdyż nosi znamiona ludobójstwa. W żadnym też wypadku nie można tego co się zdarzyło, usprawiedliwiać walką o niepodległy byt Państwa Polskiego. Wręcz przeciwnie akcje „Burego” przeprowadzone wobec mieszkańców podlaskich wsi, wspomagały komunistyczny aparat władzy i to przede wszystkim poprzez obniżenie prestiżu organizacji podziemnych, dostarczenie argumentów propagandowych o bandytyzmie oddziałów partyzanckich” (…)
      Nie rozumiem wiec tych ktorzy upieraja sie przy czczeniu Rajsa.

      • Bartosz W. Odpowiedz

        Jeśli chodzi o Romualda Rajsa „Burego” i Józefa Kurasia „Ognia” (zwłaszcza tego pierwszego) to polecam wykłady Leszka Żebrowskiego na YouTube. Skala czerwonego zakłamania jest wprost niewiarygodna. Najgorsze zaś jest to, że nadal jest tylu ludzi powtarzających bezmyślnie jak małpy za tymi bydlakami przywiezionymi na sowieckich tankach. Zdajesz sobie np. sprawę z tego jak wiele zbrodni dokonanych na Żydach, a przypisywanych przez czerwoną hałastrę „Wyklętym”, było tak naprawdę dziełem tzw. ‚partyzantki komunistycznej” (tak naprawdę była to marginalna banda morderców, gwałcicieli, złodziei i zwykłych zbójów, większość ich „akcji bojowych” to jedna wielka ściema)? A teza, że „Bury” wzmacniał czerwonych poprzez likwidowanie ich kolaborantów białoruskich jest wzięta z sufitu. A IPN to instytucja skompromitowana tak bardzo (zwłaszcza ze nierządu Kieresa), że szkoda gadać. Ci idioci nawet ekshumacji w Jedwabnem nie potrafili zrobić bo Żydzi (sami dążący wcześniej do jej przeprowadzenia) nagle zaczęli „ajwajować” (czytaj: jazgotać). Dziwne prawda? Najpierw sami chcieli, a potem nagle im się odwidziało… Przeprowadzone bez tej podstawowej czynności „śledztwo” było niczym więcej jak antypolską hucpą. Jak więc można brać na poważnie „śledztwa” tak ośmieszonej (przez samą siebie żeby było śmieszniej) instytucji?!. Jeszcze co do rzekomych zbrodni „Burego” to nie wiem czy wiesz, ale w tym przypadku przeprowadzono ekshumacje, i co? Ano nie potwierdziły one stawianych mu zarzutów co do „znamion ludobójstwa” (w mogiłach gdzie miały być stosy trupów znaleziono aż… dwa).

    • Gurżan Odpowiedz

      Po pierwsze to jakie „swoje” państwo, a druga rzecz to 80% żołnierzy wyklętych walczyło o niepodległość nie popełniając zbrodni, często wręcz chroniąc ludność przed swołoczą. Widzę, że dla ciebie „życie na smyczy” jest ok, byle dali jeść.

    • Warmia Odpowiedz

      10 :10 zamiast budować oni mordowali albo jak małolata dobijała rannych chłopów co dostali ziemie z Reformy ,milicjantów,nauczycieli, sołtysów czy ormowców .a współpraca militarna z banderowcami Zybryda .Czy mieliśmy usmarkać się i płakać ? należało sie bronić .

      • Rewo Odpowiedz

        Żyjesz w kraju, gdzie możesz łgać i pluć na bohaterów i nic ci za to nie grozi. To jednak nie znaczy, ze nie jesteś zerem.

      • Nasz publicysta | Anna Dziadzio Odpowiedz

        Pani Anielo, to się nazywa cięta riposta. Nie dość, że celnie – to jeszcze ze smakiem. Pozdrawiamy serdecznie :)

        • Bartosz W.

          Ależ to dojrzałe i błyskotliwe, czepiać się głupiej literówki, która mogła się przydarzyć przez pośpiech… Widzę, że jak się czyjeś poglądy nie podobają to nawet najbardziej nędzne chwyty są w pełni dozwolone, a nawet wychwalane.

        • Nasz publicysta | Anna Dziadzio

          Panie Bartoszu, a to ciekawy komentarz, bo Pan „czepia się” niekiedy związków zawodowych Autorów i wchodzi w komentarzach w ich prywatne życie. A to chyba jeszcze mniej dojrzałe, niż kwestia literówki… Ponadto komentarz Pani Anieli był zabawny, a my potraktowaliśmy go z przymrużeniem oka. W przeciwieństwie do Pana wpisu, który miał charakter nie żartobliwy, ale raczej nienawistny… Nikt niczego nie wychwala, po prostu czasem naprawdę warto „spuścić z tonu”. Pozdrawiamy.

        • Bartosz W.

          Gdzie ja niby wchodziłem komuś w prywatne życie? Co do związków zawodowych potwierdzam, i mam ku temu swoje powody, ale życie prywatne??

  2. Królowa Jadwiga Odpowiedz

    Oskarżanie żołnierzy tzw. wyklętych o bandytyzm i inne niecne czyny jest pokutującą do dziś, nawet wśród ludzi mających się za roztropnych, wymyśloną przez sowietów bajeczką. Musieli przecież, ci „wyzwoliciele mas” jakoś usprawiedliwić swoje mordy dokonywane często rękoma polskiej swołoczy. Grasowały też po lasach zbrodnicze oddziały wysługujące się nowemu okupantowi a podające się za polskich żołnierzy podziemia wolnościowego. Ci zasłużeni nowemu panu zdrajcy do dziś pobierają wysokie emerytury za „zasługi” i nazywają polskich bohaterów – bandytami (maszerując dziarsko w różnych protestach typu kod, nie niepokojeni przez nikogo). Zupełnie jak ich ówcześni mocodawcy.

    • Bartosz W. Odpowiedz

      Dokładnie, tak jak niejaki Kołakowski pseudonim „wybitny filozof”, który swego czasu z innym koryfeuszem komunistycznej „nauki” i utrwalaczem „władzy ludowej” wspominali sobie stare dobre czasy na zasadzie:

      „- No, jeździlim na bandy, ty miałeś nagana…
      – No…
      – A jam miałem parabelum…
      – No…
      – Ale oni do nas strzelali…
      – No…
      – Myśmy strzelali z powrotem, ale nikomu nie zrobiliśmy krzywdy…
      – No…”

      Tam można było podsumować ich jakże inteligenckie wywody… Szacowni panowie, jeszcze jako młodzi czynownicy, jeździli zaraz po wojnie w grupach operacyjnych UB „w teren” w celu rozprawiania się z tzw. „bandami”, czyli oczywiście podziemiem niepodległościowym i popierającą je ludnością wiejską (owe grupy operacyjne spacyfikowały brutalnie wiele wsi).

      Niestety tak jak pani słusznie zauważyła, nadal promuje się u nas kłamstwa czerwonych pająków, nawet teraz, po tylu latach. Ciekawe czy dożyje (a jestem człowiekiem bardzo młodym) czasu kiedy komunizm i wszelkie jego objawy będą tak zajadle tępione jak „faszyzm”?

      PS. Ciekawe czy doczekam się kiedyś opracowania kwestii takich towarzyszy jak Stefan Kilanowicz vel Grzegorz Korczyński (pseudonim „generał broni”), który na posiedzeniu czerwonej bandy w maju 1945 r. w Gdańsku (tuż po zakończeniu działań wojennych w Europie) zgłosił postulat reaktywacji poniemieckich pieców krematoryjnych w celu skuteczniejszej walki z „reakcją”. Takich to „herosów” chcą nam na chama wciskać.

  3. Anonim Odpowiedz

    „W 1944 roku rozwiązał swój oddział, jednak w marcu kolejnego roku ponownie skrzyknął partyzantów. Chciał wyruszyć na pomoc walczącej Warszawie.”

    W marcu 1945 roku Warszawa już nie walczyła.

  4. Jola Odpowiedz

    Pani Autorko, jakim prawem dała pani taki wstęp, będący tezą?! Wg pani Nasi Żołnierze w większości byli bandytami, ale trzech zasługuje na szacunek. Co panią upoważnia do takiego typu sformułowań? Czy słyszała pani, czy pani wie, że aparat komunistyczny organizował swoje bandyckie „oddziały” jako rzekome oddziały Naszych Żołnierzy i dokonywali bandyctw na Ich konto?

    • Nasz publicysta | Anna Dziadzio Odpowiedz

      Droga Pani Jolu, proszę przeczytać wstęp jeszcze raz. Autorka nie twierdzi, że wszyscy byli bandytami prócz wymienionych trzech. Przeciwnie, informuje po prostu, że niemal wszystkich oskarża się bez zastanowienia powszechnie o bandytyzm, ale nie wszyscy bandytami byli. A przywołuje trzech, którzy dodatkowo zasługują na miano bohaterów. Pozdrawiamy.

  5. Wladcacebuli Odpowiedz

    Ci bandyci i zwyrodnialcy mylnie nazywani żołnierzami bo żołnierz jest reprezentem państwa a BANDYCI PRZEKLECI takiego nie posiadali bo ich ukochaną 3 rzesza upadła w maju 1945r. a Watykan,który przejął pałeczkę po nazistach w Europie oficjalnie się do tych dzieciobójców nieprzyznawał choć koordynował wszelkiej maści powojennych nazistow jak UPA ,Ustasze czy szczałokrzyżowcy .tzw Żołnierze przekleci to zbiór niedobitków neonazistowskich,którzy na rozkaz antypolskich jasniepanów i kleru pragnęli aby Polacy dalej pracowali za złotówkę dziennie na polu i przez to napadli na biednych chłopów, którzy osmielili się wziąć ziemię od komunistów i ich zabijali wraz z dziećmi i żonami tak jak w czasie wojny zabijali na rozkaz Niemców ukrywających się Żydów .Słusznie za te zbrodnie bali się po wojnie władzy ludowej ,która to władza była za dobrą i większość tych zwyrodnialców i degeneratów puściła wolno. Nawet najwięksi wrogowie komuny czyli USA w 2017 odtajnili i opublikowali raporty CIA z1947r i te rusofoby i komunofoby sami tych zwyrodnialców nazywają bandytami.

  6. amstaf358 Odpowiedz

    Ja niezgodzę się z tym że to byli najsławniejsi dowódcy żołnierzy wyklętych…Dla mnie najsławniejszym był legendarny dowódca oddziału partyzanckiego Błyskawica Józef Kuraś ,Ogień………….

  7. tom Odpowiedz

    Z powodu wyznania prawosławnego, moją matkę ( 16-letnią ) wraz z innymi mieszkańcami podhajnowskiej wioski chciał upolować Romuald Rajs ( Bury ). Mieszkańcy mieli pobudowane w polach i lasach ziemianki, w których spędzali noce dla bezpieczeństwa. Urodziłem się wprawdzie po wojnie, ale na początku lat 70- siątych , będąc już dorosły, oglądałem te ukrycia
    ( nie były tak zniszczone aby wyraźnie nie można określić ich konstrukcji i przeznaczenia ). Na szczęście UB upolowało bohatera Burego szybciej niż on mieszkańców kolejnych prawosławnych wiosek Na cmentarzu parafialnym w Czyżach, pokazywano mi groby ofiar pseudobohaterów z AK . (Jednak to są relacje mieszkańców tych okolic nie potwierdzone innymi źródłami ).
    Czystki etniczne w wykonaniu Romualda Rajsa nie powinny mieć miejsca w cywilizowanym świecie i nic ich nie usprawiedliwia.
    Tom

Dodaj komentarz

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.