Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

W ten sposób mnie wyszkolili. Żołnierz GROM-u zdradza tajemnice swojego treningu

Naval podczas szkolenia ze strzelania. Zdjęcie pochodzi z książki Navala pt. „Zatoka” (Bellona 2017).

fot.archiwum prywatne Navala Naval podczas szkolenia ze strzelania. Zdjęcie pochodzi z książki Navala pt. „Zatoka” (Bellona 2017).

Czy instruktorzy są potworami? Czy „chudzielec” da sobie radę na selekcji? Jak naprawdę wygląda droga do wojsk specjalnych?

Jeszcze kilka lat temu żołnierzem wojsk specjalnych mógł zostać jedynie przedstawiciel służb mundurowych. Teraz droga jest otwarta także dla cywili. Wystarczy, że przejdą oni serię testów i egzaminów. Nie jest to co prawda łatwe i udaje się tylko nielicznym, ale w nagrodę trafia się do świata, o którym wielu może jedynie pomarzyć.

– Na początku nie wygląda to zbyt spektakularnie – mówi były żołnierz Wojsk Specjalnych, który prosi by nazywać go „Wiatrakiem”. – Kandydaci przynoszą dokumenty, rejestrujemy ich, zabieramy na trawkę i organizujemy pierwszy test.

Oficerowie służący w Krakowie mówią, że nie jest ważne stuprocentowe zaliczenie wszystkich testów, ale sposób w jaki się je przechodzi. Zwracają uwagę czy kandydat daje z siebie wszystko, czy też zadowala się tylko i wyłącznie wyrobieniem normy. Kluczowym aspektem jest to czy potrafi on współpracować z innymi uczestnikami testu. Podczas całego procesu rekrutacji kandydaci nie mają pojęcia, co jest oceniane i za co można wylecieć.

Jak wspominał „Naval”, były komandos GROM i autor niedawno wydanej książki „Zatoka”:

Nie ma już z nami tych, co nie przebiegli trzech kilometrów w odpowiednim czasie, i tych, co nie skoczyli. Wynik walki wręcz chyba tak bardzo nie był brany pod uwagę, bo mój sparingpartner dalej jest z nami. Wyrzucili za to gościa, który pięknie skoczył z trampoliny, ale na główkę zamiast na nogi. Nie słuchał, więc już go z nami nie ma.

Wszyscy żołnierze podkreślają, że bardziej liczy się serce, niż umiejętności. Te zwykle są szlifowane w jednostce.

Podczas rekrutacji ważniejsze nieraz jest serce niż umiejętności. Na zdjęciu wspólne ćwiczenia U.S. Navy SEALS i GROM-u.

fot.domena publiczna Podczas rekrutacji ważniejsze nieraz jest serce niż umiejętności. Na zdjęciu wspólne ćwiczenia U.S. Navy SEALS i GROM-u.

Po pierwszym teście fizycznym często zostaje jedynie połowa kandydatów. Jednak prawdziwe wyzwanie czeka ich dopiero na kolejnym etapie.

– Dla wielu spotkanie z psychologiem jest znacznie trudniejsze niż testy fizyczne. Trwają one wiele godzin i nie ma od nich żadnych odwołań – mówi „Wiatrak”. – Dopiero po tym zaczyna się właściwa selekcja – dodaje.

W góry

W książce „Ostatnich gryzą psy” „Naval” wspominał, że w latach 90. selekcja była okryta wielką tajemnicą. Dziś dzięki większej otwartości wojska można czasem zajrzeć za kulisy doboru przyszłych „specjalsów”. Ale jeszcze niedawno było tak:

W Legionowie nie było za bardzo z kim pogadać o selekcji, jak więc mam się przygotować, skoro nic o niej nic nie wiem. Muszę zacząć od skompletowania sprzętu. Niestety, Lubliniec nic a nic mnie na takie wyprawy nie przygotował. Tam się dostawało zasobnik z częścią nieprzydatnych do niczego rzeczy, bo na przykład po cholerę były mi onuce? Moja teściowa przez znajomości w Lublińcu załatwiła mi plecak, śpiwór i busolę. Te rzeczy otrzymałem wraz z informacją, że selekcji prawie nikt nie zalicza. Ale co tam się dzieje i jak to wygląda, nikt nie wie albo gadać nie chcą.

Inspirację do napisania artykułu stanowiła najnowsza książka Navala "Zatoka. GROM na wodach Zatoki Perskiej" (Bellona 2017).

Inspirację do napisania artykułu stanowiła najnowsza książka Navala pod tytułem „Zatoka. GROM na wodach Zatoki Perskiej” (Bellona 2017).

W górach instruktorzy jedynie wyznaczają zadania i obserwują ich wykonanie. Wychodzą z założenia, że kandydat musi poradzić sobie sam. Nie jest zobligowany by nosić całe wyposażenie, jakie mu przysługuje. Jeśli chce spać na gołej ziemi bez karimaty i śpiwora, to jego wybór. Rano ma być gotowy do wykonania zadania. Jedyne ograniczenia zawsze dotyczyły dodatkowego jedzenia. Kandydaci mogli jeść tylko to, co zostało im przydzielone.

Wszyscy równi

– Każdy ma swój numer. Nie ma nazwisk. Nie ma stopni. Wszyscy są równi i mają takie same szanse – mówi „Motorynka”, służący niegdyś w Dowództwie Wojsk Specjalnych. – Wszystko zależy od samego kandydata. I od lekarza – dodaje po chwili.

Podczas selekcji w górach lekarz w każdej chwili może stwierdzić, że kandydat nie nadaje się do dalszej rywalizacji. Od jego decyzji nie ma odwołania. Podobnie jak od decyzji instruktorów. Ci z kolei mają całą masę pomysłów jak zniechęcić kursantów. Tak jest podczas każdego szkolenia. Najpierw uczą, wyciskają siódme poty, dają chwilę oddechu, aby później wywalić życie kursantów do góry nogami.

Podczas treningów wyciska się z rekrutów siódme poty, by przygotować ich na wszystko. Ale jak przygotować się na spotkanie z kozą na statku przemytniczym? Zdjęcie pochodzi z książki Navala pt. „Zatoka” (Bellona 2017).

fot.prywatne archiwum Navala Podczas treningów wyciska się z rekrutów siódme poty, by przygotować ich na wszystko. Ale jak przygotować się na spotkanie z kozą na statku przemytniczym? Zdjęcie pochodzi z książki Navala pt. „Zatoka” (Bellona 2017).

W nocy niespodzianka, gdy już prawie usmażyliśmy ślimaki – wspominał „Naval” – spadł na nas deszcz wojskowych petard, wkoło słychać było strzelaninę, grzmiały ciężkie działa. Dano nam dwie minuty, by stanąć w gotowości do nocnego wymarszu. Zadanie brzmiało następująco: przebiec na czas trzy kilometry. Zaczynać od sforsowania rzeki i biec w stronę świateł. A następnie zadano pytanie: czy ktoś rezygnuje? Chwiejnym krokiem wystąpiło dwóch chłopaków.

Szkolenie wstępne

Po tygodniowej selekcji w górach zostaje zwykle tylko 1 z 10 kandydatów. Dla szczęśliwców, którzy przejdą pozytywnie szkolenie oznacza to zmianę niemal wszystkiego. W formularz przyjęcia wpisują nowo przybrane nazwisko i otrzymują nowy numer ewidencyjny. Niedługo później zyskują również określony pseudonim. Czasem mają ich kilka: w jednostce, poza nią, dla znajomych, dla rodziny.

– Czasem to utrudnia życie – śmieje się „Motorynka”, którego znam pod przynajmniej trzema pseudonimami. Podobnie jest z innymi komandosami.

Podczas wstępnej selekcji z GROM-u odpadało nawet 9 na 10 żołnierzy. Zdjęcie pochodzi z książki Navala pt. „Zatoka” (Bellona 2017).

fot.archiwum prywatne Navala Podczas wstępnej selekcji z GROM-u odpadało nawet 9 na 10 żołnierzy. Zdjęcie pochodzi z książki Navala pt. „Zatoka” (Bellona 2017).

– Dawno nie jestem w firmie, ale nadal się z tym nie obnoszę. Nie mam konta na Facebooku, nie pozuję do zdjęć. Trochę z przyzwyczajenia. Przez lata mnie nie było – mówi.

Po załatwieniu wszystkich formalności zaczyna się szkolenie wstępne, które jest drogą do oddziału bojowego. Instruktorzy przykładają wielką wagę do zasad bezpieczeństwa i odpowiedniego przygotowania ćwiczeń. Na tym etapie robi się już bardzo poważnie.

Po kursie strzeleckim organizują nam kolejne szkolenie. Będą zajęcia z ochrony VIPów. Najpierw na sali wykładowej oglądamy filmy poglądowe, na których rozrysowywane są szyki piesze, na pojazdach i przydzielona rola dla każdego z ochroniarzy. Do praktycznych zajęć dopuszczeni są tylko ci po kursie strzeleckim. Podczas tego kursu nie ma już miejsca na ściąganie komuś palca ze spustu. Zaczynamy pracować ze sobą w parach i w grupie. Te zajęcia bardzo zespalają. Często zamieniamy się funkcjami. Trzeba wiedzieć, jak się zachować, będąc na szpicy, a jak, będąc adiutantem, czyli najbliżej VIP-a.

Na takim sprzęcie strzelanie ćwiczą żołnierze GROM-u. Zdjęcie z obchodów 16 rocznicy powstania formacji.

fot.Ministerstwo Obrony Narodowej Na takim sprzęcie strzelanie ćwiczą żołnierze GROM-u. Zdjęcie z obchodów 16 rocznicy powstania formacji.

Nie ważne jednak czy jest to ochrona VIP, czy czyszczenie pomieszczeń, czy wspinaczka. Po kursie podstawowym każdy z żołnierzy musi umieć to samo. Zawsze można liczyć na starszych żołnierzy, dzielących się wiedzą i doświadczeniem z narybkiem. Tłumaczą dlaczego powinno się brać takie rękawiczki, a nie inne, do czego potrzebny jest dodatkowy karabińczyk i co można zrobić z zawleczki od granatu albo płatków dezynfekujących.

Im dalej w las, tym ciekawostek i szkoleń więcej: podstawy ratownictwa pola walki, kursy SERE, wspinaczkowe, nurkowe, z balistyki, saperskie oraz zajęcia z psychologii. Operator wojsk specjalnych podczas szkolenia podstawowego powinien poznać wszystkie specjalności, jakie są w jednostce. Później przychodzi czas na specjalistyczny instruktaż.

Specjalsi

– Najczęściej każdy ma dwie specjalności – mówi „Wiatrak”. Są więc nurkowie-saperzy, czy snajperzy-ratownicy. „Naval”, który trafił do oddziału wodnego pisze w „Zatoce”:

Nurkowanie jest jednym ze sposobów skrytego dotarcia w miejsce działania grupy specjalnej. W naszej robocie skryte podejście do przeciwnika, a więc zaskoczenie, jest kluczem do sukcesu. Podczas szkolenia nie tylko musimy nauczyć się perfekcyjnie nurkować, ale też walczyć w całym tym nurkowym sprzęcie.

Ćwiczenia nurkowania są ważną częścią szkolenia żołnierzy GROM-u. Zdjęcie z obchodów 16 rocznicy powstania formacji.

fot.Ministerstwo Obrony Narodowej Ćwiczenia nurkowania są ważną częścią szkolenia żołnierzy GROM-u. Zdjęcie z obchodów 16 rocznicy powstania formacji.

Szkolenie na morzu wcale nie należy do łatwych. Zresztą jak każde inne w Wojskach Specjalnych. „Naval” wspomina, że nie bez przyczyny selekcja wyglądała tak, jak wyglądała. Pisze:

Przypłynęły z nami suche kombinezony, jakich używa się do nurkowania. Test na odwagę, który musieliśmy przejść na Bemowie, w postaci zjazdu z wieży kolejką amerykańską, jest błahostką w porównaniu z tym, co nas tu czeka. Instruktorzy zafundowali nam skok z burty tankowca do lodowatego Bałtyku. Bałtyk to pikuś, ale odległość do tafli wody spora. (…) Nie ma możliwości, aby pójść pod wodę, ponieważ zgromadzone w nim powietrze trzyma na powierzchni jak gumową żółtą kaczuszkę pływającą w wannie. Podczas skoku trzeba mieć nogi razem i trzymać w garści „klejnoty”, by podczas uderzenia w wodę nic się nie oderwało. Gdy zaczynasz słyszeć w uszach świst powietrza, oznacza to, że lecisz naprawdę z wysoka.

– W firmie nie ma półśrodków – mówi „Wiatrak”. – To, czego uczymy się na szkoleniu, następnie wielokrotnie ćwiczymy, by później wykorzystać umiejętności podczas wykonywania zadań.

– Nieraz są one znacznie bardziej wymagające, niż to, co przeżywaliśmy na poligonie – podkreśla na koniec.

Bibliografia:

  1. Naval, Ostatnich gryzą psy, Bellona 2017.
  2. Naval, Zatoka. GROM na wodach Zatoki Perskiej, Bellona 2017.
  3. Relacje żołnierzy polskich sił specjalnych, archiwum autora.

Kup najnowszą książkę Navala na stronie empik.com:

Czy wiesz, że ...

...jedna z najsłynniejszych egzekucji mafijnych w historii Polski została wykonana w warszawskiej restauracji Gama? Odpowiadał za nią zbuntowany członek grupy wołomińskiej – Karol S. Jego ofiarami byli między innymi dwaj jego byli przełożeni – Ludwik Adamski „Lutek” oraz Marian Klepacki „Maniek”.

...w strukturach amerykańskiej armii jest jednostka, do której nie można się zgłosić. To jej przedstawiciele wyszukują najlepszych z najlepszych we wszystkich siłach zbrojnych, po to by stali się częścią supertajnego oddziału, którego najważniejszym zadaniem jest bezwzględne zwalczanie terrorystów.

...szpiegowskie gadżety mogły przybierać najbardziej niezwykłe formy? Posługujący się kodem Morse’a radionadajnik, który  informował żołnierzy U.S. Army o ruchach Wietkongu, miał kształt... psiej kupy!

...do największej pod względem liczby ofiar katastrofy drogowej doszło w 1994 roku w Gdańsku Kokoszkach. Zginęły wówczas 32 osoby, a 45 zostało rannych.

Komentarze

brak komentarzy

Dodaj komentarz

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.