Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Tak mnie szkolili do walki z islamistami. Wstrząsająca relacja ochotnika

Żołnierz YPG (fot. Kurdishstruggle, lic. CC BY 2.0)

fot.Kurdishstruggle, lic. CC BY 2.0 Żołnierz YPG (fot. Kurdishstruggle, lic. CC BY 2.0)

Uzbrojeni po zęby, doskonale wyszkoleni i bezgranicznie zdeterminowani? Jeżeli w Twojej głowie tkwi taki obraz ludzi zwalczających terrorystów to jesteś… w błędzie. Ich szkolenie można nazwać morderczym wyłącznie dlatego, że poziom wiedzy robi z nich co najwyżej mięso armatnie.

Brytyjski ochotnik Ed Nash, który trafił na front walki z ISIS nie miał konkretnego planu. Zanim zjawił się w Syrii, włóczył się po świecie, nie posiadał stałego adresu, ani planu na życie. Gdy w regionie rozgorzał brutalny konflikt, akurat współpracował z organizacją humanitarną działającą w Birmie. Na wieść o bitwie o Kobane (którą opisaliśmy już w innym artykule) postanowił jakoś wspomóc walczących z Państwem Islamskim Kurdów.

Przybył do północnego Iraku wyposażony tylko w namiary na kogoś, kto być może skontaktuje go z kurdyjskimi żołnierzami i w numer telefonu do osoby, która miała w języku zrozumiałym dla miejscowych wyjaśnić taksówkarzowi, dokąd powinien jechać. jednak już na lotnisku opryskliwi dla wszystkich urzędnicy akurat jego powitali uprzejmie. I od razu podziękowali za to, że przyjechał dla nich walczyć.

Po kilku dniach oczekiwania Nash, wraz z kilkoma innymi ochotnikami, został przewieziony do górskiego obozu szkoleniowego, gdzie zaczął się aklimatyzować wśród Kurdów i uczyć języka. Otrzymał też pseudonim „Botan” (od nazwy rzeki płynącej w regionie). To wówczas on i nowi koledzy nauczyli się między innymi zawsze zostawiać jedną kulę w magazynku pistoletu dla siebie, lub nosić przy sobie granat wybuchający bez opóźnienia. Wiedział, że w razie schwytania przez Państwo Islamskie, śmierć była tą lepszą opcją. Gdyby złapano go żywcem mogła go czekać pokazowa egzekucja przez ścięcie, transmitowana na żywo.

Rzut kamieniem w oponę i podziwianie granatnika

Zanim rozpoczęło się właściwe szkolenie, przedstawiciele YPG (kurdyjskich Powszechnych Jednostek Obrony) podpisali z ochotnikami umowę. Znajdowały się w niej takie ustalenia jak to, że organizacja opłaci im powrót do domu po co najmniej półrocznej służbie, zapewni szkolenie wojskowe oraz naukę języka. Ochotnicy otrzymali też sort mundurowy. Później zaczęła się nauka, którą z ironią opisuje Ed Nash w swojej książce „Pustynny snajper”:

Tak zwane szkolenie zajęło dwa tygodnie. Dostaliśmy kałasznikowy bez amunicji, aby ćwiczyć z nimi musztrę i wystawiać posterunki podczas nocnej służby wartowniczej. Strzelanie też było: sześć pocisków z kbk AK i trzy z PKM. Wolno też było rzucać kamieniami w oponę, co miało nas przygotować do rzutu granatem.  P o k a z a n o  nam nawet, jak wygląda RPG, ręczny granatnik przeciwpancerny. Dosłownie. Pewien Kurd uniósł go i powiedział: „To jest RPG”.  

Szkolenie członków YPG (fot. Kurdishstruggle, lic. CC BY 2.0)

fot.Kurdishstruggle, lic. CC BY 2.0 Szkolenie członków YPG (fot. Kurdishstruggle, lic. CC BY 2.0)

Wśród ochotników, którzy jechali walczyć z Państwem Islamskim, było wielu weteranów najróżniejszych armii. Ze zgrozą obserwowali oni, jak wyglądało szkolenie. Wiedzieli, że walczących z ISIS czeka morderczy bój. Niejednokrotnie miał on polegać na odbijaniu wiosek i miast dom po domu, zatem na przykład nauka taktyki oczyszczania budynków była na wagę złota. By uratować życie innych rekrutów włączali się i dzielili własną wiedzą.

Czy wiesz, że ...

...do największej pod względem liczby ofiar katastrofy drogowej doszło w 1994 roku w Gdańsku Kokoszkach. Zginęły wówczas 32 osoby, a 45 zostało rannych.

...po II wojnie światowej piłkarzom zdarzało się grać mecze w zamian za cebulę i ziemniaki. W PRL-u Zbigniew Boniek, by wyjść na swoje oficjalnie pracował na pięciu etatach.

...w czasie operacji "Rolling Thunder" amerykańskie lotnictwo zrzuciło 864 tysiecy ton bomb na terytorium Wietnamu Północnego, a 1,6 miliona ton – na terytorium całego kraju? Naloty pozbawiły życia około 90 tysięcy Wietnamczyków.

Komentarze (1)

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.



Informujemy, że nasza strona może dostosowywać treści reklamowe do Twoich zainteresowań i preferencji. Aby to robić, potrzebujemy Twojej zgody na przechowywanie plików cookies oraz podobnych technologii w Twoim urządzeniu końcowym oraz na przetwarzanie danych w celach personalizacji treści marketingowych.

Klikając przycisk "Przejdź do serwisu" lub zamykając to okno za pomocą przycisku "x" wyrażasz zgodę na przetwarzanie, w tym poprzez profilowanie przez Lubimyczytać.pl sp. z o.o. oraz naszych zaufanych partnerów, Twoich danych osobowych zapisanych w plikach cookies i innych podobnych technologiach stosowanych w serwisie przez Lubimyczytać.pl sp. z o.o. i zaufanych partnerów w celu marketingowym, obejmującym w szczególności wyświetlanie spersonalizowanych reklam w tym serwisie oraz w Internecie.

Pamiętaj, możesz w każdej chwili nie wyrazić zgody lub cofnąć zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Szczegóły dotyczące wycofania i niewyrażenia zgody znajdziesz w ustawieniach.

Informujemy także, że poprzez korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień prywatności w Twojej przeglądarce wyrażasz zgodę na przechowywanie w Twoim urządzeniu końcowym plików cookies i innych podobnych technologii służących do dopasowywania treści marketingowych i reklam.

Więcej informacji na temat zasad przetwarzania danych osobowych, w tym o Twoich uprawnieniach, znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.