Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Spektakularna akcja GROM-u pod Umm Kasr. Tak wspominał ją dowódca naszych komandosów

GROM był jedną z jednostek rozpoczynających - atakiem na platformy naftowe - II wojnę w Zatoce Perskiej.

fot.domena publiczna GROM był jedną z jednostek rozpoczynających – atakiem na platformy naftowe – II wojnę w Zatoce Perskiej.

Po tej operacji o polskiej jednostce specjalnej usłyszał cały świat. Zdobycie w 2003 roku platformy naftowej przy porcie Umm Kasr było jednym z kluczowych manewrów, które otworzyły wojskom koalicyjnym drogę do Iraku. GROM poradził sobie mistrzowsko – choć do ostatniej sekundy nie było wiadomo, czy wszystko się uda.

„Takich zadań nie dostaje się ot tak” – podkreśla z dumą pułkownik Andrzej Kruczyński „Wodzu”, który pod Umm Kasr dowodził grupą gromowców. Uważa, że powierzenie Polakom tak dużej operacji było wyrazem ogromnego zaufania ze strony sojuszników. Oznaczało, że traktuje się ich na równi z własnymi supersłużbami: komandosami z Delty oraz brytyjskiego i australijskiego SAS-u (którzy zresztą tej nocy także ruszyli do akcji).

Był 20 marca 2003 roku; interwencja koalicji sił międzynarodowych – w praktyce głównie USA i Wielkiej Brytanii – w Iraku właśnie się zaczynała. Atak na dwie platformy naftowe usytuowane niedaleko wejścia do portu Umm Kasr w Zatoce Perskiej miał fundamentalne znaczenie dla losów całego konfliktu. Na jedną z nich – terminal KAAOT – wysłano właśnie naszych komandosów. Jak opowiada dziennikarz Wojciech Borakiewicz:

Umm Kasr jest wejściem do Iraku. Terminal KAAOT – dziurką od klucza. GROM ma ją zdobyć i zatkać, żeby nie powtórzyła się sytuacja z pierwszej wojny w Zatoce, kiedy Irakijczycy spuścili do wody tony ropy. Już teraz zdążyli podpalić i zniszczyć siedem szybów w Rumaila. Jeśli to samo stanie się w Umm Kasr, 350-tysięczna armia koalicji będzie unieruchomiona.

„Ruszamy przez noc”

Gromowcy znajdowali się w regionie już od 2002 roku, pomagając Amerykanom i Brytyjczykom rozpoznać teren. Byli doskonale przygotowani. „Mieliśmy dobry sprzęt fotograficzny i udało się nam zrobić kilkadziesiąt doskonałych zdjęć, które stały się, można śmiało powiedzieć, kluczowym materiałem do zaplanowania całej operacji” – referuje w wydanej właśnie książce 72 godziny Kruczyński.

Akcja rozpoczęła się na krótko przed zmrokiem. Sam admirał Bob Harward, który niespodziewanie pojawił się na wybrzeżu, wygłosił płomienną przemowę do żołnierzy. Następnie komandosi wsiedli do szybkich łodzi szturmowych Mark V i wyruszyli w stronę platformy.

Gromowcy na chwilę przed wypłynięciem. Zdjęcie z książki Andrzeja Kruczyńskiego "72 godziny".

fot.materiały prasowe Gromowcy na chwilę przed wypłynięciem. Zdjęcie z książki Andrzeja Kruczyńskiego „72 godziny” (Bellona 2019).

Przeprawa wodą trwała ponad dwie godziny. Niedaleko od celu gromowcy przesiedli się na pontony desantowe – RIB-y. Na nich znajdowała się już część niezbędnego wyposażenia, na które składały się, jak wymienia Kruczyński: „drabinki speleo, stihle, młoty wyłomowe, trójzęby, torby medyczne, koce azbestowe, które mają zapobiec zaprószeniu ognia, poza tym nasz indywidualny ekwipunek, który waży po kilkadziesiąt kilogramów na żołnierza”. Wszystko odbywało się w niemal całkowitej ciszy. „Wodzu” opowiada:

RIB-y płyną na małych obrotach, by silniki cicho pracowały. Jeden za drugim. Nikt nie może nas dostrzec, nie możemy się zdradzić. Musimy zlać się z tłem i tak robimy. Stajemy się wodą i niebem. Stajemy się powietrzem. Stajemy się niewidzialnymi żołnierzami tylko ze swoimi myślami i skupieniem.

Zaskoczenie i maksymalna dezorientacja – na tym opierał się plan gromowców. Na razie wszystko szło zgodnie z założeniami. W końcu przed oczami komandosów pojawiła się platforma. „Wygląda w tej ciemności naprawdę groźnie” – wspomina Kruczyński. Zajęcie pozycji zajęło komandosom dosłownie chwilę.

„Wojna rządzi się swoimi prawami”

Zanim jednak Kruczyński zdążył pogratulować sobie tego pierwszego sukcesu, zaczęło się zamieszanie. Jak relacjonuje w książce 72 godziny:

Nie mija chwila, a padają dwa strzały. Słyszymy, że ewidentnie ze strzelby gładkolufowej. Jeb, jeb! „Co jest, kurwa?”, myślę. Po chwili dostaję meldunek, że jeden z naszych wygarnął właśnie z gładkiej lufy do kłódki wiszącej na furtce prowadzącej do głównej rury na platformie. To właśnie tę rurę mamy zabezpieczyć w pierwszej kolejności. „Ja pierdolę”, myślę. „Napięcie jednak dało o sobie znać”.

Artykuł powstał między innymi w oparciu o książkę Andrzeja Kruczyńskiego "72 godziny" (Bellona 2019).

Artykuł powstał między innymi w oparciu o książkę Andrzeja Kruczyńskiego „72 godziny” (Bellona 2019).

Na szczęście już moment później do „Wodza” dotarł meldunek, że rura została zabezpieczona. Jego ludzie przechodzili teraz po długiej, wąskiej kładce, znajdującej się kilkanaście metrów nad wodą. Choć póki co nie napotkali żadnego bezpośredniego zagrożenia, dowódca miał mieszane uczucia. „Po prostu nie wiem, co się może zdarzyć, a w zasadzie to wiem, że w każdej chwili może się zdarzyć wszystko” – wyjaśnia.

A najgorsze było jeszcze przed nimi: mieli oczyścić zarówno dolny poziom platformy, jak i jej część hotelową, obejmującą kilkadziesiąt pomieszczeń. Tu właśnie pojawili się pierwsi przeciwnicy. Zaczęła się walka. Komandosi musieli mieć przy tym oczy dookoła głowy – gdy strzelby poszły w ruch, zwracali uwagę nie tylko na nieprzyjaciół, ale i na to, by przez przypadek nie zaprószyć ognia…

Tymczasem gromowcy obezwładniali kolejnych pracowników platformy, którzy – choć ubrani po cywilnemu – byli żołnierzami. Kruczyński zaznacza, że komandosi podjęli wszelkie kroki w celu zapewnienia sobie bezpieczeństwa:

Być może dla wielu będzie to szokujące, ale stworzyliśmy z zatrzymanych tak zwane żywe tarcze. To na wypadek, gdyby komuś przyszło do głowy strzelać do nas z okien pokojów w hotelowej części platformy, jeszcze nie w całości opanowanej przez naszych. Byliśmy wśród nich, więc trafienie akurat w żołnierza byłoby dosyć trudne. To powszechna praktyka, ale często wywołuje, delikatnie rzecz ujmując, mieszane uczucia. Trudno, wojna to wojna, rządzi się swoimi prawami.

Polscy komandosi wyruszali na łodziach szturmowych Mark V. Zdjęcie z książki Andrzeja Kruczyńskiego "72 godziny".

fot.materiały prasowe Polscy komandosi wyruszali na łodziach szturmowych Mark V. Zdjęcie z książki Andrzeja Kruczyńskiego „72 godziny” (Bellona 2019).

„Chłopaki są wściekłe…”

Z każdym krokiem pojawiały się kolejne problemy. „Większość drzwi na platformie było zabezpieczonych tak, jakby to były drzwi do skarbca szwajcarskiego banku” – opowiada Kruczyński. Nic dziwnego, że wkrótce amunicja do strzelb zaczęła się wyczerpywać.

W ruch poszły piły. Po kilkudziesięciu minutach także w nich zabrakło paliwa. „Chłopaki są wściekłe, «kurwy» latają w powietrzu jak gołębice, ale nie ma mowy, żebyśmy się poddali” – wspomina dowódca.

Kolejne pomieszczenia forsowano już za pomocą zwykłego sprzętu wyłomowego. Była to ciężka fizyczna praca, przerywana zatrzymywaniem kolejnych jeńców. Łącznie w ręce komandosów trafiło ponad dwadzieścia osób. Pozostała już tylko spalona część platformy – po jej zabezpieczeniu operacja była zakończona. Polacy mogli przekazać zdobyty terminal Amerykanom, co uczynili, gdy tylko naprawiono chwilowe problemy z łącznością.

Andrzej Kruczyński "Wodzu" odpoczywa po akcji. Zdjęcie z jego książki "72 godziny".

fot.materiały prasowe Andrzej Kruczyński „Wodzu” odpoczywa po akcji. Zdjęcie z jego książki „72 godziny” (Bellona 2019).

Na koniec gromowcy odnotowali jeszcze jedno, symboliczne zwycięstwo. Kruczyński w książce „72 godziny” pisze:

Schodząc ze zdobytej platformy, jeden z moich żołnierzy, „Kroll”, zauważył łopocącą na jej maszcie flagę Iraku. Podszedł do mnie i spytał, czy może ją zabrać. Pozwoliłem mu. Po powrocie do kraju, jako cenne trofeum, przekazałem ją twórcy naszej jednostki, generałowi Sławomirowi Petelickiemu. Był z nas taki dumny.

„To był nasz sukces” – ocenia po latach „Wodzu” – „każdy z nas wiedział, że byliśmy tam, na tej pieprzonej platformie, cholernie dobrzy i zgrani”. Podkreśla, że komandosi świetnie zrealizowali powierzone im zadanie, i to bez żadnych strat własnych. Na krytycyzm ze strony „wijących się” polityków – a nawet pojedynczych uczestników akcji – ma jedną odpowiedź. „Pies im mordę lizał!”.

Bibliografia:

  1. Andrzej Kruczyński, 72 godziny, Bellona 2019.
  2. Wojciech Borakiewicz, Uderzenie GROM-u w iracki brzeg, Wyborcza.pl 22.08.2017.
  3. Ewa Korsak, Andrzej Kruczyński, Umm Kasr – pierwsze duże zadanie GROM-u, Polska-zbrojna.pl 19.03.2014.

Sprawdź, gdzie kupić „72 godziny”:

 

Czy wiesz, że ...

...w strukturach amerykańskiej armii jest jednostka, do której nie można się zgłosić. To jej przedstawiciele wyszukują najlepszych z najlepszych we wszystkich siłach zbrojnych, po to by stali się częścią supertajnego oddziału, którego najważniejszym zadaniem jest bezwzględne zwalczanie terrorystów.

...jedna z najsłynniejszych egzekucji mafijnych w historii Polski została wykonana w warszawskiej restauracji Gama? Odpowiadał za nią zbuntowany członek grupy wołomińskiej – Karol S. Jego ofiarami byli między innymi dwaj jego byli przełożeni – Ludwik Adamski „Lutek” oraz Marian Klepacki „Maniek”.

...po II wojnie światowej piłkarzom zdarzało się grać mecze w zamian za cebulę i ziemniaki. W PRL-u Zbigniew Boniek, by wyjść na swoje oficjalnie pracował na pięciu etatach.

Komentarze (7)

  1. GroMIr Odpowiedz

    wybacz „wodzu”,naprawdę 10000x up, ale Polaków od czasów napoleońskich traktuje sie jak mieso armatnie. wiwat WY, ale po was sojusznicy nie zapłaczą. rzucamy sie do piekła, żeby poznać, co to nicość. brawura Polaków jest ogólnie znana, i już dano powinno być” gdzie diabeł nie może tam Polaka pośle” smutne to… jako wybitnie wojujący kraj zawsze pod czyimś butem. a czy to ci z lewa czy z prawa…. gorzej to chyba ma tylko ukraina, niby polacy ale ukraincy, poszli za Hitlerem bo obiecal im to co nam Bonaparte. podbiliście Kuwejt, ale komu? Kuwejtczykom? żeby usa robiło tam interesy?. wiem to tylko narzędzie, Wy jestescie tym narzedziem wejscia do Iraku. rozkaz to rozkaz. a jesli, kiedys tak ktos potraktuje Polske? Zjednoczony sojusz po nas przejedzie a to my bedziemy wtedy zli. czeczenia, afganistan, byla jugosławia. polityka polityka, ale zaden z polityków w piewszym rzedzie nie idzie. wiec brawo brawo brawo, mamy najlepszych zabijaków. prywatnie 100000 razy brawo. tylko kiedy Was Polska doceni a MON sie nie wypnie…?

  2. 62.mark kraus Odpowiedz

    Pomijając politykę od której żołnierze nie są to była świetna akcja. Tylko jest jeden zgrzyt- żywe tarcze. Jak to się ma do różnych międzynarodowych konwencji. O ile pamiętam pretekstem do ataku była broń chemiczna. Skoro jej nie znaleziono koalicja powinna się wycofać, przeprosić i zapłacić odszkodowanie. Ale tu niestety najwiecej miały do powiedzenia wielkie koncerny naftowe.

  3. dsad Odpowiedz

    ci z usraelskiej organizacji terrorystycznej zwanej GROM to zbrodniarze, ich przywodcy powinni byc skazani za zbrodnie wojenne i terroryzm na kare smierci a czlonkowie szeregowi na 25 lat ciezkiego obozu pracy przymusowej bez prawa korespondencji. Polacy pogardzaja tymi usraelskimi bandytami. nasi dziadkowie eliminowali takich zdrajcow kula w leb.

  4. Ki Odpowiedz

    A mógłbyś napisać coś więcej o tej usraelskiej terrorystycznej zwanej GROM bo tak wyjechałeś ni z gruch ni z pietruchy dlaczego oni zdrajcy? Moj dziadek walczył na obu wojnach światowych i jakoś nie opowiadał o likwidacji czegoś na kształt GROMU zabijało się konfidentów volksdeutsch (nie wiem czy dobrze napisałem tych ostatnich)Rozwiń proszę swój wpis nie które tu komentarze na stronie są niemal tak długie jak artykuły a ciekawsze bywają nierzadko.

  5. Artur Odpowiedz

    Mam szczerą nadzieję, że polscy żołnierze nie będą ginąć za Izrael w Iranie. Nie powinniśmy być mięsem armatnim w obcych wojnach. A w ogóle to wielki szacun dla polskiego wojska!

  6. k.mz Odpowiedz

    Nie chcę się czepiać, ale z opisu wynika, że polscy komandosi po prostu zajęli obiekt cywilny bez walki. Tylko dwa zdania wspominają o jakimś (ale jakim?) oporze. Brak jakichkolwiek danych, czy otwarto ogień, straty własne, straty przeciwnika. Z artykułu nic konkretnego nie wynika. Nie wiem, czy oporu nie było czy po prostu nie można opisać prawdy (ale w takim wypadku lepiej już nic nie pisać). Pełno patetycznych opisów bez żadnej treści.

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.