Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Co trzeba było zrobić by wstąpić do zakonu rycerskiego?

XIX-wieczne wyobrażenie Templariuszy.

fot.domena publiczna XIX-wieczne wyobrażenie Templariuszy.

Karmienie świń, rodowód na 16 pokoleń wstecz i… karna służba na galerze. W szeregi zakonów rycerskich nie przyjmowano byle kogo. A niektóre z wymagań były naprawdę osobliwe.

Najważniejsze zakony rycerskie wywodzą swoje korzenie z Jerozolimy czasów krucjat. Do Ziemi Świętej już wcześniej pielgrzymowali chrześcijanie z całej Europy, a strumień podróżnych tylko wezbrał, gdy udało się odbić Święte Miasto w czasie pierwszej wyprawy krzyżowej (1096–1099). Sukces wojny z muzułmanami nie sprawił jednak, że wyprawy na Bliski Wschód stały się proste i bezpieczne. Na miejscu wiedzionym religijnym zapałem podróżnym przydarzały się bardzo nieprzyjemne przygody. Pielgrzymi stanowili łakomy kąsek dla miejscowych rozbójników, którzy, jak pisze Bertrand Galimard Flavigny w książce „Joannici. Historia Zakonu Maltańskiego”, grasowali przy gościńcach i polnych drogach. Ponadto nad zdrożonymi chrześcijanami trzeba było sprawować pieczę oraz w razie potrzeby zająć się ich leczeniem.

Te wszystkie zadania wypełniali członkowie zakonów rycerskich. Przez cały czas bracia walczyli też z Saracenami, ginąc często na polu walki i umierając w wyniku chorób, jakich nabawiali się na Bliskim Wschodzie. Mimo to w topniejące szeregi zakonów nie przyjmowano każdego chętnego.

Choć z czasem dorobili się ogromnych bogactw, templariusze za swój emblemat przyjeli dwóch rycerzy na jednym koniu, którzy mieli symbolizować ubóstwo.

fot.fot. domena publiczna Choć z czasem dorobili się ogromnych bogactw, templariusze za swój emblemat przyjeli dwóch rycerzy na jednym koniu, którzy mieli symbolizować ubóstwo.

Do Jerozolimy ściągali różni wagabundzi, wszelkiej maści awanturnicy, mniszki zbiegłe z klasztorów i groźni przestępcy. Wszyscy pod pozorem odbycia pokuty i szukania zbawienia, a w rzeczywistości aby po prostu wymigać się od kary czy kłopotów w ojczyźnie. Z całej tej hałastry należało odsiać odpowiednich kandydatów.

Najpierw sprawdzano rodowód

Jak podaje Bertrand Galimard Flavigny w książce „Joannici. Historia Zakonu Maltańskiego”, kandydaci chcący wstąpić w szeregi joannitów musieli dowieść swej wartości. Za czasów krucjat świadczyć miało o niej przede wszystkim szlachectwo, którego potwierdzenie miała dostarczyć rodzina kandydata. Od 1270 roku zaczęła zaś obowiązywać zasada mówiąca, że:

kandydat winien był „udowodnić na podstawie niepodważalnych dowodów, że rzeczywiście urodził się w rodzinie szlacheckiej z imienia i herbu”.

Artykuł powstał między innymi na podstawie książki Bertranda Galimarda Flavigny "Joannici. Historia Zakonu Maltańskiego", która ukazała się nakładem Wydawnictwa Astra (Kraków 2017).

Artykuł powstał między innymi na podstawie książki Bertranda Galimarda Flavigny „Joannici. Historia Zakonu Maltańskiego”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Astra (Kraków 2017).

Przyszli zakonnicy z Niemiec musieli wywodzić swoje pochodzenie aż do 16 pokoleń wstecz. Inni byli w nieco lepszej sytuacji: na przykład od rycerzy z Francji oczekiwano tylko 8-pokoleniowego rodowodu. A wszystko to następowało w ramach najprawdziwszego procesu, z zeznaniami świadków i prezentacją dowodów włącznie.

Potem łamano wolę

Przede wszystkim kandydat musiał się nauczyć bezwzględnego posłuszeństwa. W zakonie templariuszy panowała żelazna dyscyplina. Edward Putkowski podkreśla w książce „Rycerze w habitach”, że był to warunek niezbędny, by ze zbieraniny rozbisurmanionych feudałów, przyzwyczajonych do uczt, pijaństwa i wszelkich hulanek zrobić karne i skuteczne wojsko. Wśród kandydatów wielu było lekkoduchów i zawiedzionych w ambicjach młodszych synów bez szans na przejęcie schedy i pozycji po rodzicach.

Czy wiesz, że ...

...Jan Długosz uważał, że dawni Polacy musieli wierzyć w… to samo, co starożytni Grecy czy Rzymianie? Opisując panteon słowiańskich  bóstw uznał, że nasi przodkowie jedynie nadali bogom inne, rodzime imiona.

...w średniowieczu uważano za ryby wszystkie zwierzęta żyjące w wodzie, w tym m.in. walenie i morświny? Te ssaki ze względu na walory smakowe zyskały nawet miano "ryb królewskich".

...nasi przodkowie nie jadali w średniowieczu znanego nam dzisiaj barszczu – przyrządzanego z buraków? Pierwotnie danie o tej nazwie wyrabiano z rośliny o nazwie barszcz zwyczajny.

Komentarze (11)

    • Nasz publicysta | Anna Dziadzio Odpowiedz

      @RobinBlackett: Czyli według Pana stosowanie przymiotników oznacza brak rzetelności? Chyba, że źle rozumiem Pana komentarz i rozwinie Pan swoją myśl. Bo chyba nie chodzi Panu o to, że autorka powinna określić w kilogramach, ile zbroja ważyła i to byłaby prawdziwa rzetelność…

      • Znafca Odpowiedz

        Może nie nierzetelne ale na pewno nieprecyzyjne.A w tym przypadku chodzi o kilogramy(bo raczej nie coś więcej czyli tony)

        • Nasz publicysta | Anna Dziadzio

          Szanowny Panie, tekst traktuje o tym co należało zrobić, by wstąpić do zakonu. I tu Autorka jest jak najbardziej precyzyjna. Takie kwestie jak zbroja są drugorzędne, dlatego precyzja dotycząca kilogramów wydaje się zbędna. Pozdrawiamy.

  1. Karol Odpowiedz

    również „potwornie ciężką zbroja” zwróciła moją uwagę. Nie ma to jak powielanie kłamstw historycznych.
    Nie nie powinna okreslać w kilogramach, ale nie ma co za pomocą przymiotników demonizować zwykłego ekwipunku rycerstwa. Bo miesci się on jak najbardziej w sredniej stosowanej przez żołnierzy z innych epok.

    • Nasz publicysta | Anna Dziadzio Odpowiedz

      Panie Mariuszu, bardzo dziękujemy za tę wypowiedź. Takie proste i oczywiste zdanie, ale nie każdy myśli w sposób tak racjonalny. Pozdrawiamy.

  2. Znafca Odpowiedz

    Co do potwornie ciężkiej zbroi-mam w związku z tym złą wiadomość.W tych czasach przeciętny człowiek miał kondycję zdecydowanie lepszą niż teraz a nawet w PRL.Niewykluczone że identyczna zbroja byłaby dla większości ludzi dużym obciążeniem uniemożliwiającym przejście w niej 50 km przez dzień.

  3. Poker Odpowiedz

    Artykuł dobry dla laików. Przytaczam Edward PUTKOWSKI to oczywiście literówka w nazwisku? Znam tylko Edwarda POTKOWSKIEGO. Przynajmniej takie nazwisko widnieje na kilku książkach mojego sporego księgozbioru. I może coś, co nie spodoba się moderacji ale… Pani Anno Dziadzia, czy nie przystoi Pani nieco więcej oglady w swoich opiniach dotyczących krytyków artykułów? Wg mnie jest Pani zbyt arogancka jak na rzetelnego moderatora, tym bardziej, że niebywale rzadko wypowiada się Pani merytorycznie, a dosyć często konfrontacyjnie. Sam portal oceniam pozytywnie. Pozdrawiam. Remigiusz Gorski.

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.