Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Krucjaty jako biznes. Ile zarobili na nich krzyżowcy?

Miniatura przedstawia fragment oblężenia Antiochii (autor: Saint Jean d'Acre, domena publiczna).Gdy papież nawoływał do zorganizowania pierwszej wyprawy krzyżowej, w płomiennej mowie zapewniał pielgrzymów, że… obłowią się skarbami wrogów. Dobrze wyczuł zapotrzebowanie. Wielu rycerzy ruszało do Ziemi Świętej tylko po to, by zbić prywatną fortunę. Ale czy rzeczywiście im się to udawało?

Głównym celem rycerzy, wyruszających na wyprawy krzyżowe, nie było bynajmniej zdobycie w Ziemi Świętej nieziemskich skarbów. Jak przypomina francuska mediewistka Régine Pernoud:

 [Krzyżowcy] nie wyruszali (…) na wyprawę wojenną ani na podbój, wyruszali na pielgrzymkęPielgrzymkę zbrojną, ale jednak pielgrzymkę. Jeżeli nie uświadomimy sobie tego aspektu, niewiele zrozumiemy z wypraw krzyżowych, tego potężnego ruchu, który wstrząsnął cała Europą.

Oczywiście, jak na każdej wojnie, można było się spodziewać, że zwycięzcy podzielą między siebie majątek pokonanych. Jeśli jednak komuś zależało na pewnych zyskach, lepiej robił, zostając w Europie. Na miejscu nie brakowało konfliktów, na których można było się dorobić. Tymczasem krucjaty były drogą inwestycją, obarczoną potężnym ryzykiem. I gdyby tylko o pieniądze chodziło, byłaby to pewnie jedna z gorszych inwestycji w dziejach.

„Sprzedam Londyn, jeżeli znajdę kupca”

Już samo zorganizowanie wyprawy do Ziemi Świętej wymagało od ochotników potężnych pieniędzy. Zdobywali je, zadłużając się lub wyprzedając swoje posiadłości. Tak było z wieloma uczestnikami pierwszej krucjaty, która odbyła się w latach 1095-1099. Robert II Krótkoudy, najstarszy syn Wilhelma Zdobywcy, by móc sfinansować podróż swoją i swojej armii zastawił księstwo Normandii. Z kolei Gotfryd z Bouillon, książę lotaryński, sprzedał hrabstwo Verdun i inne ziemie.

Robert II Krótkoudy gotów był zastawić całe swe dziedzictwo - pokaźne księstwo Normandii - by wziąć udział w krucjacie. Na tej ilustracji Josepha Martina Kronheima z 1868 roku widzimy wyobrażenie tego władcy na czele swych wojsk w Palestynie (domena publiczna).

Robert II Krótkoudy gotów był zastawić całe swe dziedzictwo – pokaźne księstwo Normandii – by wziąć udział w krucjacie. Na tej ilustracji Josepha Martina Kronheima z 1868 roku widzimy wyobrażenie tego władcy na czele swych wojsk w Palestynie (domena publiczna).

Sytuacja nie zmieniła się też później. W 1101 roku Odo Arpin z Bourges, francuski możnowładca, odsprzedał swoje posiadłości królowi Filipowi I. Pieniądze najprawdopodobniej były mu potrzebne właśnie do wzięcia udziału w krucjacie.

By sfinansować swój udział w trzeciej wyprawie krzyżowej (1189–1192), ogromne koszty poniósł też król Anglii, Ryszard Lwie Serce. Waleczny władca był gotów na każdy wydatek. Gdy zbierał pieniądze na podróż do Ziemi Świętej, zarzekał się: Sprzedam Londyn, jeżeli znajdę kupca. I nie żartował. Wprawdzie na Londyn nabywca się nie znalazł, ale Ryszard zdobył pieniądze, sprzedając Szkotom… niepodległość. Potężna suma, wypłacona w 1189 roku przez króla szkockiego, Wilhelma Lwa, uwolniła kraj od angielskiego zwierzchnictwa. I pozwoliła angielskiemu monarsze wyruszyć w upragnioną pielgrzymkę.

Od pucybuta do milionera w wersji krucjatowej

Środki, które pochłonęła organizacja krucjaty, starano się w miarę możliwości odzyskać już w jej trakcie. Liczono na to, że wyprawa pozwoli się odkuć finansowo. Podobno nie było to niemożliwe: Fulcher z Chartres, kronikarz pierwszej wyprawy krzyżowej, zapewniał, że kto był biedny na Zachodzie, ten na Wschodzie stawał się bogaty.

Artykuł powstał między innymi w oparciu o książkę Martina Bauera pod tytułem "Templariusze. Mity i rzeczywistość" (Wyd. Dolnośląskie 2017).

Artykuł powstał między innymi w oparciu o książkę Martina Bauera pod tytułem „Templariusze. Mity i rzeczywistość” (Wyd. Dolnośląskie 2017).

W czym tkwił haczyk? Otóż należało wpierw na ten Wschód dotrzeć. Tymczasem różnica między stanem wyjściowym armii krzyżowców a stanem końcowym bywała potężna. Historyk wojskowości John France wyliczył, że straty krzyżowców w czasie pierwszej krucjaty wynosiły 75%. Dla porównania straty Wehrmachtu w czasie II wojny światowej wynosiły 30% i uchodziły za bardzo wysokie. W tym samym konflikcie straty Amerykanów w czasie 3 największych kampanii oscylowały między 1,5 a 3,66%. Zresztą, nawet jeżeli podejść krytycznie do ustaleń France’a, konkluzja jest jasna: uczestnicy pierwszej krucjaty kończyli raczej martwi, niż bogaci. 

Kiedy jednak trafiał się łup, sięgano po niego chciwie. Ryszard Lwie Serce obłowił się jeszcze w drodze do Ziemi Świętej, i to dość przypadkowo. Zdobył Cypr i zgarnął mnóstwa złota, zgromadzonego przez Izaaka Komnena, samozwańczego władcę Wyspy Afrodyty. Król Anglii nie przebierał zresztą w środkach. Już na miejscu, na Bliskim Wschodzie, nie pogardził nawet napadem na bogatą karawanę.

Zdarzały się też jednostki, przed którymi krucjaty otworzyły drzwi kariery. Tak było w przypadku Baldwina, trzeciego syna hrabiego Boulogne i uczestnika pierwszej wyprawy krzyżowej. Został on najpierw hrabią Edessy, a później – jako Baldwin I – królem jerozolimskim. Podobny awans czekał jego kuzyna, który na Starym Kontynencie był jednym z wielu nieznaczących feudałów. W Ziemi Świętej odziedziczył po krewniaku najpierw Edessę, a później także Księstwo Jerozolimskie. I ze zwykłego Baldwina z Le Bourg przekształcił się w króla Baldwina II.

Baldwin z Boulogne był jednym z tych krzyżowców, którzy na krucjacie zrobili interes życia. Zaczynał jako młodszy z synów zwykłego hrabiego, skończył jako król Jerozolimy. Na tym obrazie J.Roberta-Fleury'ego z 1840 roku widzimy wkroczenie Baldwina do Edessy - jego pierwszy sukces na drodze do królewskiej korony (domena publiczna).

Baldwin z Boulogne był jednym z tych krzyżowców, którzy na krucjacie zrobili interes życia. Zaczynał jako młodszy z synów zwykłego hrabiego, skończył jako król Jerozolimy. Na tym obrazie J.Roberta-Fleury’ego z 1840 roku widzimy wkroczenie Baldwina do Edessy – jego pierwszy sukces na drodze do królewskiej korony (domena publiczna).

Bohaterem najbardziej spektakularnej kariery z czasów wypraw krzyżowych był Renald z Châtillon. Ten prosty rycerz, który zdecydował się na wyjazd do Ziemi Świętej, nie miał ani pieniędzy, ani wpływowych krewnych. Był jednak przystojny i wpadł w oko księżnej Konstancji z Antiochii. Księżna była wdową i dotychczas nieśpieszno jej było do drugiego zamążpójścia. Odrzucała wszystkich kandydatów proponowanych przez króla jerozolimskiego i cesarza bizantyńskiego. Zmieniła zdanie dopiero, kiedy poznała Renalda.

Wielu zdumiewało się, że ta dama, tak znacząca, majętna, z wysokiego rodu, małżonka równie wielkiego seniora, postanowiła poślubić nieledwie prostego żołnierza – dziwił się kronikarz Wilhelm z Tyru. Ale Konstancja jak postanowiła, tak zrobiła. W 1153 roku Renald ożenił się z księżną i został księciem Antiochii.

Czy wiesz, że ...

...Jan Długosz uważał, że dawni Polacy musieli wierzyć w… to samo, co starożytni Grecy czy Rzymianie? Opisując panteon słowiańskich  bóstw uznał, że nasi przodkowie jedynie nadali bogom inne, rodzime imiona.

...Bizantyńczycy przez cały okres istnienia swojego imperium nazywali się „Rzymianami”? Uważali, że po upadku Wiecznego Miasta centrum cesarstwa przeniosło się do Konstantynopola. Nie we wszystkich aspektach dorastali jednak do poziomu swoich poprzedników - zwłaszcza, jeśli chodzi o armię.

...słynne afrykańskie miasto, słynące z chodników pokrytych złotem, założył lud wyspecjalizowany w handlu niewolnikami? Tuaregowie wzbogacili się, sprzedając swoich współrodaków: najpierw Rzymianom, a następnie Europejczykom, którzy transportowali ich do Nowego Świata.

...Zawisza Czarny sporą część kariery wojskowej spędził pod obcymi sztandarami? Zaczynał w oddziałach margrabiego Prokopa Luksemburskiego, a potem zaciągnął się na służbę u węgierskiego króla Zygmunta Luksemburskiego.

Komentarze (9)

  1. Daniel Odpowiedz

    zaraz, moment, a co z czwarta krucjata? Nie dorobiono sie na niej? przeciez takich skarbow Europa nie widziala od upadku cesarstwa zachodniego!

    • Nasz publicysta |Anna Dziadzio Odpowiedz

      Drogi Jacku, lenno pochodzi właśnie z nadania, najczęściej za jakąś „przysługę”. W tym wypadku – militarną. Pozdrawiam.

    • Nasz publicysta |Anna Dziadzio Odpowiedz

      Drogi Anonimie, a podzielisz się z nami tę ideą, według której „krucjata – dobra rzecz”?

  2. Jazzz Odpowiedz

    Arabowie i Turcy uważaja nas do dzisiaj za krzyżowców, ale oczywiście „nie pamiętają” że opanowane przez nich tereny to obszar gdzie Chrześcijaństwo rozkwitało przez pierwsze wieki. Po kilku powstaniach Żydowskich Rzymianie zniszczyli Jerozolimę i zbudowali swoje miasto. Chrześcijanie po odnalezieniu Grobu Pańskiego pielgrzymowali do Jerozolimy. Nawet wtedy gdy powstała religia islamska, współżycie wyznawców Allaha i Jezusa toczyło się pokojowo, Arabowie którzy przyjęli Islam pozwalali na pielgrzymki chrześcijańskie do miejsc dla nich świętych i nie prześladowali Chrześcijan, poza jednostkowymi przypadkami [np zburzenie Bazyliki Grobu Pańskiego w 1009 r. przez Al-Hakima]. Problemy dla Chrześcijan zaczęły się od opanowania tych obszarów przez Turków, zakazali oni pielgrzymek Chrześcijan do Jerozolimy, a nawet zabronili przebywania Chrześcijanom w tym mieście. To dało początek krucjatom, z naszego chrześcijańskiego punktu widzenia słusznym. Bo dlaczego mielibyśmy się nagle zgodzic na zakaz wstępu do najświętszych miejsc Chrzęscijaństwa ?
    A pieniądze ? Nie ma o czym gadać. Otóż pieniadze od zarania dziejów ludzkości do dzisiaj zdobywa się tak samo. Jest kilka sposobów, które się nie zmieniają. Spektakularnym i starym jak świat przykładem jest „tranformacja” Polski, która jeszcze trwa i przyniosła ogromne zmiany własnoścowe. Nie minęło jedno pokolenie a pojawiły się tysiące milionerów i kilkudziesięcu miliarderów. Najlepszym pretekstem do zmian własności są od zawsze wojny, dlatego niedługo wojna wybuchnie w Europie.

  3. Pan Utu Odpowiedz

    Krucjaty są dzisiaj atakowane przez lewackie elity, upasione na majątku, które ich państwa zdobyły kosztem krwi, wyzysku, niewolnictwa, a nieraz i ludobójstwa. Czy moralne prawo do tej krytyki mają Brytyjczycy, Żydzi lub Amerykanie? Czy dziś nie robią tego, co wytykają chrześcijanom sprzed tysiąca lat? Hipokryzja!

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.