Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Wiejski lekarz. Najgorszy zawód przedwojennej Polski?

Chłopi jako symbol zdrowia? W przedwojennej Polsce prawda wglądała zupełnie inaczej: chłopi chorowali jak wszyscy, a wiejscy lekarze nie dysponowali potrzebnym sprzętem i lekami (źródło: domena publiczna).

Chłopi jako symbol zdrowia? W przedwojennej Polsce prawda wglądała zupełnie inaczej: chłopi chorowali jak wszyscy, a wiejscy lekarze nie dysponowali potrzebnym sprzętem i lekami (źródło: domena publiczna).

Praca od świtu do nocy. Bieda, bezsilność i czarna niewdzięczność. A do tego klienci, którzy zamiast specjalisty, wołają baby i znachorów. Co tu wiele mówić: nie chciałbyś być lekarzem na przedwojennej wsi!

Dla lekarza praca na wsi lub w małym miasteczku była zwykle ostatecznością.  Wiejski medyk nie miał dostępu do sprzętu specjalistycznego, którym dysponowały miejskie szpitale i przychodnie. Brak odpowiedniego zaplecza ograniczał możliwości postawienia trafnej diagnozy oraz przeprowadzenia zabiegu chirurgicznego. Podstawowe wyposażenie laboratoryjne (np. mikroskop) wiejscy lekarze kupowali nierzadko za własne pieniądze. Był to wydatek rzędu tysiąca złotych, tymczasem za wizytę prywatną pacjent płacił około 4-5 złotych, jeśli w ogóle miał jakieś pieniądze. Jak pisze Remigiusz Piotrowski w książce „Absurdy i kurioza w przedwojennej Polsce”:

Majętniejsi mieszkańcy w przypadku choroby decydują się na wyjazd do najbliższego miasta, biedota odwiedza zazwyczaj lekarza dopiero wówczas, gdy ze stanem zdrowia chorego jest już bardzo źle. Ci ostatni nie mają też zwykle złamanego grosza na opłacenie wizyty i proponują lekarzowi wynagrodzenie w postaci jaj, masła lub mleka.

Mieszkańcy wsi, którzy nie mieli ubezpieczenia, nie mieli  też prawa do bezpłatnych wizyt lekarskich. Zdarzało się więc, szczególnie w przypadku najmłodszych pacjentów, że lekarz inkasował 5 złotych za badanie, a sam z własnej kieszeni wydawał 20, by kupić surowicę dla dziecka chorego na dyfterię. Bez tego chory mógł się udusić.

Autentyczna sala operacyjna z lat 30. XX w. Takie cuda były niedostępne dla mieszkańców wsi. Kadr z filmu "Znachor" z 1937 roku.

Autentyczna sala operacyjna z lat 30. XX w. Takie cuda były niedostępne dla mieszkańców wsi. Kadr z filmu „Znachor” z 1937 roku.

Wiele podobnych przypadków zostało opisanych w „Pamiętnikach lekarzy”, pracy zbiorowej, która powstała na podstawie relacji przesłanych na konkurs dla pracowników służby zdrowia. Konkurs został zorganizowany w 1936 roku przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych, a przedmowę do antologii napisał Melchior Wańkowicz. Znany reporter i pisarz nazwał lud wiejski, pozbawiony prawie w całości prawidłowej opieki medycznej, oceanem ludzkiego nieszczęścia.

Do szpitala dziecka nie dam, niech lepiej umrze w domu

Odkładanie wizyty lekarskiej na ostatnią chwilę często skutkowało tym, że choroba była już w tak zaawansowanym stadium, że pacjent wymagał hospitalizacji. Tymczasem wielu ludzi wierzyło, że do szpitala trafia się tylko po to, by umrzeć, więc lepiej dokonać żywota w domu, w otoczeniu najbliższych. Biorąc pod uwagę, jakie zwyczaje i warunki panowały w niektórych przedwojennych punktach medycznych, można poniekąd zrozumieć strach potencjalnych pacjentów. Remigiusz Piotrowski w cytowanej już książce tak opisuje sytuację w Czeladzi:

Czy wiesz, że ...

...jednym ze sposobów na przeżycie w gułagu było samookaleczanie? W ten sposób można było uniknąć pracy ponad siły. Można było symulować chorobę przez wsypywanie do oczu pyłku z ołówka albo wstrzykiwanie ropy naftowej pod skórę, a pewna kobieta przebiła sobie palec u nogi na wylot wielkim gwoździem.

...słowo «Polak» i «Polska» w ZSRS lat trzydziestych były synonimami zdrady i wrogości wobec państwa i ustroju sowieckiego”? Ciągłe podkreślanie wrogości wobec sąsiadów z zachodu sprawiło, że po ataku III Rzeszy na Związek Radziecki Stalin i jego świta, chcący nagle zjednać sobie polskich obywateli, znaleźli się w niemałym kłopocie.

...w dwudziestoleciu międzywojennym żartowano, że "najbezpieczniejszym miejscem dla komunisty polskiego jest polskie więzienie"? Nienawidzący Komunistycznej Partii Polski Stalin postanowił ją zlikwidować, w wyniku czego zginęli wszyscy czołowi jej przywódcy.

...przed wybuchem I wojny światowej wszystkie strony przygotowywały się do brawurowej ofensywy, która w ciągu najwyżej paru miesięcy zakończy wojnę. Planów defensywnych nie przygotował prawie nikt.

Komentarze (6)

  1. Czytacz Odpowiedz

    W innym artykule na tej stronie czytałem, że to nauczyciel był najgorszym zawodem. Czyżby rozdwojenie? Tak na poważnie każda praca jest ciężka, do tej pory w Polsce i na świecie ludzie wierzą w różne specyfiki i cudowne leki mające pomagać na wszystkie dolegliwości vide Afryka i amulety z albinosów. Poziom medycyny w przedwojennej Polsce, też nie należał do najwyższych. Pozdrawiam.

    • gb Odpowiedz

      swego czasu portal przekonywał, że to gajowy był najgorszym zawodem w II RP. Wicie rozumicie tytuł musie przyciągać czytelnika jak to w czerwoniaku.

  2. dragonik Odpowiedz

    Znachorzy, magiczne prądy elektryczne, bańki próżniowe i różne inne wynalazki były bardzo popularne także na zachodzie i w USA. Pseudonauka w medycynie do połowy XX wieku była powszechna, nawet wśród wykształconych lekarzy. Chorą na gruźlicę Arline żonę Feynmana leczono poprzez nacieranie olejem „omega”. Efekt placebo nie był tak dobrze poznany i brakowało rzetelnych badań a także podwójnie ślepych prób.
    Chorowanie w trakcie rewolucji przemysłowej i po niej równało się prawie śmierci. Gdyż wyparła ona tradycyjne i skuteczne metody leczenia jaką było ziołolecznictwo

  3. dochtor_m Odpowiedz

    Poziom wiedzy medycznej poszybował od tego czasu o kilka poziomów w górę, ale opisane w artykule podejście wielu pacjentów i obciążenie pracą – jakby żywcem wyjęte ze współczesnych gabinetów.

    • Czytacz Odpowiedz

      Nie zdzierżyłem i muszę odpowiedzieć na ten wpis. Środowisko lekarskie w Polsce jest hermetyczne, za mało ludzi uczy się na lekarzy. Do tego „zwyczajowo uznane dowody wdzięczności”, etyka w środowisku lekarskim leży. Szanuję zawód lekarzy i ich ciężką pracę, ale… Znam z autopsji przypadki wołające o pomstę do nieba. Pozdrawiam dochtor_m

  4. wiejski pacjent Odpowiedz

    Czy sytuacja tak bardzo się zmieniła? Na lekarza czeka 80 pacjentów dziennie, na wizytę czeka się rok – półtora, 3/4 lekarzy pracuje w miastach, 1/4 pracuje na wsiach, połowa z nich prywatnie, Kogo na to stać? Szybciej jest pojechać do miasta i tam się leczyć. Jak widać choroba systemu choć wyleczalna to jednak z jakiś powodów od stu lat nie leczona :/

Odpowiedz na „gbAnuluj pisanie odpowiedzi

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.