Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Inne oblicze Rzezi Wołyńskiej. Ilu Ukraińców ratowało życie Polakom?

Ukraińcy nie tylko mordowali Polaków na Wołyniu. Wielu poświęciło życie ratując swoich polskich sąsiadów.

Ich heroizm często był anonimowy. Płacili za niego własnym życiem i nie ma dla nich miejsca w niczyjej pamięci. Ówcześni Ukraińcy uważali ich za zdrajców. Polacy ocaleni z rzezi pamiętali głównie śmierć i niewyobrażalne okrucieństwo…

Rzeź wołyńsko-galicyjska jest jednym z najbardziej krwawych epizodów XX wieku i jedną z największych masakr ludności cywilnej podczas II wojny światowej w Europie. Choć przez długi czas o wydarzeniach tych nie wolno było mówić głośno, dziś o zbrodniach ukraińskich nacjonalistów na Wołyniu i w Galicji Wschodniej wiemy coraz więcej.

Bardzo mało natomiast mówi się o tragedii tych Ukraińców, którzy odmówili udziału w mordach, a nawet ratowali Polaków przed śmiercią, wykazując się szczególnym heroizmem i nierzadko płacąc za to najwyższą cenę.

Ukrywane bohaterstwo

W wyniku rzezi na Wołyniu, w Galicji Wschodniej i na Lubelszczyźnie zginęło około 100 tysięcy Polaków. W polskich akcjach odwetowych zginęło kilkanaście tysięcy Ukraińców. Nie wiadomo, ilu Polaków uratowali ich ukraińscy sąsiedzi. Na pewno chodzi o tysiące ludzi – pisze Witold Szabłowski w książce „Sprawiedliwi zdrajcy. Sąsiedzi z Wołynia”.

Bardzo trudno będzie doprecyzować tę liczbę. Ukraińcy często spełniali swoje heroiczne uczynki w całkowitej tajemnicy przed sąsiadami, a nawet najbliższą rodziną. Wiele relacji zostało przez to na zawsze straconych – bohaterowie zabrali je ze sobą do grobu.

Zwłoki Polaków pomordowanych w Lipnikach przez ukraińskich nacjonalistów, 1943 (źródło: domena publiczna).

Zwłoki Polaków pomordowanych w Lipnikach przez ukraińskich nacjonalistów, 1943 (źródło: domena publiczna).

Utrzymywanie sekretu było konieczne. Pomaganie Lachom nie było odruchem masowym. Liczne polskie świadectwa podkreślają raczej bierność ukraińskich sąsiadów, jeśli nie otwartą wrogość i udział w mordach. Na tych, którzy chcieli zachować choćby neutralność, wywierana była wielka presja.

Skoro strach wśród Polaków poddanych eksterminacji bywał tak wielki, że nakazywał instynktownie rozpaczliwą ucieczkę, nieraz nawet bez oglądania się na najbliższych, mordowanych w pobliżu, to i dla Ukraińców obserwujących gehennę z bliska musiał być paraliżujący, tym bardziej że za próbę niesienia pomocy samemu można było stracić życie. – pisze Romuald Niedzielko w „Kresowej księdze sprawiedliwych”.

Za uratowane życie – śmierć!

W książce „Ludobójcy i ludzie” Leon Karłowicz przytacza badania Wiktora Poliszczuka, który wyliczył, że Ukraińców zabitych za ratowanie Polaków było około trzydziestu tysięcy. Ewa i Władysław Siemaszko z kolei odnotowali 242 konkretne przypadki pomocy udzielonej Polakom na samym Wołyniu przez około 350 Ukraińców (255 wymieniono z nazwiska), z których aż 313 poniosło śmierć.

Romuald Niedzielko stworzył statystyki w oparciu o dane zgromadzone do 2007 roku, kiedy ukazała się opracowana przez niego „Kresowa Księga Sprawiedliwych”. Z jego wyliczeń wynika, że w samym województwie wołyńskim udzielono Polakom pomocy w 255 miejscowościach, w których łączna liczba zamordowanych wyniosła ponad 11 tysięcy osób.

W działania na rzecz ocalenia sąsiadów zaangażowanych było 794 Ukraińców, z czego 530 znamy z nazwiska. Uratowali 1806 ludzi. To jednak tylko liczby, w dodatku bardzo niekompletne. Za każdą pojedynczą cyfrą kryją się dramatyczne historie.

Jasnowłosa dziewczynka wśród trupów

Jestem Hania. Hanna Fedorowna, z domu Bojmistruk. Tak mam w dokumentach i tak czuję, choć w rzeczywistości jestem kimś zupełnie innym – mówi jedna z bohaterek książki Witolda Szabłowskiego „Sprawiedliwi zdrajcy. Sąsiedzi z Wołynia”.

Pani Hanna wychowała się w kochającej rodzinie. Wspomina, że niczego jej nie brakowało. O tym, że jest Polką uratowaną z rzezi wołyńskiej, dowiedziała się po latach. Jej biologiczni rodzice zginęli w napaści banderowców na polską wieś Gaj, która dziś już nie istnieje.

Dwa dni po masakrze ludzie z mojej wioski jechali do Gaju. Ta banda, która tam ludzi wymordowała, wróciła i kazała ludziom z Kaszówki pochować zabitych, bo już się zaczęli rozkładać. Wtedy mnie znaleźli, gdzieś wśród drzewek owocowych. Podobno płakałam w stodole, a obok mnie leżały same trupy – opowiada ocalała.

Wiele miejscowości na Ukrainie po prostu zniknęło z powierzchni ziemi wraz z ich polskimi, żydowskimi i ukraińskimi mieszkańcami. Ilustracja z książki  "Sprawiedliwi zdrajcy".

Wiele miejscowości na Ukrainie po prostu zniknęło z powierzchni ziemi wraz z ich polskimi, żydowskimi i ukraińskimi mieszkańcami. Ilustracja z książki „Sprawiedliwi zdrajcy”.

Ludzie naradzali się, co zrobić z małą, jasnowłosą dziewczynką. Gdyby upowcy się o niej dowiedzieli, mogliby spalić całą wieś. W końcu jeden z gospodarzy powiedział: Co ma być, to będzie, ale dzieciaka nie zabijemy. Tak trafiła do nowej rodziny, która odtąd, tak jak i reszta mieszkańców Kaszówki, ze strachu ukrywała jej prawdziwe pochodzenie. A było czego się bać.

Niemowlę w stosie ciał

Wieś Stasin w powiecie Włodzimierz Wołyński. W stosie zamordowanych Polaków znalazło się żywe, niespełna roczne dziecko. Dwie doby było nieprzytomne. Po tym czasie zaczęto grzebać trupy. Dla ułatwienia pracy ciała ściągano do dołów za pomocą haków umocowanych na długich trzonkach.

Zahaczone takim hakiem niemowlę oprzytomniało i zaczęło płakać. Ukrainiec o nazwisku Płaton wziął ranne dziecko do domu i powierzył córce, która zabrała je do szpitala we Włodzimierzu. Tam uratowany mały Marian Drożdżyński trafił pod opiekę ojca, cudem ocalałego z rzezi.

Tu wyczerpał się limit szczęśliwych zakończeń. Za ocalenie dziecka członkowie UPA wrzucili Płatona żywcem do studni i przywalili go pniami drzew.

Jedyne zdjęcie Pani Hani z jej ukraińskimi rodzicami Fedorem i Kateriną. Ilustracja pochodzi z książki Witolda Szabłowskiego pt. "Sprawiedliwi zdrajcy. Sąsiedzi z Wołynia" (Znak 2016).

Jedyne zdjęcie Pani Hani z jej ukraińskimi rodzicami Fedorem i Kateriną. Ilustracja pochodzi z książki Witolda Szabłowskiego pt. „Sprawiedliwi zdrajcy. Sąsiedzi z Wołynia” (Znak 2016).

Ukrainiec boi się Ukraińca

Zagrożenie sprawiało, że wielu ratujących wolało pozostać anonimowymi. Należał do nich pewien młody Ukrainiec, który znał dobrze rozmieszczenie band UPA w okolicznych lasach. Klucząc bezdrożami, przeprowadził bezpiecznie polskich uciekinierów z Sasina do Włodzimierza. Gdy dotarli na miejsce, zniknął w ciemnościach, nie podawszy swojego nazwiska.

Ostrożność nie była przesadzona. Zofia Szwal, była mieszkanka wsi Orzeszyna, opowiada, jak w miejscowości Gruszowo część Ukraińców odmówiła mordowania Polaków. Banderowcy zebrali wszystkich i powiesili na drzewach obok cerkwi.

Nie pozwolono rodzinom pogrzebać ciał swoich bliskich i sąsiadów. Nad rozkładającymi się w lipcowym słońcu zwłokami unosiły się roje much i stada ptactwa – wspomina. Takie obrazki miały służyć za przestrogę dla innych, którzy chcieliby litować się nad Lachami.

Strach paraliżował nieraz nawet samych banderowców – nie wszyscy wszak zaciągali się do UPA, by mordować bezbronne kobiety i dzieci. Przykład? Dwie Polki, które uciekły ze swojej wsi, wróciły do domów, by zabrać trochę jedzenia. Nie zauważyły zbliżających się uzbrojonych mężczyzn.

Mapa prezentuje rozmieszczenie róznych narodów zamieszkujących II Rzeczpospolitą. Polacy i Ukraińcy sąsiadowali ze sobą na całych kresach połódniowo-wschodnich (autor: Mix321, licencja: CC BY-SA 3.0).

Mapa prezentuje rozmieszczenie różnych narodów zamieszkujących II Rzeczpospolitą. Polacy i Ukraińcy sąsiadowali ze sobą na całych kresach południowo-wschodnich (autor: Mix321, licencja: CC BY-SA 3.0).

Ci rozejrzeli się z niepokojem, czy czasem nikt ich nie widzi, i kazali kobietom uciekać. Powiedzieli, że jeśli natkną się na innych upowców, ci na pewno je zabiją. Zakazali też mówić komukolwiek o tym spotkaniu – wiedzieli, że gdyby ktoś się dowiedział o ich czynie, podzieliliby los ofiar rzezi.

Sąsiad z widłami

Wśród ratujących przeważały osoby związane emocjonalnie z ocalonymi: krewni, przyjaciele, sąsiedzi. Tak było we wsi Łuczyce. Pod koniec sierpnia 1943 roku większość Polaków uciekła, przerażona wydarzeniami w okolicy. Rodzina Denysów nie chciała jednak uwierzyć, że ich samych mogłoby spotkać coś złego ze strony Ukraińców, z którymi zawsze żyli w zgodzie.

Pewnego dnia do ich domu wpadł sąsiad, Semen Harasimowicz. Ostrzegł, że zbliża się grupa banderowców. Nie było czasu na ucieczkę, ukrył więc panią Denys i jej córki we własnej piwniczce. Upowcy wiedzieli, że polska rodzina jeszcze przed chwilą była w domu, bo paliło się pod kuchnią. Chcieli przeszukać dom sąsiada.

Semen, kierowany rozpaczliwą odwagą, chwycił za widły i groźnie nimi potrząsając, zarzekał się, że żadnych Polaków w jego domu nie ma, a na przeszukanie nie pozwala. Szczęściem napastnicy wzięli go za wariata, wyśmiali i zostawili w spokoju.

Ekshumacja zwłok ofiar w Woli Ostrowieckiej (autor: Leon Popek, licencja: CC BY-SA 3.0).

Ekshumacja zwłok ofiar w Woli Ostrowieckiej (autor: Leon Popek, licencja: CC BY-SA 3.0).

Pan Denys tymczasem pracował w polu. Gdy zobaczył kręcących się po podwórzu banderowców, schował się w pustym domu swojej ciotki. Wyszedł dopiero w nocy. Spodziewał się znaleźć trupy swoich bliskich, jednak spotkał żonę, gdy skradała się, by zabrać z gospodarstwa kilka potrzebnych rzeczy. Gdyby nie sąsiad, cała rodzina na pewno by nie przeżyła.

Sprawiedliwi nie żyją długo

Podobną historię opowiedziała pani Janina Ostrowska ze wsi Poluchny. Do ich domu również wbiegł pewnego dnia zdyszany zaprzyjaźniony Ukrainiec z sąsiedniej wsi. Wywołał ojca do lasu. Ten nie wrócił. Po obiedzie zaniepokojona rodzina usłyszała rozpaczliwe krzyki. Niewiele myśląc, matka z czwórką dzieci, w tym kilkuletnią Janiną, uciekła z domu i schroniła się wśród drzew.

Zewsząd dobiegały odgłosy rzezi. Rankiem, wyczerpane i spragnione, Janina z siostrą wybrały się do wspomnianego Ukraińca po wodę. Okazało się, że poprzedniego dnia przybiegł, by ostrzec rodzinę przed napaścią. Było już zbyt późno, by wrócić po wszystkich, dlatego ukrył tylko ojca. Wkrótce zabrał do siebie resztę rodziny, a po jakimś czasie przeprowadził ją w bezpieczne miejsce.

W podobny sposób uratował około dwudziestu osób. UPA zamordowała go potem wraz z całą rodziną.

Pani Szura pokazuje zdjęcie swoich rodziców. Ojciec pani Szury zawsze powtarzał: "Polacy to nasi bracia".Ilustracja pochodzi z książki Witolda Szabłowskiego pt. <a href="http://www.znak.com.pl/ciekawostkikartoteka,ksiazka,10304,Sprawiedliwi-zdrajcy-Sasiedzi-z-Wolynia?utm_source=ciekawostkihistoryczne.pl&utm_medium=art_Bohaterowie_o_ktorych_nikt_nie_pamieta_58248&utm_campaign=Sprawiedliwi_zdrajcy_092016" target="_blank">"Sprawiedliwi zdrajcy. Sąsiedzi z Wołynia"</a> (Znak 2016).

Pani Szura pokazuje zdjęcie swoich rodziców. Ojciec pani Szury zawsze powtarzał: „Polacy to nasi bracia”.Ilustracja pochodzi z książki Witolda Szabłowskiego pt. „Sprawiedliwi zdrajcy. Sąsiedzi z Wołynia” (Znak 2016).

Pani Szura, która rozmawia ze zmarłymi

Ojciec zawsze mi powtarzał: Polacy to nasi bracia. Ostrówki i Wola Ostrowiecka były po sąsiedzku z naszą wsią. Tatko tam na zabawy chodził, przyjaźnił się z ludźmi. Więc i ja tak już mam w głowie, że my i Polacy to jedno – opowiada Ołeksandra Wasiejko, zwana babką Szurą, w książce „Sprawiedliwi zdrajcy. Sąsiedzi z Wołynia”.

We wspomnianych przez nią miejscowościach banderowcy zamierzali spalić kobiety, dzieci i starców w kościele. Przeszkodził im oddział Niemców. Po krótkiej wymianie ognia upowcy wycofali się ze wsi, pędząc ze sobą pojmanych Polaków. Na polu kazali wszystkim położyć się na ziemi i zabili ich, jedną osobę po drugiej. Odtąd miejscowi nazywali to miejsce Trupim Polem. Z czasem porósł je las.

Babka Szura po wielu latach pomogła odnaleźć tę zbiorową mogiłę polskiemu historykowi, Leonowi Popkowi. Pokazała mu też jeszcze jedno miejsce, które wskazał jej kiedyś ojciec: (…) któregoś dnia tatuś wziął mnie furmanką do lasu. Znalazł trzy sosny, wziął nóż i wyciął w każdej mały krzyżyk – opowiada kobieta.

Powiedział tak: „Niedawno były tu straszne czasy, ludzie mordowali jedni drugich. Jednej rodzinie udało się uciec. Znałem ich jeszcze sprzed wojny, mieszkali niedaleko naszej chaty, na chutorze. Ukrywali się w tym lesie, mąż z żoną i z córeczką. Niestety, ktoś się o nich dowiedział i któregoś dnia, jak przyjechałem, leżeli już pod tymi drzewami. Wykopałem dół i ich tu pochowałem”.

Artykuł powstał między innymi na podstawie książki Witolda Szabłowskiego pt. "Sprawiedliwi zdrajcy. Sąsiedzi z Wołynia" (Znak 2016).

Artykuł powstał między innymi na podstawie książki Witolda Szabłowskiego pt. „Sprawiedliwi zdrajcy. Sąsiedzi z Wołynia” (Znak 2016).

Wtedy tata podniósł oczy, popatrzył na mnie i powiedział: „Kiedyś przyjadą tu Polacy i będą ich szukać. Ja tego nie doczekam, ale ty na pewno tak. Przyprowadź ich tutaj”.

Później pani Szura dowiedziała się, że jej tato nie tylko pochował tych ludzi, ale wcześniej przez długi czas woził im do lasu jedzenie. Jego córka zaś od wielu już lat odwiedza te miejsca i modli się za zabitych tam Polaków. Nie wszyscy to rozumieją. Opowiada, że sąsiad pytał, czy nie boi się tak po ciemku chodzić po lesie. Miejscowi uważają, że tu straszy. Ale pani Ołeksandra nie wierzy.

 Jeżeli człowiek przychodzi do nich z modlitwą, to oni nic złego nie zrobią. A co to oni nie wiedzą, że mój tatko im jedzenie do lasu przynosił? (…) Że to moja rodzina przychodzi tu od wojny i się modli za tych ludzi? Wiedzą to dobrze. Nikt więc nas straszyć nie będzie. I powiedziałam temu sąsiadowi: „Jeżeli twoi coś robili przeciw Polakom, to się bój. A jeśli nie – to żyj sobie dalej spokojnie”.

Pomnikw Ostrówkach upamietniajacy Polaków pomordowanych przez UPA w Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej (autor: Glaube, licencja: CC BY-SA 4.0).

Pomnik w Ostrówkach upamiętniający Polaków pomordowanych przez UPA w Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej (autor: Glaube, licencja: CC BY-SA 4.0).

Pani Szura wiesza na krzyżu, który stoi dziś na Trupim Polu, rucznyky – tradycyjne ukraińskie chusty, używane przy weselach i pogrzebach. Przychodzi czasem też porozmawiać ze zmarłymi.

Jak rozmawiam? Normalnie, tak jak bym do żywego mówiła. Do starszych mówię tak: „Szkoda, że was z nami nie ma. Zawsze jest weselej, jak są ludzie z innej wiary, z innym językiem. Byśmy się przyjaźnili. Byśmy chodzili razem na zabawy, jak mój tatko z wami chodził w swoich kawalerskich czasach”

Bibliografia:

  1. Karłowicz Leon, Ludobójcy i ludzie. Sąsiedzi, Oficyna Wydawnicza Mireki, Kraków 2013.
  2. Kresowa Księga Sprawiedliwych 1939-1945, oprac. Romuald Niedzielko, IPN Warszawa 2007.
  3. Motyka Grzegorz, Cień Kłyma Sawura, Wydawnictwo Oskar, Gdańsk 2013.
  4. Pojednanie przez trudną pamięć, red. Aleksandra Zińczuk, Stowarzyszenie „Panorama Kultur”, Lublin 2012.
  5. Szabłowski Witold, Sprawiedliwi zdrajcy. Sąsiedzi z Wołynia, wydawnictwo Znak, Kraków 2016.

Poznaj historię Ukraińców, którzy ratowali Polaków:

Czy wiesz, że ...

...w okupowanej Polsce jednym ze sposobów na wmieszanie żydowskiego dziecka w tłum było "opalanie" go? Ukrywające się w piwnicach i innych zakamarkach maluchy zazwyczaj były tak blade, że natychmiast rzucały się w oczy. Trzeba było więc chodzić z nimi na spacery, by nabrały kolorów.

...niemiecki generał Friedrich Paulus, wzięty w sowiecką niewolę pod Stalingradem, w procesach norymberskich wziął udział jak świadek oskarżenia? Jego przyjazd wzbudził dużo emocji. Kiedy siedzący na ławie oskarżonych Hermann Göring zobaczył go na sali rozpraw, z wściekłością nazwał go „brudną świnią”.

...feldmarszałek Fedor von Bock zaproponował utworzenie antysowieckiej armii rosyjskiej walczącej u boku Wehrmachtu? Jego memorandum spotkało się jednak ze zdecydowaną odmową szefa Naczelnego Dowództwa Wehrmachtu, a Wilhelm Keitel nie miał odwagi przedstawić tego pomysłu Hitlerowi.

...chcąc zwrócić na siebie uwagę i skłonić Hitlera do małżeństwa z nią, Ewa Braun dwukrotnie próbowała popełnić samobójstwo, w 1932 i 1935 roku. Mimo to Hitler pozostawał niewzruszony na jej wołanie o uwagę i nie zamierzał wchodzić z nią w formalny związek.

Komentarze (41)

      • mm Odpowiedz

        No skad, takie Samy nie mysla w ten sposob. W ogole mysla niewiele, np. dajac zarobic producentom „patriotycznych” ciuchow, ktorzy dymaja ich bez mydla zerujac na ich naiwnosci i plykim pojmowaniu patriotyzmu.

        Dla mnie wyciaganie krzywd sprzed 70 lat jest niepojete. Juz w ’65 stac bylo polski KK na przebaczenie Niemcom i dzis jakos zycie i wspolpraca latwiej przychodza. Wystarczylby podobny gest w stosunku do Ukraincow i z czasem prawdziwe wybaczenie by nastapilo.

        • Warszawiak

          Żeby wybaczyć potrzebna jest skrucha, a tej u Ukraińców nie widać. Powstają nowe pomniki Bandery i Szuchewycza, przemianowywane są nazwy ulic, wszędzie ta przeklęta czerń i czerwień, a kombatanci nawet z SS-Galizien mają emerytury wojskowe. Dopóki Ukraina będzie kłamać w sprawie Wołynia, dopóty nie będzie przebaczenia. Nie powinniśmy też wspierać finansowo tego pseudo-państwa.

      • Marek Odpowiedz

        Luk, porównaj liczbę sprawców Ludobójstwa Wołyńskiego oraz zbrodni w Jedwabnem. Jakieś wnioski?

        mm: „Dla mnie wyciaganie krzywd sprzed 70 lat jest niepojete.” Wręcz przeciwnie, koniecznie trzeba pamiętać o historii.

      • Anonim Odpowiedz

        luk masz dośc ciekawe spojrzenie na skalę. W ramach Rzezi Wołyńskiej wymordowano setki tysięcy ludzi. A inicjatorzy są teraz gloryfikowani.
        O Jedwabnem mówi się jako przykładzie ludobójstwa i okrucieństwa cywili, a o Wołyniu jako o sąsiedzkich nieporozumieniach (ambasador Rzeczpospolitej Polskiej na Ukrainie).

        • kay

          Niemcy wymordowali miliony Polaków i jest ok. No ale Niemcy są bogaci, to Polak się im będzie podlizywał. Ruskim się nie da poskoczyć, mimo że też są odpowiedzialni za miliony ofiar. Co innego biedni Ukraińcy, im się jeszcze dokopie. Można leczyć kompleksy.

      • Seb Odpowiedz

        Luk….to znaczy wedlug ciebie powinienem zapomniec czlonkow mojej rodziny zamordowanych przez UPA…jestes zdrajca i nic wiecej…

        • PePeSza

          Marek, Anonim i Seb, jesteście żałośni!!! Przeciez Luk odwoływał się do komentarza który „sugerował że jak oni nam tam my im” a nie porównywał skali. Naprawdę tekstylni patrioci to bezmózgi.
          Warszawiak
          Widzisz z UPA na Ukrainie jest jak z „Żołnierzami wyklętymi” w Polsce, dla ich apologetów to są bohaterowie walczący z sowieckim okupantem i basta a przypominanie o takich zbrodniach jak np. Dubinki czy Wołyń to czyn antypatriotyczny, zdrada narodowa i „lżenie bohaterów”. Wiele oni w historię tych ugrupowań się nie wczytują, są jak nasi tekstylni patrioci którzy ganiają z koszulami „44 pamiętamy” a jak się ich przepytać to nie wiedzą ile trwało powstanie, swoją drogą i nasi i ukraińscy tekstylni patrioci za symbol wybrali sobie wilka(„żyli prawem wilka”). Sa kiedyś natrafiłem w trakcie dyskusji na Ukraińca który z jednej strony uważał UPA za bohaterów a z drugiej strony pisał o „Polskich, słowiańskich braciach”.

      • lalka Odpowiedz

        Czego byś nie napisały Jedyni Sprawiedliwi zawsze wyjadą z Jedwabnem czy pogromem kieleckim… Ilu Jedynych Sprawiedliwych zamordowało lub zadenuncjowało swoich ziomków w gettach. Może o tym pogadamy?

  1. Paweł Odpowiedz

    Powinniśmy w Polsce zrobić coś podobnego do Izraelskiego Yad Vashem, by uczcić tych ludzi, którzy ryzykując własne życie pomagali polskim sąsiadom.

  2. adam Odpowiedz

    Idea chwalebna ale wobec narastającego nacjonalizmu , wręcz szowinizmu na Ukrainie , wymienienie z nazwiska osób, które udzieliły Polakom pomocy mogłoby być dla nich samych bądź ich rodzin niebezpieczne.

  3. pp Odpowiedz

    Należy zauważyć że o tej sprawie zaczęto mówić w latach 80- tych kiedy wielu uczestników wydarzeń już umarło, więc i mała liczba sprawiedliwych nie dziwi.

  4. Tyson Odpowiedz

    Zamordowali mi całą rodzinę tylko tata się uratował byłem na Wołyniu ciarki przechodzą a prezydent broni upa i uon i że są bohaterami kto banderowcy uważajcie na Ukraińców a p l Popkowi dużo zdrówka i chwała że się opiekuje grobami w ostrówkach z Bogiem p leonie

  5. Nasz publicysta |Redakcja Odpowiedz

    Ciekawe komentarze z facebooka:
    https://www.facebook.com/ciekawostkihistoryczne/posts/1392653087430013

    Kamil S.: „Moja babcie, prababcie i ciotkę uratowała Ukrainka ktorej synowie byli w UPA, dzień przed zamierzana egzekucja i spaleniem domu Ukrainka ostrzegła prababke a następnie schowała prababke z córkami na strychu w sianie. W nocy przyszli banderowcy, widząc pusty dom odpuścili, nad ranem prababka uciekła do sąsiedniej wioski do rodziny. Takie historie warto pamietać i doceniać poświęcenie tych ludzi, nie raz za ratowanie Polskich rodzin sami byli ofiarami rzezi.”

    Rowan D.: „Babcia opowiadała mi kiedyś taką historię. We wsi Budzanów, w której mieszkała ze swoją rodziną był Ukrainiec który pożyczał od niej rower żeby móc jeździć do swojej dziewczyny, do Tarnopola. Gdy nadarzyła się okazja, ten Ukrainiec wstąpił w szeregi UPA, ale kiedy dowiedział się że na moją rodzinę wydany został wyrok śmierci ryzykując własne życie ostrzegł moją babcię, dzięki czemu udało im się uciec, zanim doszło do masakry.”

    • PePeSza Odpowiedz

      Cieszy mnie to że obecni są tutaj nie tylko bydlaki które chcą winić cały naród za zbrodnie banderowskiego ścierwa.

    • Harnas Odpowiedz

      Tak i może mamy Ukraińcowi z UPA medal wręczać bo ostrzegł jedna babcie mordując jako członek UPA 100 innych!! Pomysl zanim cis palniesz

  6. anonimus Odpowiedz

    Moich pradziadków od śmierci uchroniła właśnie pomoc ukraińskiego sąsiada, przyszedł do nich i powiedział że szykuje się coś złego i że lepiej żeby uciekali a on im pomoże.
    Uciekli, babcia zmarła parę lat temu.
    Co stało się z ich sąsiadem nie wiem i lepiej o tym nie myśleć.

  7. Anonim Odpowiedz

    Prawda jest taka, że ginęli tak samo Polacy jak Ukraińcy. Nie ma co do tego watpliwości jak do tego, ze to Ukraińcy mordowali, Polaków i Swoich. Dziś straszy się nas prawym sektorem, nacjonalistami z Ukrainy, którzy chcą zajać wschodnia Polskę. Ci co propagują te bzdury musza albo być naprawdę ograniczeni umysłowo, albo opłacani ze wschodu bądź zachodu. Nic takiego się nie stanie, bo Ukraina jest objęta wojną i niby kto miałby nas zaatakować ? 10 łysych nacionalistów z siekierami ? Oczywiście należy podejmować wszelkie środki by zły nacjonalizm nie rozprzestrzeniał się na Ukrainie i powodował kłótnie i obawy. On jest tak samo groźny dla sąsiadów jak i samych Ukrainców. Zwykły obywatel Ukrainy zyje skromnie i biednie, i gdzie mu tam do wojen i rozczeń. Jak wyjedzie na Białoruś czy do Polski, to się cieszy, że moze dobrze zarobić.

    • Marek Odpowiedz

      Starasz się relatywizować historię. Ludobójstwo Wołyńskie zostało popełnione przez ukraińskich nacjonalistów, którym przyświecał cel eksterminacji Polaków, a inne ofiary były tylko efektem ubocznym ich działań.

      • PePeSza Odpowiedz

        Bo z ich nacjonalistami jest jak z naszymi, popatrz Dubinki, banda Łupaszki(wbrew dowództwu AK) dokonała mordu na wsi gdzie mieszkało dwóch litewskich zbrodniarzy odpowiedzialnych za mordy na Polakach, a to że zabili przy tym sporą liczbę niewinnych ludzi(w tym 10 dzieci)… oj tam, oj tam to tylko wypadek przy pracy. ;)

  8. mysza Odpowiedz

    Moich dziadków także ostrzegli sąsiedzi wyszli z domu jak stali,a Niemcy pomogli nawiać z pociągu do Austrii. Różnie bywało.

  9. greg Odpowiedz

    Poważna nieścisłość autorki artykułu. Otóz, w akcjach odwetowych Polaków zginęło lekko ponad 3 tys. Ukraińców, przy czym z reguły nie byli oni męczeni czy torturowani, co było powszechne ze strony banderowskich zwyrodnialców i czerni na polskiej ludności cywilnej. Pozostałych ok. 20 tys. ofiar Ukraińskich to robota banderowskich degeneratów na swoich współziomkach za pomaganie Polakom, odmowę wstąpienia do tzw. UPA, dezercję z band UPA, odmowę mordowania Polaków itd. Tak, więc proszę być precyzyjną i nie powielać krzywdzących nas błedów.

  10. Jarema Odpowiedz

    Te ostatnie opowiadanie to przyznam nawet że wzruszające. Z moich osobistych spostrzeżeń, a zachodnią Ukrainę w szczególności Lwów znam dość dobrze to jest to państwo gdzie jeszcze przez wiele lat nic się nie zmieni co wynika z zakodowanych w tym narodzie patologii. Fakt że prywatnie lubię Ukraińców nie zmienia mojego nastawienia do nich odnośnie polityki bo jak mam nazwać naród który kąsa rękę (polską) która ich karmi a przynajmniej pomaga. Pomóc można poszczególnym Ukraińcom np. znależć pracę a nie państwu które utrudnia np. ekshumacje mogił z ofiarami ludobójstwa. Mam w bliskiej rodzinie Ukrainkę która stwierdziła że nigdy już do ojczyzny nie chce wrócić, nie dziwię się. Odnośnie samych wydarzeń z lat 1943- 47 to te wydarzenia były ludobójstwem bez dwóch zdań ale należy pamiętać też o polskich winach względem Ukrainy i fakcie że z rąk polskich zginęło również kilkanaście tysięcy Ukraińców, czasami ludzi propolsko nastawionych. Scena z ,,Wołynia” gdzie Polacy zabijają polsko-ukraińską rodzinę jest oparta na faktach- S. Srokowski, ,,Nienawiść”. Historycy i politycy raczej szybko się nie porozumieją w tych kwestiach, dobrze jest za to pamiętać że byli Ukraińcy ratujący Polaków a zdarzali się również Polacy ratujący Ukraińców.

    • Nasz publicysta |Anna Dziadzio Odpowiedz

      @Jarema: Szanowny Panie, daje Pan przykład jak można dojrzałe i obiektywne patrzeć na fakty i historyczne wydarzenia. Zdecydowanie zgadzam się z Panem, że należy pamiętać o wybitnych, ale i haniebnych czynach po obu stronach. Nie można też zapominać o siatce różnych przyczyn, które złożyły się na skomplikowane polsko-ukraińskie relacje.

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.



Informujemy, że nasza strona może dostosowywać treści reklamowe do Twoich zainteresowań i preferencji. Aby to robić, potrzebujemy Twojej zgody na przechowywanie plików cookies oraz podobnych technologii w Twoim urządzeniu końcowym oraz na przetwarzanie danych w celach personalizacji treści marketingowych.

Klikając przycisk "Przejdź do serwisu" lub zamykając to okno za pomocą przycisku "x" wyrażasz zgodę na przetwarzanie, w tym poprzez profilowanie przez Społeczny Instytut Wydawniczy ZNAK Sp. z o.o. oraz naszych zaufanych partnerów, Twoich danych osobowych zapisanych w plikach cookies i innych podobnych technologiach stosowanych w serwisie przez Społeczny Instytut Wydawniczy ZNAK i zaufanych partnerów w celu marketingowym, obejmującym w szczególności wyświetlanie spersonalizowanych reklam w tym serwisie oraz w Internecie.

Pamiętaj, możesz w każdej chwili nie wyrazić zgody lub cofnąć zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Szczegóły dotyczące wycofania i niewyrażenia zgody znajdziesz w ustawieniach.

Informujemy także, że poprzez korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień prywatności w Twojej przeglądarce wyrażasz zgodę na przechowywanie w Twoim urządzeniu końcowym plików cookies i innych podobnych technologii służących do dopasowywania treści marketingowych i reklam.

Więcej informacji na temat zasad przetwarzania danych osobowych, w tym o Twoich uprawnieniach, znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.