Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Jak pokonać husarza? Pięć (prawie) niezawodnych sposobów

Atak husarii na obrazie Aleksandra Orłowskiego (źródło: domena publiczna).Gdy poseł angielskiego króla Karola II zobaczył po raz pierwszy polskich husarzy, nie mógł wyjść z podziwu. Zapisał w diariuszu: To wojsko jest najświetniejszą rzeczą, jaką widziano. I nie była to odosobniona opinia. Czy to znaczy, że na husarię nie było sposobu? Jak się okazuje, kilka by się znalazło.

Sposób pierwszy – wykorzystaj ukształtowanie terenu

W całej historii rodzaju ludzkiego nigdy nie było wojska, które zwyciężało zawsze i w każdych okolicznościach. Każda formacja miała swoje mocne i słabe strony. Dlatego armie zwykle składały się z różnego rodzaju wojsk, które wzajemnie się uzupełniały. Dzięki temu mogły skuteczniej walczyć.

O ograniczeniach poszczególnych formacji wiedziano „od zawsze”. Zdawano sobie z nich sprawę również w epoce husarii (XVI-XVIII wiek). Na przykład, w XVI wieku Marcin Bielski  notował:

(…) jeśli pieszy lud masz przeciw nieprzyjacielowi jezdnemu, [u]stawiaj [go] w miejscach nierównych, gdzieby były błota, doliny, chrusty; jeśli jezdny lud masz przeciwko pieszemu stawiaj ij [go] w polu równym, może li być [a jeśli można, to], w miejscu mało wyższym [górującym nad otoczeniem], gdzieby nie przekaziło [nie przeszkodziło] nic, ani błoto, ani woda.

Skuteczność husarii w znacznej mierze zależała od dogodnych warunków terenowych. Na ilustracji obraz Wojciecha Kossaka "Chorągiew husarska" (źródło: domena publiczna).

Skuteczność husarii w znacznej mierze zależała od dogodnych warunków terenowych. Na ilustracji obraz Wojciecha Kossaka „Chorągiew husarska” (źródło: domena publiczna).

Dla wyniku starcia ukształtowanie terenu było jednym z najistotniejszych czynników. Co z tego wynikało dla husarii?

Wyobraź sobie Czytelniku, że jesteś husarzem, przed którym w odległości kilkuset metrów rozwinęła swoje szyki piechota. Co robisz? Szarżujesz i zwyciężasz? Możesz spróbować, ale jeśli na Twojej drodze stanie głęboki i szeroki rów, to mimo najszczerszych chęci, nie dasz rady pokonać nieprzyjaciela.

W takiej sytuacji niekiedy znajdowała się husaria. Na przykład w bitwie z wojskami szwedzkimi pod Kłeckiem w 1656 roku. Jak zanotował jeden z walczących tam jeźdźców:

Rozkazał [Robert Douglas] swoim oddziałom zająć dogodną pozycję nad głębokim rowem, służącym do osuszania gruntu i zaczął naszych razić kulami, sam będąc zabezpieczony od pchnięć naszych kopii, ponieważ rów go od nas odgradzał.

Broń palna nie była w stanie wyrządzić większej szkody husarii (źródło: domena publiczna).

Broń palna nie była w stanie wyrządzić większej szkody husarii (źródło: domena publiczna).

Podobnie było pod Gniewem 29 września 1626 roku, gdzie częste po polu olenderskie rowy wolnego [przejścia] i prostego biegu ku nieprzyjacielowi nie pozwalały i gdzie musiał pan [Tomasz Zamojski] od rowów, których trudno było przebywać i od onych zasadzek uwieść w zad jeźdźce swoje.

W tego typu sytuacjach na nic się zdawała olbrzymia wytrzymałość Polaków na ogień broni palnej, której skuteczność, wbrew temu co dawniej podawali historycy, w rzeczywistości była niewielka. To nie ostrzał muszkietów czy dział, lecz rowy powstrzymywały husarzy.

Nie tylko zresztą one. Różnego rodzaju przeszkód terenowych było znacznie więcej. Husaria nie przydawała się na bagnach lub w gęstym lesie. Nic po niej na krętych, wąskich, górskich ścieżkach. Jej użyteczność była mocno ograniczona w terenie podmokłym czy porośniętym chrustami.

Sposób drugi – miej pod ręką mobilne przeszkody

Topografia nie była jedynym zmartwieniem husarzy. Człowiek od tysięcy lat udoskonalał naturalne właściwości obronne terenu. Stąd różnego rodzaju palisady, kobylice, wały, szańce, fosy, reduty, wilcze doły i całe mnóstwo innych „wynalazków”. Ale to nie wszystko.

Do ochrony przemieszczających się ludzi stosowano przeszkody mobilne. W epoce husarii, w naszej części Europy, popularne było wykorzystywanie wozów jadących w rzędzie, obsadzonych uzbrojonymi ludźmi. Rozerwanie takiej „ruchomej fortecy” stanowiło spore wyzwanie. Gdy tabor zatrzymywał się, wyprzęgano konie, wozy spinano łańcuchami i kopano wokół rowy.

Moskwicini jeszcze w XVII wieku chętnie używali innego rodzaju przeszkody – hulajgorodów. Były to ściany z desek z otworami strzelniczymi. Dzięki temu, że umieszczano je na kołach lub saniach, chroniły ludzi także w czasie marszu.

Jednym ze sposobów na powstrzymanie husarii mogły być kobylice. Rysunek ze zbiorów Radosława Sikory.

Jednym ze sposobów na powstrzymanie husarii mogły być kobylice. Rysunek ze zbiorów Radosława Sikory.

W zachodniej Europie wymyślono co innego. Tak zwane kozły hiszpańskie (alternatywnie zwane w Polsce „jeźdźcami hiszpańskimi”, „spansrajtarami”, „szpansrejterami”, „rogatkami”, „ostrostawidłami”, „ostrozastawami”, a na początku XVIII także „czośnikami”) miały szereg zalet. W obronie przed kawalerią były równie skuteczne co stacjonarne kobylice, ale dzięki swej konstrukcji i niewielkiej masie można je było przenosić po polu bitwy.

Inną zaletą było to, że nie dawały się roztrącać tak jak to można było uczynić ze „świńskimi piórami”, czyli szeregiem wbitych w ziemię krótkich pik.

Kozły hiszpańskie zostały użyte przez Szwedów w bitwie pod Kliszowem w 1702 roku (zwanej też bitwą pod Kijami). Powstrzymały szarżę polskich husarzy i pancernych. Warto podkreślić rolę tych przeszkód w upadku husarii.

Bitwa pod Kliszowem na XVIII-wiecznym obrazie nieznanego autora (źródło: domena publiczna).

Bitwa pod Kliszowem na XVIII-wiecznym obrazie nieznanego autora (źródło: domena publiczna).

To nie ogień zmodernizowanej broni palnej, jak chcą wierzyć niektórzy, lecz właśnie kozły hiszpańskie pozwoliły piechocie skutecznie stawić czoła husarzom. To z tego powodu w projekcie reformy polskiej armii, zgłoszonym w 1710 roku, stwierdzono:

Jakoż husaryja przedtem bywała straszna, teraz na nią mają sposób, że czośniki [kozły hiszpańskie] stawiają przed sobą piechoty, przez które trudno dosiąc kopią, jako tego przykład był po Kijami [Kliszowem]

Sposób trzeci – zastosuj sprytny manewr

Sztuczne czy też naturalne przeszkody nie wyczerpywały arsenału środków, które można było zastosować przeciw husarzom. Oprócz odgrodzenia się od nich praktykowano manewry, które niwelowały miażdżącą przewagę szarżujących frontalnie kopijników.

Jednym z nich (stosowali go Turcy, Tatarzy, Moskale i Szwedzi), było rozstąpienie się przed husarzami, by później uderzyć na ich skrzydła i tyły. Tak postąpiono na przykład w drugim dniu bitwy warszawskiej 1656 roku, gdzie król szwedzki Karol X Gustaw:

rozkazał wszystkim swoim dowódcom brygad i pułków żeby, kiedy husarze czy też kopijnicy uderzą na nich, rozstąpili się [ze swoimi wojskami] i dali ujście ich [husarzy] naporowi, który, jak on wiedział, nie mógł być wtedy wytrzymany przez żadną siłę ani taktykę.

Taktyka zastosowana przez Karola X Gustawa w trakcie bitwy pod Warszawą skutecznie zneutralizowała zagrożenie ze strony husarii (źródło: domena publiczna).

Taktyka zastosowana przez Karola X Gustawa w trakcie bitwy pod Warszawą skutecznie zneutralizowała zagrożenie ze strony husarii (źródło: domena publiczna).

Szwedzi rozkazów posłuchali, dzięki czemu sławna szarża husarzy litewskich pod Aleksandrem Hilarym Połubińskim została odparta. Rycerze, przed którymi początkowo rozstąpiono się, wjechali w „worek”. Otoczeni ze wszystkich stron przez wielokrotnie liczniejszego nieprzyjaciela, po ciężkiej walce i sporych stratach, wyrwali się z pułapki i wrócili na pozycje wyjściowe.

Sposób czwarty – zaatakuj z zaskoczenia

Tatarzy także znali ten sposób walki, ale gdy tylko mogli, wybierali inny wariant. Wojsko nie utrzymywało pełnej gotowości do boju. Były okresy, kiedy ta gotowość drastycznie malała. Na przykład gdy rozpuszczało się je na leża zimowe. Wtedy właśnie niespodziewane wtargnięcie w głąb Rzeczypospolitej i atak na rozproszone oddziały przynosił spektakularne efekty.

Jedno z takich wydarzeń odnotował dworzanin Jana III Sobieskiego, Francuz Françoise Paulin Dalerac:

W Roku 1688. Tatarowie, uczynili exkursyią [wyprawę] na Wołhyń; gdzie niektore Regimenty Infanteryi rozproszyli, ktore stały w mieyscach, Palisadami opasanych. Zabrali też, y kilka Chorągwi całych Hussarskich, tak iak Gazeta [Gazette de France] pisała: Aleć tam nie byli na ten czas, tylko sami Pocztowi; a do tego, y Chorągwie zupełney nie było; ponieważ, Chorągiew kanclerza Wielkiego Littewskiego, ktorą na tedy wzięto, nie miała przy sobie, tylko siedmiu, czyli ośmiu Pocztowych, na straży przy Chorągwi zostawionych.

Również Tatarzy mieli sprawdzone sposoby na walkę z husarią. Na ilustracji obraz Józefa Brandta przedstawiający tatarski pochód (źródło: domena publiczna).

Również Tatarzy mieli sprawdzone sposoby na walkę z husarią. Na ilustracji obraz Józefa Brandta przedstawiający tatarski pochód (źródło: domena publiczna).

Zaskoczenie zawsze było pożądaną rzeczą. Uzyskiwało się je rozmaicie. Można było pozorować ucieczkę, by po rozluźnieniu szyków ścigających, odwrócić się i uderzyć na nich z pełną mocą. Można było też uderzyć na przeprawiającego się nieprzyjaciela. Dzięki prędkości i wytrzymałości swych koni Tatarzy lubowali się właśnie w takich metodach walki, choć oczywiście nie tylko oni je znali i stosowali.

Sposób piąty – kupą, Mości Panowie!

Gdy wszystko inne zawodziło, w ostateczności można było sięgnąć po najbardziej prymitywny środek, czyli wyprowadzić do boju znacznie liczniejszą armię.

Ta metoda nie zawsze była skuteczna, o czym świadczy szereg zwycięskich szarż husarii. Jednak czasem przewaga liczebna i poświęcenie pierwszych rzutów pozwalały wyhamować impet szarżujących kopijników oraz rozluźnić ich szyki, dzięki czemu stojący głębiej, wypoczęci i będący w pełnej gotowości do boju żołnierze, mogli nawiązać z husarzami walkę. A nawet, jak pokazał epizod z pierwszego dnia bitwy pod Tczewem z 1627 roku, wygrać starcie.

Bibliografia:

Artykuł powstał w oparciu o szeroką bibliografię. Kliknij, żeby ją rozwinąć.

Źródła:

  1. Bielski Marcin, Sprawa rycerska (1569), W: Archiwum domowe do dziejów i literatury krajowej z rękopismów i dzieł najrzadszych. Opr. Kazimierz Władysław Wójcicki. Warszawa 1856.
  2. Dalerac Françoise Paulin, Historya woyny wiedeńskiej z Turkami Jana III, króla polskiego. 1689.  Biblioteka Zakładu Narodowego imienia Ossolińskich we Wrocławiu,  1993/I.
  3. Diariusz Woyny Pruskiey w Roku 1626 przeciw Gustawowi Xiązeciu Szwedzkiemu Sudermanskie. Archiwum Państwowe w Gdańsku, dział 48, nr 300, 53.
  4. Dunin Karwicki Stanisław, Do Rady Warszawskiej zdanie jmp. Karwickiego cześnika sandomierskiego. W: Kazimierz Przyboś, Stanisław Dunin-Karwicki i jego „De ordinanda Republica”. W: Rzeczpospolita w dobie wielkiej wojny północnej. Red. Jadwiga Muszyńska. Kielce 2001.
  5. Gordon Patryk, Diary of Patrick Gordon of Auchleuchries 1635 – 1699. T. 1. Opr. Dmitry Fedosov. Aberdeen 2009.
  6. Hyde Laurence, Diary of the hon. Laurence Hyde, of the particular occurrences during his Embassy to John Sobieski, king of Poland, in 1676. W: The Correspondence of Henry Hyde, Earl of Clarendon and of his brother Laurence Hyde, Earl of Rochester; with the Diary of Lord Clarendon from 1687 to 1690 containing minute particulars of the events attending the Revolution and diary of Lord Rochester during his Embassy to Poland in 1676. Opr. Samuel Weller Singer. t. 1. London 1828.
  7. Kochowski Wespazjan, Lata potopu 1655-1657. Opr. Leszek Kukulski. Warszawa 1966.
  8. Łaski Stanisław, Spraw i postępków rycerskich i przewagi opisanie krótkie z naukami w tej zacnej zabawie potrzebnymi. W: Wypisy źródłowe do historii polskiej sztuki wojennej. z. 8A. Opr. Zdzisław Spieralski. Warszawa 1966.
  9. Żurkowski Stanisław, Żywot Tomasza Zamojskiego kanclerza wielkiego koronnego. Opr. Aleksander Batowski. Lwów 1860.

Opracowania:

  1. Kuba Pokojski, Tczew 1627. Warszawa 2015.

Czy wiesz, że ...

...Zofia Jagiellonka została upokorzona jak żadna inna królewna w polskich dziejach? Wydano ją za sześćdziesięcioletniego starca, którego stała metresa urodziła aż dziesięcioro dzieci!

...Zawisza Czarny sporą część kariery wojskowej spędził pod obcymi sztandarami? Zaczynał w oddziałach margrabiego Prokopa Luksemburskiego, a potem zaciągnął się na służbę u węgierskiego króla Zygmunta Luksemburskiego.

...w 1680 roku szczytem mody w Moskwie był… polski kontusz? To, co polskie, uchodziło za lepsze i bardziej wyrafinowane. Nawet prosty lud wtrącał w rozmowach polskie słówka, a znajomość polskich obyczajów i literatury była w dobrym tonie.

...pierwsza francuska feministka skończyła na gilotynie? Mogła uniknąć śmierci gdyby wyrzekła się swoich poglądów, ale ani myślała kapitulować. Zwolennicy Robespierre’a nie zamierzali zaś po prostu ściąć jej głowy. Postanowili najpierw ją upokorzyć.

Komentarze (26)

  1. Dawid fajer Odpowiedz

    Jeszcze nie był poruszony temat rozwoju broni palnej w tamtych czasach. Bardzo sporny temat na temat husarii. Dla wielu fachowców tych czasów ( np GURU od historii husarii .Tomasz Szajewski) właśnie rozwój broni palnej spowodował upadek husarii

    • arek Odpowiedz

      Wydaje mnie się jednak, że do upadku husarii w dużej mierze doprowadziły jej koszty. Nawet na tle drogiego rodzaju uzbrojenia jakim była jazda husaria była ekstremalnie droga. Na koszt husarza składało się: co najmniej jeden wyszkolony koń (w praktyce towarzysz powinien mieć do dyspozycji dwa lub trzy konie) oraz zbroja. Nie można zapomnieć, że wyszkolenie jeźdźca tej formacji wymagało kilku lat (chociaż służyli w niej głownie ludzie, którzy często wpierw uczyli się jeździć niż chodzić). W efekcie było to wojsko mało liczne i nie mogło być jednocześnie wystawiane na wielu frontach. Na tym tle piechota była tania jak barszcz: wystarczyło jakiegokolwiek człowieka, dowolnej kondycji wyposażyć w coś strzelającego i przeszkolić przez miesiąc lub dwa. Jak padnie będzie łatwy do zastąpienia. A przedstawione sposoby walki prowadziły do stopniowego rozwoju formacji defensywnych, kryjących się za zasiekami i rowami, czego ukoronowaniem była pierwsza wojna światowa, z systemem okopów i praktycznie zaklinowanym frontem.

    • sss Odpowiedz

      broń palna, a ściślej rozwój broni palnej nie był powodem upadku husarii, lecz pieniądze. Kawaleria był stosowana z powodzeniem przez wiele państw, długo po upadku husarii. Arek dobrze opisał problem kosztów, więc nie ma co się rozpisywać…

      • stryga Odpowiedz

        Odnośnie uzbrojenia czy koni trzeba dodać, że zbroje często były dziedziczne, szczególnie kolczugi, karwasze, nagolenniki. W przypadku szyszaków i napiersia bywało podobnie pod warunkiem, że na takiego młodzieńca nimi obdarowanymi pasowały i nie były bardzo poważnie uszkodzone. Sam w sobie ekwipunek ochronny podlegał naprawom – kolczuga jest najlepszym przykładem, zestaw naprawczy mogący służyć całej chorągwi waży zaledwie dwa kilo.
        Konie zazwyczaj hodowano przy własnych ziemiach, mało kogo było stać by co rusz kupować nowego czy to pod siodło czy do wozu czy nawet na juczniaka. W każdej szanującej się rodzinie były klacze zarodowe i tzw. stadniki, ogiery zarodowe. Stadniki zazwyczaj były wierzchowcami na emeryturze po służbie wojskowej. Każda klacz może mieć źrebię co ok. 2 lata, taki źrebak po kolejnych 2 nadaje się do pracy, w wieku 3 do wsiadania. Mając trzy klacze wysokiej krwi w przeciągu 10 lat może urodzić się 15 źrebiąt o wysokiej wartości. Kupowanie koni po prostu się nie opłacało.
        Tak samo szkolenie koni. Kawalkatorzy służyli raczej magnaterii, która nie miała już co robić z pieniędzmi i mogła sobie pozwolić na konie we wszystkich kolorach tęczy, które ktoś musiał zajeździć, a pan magnat na pewno tego nie zrobi, od tego ma ludzi. Dużo szlachty średniej i zagrodowej szkoliło swoje konie samodzielnie. Odnośnie targów koni trzeba dodać, że większość szlachty nie kupowało do boju koni o niebotycznej wartości bez „zabezpieczenia się”, robiąc z takiego ogiera niejednokrotnie stadnika na kilka miesięcy.
        Co ważne dodać, faktem jest, że koń od którego wymaga się tak wiele musi być dosiadany przez tylko jedną osobę, więc dla wierzchowca „tego jedynego” kawalkator odpada. Koń i jeździec wypracowywują własny język, tworzony od pierwszego spotkania. Dobry koń bojowy rozmawia ze swoim panem cały czas, myślą oboje samodzielnie i dopełniają się. Dobry trening husarski zakłada wymuszenie u konia myślenia i komunikatywności. Jeśli koń wyczuje zagrożenie, mówi swemu pan, a on rozumie i odpowiada. Dobry pan mówi do swojego konia mową ciała bez użycia kiełzna i ostrogi, często nawet nie musi robić żadnego ruchu, Kawalkator tego nie zapewni i prawdopodobnie konia wyszkoli pod siebie. Za to kawalkator będąc uczonym w koniach może dojsć do psychiki konia i poprzez kilka sesji z nim przygotować go pod siodło, kawalkator także zajmował się doborem wędzidła. Jego usługi były na tyle drogie i powszechne, że większość husarzy swojego konia bojowego zajeżdżała samodzielnie, a konie przyboczne oddawała kawalkatorom lub komuś z rodziny, czy nawet przyszłym ich jeźdźcom. Niestety w naszych czasach już tak się koni nie szkoli.
        Za uzbrojenie husaria płaciła z własnej kieszeni, król dostarczał kopii. Często nawet nie zapewniał im żywności

    • Harryangel Odpowiedz

      W ortografii polskiej przyjęta jest od początków XX w. reguła, iż imiona i nazwiska osób żyjących przed 1800 r. pisze się według pisowni współczesnej, a żyjących później wedle zasad pisowni, która obowiązywała w czasach, gdy żyli. Toteż Mikołaj Rej jest właśnie tak dziś pisany, a nie „Rey”, a jego XIX-wieczni i późniejsi potomkowie piszą się „Rey”. Analogicznie starsi Zamoj(y)scy z XVI -XVIII wieków są Zamojskimi, a późniejsi Zamoyskimi. Dlaczego tak jest? A zapewne dlatego, że konsekwentne stosowanie pisowni dawnej utrudniłoby prawidłowe odczytywanie i wymawianie imion i nazwisk, a mieszać reguł pisowni nie należy. Mikołaj Rej pisał się bowiem nie tylko „Rey”, ale i „Mikołay”, a wielki kanclerz pisał się „Ian Zamoyski”. I nie ma chyba wątpliwości, że pisownia nazwisk typu „Woyna”,”Rey” czy „Zamoyski” to relikt dawnej ortografii, ale nie ma też powodu, by ją na siłę pakować w czasy, gdy nie była jeszcze utrwalona urzędowo.

  2. JanNie Odpowiedz

    Husaria jest przereklamowana. Jest nawet popularny mit w necie, że husaria przez 125 lat nie przegrała żadnej bitwy, w wielu serwisach tę bajkę powielali, a wystarczyłoby wejść na wikipedię i w 10 sekund można było znaleźć kilka przegranych bitew z udziałem husarii.

    • Remo Odpowiedz

      Przereklamowane to są w necie raczej klęski husarii. Chodzi o to, że porównywalnie do innych formacji wojskowych XVII w. husaria najczęściej zwyciężała. Zamiast do wikipedii zajrzyj proszę chłopcze do np. Dynastii wojowników Henrik’a Lunde. Szwedzki autor opisuje w niej potęgę naszej jazdy.

    • stryga Odpowiedz

      Nie zupełnie. Kobylice nie działają na konie lekkie, zwane wysoko chodzącymi. U takich wierzchowców jeździec jest wręcz nieochroniony niczym, cały rząd jest leciutki, sam koń zaś nie nadaje się do ciężkiego dosiadu. Konie wysoko chodzące to konie skokowe, myśliwskie. Bez zawaha pokonują przeszkody 160 cm+ i szerokie nawet na dwa metry. Ich największym minusem jest bardzo lekka budowa i niska żywotność. Na dłuższą metę są niepraktycznie, jak nie można nawet takiego wierzchowca obtroczyć odpowiednio. Cięzkie konie też dobrze skaczą, tylko z obciążeniem 100kg+ nie jest im tak kolorowo.

  3. Anonim Odpowiedz

    Świetne sposoby naprawdę jeżeli uznamy, że Husarzami dowodził jakiś ślepy upoś który bez żadnej analizy sytuacji ciągle tylko dął w róg do ataku… Wydaje mi się że jazda to na tyle mobilne wojsko, że w trundym terenie powinna się wycofywać z boju i czekać na wroga na przyjaznym terenie (od czego są inne oddziały?) 2. Osłanianie wojsk… czyli Szwedzi byli na tyle zdolni że mogli atakować za osłon nie można na nich poczekać? Na uniki też napewno były opracowane jakieś manewry przecież to było świetne wojsko nie bezmyślne komputery typu widzisz-atakuj.

    • ŁUKASZ GARSTA Odpowiedz

      a bitwy w których daliśmy im łupnia. kumejki , konstantynów , beresteczko , lubar i wiele wiele innych.
      co byś chciał żeby wygrali 100% bitew:) żólte wody to żadna starszna klęska husarii tam była tylko 1 rota. korsuń to co innego. tam była konkretna porażka. potocki kompletnie dał ciała. dostali się w pułapkę w dodatku większość jazdy była w tym czasie spieszona

  4. waca Odpowiedz

    Wszytko by się zgadzało poza stwierdzeniem że Husaria poniosła porażkę w pierwszym dniu bitwy pod Tczewem. Po przeanalizowaniu starć i przebiegu walk pierwszego dnia można śmiało zapisać remis w tej bitwie.

  5. duda 1 Odpowiedz

    Husaria to od początku jazda półciężka sprowadzona z Węgier. Batory. Piórka nosił mało kto i to krótkie. Renesans od ok. 1500r. a to totalny początek upadku rycerstwa ciężkiego na zachodzie. Pozostali na turniejach, orszakach weselnych i pogrzebowych. Mit o husarii zaczął powstawać z niewiedzy historyków pozaborowych. Zamiast napisać prawdę, że królestwo polskie nie posiadało znaczących manufaktur prod. broni ani szkół wojennych czy też szermierczych , odwracali uwagę na bohaterskie czyny i lipę historyczną.

  6. duda 2 Odpowiedz

    Jacyś tam synowie magnatów czegoś tam polizali na zachodzie z wiedzy o strategii i taktyce, sprowadzili rzemieślnika, albo najemnika rębajły dla prywatnych celów. Amen. Szlacheckie pospolite ruszenie i chłopska piech. połaniecka pod okrzykiem „kupą bracia, kuuuuuupą”. Na przód chamy, do przodu. Amen. Prawdopodobnie pierwszy raz musztrę formacji jazdy zaprezentowali Czarnieccy pod Warszawą po 1648 r. formacją Lisowczyków. Lisowczycy to jedyna znana na zachodzie polska jazda najemna. Mordercy, rabusie na kandarze dyscypliny zachodniej, zagończyka Lisowskiego. Sobieski musiał kupić husarzom kopie bo przyszli bez nich.

    • L Odpowiedz

      Taka była tradycja że król kupował kopie husarii. Jakoś nikt nie wspomina że przynależność do husarii to był zaszczyt i nie były to wojska najemne. To towarzysze ponosili koszt wyposażenia typu koń, zbroja itd.. OPRÓCZ kopii których niektórzy husarze potrafili złamać kilka bo czasami bywały sytuacje że ci sami rycerze byli wysyłani do szarży kilka razy i po strzaskaniu kopii odwoływani. Dostawali nowe kopie i znowu do szarży, więc nie wiem o co chodzi z tym zarzutem, że nie mieli kopii.

  7. duda 3 Odpowiedz

    Piechota jego przyszła pod Wiedeń w łapciach. Najgroźniejszą bronią husarii była ok. 6 metrowa kopia zaparta na toku. Dawało to siłę ciosu potężniejszego od ciężkiego rycerza. Parę ton. Pałasz to ciężka szabla jeździecka. Koncerz służył po złamaniu kopii. Czasami mieli pistolety samopały. Sukcesy odnosili tyko gdy była ładna pogoda, nadające się do ataku kupą pole i zaskoczony, nieprzygotowany przeciwnik. Od XVII w. jest Polska odpowiedź na parady zachodniego rycerstwa paradami husarii. Olbrzymie piórka, kolorowe konie, skóry lamparcie, żupany, kopie z 4 m proporcami. Odbrązowienie historii idzie kulawo, bo nikt nie zna gotyckiego łacińskiego pisma ręcznego, archiwa zalane ulewami i spleśniałe to lepiej i taniej zwalić winę na okupanta. Na własne poszukiwania i badania za granicą brak €

    • WTI Odpowiedz

      Duda do nauki trolu bo głupota bywa zaraźliwa! Owszem widać że coś tam czytałeś, ale nic a nic z tego nie zrozumiałeś.

  8. Paweł Odpowiedz

    Rażący błąd odnośnie Bitwy Warszawskiej – żadne szwedzkie półki się nie rozstąpiły, ustawione w 3 rzutach, szarża przejechała po pierwszym i głęboko wbiła się w drugi, Karol Gustaw w pewnym momencie stracił głowę i nie reagował na prośby o dyspozycje od swoich generałów, pomijając że omal nie został zabity. ok 1000 przeciwko ok 10.000 gdyby dostali wsparcie Szwedzi znowu skończyli by jak pod Kircholmem. Zginęło ok 100-150.
    Uderzenie husarii było potężne – złożony z doborowych regimentów uplandzkiej i smalandzkiej rajtarii (skwadrony dowodzone przez podpułkownika Platinga i Rosena) środek prawego skrzydła został złamany. Pomimo ognia prowadzonego przez nierozbite skwadrony rajtarii husaria dalej parła naprzód, rozbijając skwadrony pierwszego rzutu rajtarii gwardii królowej, dowodzonej przez Anhalta. Poważne straty poniosła też dowodzona przez Sulzbacha gwardia królewska. Żołnierze pierwszego rzutu, którzy uratowali się z masakry, schronili się za drugim rzutem szwedzkiej rajtarii. Atak husarii zmieszał następnie cztery skwadrony drugiego rzutu jazdy, którym dowodził książę Karol Magnus von Baden-Durlach. Zagrożony był nawet sam król Szwecji Karol Gustaw, na którego natarł kopią Jakub Kowalewski[7][8] (pierwowzór sienkiewiczowskiego Rocha Kowalskiego), powodując, że król spadł z konia[9]. Niektóre wersje mówią, że Karola Gustawa uratował Bogusław Radziwiłł, większość jednak twierdzi, że króla, którego po upadku natychmiast otoczyli jego żołnierze, uratował wyborowy strzelec szwedzki. Po bitwie Karol Gustaw doceniając męstwo żołnierza urządził Kowalewskiemu uroczysty pogrzeb. Ciągły ogień prowadzony z boku przez gwardię królewską i ugrupowanie Adolfa Jana osłabił impet husarskiego uderzenia[10].

Odpowiedz na „duda 2Anuluj pisanie odpowiedzi

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.