Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Hitlerowcy nie mieli szans. Sześć polskich metod przemytu, w które aż trudno uwierzyć

Asortyment polskiej szmuglerki?

Asortyment polskiej szmuglerki? Ilustracja z okładki jednej z książek kucharskich wydanych w okupowanej Polsce.

Na polskiego szmuglera nie było mocnych. Nasi dziadkowie przemycali kreatywnie, odważnie i z nutą szaleństwa. Zawsze mieli pod ręką nowy sposób i doskonale wiedzieli co zrobić, by wyprowadzić Niemców w pole. Dowiedz się jaki był ich patent na sukces.

– Czy to prawda, że szmuglujecie wszystko? – zapytał Adolf Hitler polskiego przemytnika.
– Oczywiście! – odparł mężczyzna bez najmniejszego wahania.
– A czy moglibyście przemycić trochę moich żołnierzy do Anglii?
– Oczywiście, ale to drogi interes!
– Nic nie szkodzi, płacę każdą cenę – oświadczył Hitler
– Noo, dobra, ale jest jeszcze jeden problem!
– Jaki? – pyta Hitler
– My jesteśmy specjalistami od rąbanki i tylko w takiej postaci możemy przeszmuglować pańskich żołnierzy.

Powyższy dowcip krążył po Polsce w latach niemieckiej okupacji. Jak to zwykle bywa z kawałami, kryło się w nim ziarno prawdy. Może i Hitler nie wchodził osobiście w konszachty z polskimi szmuglerami, ale robiło to wielu jego podkomendnych. Polacy natomiast dawali podczas wojny prawdziwy pokaz kreatywności.

Kadr z filmu "Zakazane piosenki", który doskonale obrazuje atmosferę ówczesnych ciasnych pociągów, pełnych szmuglerów.

Kadr z filmu „Zakazane piosenki”, który doskonale obrazuje atmosferę ówczesnych ciasnych pociągów, pełnych szmuglerów.

Nasi dziadkowie rzeczywiście potrafili przemycić wszystko. Za szmugiel groziło wprawdzie więzienie, a nawet zsyłka do obozu koncentracyjnego, to jednak tylko motywowało do większej przebiegłości. Z pomocą mogła przyjść chociażby… nazistowska propaganda.

6. Na trupa

Niemieccy żołnierze, którzy na co dzień mieli styczność z Polakami oraz Żydami, panicznie bali się tyfusu. Straszące chorobami plakaty, stworzone w celu zniechęcenia do kontaktów z „podludźmi”, okazały się aż nazbyt skuteczne. Okupanci w wielu przypadkach woleli w ogóle nie zbliżać się do żywych Polaków. A co dopiero do tych martwych!

Szmuglerzy zamiast się oburzać, bardzo szybko zaczęli ten fakt wykorzystywać. Żywnościową kontrabandę ukrywali na przykład w trumnach. Transport zwłok w celu pochowania w rodzinnych stronach denata nie był zakazany. Wystarczyło skądś zdobyć trumnę i odpowiednie dokumenty, a zamiast nieboszczyka w jesionce jechał… zapas wędlin, mięsa, słoniny i innych nie mniej cennych wiktuałów.

Żołnierze kontrolujący samochody zakładów pogrzebowych  nie zaglądali pod wieko trumny – nie mogli być pewni, co utrupiło tego, kto w niej spoczywa i czy nie jest to zaraźliwe. Woleli nie ryzykować.

Nie ma to jak metoda na babcię! Fotografia z października 1939 roku.

Nie ma to jak metoda na babcię! Fotografia z października 1939 roku.

5. Na babcię

Monika Żeromska, córka słynnego Stefana, była świadkiem brawurowej akcji szmuglerów w pociągu jadącym do Warszawy. Także i w tym przypadku sprytni Polacy wykorzystali strach Niemców przed chorobami.

Na jednym z siedzeń wśród pasażerów jechała skulona i nieruchoma staruszka. Była okutana w chusty, zapaski, spódnicę, które zupełnie zniekształcały jej sylwetkę. Do babuni podszedł niemiecki bahnschutz, zamierzający skrupulatnie ją obszukać. Wtedy do akcji wkroczyli towarzysze kobiety.

Zaczęli tłumaczyć, że wiozą ciężko chorą do lekarza i nie wiedzą, co jej dolega. Babcia jest tak osłabiona, że nawet nie ma siły się poruszyć!

Na wieść o tajemniczej przypadłości Niemiec natychmiast pobladł, odsunął się i… zrezygnował z kontroli.

Na dworcu staruszkę zaniesiono do podstawionej rikszy i pospiesznie wywieziono z peronu. Nie byłoby w tym wszystkim niczego dziwnego gdyby nie jeden szczegół. Schorowana kobieta była w rzeczywistości zarżniętym wieprzem, którego dla niepoznaki przebrano za człowieka. Ta wymagająca mnóstwa odwagi i zimnej krwi akcja szmuglerom zdecydowanie się opłaciła.

Polskie handlarki... wszystkim.

Polskie handlarki… wszystkim.

4. Z pomocą kolejarza

Większość prężnie działających szlaków przemytniczych wiodła wzdłuż linii kolejowych, a pociągi były środkami transportu pozwalającymi przerzucać hurtowe ilości jedzenia. W ten sposób, naturalnie w porozumieniu z kolejarzami, jedna osoba mogła przewieźć nawet 200 kilogramów towaru, a jeden pociąg potrafił zmieścić aż do 20 ton!

Pracujący na kolei Symeon Surgiewicz wspominał, że w wagonach tworzono niezliczone schowki. Przemytnicy mieli do swojej dyspozycji ślepe ściany i skrytki pod nogami. Przede wszystkim jednak pasażerowie zwożący jedzenie do miast mogli liczyć na wsparcie maszynistów, zawiadowców i konduktorów. Działał na przykład bardzo skuteczny system ostrzegania.

Gdy tylko do załogi pociągu dotarła wieść o kontroli, maszynista dawał umówiony sygnał gwizdkiem. Skład zwalniał w bezpiecznej odległości od stacji, a szmuglerzy wyskakiwali za drzwi, zabierając swój bezcenny towar.

3. Na sobie

W okupowanej Polsce nie brakowało prawdziwych rekinów pokątnego handlu. Najwięcej było jednak szaraczków, przewożących symboliczne ilości towaru. Transportowali oni żywność dla siebie i swojej rodziny, biorąc tyle, ile byli w stanie unieść.

Pasażerowie-szmuglerzy w znakomitej większości byli ubrani w łachmany, nie chcąc ryzykować swoich dobrych ubrań, wszak najpopularniejszą metodą przewozu była ta „na owijkę”.

Szmugler ubierał się w długi płaszcz, a pod nim kryło się całe jego bogactwo. W sekretnych kieszonkach jechała kasza, mąka i inne sypkie skarby, a w pasie przywiązany był baleron, kiełbasa lub kawał słoniny.

Przemycona do miasta żywność natychmiast lądowała na najbliższym targowisku.

Przemycona do miasta żywność natychmiast lądowała na najbliższym targowisku.

Zdarzały się też osoby, które dla niepoznaki, celowo ubierały się porządnie. Miały nadzieję, że w ten sposób unikną podejrzeń. Swoją porcję kontrabandy wiozły wtedy w skórzanej teczce, przewiązanej sznurkiem paczce, czy w futerale na instrument.

Takiego szmuglera zdradzić mogły psy, których okupant używał na kolei. Zgubę niekiedy przynosiły także… najzwyklejsze muchy. Te małe i wyjątkowo uparte owady doskonale wyczuwały nawet najmniejszy kawałek mięsa i zlatywały się do niego. Kiedy w pociągu jechał elegancki pan, a wokół jego bagażu krążyło stado much, współpasażerowie w mig orientowali się, co wiezie.

Metody drobnych szmuglerów w żartobliwy, ale jednak w stu procentach trafny sposób oddaje jedna z „zakazanych piosenek”:

Na dworze jest mrok,
W pociągu jest tłok,
Zaczyna się więc sielanka,
On objął ją wpół,
Ona gruba jak wół,
Bo pod paltem schowana rombanka.

Teraz jest wojna,
Kto handluje, ten żyje.
Jak sprzedam rombankę,
Słoninę, kaszankę,
To bimbru się też napiję.

Spod serca kap, kap,
Rombanka i schab,
A pociąg mknie jak szalony,
Schaboszczak i kicha
To dobra zagrycha,
A pod ławką dwa salcesony.

Kobieca sztuka przetrwania w książce Aleksandry Zaprutko-Janickiej "Okupacja od kuchni". Kliknij i kup z rabatem w naszej księgarni.

Kobieca sztuka przetrwania w książce Aleksandry Zaprutko-Janickiej „Okupacja od kuchni”. Kliknij i kup z rabatem na empik.com.

2. Pieszo i rowerem

Znana działaczka feministyczna i pisarka, Zofia Nałkowska, w 1939 roku miała już dobrze ponad pięćdziesiąt lat. Los zmusił ją jednak do odłożenia na bok życia statecznej pani. Trzeba było wyżywić siostrę i schorowaną matkę. W okupacyjnych warunkach literatka tylko w jeden sposób mogła zdobyć żywność potrzebną dla całej rodziny: poprzez szmugiel. Zwykli przemytnicy wykorzystywali do transportu żywności rowery i pod osłoną nocy, pedałując, pokonywali nawet kilkadziesiąt kilometrów. Pisarka poszła w ich ślady.

W swoich „Dziennikach czasu wojny” opisała wyprawy piesze i rowerowe do oddalonego od Warszawy o około 40 kilometrów Tłuszcza. Przywoziła stamtąd kartofle, jedną z podstaw okupacyjnego jadłospisu. Transportowała je na różne sposoby, czasami przytroczone do roweru, innym razem w worku zwisającym po obu stronach karku.

1. Metoda na młynek

Fortuny Nałkowska zbić nie mogła, bo też nie miała nic naprawdę korzystnego na wymianę. Dużo bardziej pomysłowa od słynnej feministki okazała się pewna zwyczajna dziewczyna z Sędziszowa Małopolskiego, Maria Kwiatkowska. Miała kluczową przewagę: wiedziała co doskwiera mieszkańcom wsi.

Nałkowska (druga od lewej w dolnym rzędzie) na sesji inauguracyjnej Polskiej Akademii Literatury w 1933 roku z udziałem Prezydenta RP Ignacego Mościckiego. Nikt nie mógł się wówczas spodziewać, że za parę lat wybuchnie wojna i pisarce przyjdzie szmuglować kartofle na własnych plecach.

Nałkowska (druga od lewej w dolnym rzędzie) na sesji inauguracyjnej Polskiej Akademii Literatury w 1933 roku z udziałem Prezydenta RP Ignacego Mościckiego. Nikt nie mógł się wówczas spodziewać, że za parę lat wybuchnie wojna i pisarce przyjdzie szmuglować kartofle na własnych plecach.

Niemcy po podbiciu Polski zagarnęli całą kluczową infrastrukturę gospodarczą, w tym młyny. Jednocześnie nakazali niszczenie bądź oddanie w ich ręce wszelkich żaren. Zwykły chłop nie mógł już legalnie zemleć swojego zboża w domu. Z kolei udając się do młyna, musiał liczyć się z tym, że utraci znaczną część mąki.

Maria znalazła na to sposób. W mieście kupowała w sklepie żelaznym młynki do kawy. Instrukcja obsługi tego nie przewidywała, jednak równie dobrze dało się nimi mleć całe worki mąki. Teraz chłopi mogli nie tylko zapewnić chleb rodzinie, ale nawet zacząć go sprzedawać. Maria Kwiatkowska tymczasem mogła w zamian za swoje młynki zażądać dowolnej ceny…

***

Artykuł powstał na podstawie materiałów zebranych przez autorkę podczas pisania książki „Okupacja od kuchni”. Kliknij i kup z rabatem swój egzemplarz na empik.com.

„Okupacja od Kuchni” to poruszająca opowieść o czasach, w których za nielegalne świniobicie można było trafić do Auschwitz, warzywa hodowano w podwórkach kamienic, a zużytymi fusami handlowano na czarnym rynku. To także niezwykła książka kucharska: pełna oryginalnych przepisów i praktycznych porad z lat 1939-1945. Polecamy!

Chcesz przeczytać więcej o życiu pod okupacją? To książka dla Ciebie:

Czy wiesz, że ...

...jedyna polska cichociemna generał Elżbieta Zawacka będąc dzieckiem nie umiała powiedzieć ani słowa po polsku? Było to bezpośrednim tego, że mieszkała na ziemiach zaboru pruskiego, gdzie jej rodzinę poddawano germanizacji.

...krakowski lotnik, podporucznik Jan Kremski, w związku z zestrzeliwaniem wrogich samolotów wespół z kolegami, miał zaliczone łącznie… 4 i 14/15 zwycięstwa pewnego? Do zaszczytnego tytułu asa, który przysługiwał od 5 zwycięstw wzwyż brakło mu tylko 1/15.

...nie wszyscy wierzą, że Hitler i Ewa Braun zginęli w berlińskim bunkrze? Niektórzy uważają, że mogli  wydostać się z oblężonego miasta tajnym tunelem. Następnie wsiedli na pokład samolotu, który zawiózł ich do Danii. Dalej, już na pokładzie łodzi podwodnej, przedostali się do Ameryki Południowej, ulubionej przez nazistów części świata.

...szacuje się, że aż 80 procent żywności dostarczanej do warszawskiego getta pochodziło z przemytu? Wyznaczane przez Niemców racje żywnościowe nie przekraczały bowiem 400 kalorii dziennie, a w niektórych okresach były niższe niż 200 kalorii.

Komentarze (13)

    • Nasz publicysta | Agnieszka Wolnicka Odpowiedz

      Faktycznie, Nałkowska jest druga. Dziękuję za kontakt, a na przyszłość proszę zwracać się z takimi uwagami przez formularz „Zgłoś błąd/literówkę” (link do niego znajduje się zawsze na samym dole strony).

      • to ja Odpowiedz

        na przyszlosc????Na przyszlosc to prosze sie solidniej przygotowac I nie pisac glupot.Wtedy nie bedzie koniecznosci pisania.

        • Martu

          Po co ta złość? Nawet w najlepiej przygotowanych i przejrzanych tekstach zdarzają się literówki i błędy. Tak jest i będzie. A tu przynajmniej zwracają uwagę na takie rzeczy jak poprawki. I jeszcze za nie dziękują, a to bardzo dobra praktyka.

  1. Nasz publicysta | Redakcja Odpowiedz

    Wybrane komentarze do artykułu z naszego facebookowego profilu, które mogą Was zainteresować
    https://www.facebook.com/ciekawostkihistoryczne/posts/1144002652295059

    Tomasz R.:
    Dokładnie nie istniało takie państwo jak „Hitlerowcy” . To była Rzesza Niemiecka – Niemcy . Już niedługo zacznie obowiązywać określenie … „Państwo sąsiadujące z Polską”
    Katarzyna S.:
    Cytaty z artykułu:
    „…doskonale wiedzieli co zrobić, by wyprowadzić Niemców w pole”
    „Powyższy dowcip krążył po Polsce w latach niemieckiej okupacji”
    „Niemieccy żołnierze, którzy na co dzień mieli styczność z Polakami oraz Żydami”
    „sprytni Polacy wykorzystali strach Niemców przed chorobami”
    „Do babuni podszedł niemiecki bahnschutz”
    „Na wieść o tajemniczej przypadłości Niemiec natychmiast pobladł”
    „Niemcy po podbiciu Polski zagarnęli całą kluczową infrastrukturę”
    Tylko siedem razy użyto słowo „Niemcy” i jego derywaty! Jak można pisać siakoś takoś po literackiemu, z tymi… no… symoninami!
    Tomasz R.:
    Dobra dobra. Co jest w tytule ? Używanie sformułowania „nazisci” „nazistowski” ma na celu wybielanie narodu niemieckiego . Dlaczego istnieje sformułowanie przyjęte przez UNESCO „niemiecki nazistowski obóz koncentracyjny” ? W sposób prosty taki zapis sugeruje , ze to nie Niemcy byli agresorem tylko jacyś nazisci , którzy podstępem zawładnęli Państwem niemieckim. To samo tyczy sie sformułowania „wojna polsko-bolszewicka” czy istniał taki kraj jak Bolszewia? .
    Katarzyna S.:
    Słusznie! Nie istniały takie kraje jak : Smoleńsk, Bar, Psków, Targowica, Kościuszkowia, Listopad, czy Styczeń. W związku z tym nie powinno się mówić: wojna smoleńska, wojna barska, wojna pskowska, wojna targowicka, wojna kościuszkowska, wojna listopadowa, czy wojna styczniowa! Toć to zafałszowanie historii! Wszystko to była wojna ROSYJSKA! A czy prowadził ją któryś car, czy bolszewicy, czy Stalin – oj tam oj tam! Przecież Rosja carska, Rosja porewolucyjna, czy Związek Radziecki – to to samo!
    Tomasz R.:
    Widzisz ja piszę o jednym a łaskawa Pani prawi o czymś innym. Ok ja swoje dzieci zamierzam uczyć , że to Rzesza Niemiecka napadła na Polskę a nie Naziści. Nadmienię , że to kraj jeden drugiemu wojnę wypowiada nie podgrupy społeczne . Poszukaj sobie jak w 1920 nazywał się kraj leżący na wschód od Polski. Mnie chodzi o wybielanie narodu niemieckiego i Jego roli w Holokauście . Poczytaj sobie kto kiedy i gdzie wymyślił sformułowanie „polskie obozy śmierci”
    Ciekawostki historyczne:
    A my dla łaskawego pana mamy cały artykuł:
    http://ciekawostkihistoryczne.pl/…/internet-klamie…/

    Kornelia S.:
    Te mlynki do kawy to ratowaly mielily wszystko …nie to co teraz hehe zagrzeje sie i stepiony

    Grzegorz C.:
    Teraz jest wojna, kto handluje ten żyje! : )

    Grzegorz K.:
    Moja babcia przemyciła mąkę do getta w ten sposób że z worka ułożyła płaski materacyk na którym siedziała na furze, dwa razy kontrolowali ją żandarmi na koniach i nic nie zauważyli bo fura była pusta…
    Jacek R.:
    szacunek dla Babuni!
    Grzegorz K.:
    Miała sporo szczęścia i wyobraźni polskiego chłopa, jak przyjechali Niemcy po kontygent zabrali krowę, poszła do niemieckiego oficera i zaczęła mu tłumaczyć że ma małe dzieci, tamten chyba nic nie rozumiał po polsku bo się nie odzywał, od niego poszła do tego który pilnował pokazała na oficera i dalej po polsku że tamten pozwolił, odwiązała krowę i wróciła z nią do domu….

    Anna G.:
    jedna z kuzynek w mojej rodzinie przemycała broń dla partyzantów w koszyku z jedzeniem, pięknie ubrana,z malutkim dzieckiem na ręku, w pociągu pełnym Niemców. Podobno, któryś z nich ustąpił jej nawet miejsca, niczego nie podejrzewając – akcja zakonczyła się naszczescie sukcesem.

  2. Chalie Odpowiedz

    Niemcy to nacja potrafiąca przejść z jednej skrajności w drugą – raz są ludobójcami a za kilkadziesiąt lat tęczowym narodem . W każdym razie niech już lepiej produkują te samochody niż czołgi :)

  3. Doczka Odpowiedz

    Nie tylko w handlu dalo sie ich oszukac. Dziadek z babcia, dyrektorzy szkoly, tajne nauczanie. W kuchni, za sciana mieszkaja niemieccy oficerowie (bo to zarekwirowany budynek szkoly), ich pokoj lacza z kuchnia drzwi. Powiesili sobie na nich wiazke granatow, zeby sie im nie otwieraly. Dziadkowie usluznie pomogli panom „loficerom”… Juz do samego konca w tej kuchni tajne komplety mieli :) Radiostacja tez byla, Niemcy sobie na niej ziemniaki trzymali… Z dziennikiem mala ciotka do ula latala po zajeciach, bo Niemcy nie tylko lasu, ale nawet pszczol sie bali. Pszczolki jakies patriotyczne byly, cioci nie ruszyly. Ciekawe, ze niektorym naszym sasiadom do dzis to w genach zostalo, chyba jako geny sprzezone (wybaczyc prosze „zboczenie zawodowe” ) Panienka z przekonaniem ze polska wspol-postdoczka na uczelni to pod-ludzki duren i wysiudac z pracy ja trzeba, szkalujac szeroko, a ja sama straszac profesorem „daddym” i grantowe pieniadze na siebie przelac (brzydkie, takie slodkie skojarzenie mi z tym tatusiem wtedy przyszlo, ale straszak malo dzialal, jako ze to nawet jakos tak daleko od Rzeszy bylo…), a na wycieczce do lasu (nawet losia nie spotkalismy wtedy, co dopiero baribala) to nogi sie jej trzesly, jakby juz naprzeciwko wscieklej matki grizzly co najmniej stala…

Odpowiedz na „jlAnuluj pisanie odpowiedzi

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.