Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Czy Koppe zginie? Ostatnia akcja elitarnej jednostki Armii Krajowej

Wilhelm Koppe (z prawej) wraz z innym zbrodniarzem Josefem Bühlerem, podczas obchodów urodzin Adolfa Hitlera w Krakowie (źródło: domena publiczna; koloryzacja: Rafał Kuzak).

Wilhelm Koppe (z prawej) wraz z innym zbrodniarzem Josefem Bühlerem, podczas obchodów urodzin Adolfa Hitlera w Krakowie (źródło: domena publiczna; koloryzacja: Rafał Kuzak).

Batalion „Parasol”, elitarny oddział dywersyjny warszawskiej Armii Krajowej. Jego żołnierze zlikwidowali wielu niemieckich zbrodniarzy, w tym osławionego Franza Kutscherę. Ostatnią akcję tego typu przeprowadzili jednak nie w Warszawie, ale w Krakowie. Ich celem był sam Wyższy Dowódca SS i Policji w Generalnym Gubernatorstwie Wilhelm Koppe.

SS-Obergruppenführer Wilhelm Koppe był postacią ze wszech miar odrażającą. Na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych związał się z nazistami i szybko zrobił karierę w SA i SS. Po utworzeniu w październiku 1939 r. Kraju Warty – obejmującego zachodnie tereny II RP wcielone do III Rzeszy – stanął na czele tamtejszego aparatu represji.

Pełniąc swoją funkcję przez cztery lata dał się poznać jako bezwzględny wróg wszystkiego co polskie. Nic zatem dziwnego, że gdy w listopadzie 1943 r. zastąpił na stanowisku Wyższego Dowódcy SS i Policji w GG skłóconego z Himmlerem Friedricha Krügera, Armia Krajowa niemal natychmiast wydała na niego wyrok śmierci.

A może to zadanie dla snajpera?

Pierwotny plan zakładał, że zostanie on zlikwidowany przez snajpera. Na wykonawcę zamachu wytypowano cichociemnego, porucznika Ryszarda Nuszkiewicza „Powolnego”. Miał on oddać strzał z wieżyczki kamienicy na rogu ulic Bernardyńskiej i Smoczej, znajdującej się około 250 metrów od Wzgórza Wawelskiego, gdzie mieszkał Koppe.

SS-Obergruppenführer Wilhelm Koppe w jedne z komnat Zamku Królewskiego w Krakowie. Zdjęcie wykonane niespełna miesiąc przed zamachem.

SS-Obergruppenführer Wilhelm Koppe w jedne z komnat Zamku Królewskiego w Krakowie. Zdjęcie wykonane niespełna miesiąc przed zamachem.

Mimo że plan cechował się sporymi szansami powodzenia, ostatecznie z niego zrezygnowano. Zadecydowały dwa czynniki. Po pierwsze, obawiano się krwawych represji wobec mieszkańców podwawelskiej dzielnicy.

Po drugie, taki atak nie przedstawiał dużej wartości propagandowej. Nawet gdyby Koppe zginął, Niemcy mogliby najzwyczajniej w świecie całą sprawę zatuszować. I efekt psychologiczny całego przedsięwzięcia byłby żaden.

Dlatego też na przełomie 1943 i 1944 roku zdecydowano, że Koppe zostanie zabity w bardziej „tradycyjny” sposób. Jednak, aby do tego doprowadzić, należało najpierw poznać rozkład dnia Obergruppenführera oraz trasy, którymi podróżował z Wawelu do siedziby „rządu” GG, mieszczącej się w budynku przedwojennej Akademii Górniczej (czyli obecnej Akademii Górniczo-Hutniczej).

Szef łączności Kedywu Okręgu Krakowskiego Józef Baster „Rak” oraz jego ludzie szybko stwierdzili, że nazistowski zbrodniarz porusza się po mieście wyremontowanym i przemalowanym, 12-cylindrowym mercedesem, należącym wcześniej do Krügera. Nieco więcej problemów sprawiała kwestia ustalenia tras dojazdowych „dom-praca”. Przyczyną tego była ostrożność Koppego, która tylko się wzmogła po zamachu na Franza Kutscherę.

Mimo wszystko, wzmożona obserwacja prowadzona przez łączniczki AK oraz współpracujących z podziemiem granatowych policjantów przynosiła dobre efekty. Sytuacja uległa jednakże nagłej zmianie w marcu 1944 r. po aresztowaniu przez Niemców komendanta Okrętu Krakowskiego AK Józefa Spychalskiego „Lutego”.

Początkowo plan zamachu na Koppego zakładał, że zostanie on zastrzelony przez snajpera, gdy będzie wsiadał do samochodu na dziedzińcu Zamku Królewskiego na Wawelu, gdzie mieszkał. Ostatecznie dowództwo Armii Krajowej zdecydowało się na inny wariant.

Początkowo plan zamachu na Koppego zakładał, że zostanie on zastrzelony przez snajpera, gdy będzie wsiadał do samochodu na dziedzińcu Zamku Królewskiego na Wawelu, gdzie mieszkał. Ostatecznie dowództwo Armii Krajowej zdecydowało się na inny wariant.

Jego odbicie – do którego w ostateczności nie doszło – stało się priorytetem. W efekcie zamach na nazistowskiego dygnitarza został odsunięty na dalszy plan. Powrócono do niego dopiero po kilku tygodniach, ale teraz za wykonanie miał odpowiadać batalion „Parasol” z warszawskiego Kedywu.

„Parasol” wkracza do gry

Była to formacja stworzona specjalnie do tego typu akcji. To właśnie żołnierze „Parasola”, którzy 1 lutego 1944 r. zlikwidowali SS-Brigadeführera Franza Kutscherę, teraz otrzymali zadanie wysłania na tamten świat Koppego.

O innych spektakularnych akcjach polskiego podziemia niepodległościowego przeczytasz w "Wielkiej Księdze Armii Krajowej", której jestem współautorem (Znak Horyzont 2015). Znajdziecie w niej również teksty innych publicystów "Ciekawostek Historycznych".

O innych spektakularnych akcjach polskiego podziemia niepodległościowego przeczytacie w „Wielkiej Księdze Armii Krajowej”, której jestem współautorem (Znak Horyzont 2015). Znajdziecie w niej również teksty innych publicystów „Ciekawostek Historycznych”.

Jako pierwszy do Krakowa przybył szef wywiadu oddziału Aleksander Kunicki „Rayski”, w celu zorganizowania ponownej obserwacji Niemca. Jako że współpracował już wcześniej z krakowską AK, szybko nawiązał kontakt z funkcjonariuszem policji kryminalnej Feliksem Grochalem „Wareckim”, przekazując mu wytyczne dotyczące akcji „Koppe”.

Tymczasem w Warszawie dowódca „Parasola”, Adam Borys „Pług”, zastanawiał się nad tym komu powierzyć kierownictwo nad całą operacją. Ostatecznie wybór padł na 1. kompanię, na czele której stał Stanisław Leopold „Rafał”, który dopiero co zastąpił poległego Bronisława Pietraszewicza „Lota”.

W drugiej połowie maja wyjechał on do Krakowa, gdzie ustalił szczegóły dotyczące zakwaterowania swoich ludzi, magazynów broni oraz garaży, jak również przeprowadził rozpoznanie w zakresie możliwych dróg odwrotu po przeprowadzeniu zamachu. Ostatecznie decydując się na trasę w kierunku północnym, przez Ojców, Skałę, Wolbrom i okolice Żarnowca.

Po tym jak wstępne przygotowania zostały poczynione, przystąpiono do opracowywania planu przerzutu broni i samochodów do „stolicy” Generalnego Gubernatorstwa. Po zamachu na Kutscherę Niemcy znacznie zaostrzyli kontrolę.

Wprowadzono m.in. obowiązek posiadania przepustek dla pojazdów udających się w trasy dłuższe niż 100 km. Ostatecznie, udało się zdobyć potrzebne blankiety i pięć samochodów – trzy osobowe i dwa ciężarowe – wyjechało do Krakowa.

Wilhelm Koppe dał się poznać jako zaciekły wróg Polaków. Miał na swoim sumieniu liczne zbrodnie, zarówno na terenie Kraju Warty jak i Generalnego Gubernatorstwa. Na zdjęciu (trzyma w ręku czapkę) wraz z generalnym gubernatorem Hansem Frankiem (w jasnym płaszczu).

Wilhelm Koppe dał się poznać jako zaciekły wróg Polaków. Miał na swoim sumieniu liczne zbrodnie, zarówno na terenie Kraju Warty jak i Generalnego Gubernatorstwa. Na zdjęciu (trzyma w ręku czapkę) wraz z generalnym gubernatorem Hansem Frankiem (w jasnym płaszczu).

Broń z kolei została wyekspediowana koleją. Ukryto ją w pustych mufach kablowych, starych rozrusznikach i licznikach siły. Aby nie wzbudzać żadnych podejrzeń posłużono się przy tym niemieckimi listami przewozowymi. W ostatnim tygodniu czerwca do grodu Kraka zaczęli także zjeżdżać stopniowo pozostali żołnierze „Parasola”, biorący udział w akcji. W sumie miało ich być ponad dwudziestu.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Uwaga! Nie jesteś na pierwszej stronie artykułu. Jeśli chcesz czytać od początku kliknij tutaj.

W samym Krakowie praca szła pełną parą. Koppego poddano ścisłej obserwacji, która zaowocowała ustaleniem, że opuszcza on Wawel zawsze między 8:30 a 9:30. Problem stanowił jednak fakt, iż korzystał z kilku alternatywnych tras dojazdu do budynku byłej Akademii Górniczej. Ponadto, co jakiś czas zmieniał samochody, a podczas przejazdu towarzyszył mu adiutant, jak również obstawa złożona z kilku gestapowców, jadących w drugim pojeździe.

Odznaka batalionu "Parasol".

Odznaka batalionu „Parasol”.

Po przeanalizowaniu sytuacji zdecydowano, że najlepszym miejscem na dokonanie zamachu będzie plac Kossaka u wylotu ulicy Powiśle. Atak miały przeprowadzić dwie grupy uderzeniowe oraz dwie ubezpieczające. Łącznie – razem z kierowcami samochodów i odwodem – było to 20 żołnierzy.

Do tego należy doliczyć jeszcze odpowiadającego za rozpoznanie „Rayskiego”, sześć łączniczek oraz dra Zbigniewa Dworaka „Dr Maks”, kierującego grupą sanitarną „Parasola”.

Gdzie jest obstawa?

Kiedy plan był już gotowy pozostawało tylko czekać na dogodny moment. Pierwszą próbę podjęto we środę 5 lipca, ale Koppe tego dnia wybrał inną trasę. Niezrażeni tym akowcy zaczaili się na niego ponownie dwa dni później, tym razem jednakże Koppe nie opuścił w ogóle Wawelu.

Ponowne odwołanie akcji wpłynęło deprymująco na członków oddziału. Jeden z nich – Zdzisław Poradzki „Kruszynka” – wspominał:

Ze spuszczonymi oczami wracamy do meliny. Chłopcy miny mają więcej niż skwaszone. Siła wyższa – widocznie jest przeznaczone, byśmy zwiedzili lepiej Kraków i opóźnili swój powrót do Warszawy. Każdy ma już tego dość. Dwa tygodnie niemal upłynęło, a my stoimy w martwym punkcie i nie wiadomo, jak długo będziemy mieli tu siedzieć.

Szkic przedstawiający przebieg zamachu na Koppego. Szkic pochodzi z książki Piotra Stachiewicza, „»Parasol«”. Dzieje Oddziału do Zadań Specjalnych Kierownictwa Dywersji Komendy Głównej Armii Krajowej", Instytut Wydawniczy PAX 1984.

Szkic przedstawiający przebieg zamachu na Koppego. Szkic pochodzi z książki Piotra Stachiewicza, „»Parasol«”. Dzieje Oddziału do Zadań Specjalnych Kierownictwa Dywersji Komendy Głównej Armii Krajowej”, Instytut Wydawniczy PAX 1984.

Trzecie – i jak się okazało ostatnie – podejście do zamachu wyznaczono na 11 lipca. Tym razem SS-Obergruppenführer o godzinie 9:17 faktycznie ruszył w kierunku placu Kossaka, do którego dojechał po kilku minutach. Tego dnia – wyjątkowo – nie towarzyszył mu samochód ochrony, który po prostu się spóźnił. Paradoksalnie, być może zdecydowało to o niepowodzeniu całej operacji.

Stało się tak ponieważ sygnałem do zablokowania mercedesa Koppego miało być ostrzelanie wozu obstawy. Jej brak na moment zdezorientował akowców. Zaowocowało to tym, że kierowcy Wyższego Dowódcy SS i Policji udało się wyminąć ciężarówkę próbującą zajechać mu drogę, a następnie z dużą prędkością oddalić się z miejsca zasadzki.

Akowcy rzecz jasna otworzyli silny ogień z broni maszynowej do mijającego ich samochodu. Koppe wykazał się jednak niezłym refleksem, rzucając się natychmiast na podłogę opancerzonej limuzyny, co uratowało mu życie. Mniej szczęścia miał za to towarzyszący mu tego dnia kapitan Hoheisel, którego dosięgły polskie kule. Ranny został również jeden z akowców – Antoni Sakowski „Mietek”, który otrzymał niegroźny postrzał w rękę.

Tragiczna droga do Warszawy

Cała akcja trwała zaledwie kilkadziesiąt sekund i po jej zakończeniu nastąpił szybki odskok ustaloną wcześniej trasą. Licząca 4 samochody kolumna – jeden z osobowych mercedesów uległ awarii – początkowo bez problemów kierowała się w stronę Warszawy. Niestety za Wolbromiem doszło do starcia z napotkanymi żandarmami.

W trakcie walki ciężko ranny został Eugeniusz Schielberg „Dietrich”. Niemieckie straty wyniosły dwóch zabitych oraz jednego rannego. Po tym wydarzeniu mały konwój ruszył w dalszą trasę docierając w końcu do wsi Udórz, gdzie „Rafał” nakazał półgodzinny postój, celem znalezienia bezpiecznego schronienia dla „Dietricha”.

W tym czasie pojawili się znów Niemcy. Tym razem mieli znaczną przewagę nad akowcami. W nierównej walce polegli zastępca dowódcy Stanisław Huskowski „Ali” oraz Wojciech Czerwiński „Orlik”. Ranni zostali zaś Stanisław Leopold „Rafał”, Jerzy Kołodziejski „Zeus”, Bogusław Niepokój „Storch”, Tadeusz Ulankiewicz „Warski” oraz Halina Grabowska „Zeta”.

Spora doza szczęścia oraz szybka reakcja sprawiły, że Koppe wyszedł z zamachu bez szwanku i sprawował swój urząd aż do końca istnienia Generalnego Gubernatorstwa. Na zdjęciu (drugi z lewej) podczas uroczystości z okazji piątej rocznicy jego utworzenia (październik 1944).

Spora doza szczęścia oraz szybka reakcja sprawiły, że Koppe wyszedł z zamachu bez szwanku i sprawował swój urząd aż do końca istnienia Generalnego Gubernatorstwa. Na zdjęciu (drugi z lewej) podczas uroczystości z okazji piątej rocznicy jego utworzenia (październik 1944).

Ostatnia trójka dostała się w niemieckie ręce i była później torturowana celem wydobycia informacji na temat pozostałych uczestników zamachu. Nikogo jednakże nie zdradzili i w końcu zostali zamordowani przez Niemów.

Po nieudanej akcji żołnierzy „Parsola” porucznik „Powolny” zamierzał podjąć jeszcze jedną próbę zgładzenia Koppego, planując obrzucenie jego samochodu granatami.

Ostatecznie nic z tego nie wyszło, z uwagi na przeniesienie – awansowanego na kapitana – Nuszkiewicza w Miechowskie. Sam Koppe zaś zmarł śmiercią naturalną 2 lipca 1975 roku. Nigdy nie został osądzony za swoje liczne zbrodnie.

O innych spektakularnych akcjach polskiego podziemia niepodległościowego przeczytacie w „Wielkiej Księdze Armii Krajowej”.

Bibliografia:

  1. Monika Bednarek, Edyta Gawron, Grzegorz Jeżowski, Barbara Zbroja, Katarzyna Zimmerer, Kraków czas okupacji 1939-1945, Muzeum Historyczne Miasta Krakowa, 2010.
  2. Andrzej Chwalba, Okupacyjny Kraków w latach 1939-1945, Wydawnictwo Literackie 2011.
  3. Stanisław Dąbrowa-Kostka, W okupowanym Krakowie. 6 IX 1939-18 I 1945, Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej 1972.
  4. Zygmunt Niepokój, Akcja „Koppe”, [w:] Dynamit, cz.2., Wydawnictwo Literackie 1967.
  5. Piotr Stachiewicz, „Parasol”. Dzieje Oddziału do Zadań Specjalnych Kierownictwa Dywersji Komendy Głównej Armii Krajowej, Instytut Wydawniczy PAX 1984.

Czy wiesz, że ...

...dla Ludwiki Zachariasiewicz, wtyczki AK w strukturach NKWD, punktem kontaktowym z polskimi konspiratorami był… gabinet kosmetyczny na Pradze? W ten sposób młoda kobieta kreowała się jako atrakcyjna, próżna trzpiotka, dla której najważniejszy jest piękny wygląd.

...do obozów koncentracyjnych trafiały kobiety, których sposób bycia lub ubierania uznano za… zbyt wyzywający? Prewencyjne zwalczanie przestępczości pozwalało policji aresztować obywatelki o „zbyt erotycznym sposobie bycia, wyzywająco ubrane i wykazujące zachowania aspołeczne”.

...radzieckie snajperki uczono walki w każdych warunkach? Zanim wyruszyły na front, kilkanaście godzin dziennie spędzały czołgając się w błocie i przygotowując się do polowania na wroga w najróżniejszych miejscach.

...polska lekarka, Stefania Perzanowska, gdy za swoją działalność w podziemiu została aresztowana i wywieziona do Majdanka, od razu zakasała rękawy i na przekór Niemcom zaczęła ratować ludzi. Udało jej się zorganizować w obozie szpital, który szybko stał się ogromnym przedsięwzięciem, a ona sama była w nim… jedynym lekarzem.

Komentarze (14)

  1. Tomasz Kruk Odpowiedz

    Szkoda ,że akcja nie wyszła byłoby jednego zbrodniarza mniej. Niestety Koppe jak wielu innych zbrodniarzy III Rzeszy(np. Jochen Peiper, Walter Rauff czy Sepp Detrich) z powodu narastającej zimnej wojny nie dostał należnej mu kary.

    • Nasz publicysta | Autor publikacji |Rafał Kuzak Odpowiedz

      Niestety. Zarówno Krüger jak i Koppe mieli sporo szczęścia. Po wojnie zaś – tak jak piszesz – naziści okazali się przydatni zarówno aliantom jak i sowietom.

      • Lkl Odpowiedz

        Dla mnie osobiście jest niewyobrażalny ogrom działania konfidentów w tamtym czasie. Podczas przygotowywania Akcji Zbrojnych typu. „Wachlarz” Działało mnówstwo podwójnych agentów. Nie dość, że zaplecze słabe, że brak funduszy uniemożliwiający zapewnienie podstawowych środków to konfidenci którzy zawsze chętnie „pomagali” naszym w przywracaniu Niepodległości.
        Jak tego było dużo. Jak trzeba było uważać i mieć się na baczności, żeby samemu nie być wsypanym…
        Wielki podziw i szacunek dla tych ludzi

  2. jonaszdrobniak Odpowiedz

    Ciekawy tekst, bardzo dobrze się czyta. W dodatku, jeden z moich ulubionych tematów ;-)
    Przy okazji – czy w źródłach i opisie pod zdjęciem nie powinno być „Stachiewicz” zamiast „Stachowicz”?
    pozdrawiam

    • Nasz publicysta | Autor publikacji |Rafał Kuzak Odpowiedz

      Cieszę się, że artykuł Ci się spodobał. Polecam inne dotyczące akcji Armii Krajowej, które swego czasu napisałem (lista „Zobacz też” na końcu artykułu).

      Co do Stachiewicza, masz oczywiście rację – dzięki za zwrócenie uwagi. Pomyłka wynikła chyba z tego, że na studiach w mojej grupie był pewien Stachowicz i jakoś mi się skojarzyło.

      • jonaszdrobniak Odpowiedz

        Dziękuję, czytałem – zaglądam na tę stronę regularnie od dłuższego czasu – jedna z moich ulubionych :-)
        Co do pomyłki, to zwykła literówka, która każdemu może się zdarzyć, a moja uwaga w żadnym razie nie była przejawem krytyki.
        pozdrawiam

      • Nasz publicysta | Autor publikacji |Rafał Kuzak Odpowiedz

        Stali czytelnicy zawsze w cenie :).

        Nie odbierałem tego jako krytyki, to że zauważyłeś tę literówkę dowodzi tylko tego, że uważnie czytałeś artykuł. Co tym bardziej mnie cieszy.

  3. Nasz publicysta | Autor publikacji |Redakcja Odpowiedz

    Wybrane komentarze do artykułu z portalu Wykop.pl

    histeryk_13: „Sam Koppe zaś zmarł śmiercią naturalną 2 lipca 1975 roku. Nigdy nie został osądzony za swoje liczne zbrodnie.”

    Smutne, że rząd RFN chronił takich ludzi, odmawiając ekstradycji do Polski.

    glosnik: @histeryk_13: A mówi się, że tylko PRLu nie rozliczono. W porównaniu do niesprawiedliwości dla niemieckich zbrodniarzy, polscy komuniści to pikuś.

    histeryk_13: @glosnik: Co warte podkreślenia, również Sowieci chronili zbrodniarzy, bo po prostu zaczęli oni pracować dla nich.

    Jariii: @histeryk_13: I amerykanie.

    elcolonello: Niestety nie tylko rząd RFN. Jakże bliskie i drogie naszym sercom USA też ma swoje za uszami o krajach Ameryki Południowej nie wspomnę (zwłąszcza Argentyna)- tutaj walnie do ucieczki morderców przyczynił się niestety Watykan.

  4. chicago Odpowiedz

    ciesze sie rowniez ze ta droga/ pisana / z nie szeptana moge poznawac historie.Pisze szeptana- bo ta ze szkoly PRLowskiej znamy/ konkurs ogolnopolski 0 temat- Roza Luksemburg, Nowotko,-swierczewski co kulom sie nie klanial/ szeptana to ta w domach I Radio Wolna Europa. a tu dzis rodzynki. Wielkie dzieki autorowi- opiera sie na faktach, ciekawa I przyswajalna forma
    Inne czasy- wie;e nie wiemy, duzo dowodow jest ukrytych,mlodzi wola filmy ale cieszy I taki marsz Niepodleglosci, -Ogladam z duma I bijacym sercem ze moze ze Polska bedzie Polska.

  5. Krakus Odpowiedz

    W artykuł wkradł się błąd w miejscu: „Po przeanalizowaniu sytuacji zdecydowano, że najlepszym miejscem na dokonanie zamachu będzie plac Kossaka u wylotu ulicy Podwale.” Powinno być u wylotu ulicy Powiśle lub ulicy Retoryka. No chyba że możemy się spotkać na rogu Brackie i Reformackiej w Krakowie :).
    Pozdrawiam
    PS. Bardzo dobry artykuł.

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.