Polskie Imperium

Jedyny polski żołnierz, który w II wojnie światowej walczył z… Japończykami

Autor: | 20 grudnia 2016 | 12,451 odsłon

Witold Urbanowicz w czasie swojej służby na Dalekim Wschodzie. Koloryzacja Rafał Kuzak (źródło: domena publiczna).Japonia była jedynym państwem, któremu Polska oficjalnie wypowiedziała wojnę w XX wieku. W działania zbrojne przeciwko niej bezpośrednio zaangażowany był wyłącznie jeden polski żołnierz. Ale bić potrafił się za całą eskadrę.

Sławny polski pilot myśliwski major Witold Urbanowicz w drugiej połowie 1942 r. został attaché lotniczym w Waszyngtonie. Spotykał się tam oficjalnie i nieoficjalnie z czołowymi przedstawicielami amerykańskiego establishmentu politycznego i wojskowego. Towarzyszył generałowi Sikorskiemu podczas spotkania z prezydentem Rooseveltem oraz poznawał tajniki organizacji i wyposażenia amerykańskich sił powietrznych. Powziął wówczas dwie ważkie decyzje: ożenił się, a potem wyjechał jako ochotnik do Chin, walczyć z Japończykami.

Zaproszenie do Państwa Środka

Urbanowicz skorzystał z zaproszenia, które wystosował do niego gen. Claire Chennault. Dowódca 14 Armii Powietrznej, operującej w tamtym rejonie. Chennault, utalentowany i charyzmatyczny oficer, był twórcą ochotniczej, amerykańskiej jednostki myśliwskiej walczącej u boku chińskiego przywódcy Czang Kaj-szeka przeciwko japońskiemu imperium. Jego piloci w krótkim czasie zasłynęli zarówno z pijackich wybryków i braku dyscypliny, jak też znakomitej skuteczności.

Generał Claire Chennault. To na jego osobiste zaproszenie Witold Urbanowicz dołączył do Latających Tygrysów (źródło: domena publiczna).

Generał Claire Chennault. To na jego osobiste zaproszenie Witold Urbanowicz dołączył do Latających Tygrysów (źródło: domena publiczna).

Podstawowym samolotem w uzbrojeniu Jankesów był P-40 Warhawk. Na tej niezbyt już nowoczesnej wtedy maszynie musieli stawiać czoła groźnym Mitsubishi A6M Zero. Dysponując gorszym sprzętem, Amerykanie wypracowali specjalną taktykę, polegającą na niespodziewanym ataku w locie nurkowym. Przyniosła im ona sporo sukcesów. Znakiem rozpoznawczym Warhawków stały się namalowane na osłonie silnika rozwarte szczęki rekina, oraz uskrzydlony tygrys pod kabiną pilota. To stąd wzięła się nazwa Latające Tygrysy.

Jak rozpoznać Japończyka?

Urbanowicz początkowo stacjonował na lotnisku w Kunmingu, gdzie przeszedł stosowną aklimatyzację. Dowiedział się też wielu, z założenia, niezbędnych w boju rzeczy. W swoich wspomnieniach pisał po latach:

W instrukcji wydanej żołnierzom amerykańskim przeczytałem bardzo cenną wskazówkę; że Japończyka można bardzo łatwo odróżnić od Chińczyka, ponieważ posiada on duży palec u nogi odstający.

Oczywiście okazało się to nonsensem. Zaskoczyła go natomiast bezkompromisowość japońskich pilotów w starciach powietrznych. Urbanowicz szybko nabrał respektu dla ich odwagi, fanatyzmu i nieustępliwości. Jak to podsumował: tu naprawdę obowiązywały inne prawidła walki. Niemniej jednak polski pilot swoimi dokonaniami udowodnił, że pogarda dla śmierci nie zastąpi doświadczenia i wyszkolenia.

Pierwszy zestrzelony Zero

14 października 1943 roku o 10:30 z lotniska w Kunmimgu wystartował amerykański dywizjon z Polakiem w składzie. Ich zadaniem było sprowokowanie do startu i ściągnięcie na siebie japońskich myśliwców bazujących w Hajfongu. Miało to umożliwić własnym bombowcom zbombardowanie tamtejszego lotniska oraz wrogich okrętów w Zatoce Tonkińskiej. Japończycy rzeczywiście kupili podstęp i na amerykańskie Warhawki zwaliły się z góry myśliwce Zero.

Jeden z japońskich samolotów wręcz przykleił się do maszyny Urbanowicza. Polak, mimo zręcznych manewrów, nijak nie mógł zrzucić go ze swojego ogona. Tu jednak dały o sobie znać jego twardy charakter, doświadczenie i stalowe nerwy. Urbanowicz postanowił że dorwie Japończyka, jak już ten wystrzela do niego całą swoją amunicję!

Urbanowicz - jak i inne Latające Tygrysy - walczył z Japończykami za sterami mocno przestarzałych już myśliwców Curtiss P-40 Warhawk (fot. R.T. Smith; lic. domena publiczna).

Urbanowicz – jak i inne Latające Tygrysy – walczył z Japończykami za sterami mocno przestarzałych już myśliwców Curtiss P-40 Warhawk (fot. R.T. Smith; lic. domena publiczna).

Jak zamierzał, tak uczynił. Podniebny samuraj, choć zużył swoje pociski, jednak nie zrezygnował i próbował jeszcze staranować polski myśliwiec. Urbanowicz w ostatniej chwili uniknął zderzenia, a potem pognał Warhawkiem w stromym nurkowaniu za oddalającym się Zerem.

Polski as myśliwski nie zwykł w takich sytuacjach marnować amunicji. Pociski Browningów jego P-40 poszarpały kadłub nieprzyjacielskiego samolotu. Japoński pilot ratował się skokiem ze spadochronem i wylądował w wodach Zatoki Tonkińskiej, gdzie dopadły go rekiny.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Strony: 1 2

Powiedz innym co myślisz:

Dariusz Kaliński - Specjalista od II wojny światowej i działań sił specjalnych, a także jeden z najpoczytniejszych w polskim internecie autorów z tej dziedziny. Od 2014 roku stały publicysta "Ciekawostek historycznych.pl". Wielbiciel zlotów militarnych, zespołu Dżem i talentu aktorskiego Clinta Eastwooda.

Okupacja
Komentarze do artykułu (4)
  1. Zero? Skąd myśliwiec Marynarki Wojennej w głębi lądu? Chyba, że dla autora wszystko co było japońskim myśliwcem to Mitsubishi A6M Rei-Sen. „Tygrysy Chennaulta” miały do czynienia z reguły z Nakajima Ki-27 i lub z bardzo do „Zera” podobnym Nakajima Ki-43 „Hayabusa”

    • Myśliwce Mitsubishi A6M Reisen operowały również z baz lądowych. Używane były w walkach nie tylko nad Chinami, ale też nad Koreą i Wietnamem. Nie sądzę aby Urbanowicz, jako doświadczony lotnik, miał problemy z rozróżnieniem typów myśliwców. Te jego dwa oficjalnie uznane zestrzelenia to były rzeczywiście Ki-43, przed którymi uratował majora Richardsona. Ale w swoich wspomnieniach nie pisze o nich jako o myśliwcach typu „Zero”, tak jak w obu opisanych wyżej przypadkach.

      Natomiast Kanton, Hongkong czy Zatoka Tonkińska, czyli miejsca gdzie miały zostać strącone Zera zdecydowanie nie leżą w „głębi lądu” i jest bardzo prawdopodobne że za ich osłonę powietrzną odpowiadała japońska marynarka. Nie widzę tu niejasności.

      • Ale „Tygrysy Chennaulta” operowały w rejonie, gdzie spotkanie „Zera” graniczyło z cudem. Kunming w prowincji Yunnan, gdzie znajdowała się ówcześnie baza AVG, położony jest setki kilometrów od wybrzeża i zapuszczenie się tam jednostek podległych marynarce wojennej było bardzo mało prawdopodobne. Zwłaszcza, że japońskie wojska lądowe i marynarka wojenna bardzo zazdrośnie strzegły swoich zakresów działania i wielokrotnie dochodziło do wręcz absurdalnych sytuacji. A głównym zadaniem Amerykanów była obrona „Drogi Birmańskiej” i szkolenie chińskich pilotów ze szkoły lotniczej znajdującej się właśnie w Kunmingu. Nad celami położonymi na wybrzeżu chińskim pojawiała już 23 Grupa Myśliwska powstała po rozformowaniu „Tygrysów” w sierpniu 1942 roku. Choć ówczesna prasa jak i część publicystów do dziś 23 Grupę też określa mianem „Tygrysów Chennaulta”, choć miano to ściśle przynależy do American Volunteer Group.

        • Proszę zauważyć, że w artykule podane są konkretne daty, oraz miejsca, gdzie zostały zestrzelone japońskie myśliwce. Podane jest również, że Chennault wystosował zaproszenie do Urbanowicza jako dowódca 14 Armii Powietrznej USA, czyli w okresie, kiedy „Tygrysy” nie istniały już jako AVG lecz jako 23 Grupa Myśliwska. Niestety teksty są ograniczone objętościowo i nie sposób było zagłębiać się w strukturę amerykańskiego lotnictwa w Chinach.

          Druga sprawa. W artykule wyraźnie napisano że oba Zera zostały zestrzelone nie nad Kumingiem ale, w pierwszym wypadku nad Zatoką Tonkińską, a w drugim w okolicach Hongkongu, czyli również nad wybrzeżem. Dodam jeszcze, że wykonując misje bojowe Urbanowicz zapuszczał się aż nad Tajwan.

Dodaj swój komentarz:

Dodaj komentarz


Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu e-mail, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.
Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.

Nasze wydawnictwo

W mrokach średniowiecza Polską rządziły kobiety. I były piekielnie skuteczne

Ich ambicja pozwoliła zbudować imperium. Ich duma unicestwiła królestwo. Bezkompromisowa opowieść przywracająca godność najważniejszym kobietom w dziejach polskiego średniowiecza. Już dzisiaj kup „Damy ze skazą” z autografem autora!

2 listopada 2016 | Czytaj dalej...

Damy ze skazą. Bez nich nie byłoby Polski

Silne, bezwzględne i żądne władzy. Oto historia kobiet, które nie czekały bezczynnie, co przyniesie los. To właśnie one sprawiły, że początki państwa polskiego wyglądały tak, a nie inaczej. Poznaj „Damy ze skazą”, bohaterki naszej najnowszej książki, którą wydajemy wspólnie ze Znakiem Horyzont.

30 października 2016 | Czytaj dalej...

Epoki

Kategorie

Facebook


Polecamy

Mala zbrodnia - pion

Czy wiesz że...

Folksdojcze-miniatura-kolor
…mimo że blisko dziewięćdziesiąt procent Ślązaków w czasie II wojny światowej było wpisanych na volkslisty, to jedynie osiem tysięcy osób posiadało legitymację NSDAP?

wiercenie
…w latach 30. XX wieku w ogrodach watykańskich stanęła wieża radiowa będąca wówczas najsilniejszym nadajnikiem na świecie? Nazwano ją „palcem papieża”.

droguant_ses_disciples
…asasyni wcale nie dokonywali swoich akcji pod wpływem haszyszu? Ten narkotyk sprawiłby raczej, że zamachowiec nie trafiłby na miejsce, nie wspominając już o trafieniu w cel…