Damy - empik

Japońscy doktorzy Mengele. Bestie o stokroć gorsze od hitlerowców?

Autor: | 7 października 2016 | 99,215 odsłon

Japońscy doktorzy śmierci między innymi przeprowadzali sekcje na żywych ludziach. Kadr z filmu "Man behind the sun".

Japońscy doktorzy śmierci między innymi przeprowadzali sekcje na żywych ludziach. Kadr z filmu „Man behind the sun”.

Bestialskie eksperymenty w imię nauki. Tortury wymuszone wizją postępu. Ale też – nieludzkie próby przeprowadzane z czystego okrucieństwa. Takie, w których ofiar nawet nie uznawano za ludzi. Nieszczęśnicy byli zaledwie „kłodami drewna”.

Japońska ekspansja w Azji zaczęła się od Mandżurii. To właśnie tam, w latach 30. XX wieku, cesarskie wojsko stworzyło pierwsze laboratorium, w którym „królikami doświadczalnymi” mieli być chińscy więźniowie.

Chodziło o badania nad bronią chemiczną i biologiczną. Kandydat na szefa tego ośrodka wydawał się oczywisty. To Shiro Ishii, lekarz i mikrobiolog, który kilka poprzednich lat spędził na podróżach po Europie. Tam przyglądał się efektom stosowania gazów bojowych w I wojnie światowej. Tokijskie kręgi władzy były już wówczas zdominowane przez militarystów i Ishii z łatwością przekonał ministra wojny do programu budowy broni masowego rażenia.

Pierwsze laboratorium powstało w obozie Hong Ma, w opustoszałym miasteczku niedaleko Harbinu (największe miasto Mandżurii). W 1936 roku Ishii, awansowany na pułkownika, miał już dość środków i wpływów, by uruchomić spory kompleks badawczy. Powstał on w wiosce Pingfan pod Harbinem.

Shiro Ishii, lekarz i mikrobiolog, z łatwością przekonał ministra wojny do programu broni masowego rażenia. Program badawczy obejmował eksperymenty na ludziach (fot. Masao Takezawa, źródło: domena publiczna).

Shiro Ishii, lekarz i mikrobiolog, z łatwością przekonał ministra wojny do programu broni masowego rażenia. Program badawczy obejmował eksperymenty na ludziach (fot. Masao Takezawa, źródło: domena publiczna).

Na obszarze paru kilometrów kwadratowych, odizolowanym murem i drutem kolczastym, Japończycy zbudowali laboratorium, pawilon więzienny, fabryczkę broni chemicznej oraz bakteriologicznej, a także piec krematoryjny. Ishii miał także do dyspozycji poligon do ćwiczeń w terenie oraz eskadrę samolotów z pilotami.

Naukowa elita w służbie zbrodni

Ośrodek do 1941 roku działał pod oficjalną nazwą „wydziału zapobiegania epidemiom i oczyszczania wody Armii Kwantuńskiej”. Potem dostał kryptonim, który do dziś wywołuje złowieszcze konotacje: Jednostka 731.

Ishii zgromadził elitę lekarzy i naukowców ściągniętą z japońskich uczelni, a także pracowników cywilnych – w sumie parę tysięcy ludzi. W ramach różnych oddziałów mieli hodować i produkować zarazki chorób zakaźnych, prowadzić próby laboratoryjne i polowe, a także testować środki przenoszenia (aerozole, specjalne porcelanowe bomby lotnicze).

Ośrodek w Pingfan nie był jedyny – inne powstają m.in. pod Nankinem, Changchun (ówcześnie Xinjing), nawet w Singapurze. Wszystkie bez skrupułów wykorzystywały ludzi w roli królików doświadczalnych. Już po wojnie jeden z japońskich oficerów sądzonych przez Sowietów w tzw. procesie chabarowskim, powiedział: Wiem, że jak długo istniało więzienie w Jednostce 731, żaden z więźniów nie wyszedł z niego żywy.

„Byli tylko kawałkami mięsa”

Do laboratoriów Jednostki 731 trafiali jeńcy wojenni (głównie chińscy, ale także sowieccy i koreańscy), domniemani szpiedzy, ale także zwykli cywile, aresztowani i dostarczani do ośrodków kontyngentami przez Kempeitai – cesarską tajną służbę.

Sprowadzaniem do laboratorium osób do eksperymentów zajmowała się Kampeitai. Na tym zdjęciu z 1935 roku jej żandarmi podróżują pociągiem (źródło: domena publiczna).

Sprowadzaniem do laboratorium osób do eksperymentów zajmowała się Kampeitai. Na tym zdjęciu z 1935 roku jej żandarmi podróżują pociągiem (źródło: domena publiczna).

Japońska ekspansja w Azji od początku była nasycona niebywałym okrucieństwem. Armia od szeregowca po generała z jednej strony karmiła się kultem bezwzględnego podporządkowania, z drugiej: przesiąknięta była pogardą wobec życia. Zarówno własnych żołnierzy, jak i cywilów na podbijanych terenach. Mordy, gwałty, grabieże, zmuszanie do niewolniczej pracy, dehumanizacja jeńców i ofiar cywilnych – wszystko to przybrało skalę masową.

W Jednostce 731 i podobnych ośrodkach ofiary były określane jako maruta – „kłody”, „klocki drewna”. Tracili imiona i nazwiska. Stawali się numerami, co ułatwiało oprawcom nie tyle ewidencję, co opisywanie doświadczeń. „Krzyczeli i krzyczeli. Nie uważaliśmy tych «kłód», tych «klocków» za istoty ludzkie. Byli tylko kawałkami mięsa do poćwiartowania na pniaku” – relacjonował naoczny świadek eksperymentów.

Inspirację do napisania artykułu stanowiła powieść Jung-Myung Lee pod tytułem "Poeta, strażnik i więzień" (Świat Książki 2016).

Inspirację do napisania artykułu stanowiła powieść Jung-Myung Lee pod tytułem „Poeta, strażnik i więzień” (Świat Książki 2016).

Zbrodnicza wyobraźnia japońskich naukowców nie miała granic. Jeśli nawet pewną część tych eksperymentów można było uzasadniać potrzebą naukową czy militarną, to większość służyła wyłącznie zaspokojeniu sadystycznych skłonności ich organizatorów.

Szczury, pchły i dźwięk deseczki

Więźniom w Pingfan wszczepiano zarazki: cholery, tyfusu czy dżumy. Cywilni pracownicy, którzy aplikowali zastrzyki, opowiadali po latach, że więźniowie zarażeni dżumą w ciągu paru dni chudli w oczach, a skóra robiła im się niemal czarna. By sprawdzić i wzmocnić zjadliwość poszczególnych szczepów, zarażano chorych między sobą. Jeśli ktoś wyzdrowiał, czekały go kolejne testy – aż do śmierci.

Prowadzono także próby na poligonie. Polegały na tym, że do pali gdzieś w polu przywiązywano kilkunastu więźniów, a potem zrzucano na okolicę bomby z pchłami przenoszącymi bakcyla choroby. By taką broń spreparować, trzeba było najpierw przygotować hodowlę tysięcy zakażonych szczurów, na których pchły mogłyby pasożytować.

Inny test przewidywał poranienie ofiar odłamkami bomby „zainfekowanej” zgorzelą gazową – okaleczeni umarli w mękach w ciągu tygodnia.

Pozostałości po harbińskim budynku numer 6, gdzie pracowano nad bronią bakteriologiczną (fot. 松岡明芳, lic. CC BY-SA 3.0).

Pozostałości po harbińskim budynku numer 6, gdzie pracowano nad bronią bakteriologiczną (fot. 松岡明芳, lic. CC BY-SA 3.0).

Kobiety zapładniano, a następnie usuwano płody na różnych etapach ciąży. W trakcie ciąży zarażano je także syfilisem i obserwowano, jak choroba się rozwija. Testowano na żywych ludziach urządzenia do dezynfekcji ogniem.

Wycinano organy wewnętrzne, by sprawdzić, bez których człowiek może przeżyć i jak długo. Pozostawiano ludzi na 40-stopniowym mrozie, aby ich kończyny ulegały odmrożeniu (dopóki przy uderzeniu „nie wydawały dźwięku podobnego do dźwięku deseczki”), a potem próbowano je na różne sposoby rozmrażać.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Strony: 1 2

Powiedz innym co myślisz:

Mateusz ZimmermanMateusz Zimmerman - Dziennikarz i publicysta portalu Onet.pl, z którym jest związany od 2010 r. Zajmuje się głównie tematami historycznymi. Wcześniej publikował w „Dzienniku Polskim” i periodykach studenckich. Absolwent politologii i dziennikarstwa (UJ).

Okupacja
Komentarze do artykułu (15)
  1. ”Przypomnę, taki p. Gorbaczow, obecnie mieszkający w bazie marynarki Wojennej USA w Kalifornii, jest znany z zamknięcia w psychuszkach, czyli więzieniach pod nazwą szpitali, z powodu schizofrenii bezobjawowej, większej ilości ludności aniżeli Stalin zamknął w lagrach.
    Łagry łamały kości ludziom ale zachowały człowieczeństwo. Psychuszki i elektrowstrząsy, czy wstrząsy insulinowe czy kardiazolowe niszczyły całkowicie człowieczeństwo.” dr J.Jaśkowski
    //alexjones.pl/aj/aj-technologia-i-nauka/aj-medycyna/item/96493-stwardnienie-rozsiane-a-witamina-d-3-zdrowie-publiczne-wielka-sciema
    //educodomi.blog.pl/piorem-dr-jj/

  2. Z tego, co pamiętam z lektur, to policja japońska /odpowiednik niemieckiego Gestapo/ o nazwie Kampeitei…/lu Kempeitei/…w swoim wyrafinowanym okrucieństwie po wielokroć przewyższało swoich niemieckich bandytów! PS K. to nie była żandarmeria..

  3. Zauważmy gwoli prawdy że te syniki są DO DZIŚ podstawą wiedzy o zachowaniu się ludzkiego ciała wystawionego na działanie ekstremalnych czynników. to dzięki nim opracowano szereg procedur medycznych postępowań wobec ofiar klęsk żywiołowych, wojen, epidemii itp.

Dodaj swój komentarz:

Dodaj komentarz


Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu e-mail, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.
Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.

Nasze wydawnictwo

W mrokach średniowiecza Polską rządziły kobiety. I były piekielnie skuteczne

rycheza

Ich ambicja pozwoliła zbudować imperium. Ich duma unicestwiła królestwo. Bezkompromisowa opowieść przywracająca godność najważniejszym kobietom w dziejach polskiego średniowiecza. Już dzisiaj kup „Damy ze skazą” z autografem autora!

2 listopada 2016 | Czytaj dalej...

Damy ze skazą. Bez nich nie byłoby Polski

zapowiedz2-miniatura

Silne, bezwzględne i żądne władzy. Oto historia kobiet, które nie czekały bezczynnie, co przyniesie los. To właśnie one sprawiły, że początki państwa polskiego wyglądały tak, a nie inaczej. Poznaj „Damy ze skazą”, bohaterki naszej najnowszej książki, którą wydajemy wspólnie ze Znakiem Horyzont.

30 października 2016 | Czytaj dalej...

Epoki

Kategorie

Facebook


Polecamy

Imperium

Czy wiesz że...

Christian-Krohg-Struggle-for-Survival-1
…w Londynie pod koniec XIX wieku żyło ponad 4 mln biedaków? Dla porównania w 1900 roku Warszawa, Gdańsk, Kraków, Poznań, Łódź, Lwów i Wilno łącznie liczyły nieco ponad półtora miliona mieszkańców. W stolicy Imperium Brytyjskiego tylko nędzarzy było dwa i pół razy więcej!


…Kazimierz Moczarski, szef Biura Informacji i Propagandy Komendy Głównej AK, doświadczył w ubeckim więzieniu aż 49 rodzajów tortur? Umieszczenie w jednej celi z hitlerowskim zbrodniarzem Jürgenem Stroopem miało być 50. z nich.



mini2
…w komunistycznej Rumunii panował kult jednostki, a gdy Ceaușescu wyruszał na prowincję, spryskiwano drzewa zieloną farbą i wieszano na gałęziach dorodne jabłka?