Damy - empik

Zapomniane damy z czarnego marszu. Pięć niezwykłych kobiet Solidarności

Autor: | 4 października 2016 | 2,867 odsłon

Wykorzystano zdjęcie flagi "Solidarności", autor: Ludek, licencja: CC BY-SA 3.0).Anna Walentynowicz, Jadwiga Staniszkis, Henryka Krzywonos, Ewa Ossowska i Alina Pieńkowska jednoznacznie kojarzą się z „Solidarnością”. Co jednak z pozostałymi paniami, które stworzyły najważniejszą organizację obywatelską w XX-wiecznej Polsce? Prezentujemy pięć dziewczyn z „Solidarności”, o których nigdy nie słyszeliście. A powinniście!

Było ich wiele. Pomagały, jak umiały. Jedne aktywnie angażowały się w działania „Solidarności”: kolportowały ulotki, przygotowywały artykuły, pracowały w radiu. Drugie wspierały je „po domowemu”. Gotowały im w stołówce, przynosiły czyste ubrania czy niezbędne leki. Trudno wymienić je wszystkie. Ale niektóre naprawdę warto.

Maturzystka za kratkami

Przyszli po mnie parę minut po szóstej. Rozległ się dzwonek do drzwi. Rodzice, jeszcze zaspani, otworzyli. Do środka wparowała trójka esbeków – wspomina Beata Górczyńska-Szmytkowska w książce „Dziewczyny z Solidarności” Anny Herbich. Miała wówczas osiemnaście lat i za kilka dni miała zdawać maturę. Życie zgotowało jej prawdziwy egzamin z dojrzałości.

Uczennica „Topolówki” w Gdańsku grabiła sobie u władzy komunistycznej od dłuższego czasu.  Wraz z rodzicami wystawała pod bramą gdańskiej stoczni w czasie strajków w 1980 roku. Przestępując progi III Liceum Ogólnokształcącego przy ulicy Topolowej 7 w Gdańsku była już mocno przesiąknięta solidarnościowymi nastojami.  Jej głównym zadaniem było współorganizowanie „czarnych marszów” i marszów milczenia wymierzonych w komunistów.

Większość kobiet, które uczestniczyły w tworzeniu "Solidarności" pozostaje zapomnianymi. Niektórym, jak Annie Walentynowicz zwrócono cześć i pamięć. Inne pozostają nieznane (fotografik: Andrzej Iwański, licencja: CC BY-SA 3.0).

Większość kobiet, które uczestniczyły w tworzeniu „Solidarności” pozostaje zapomnianymi. Niektórym, jak Annie Walentynowicz zwrócono cześć i pamięć. Inne pozostają nieznane (fotografik: A. Iwański, licencja: CC BY-SA 3.0).

Razem z kolegami stworzyła nielegalne radio BIT. Mieszkanie jej rodziców stało się skrzynką do kolportażu opozycyjnej bibuły. Ze względu na podejrzenie tego procederu, SB w kwietniu 1986 roku przeszukała jej pokój. Egzemplarze opozycyjnych ulotek zostały dobrze ukryte, ale i tak wpadły w ręce esbeków. Nie było odwrotu. Osiemnastolatkę bez pardonu zaprowadzono do aresztu.

Do więzienia wzięłam ze sobą Biblię i autobiografię Gandhiego. Niestety, od razu zabrali mi je do depozytu. Na szczęście pozwolili rodzicom przekazać mi do celi podręczniki. Mogłam, więc w więzieniu powtarzać sobie materiał, początkowo miałam, bowiem nadzieję, że wypuszczą mnie na maturę i egzaminy na studia ­ mówiła Górczyńska-Szmytkowska Annie Herbich.

W przypominającej studnię celi, razem z prawdziwymi, kryminalnymi przestępczyniami, przesiedziała całą wiosnę. O jej uwolnienie walczyli koledzy ze szkoły, interweniował sam biskup Gocłowski – bez skutku.  Wyjść udało się jej dopiero w lipcu.  Mimo więziennej traumy nie zerwała z „Solidarnością”.

Artykuł powstał m.in. w oparciu o książkę Anny Herbich pt. "Dziewczyny z Solidarności" (Znak Horyzont 2016).

Artykuł powstał m.in. w oparciu o książkę Anny Herbich pt. „Dziewczyny z Solidarności” (Znak Horyzont 2016).

Studiując na KUL-u dalej kolportowała zakazane teksy i spotykała się z ludźmi „Solidarności”.  W 1988 roku znów została zwinięta przez milicję. Tym razem za kratki trafiła tylko na kilka godzin. Dziś nadal mieszka w Gdańsku i pracuje w Archiwum Państwowym. W 2013 roku prezydent Bronisław Komorowski przyznał jej Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski za działalność w opozycji demokratycznej.

Panienka z dobrego domu i awantury na ulicach

Zomowiec dopadł do mnie i wymierzył mi potężnego kopniaka. Przewróciłam się na chodnik, a on zaczął mnie okładać pałą. Na oślep, z całej siły. Rozbił mi głowę, zalałam się krwią. Straciłam przytomność.

Ocknęłam się dopiero, gdy sanitariusze zabierali mnie z ziemi i próbowali przenieść do karetki. Śnieg na chodniku był czerwony…– tak swój udział w spacyfikowanym przez ZOMO strajku w grudniu 1981 roku podsumowuje Janina Wehrstein w „Dziewczynach z Solidarności”.

Wychowana w zamożnej rodzinie spod Lwowa „jaśnie panienka” od najmłodszych lat boleśnie odczuwała prześladowania komunistów (jej rodzinę gnębiło NKWD). Mając kilkanaście lat, w czasie II wojny światowej, pomagała ciotce w wykupywaniu Żydów z więzienia. W 1956 roku po raz pierwszy mocno skonfliktowała się z komunistyczną władzą. Za wyśmiewanie „armii bratniego kraju” trafiła za kratki na 48 godzin.

Kiedy tylko powstała „Solidarność”, Janina poczuła, że musi przyłączyć się do tych ludzi. W 1982 roku została aresztowana za drukowanie i kolportowanie ulotek antyreżimowych. W protokole zatrzymania wpisano, że przechowuje benzynę do celów terrorystycznych. Wolność ujrzała dopiero po roku. Nie na długo. Po amnestii z okazji pielgrzymki Jana Pawła II do Polski w 1983 roku nadal była na cenzurowanym. W 1985 roku znów trafiła do więzienia.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Strony: 1 2 3

Powiedz innym co myślisz:

Katarzyna Krzyżak - Absolwentka dziennikarstwa na UJ. Od dawna wie, że historia jest nauczycielką życia, więc uczy się jak może i zgłębia dawne dzieje. Gdyby mogła, najchętniej zostałaby trybunem ludowym albo średniowiecznym alchemikiem.

Okupacja
Komentarze do artykułu (7)
  1. Ale Ossowską to odnalazła Marta Dzido, autorka książki Kobiety Solidarności. Czyżby pani Herbich zabrakło tematu i naoglądała się filmu Solidarności według kobiet, którego Dzido jest narratorką, ku inspiracji. ..?

    • Nie rozumiem. Czy skoro pani Marta Dzido odnalazła panią Ewę Ossowską, to czy znaczy to, że prawo do wpomnienia tego nazwiska ma tylko ona?
      W książce pani Herbich nie ma historii pani Ossowskiej, podobnie jak w tym artykule.

    • Po lekturze nasuwa się jedna myśl: wspaniałe, dzielne kobiety. Cytując wypowiedź Joanny Gwiazdy, jednej z bohaterek książki: „Władze komunistyczne jak ognia bały się kobiet Solidarności. Byłyśmy bowiem zacięte, pewne siebie, nie dawałyśmy sobie w kaszę dmuchać.”

  2. W tekście jest błąd merytoryczny: nie organizowałam żadnych marszów i nie tworzyłam Radia BIT. Również w „Dziewczynach z Solidarności” i w Encyklopedii Solidarności (zob. w bibliografii) nie ma o tym mowy.

  3. szkoda ze nie wydaliscie ksiazki Marty Dzido Kobiety Solidarnosci w twardej oprawie. Tam to literatura, a tutaj widze kolejny temat na zlecenie. Szkoda, ze zamiast reporterskiej, autentycznej pasji Dzido Wydawnictwo Znak promuje wydmuszki i mechanizmy korporacyjne. SIW WSTYD

Dodaj swój komentarz:

Dodaj komentarz


Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu e-mail, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.
Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.

Nasze wydawnictwo

W mrokach średniowiecza Polską rządziły kobiety. I były piekielnie skuteczne

rycheza

Ich ambicja pozwoliła zbudować imperium. Ich duma unicestwiła królestwo. Bezkompromisowa opowieść przywracająca godność najważniejszym kobietom w dziejach polskiego średniowiecza. Już dzisiaj kup „Damy ze skazą” z autografem autora!

2 listopada 2016 | Czytaj dalej...

Damy ze skazą. Bez nich nie byłoby Polski

zapowiedz2-miniatura

Silne, bezwzględne i żądne władzy. Oto historia kobiet, które nie czekały bezczynnie, co przyniesie los. To właśnie one sprawiły, że początki państwa polskiego wyglądały tak, a nie inaczej. Poznaj „Damy ze skazą”, bohaterki naszej najnowszej książki, którą wydajemy wspólnie ze Znakiem Horyzont.

30 października 2016 | Czytaj dalej...

Epoki

Kategorie

Facebook


Polecamy

Imperium

Czy wiesz że...

russian-1
zachodni korespondenci ukrywali przed światem klęskę głodu na Ukrainie w latach 1932-33 i powielali radziecką propagandę o sukcesach pięciolatki bo… bali się o swoje akredytacje prasowe?

Na-ksiezycu
udział Polaków w podboju kosmosu był większy, niż powszechnie się sądzi? Bez pracy takich naukowców jak Mieczysław Bekker czy Wojciech Rostafiński człowiek nie postawiłby stopy na Księżycu.

Une_leçon_clinique_à_la_Salpêtrière
na przełomie XIX i XX wieku wielu naukowców dało się porwać modzie na spirytyzm? Konstruktorzy i wynalazcy, umysły ścisłe, wieczorami brali udział w seansach mediumicznych!