Ciekawostki Historyczne

Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Zapomniane damy z czarnego marszu. Pięć niezwykłych kobiet Solidarności

Wykorzystano zdjęcie flagi "Solidarności", autor: Ludek, licencja: CC BY-SA 3.0).Anna Walentynowicz, Jadwiga Staniszkis, Henryka Krzywonos, Ewa Ossowska i Alina Pieńkowska jednoznacznie kojarzą się z „Solidarnością”. Co jednak z pozostałymi paniami, które stworzyły najważniejszą organizację obywatelską w XX-wiecznej Polsce? Prezentujemy pięć dziewczyn z „Solidarności”, o których nigdy nie słyszeliście. A powinniście!

Było ich wiele. Pomagały, jak umiały. Jedne aktywnie angażowały się w działania „Solidarności”: kolportowały ulotki, przygotowywały artykuły, pracowały w radiu. Drugie wspierały je „po domowemu”. Gotowały im w stołówce, przynosiły czyste ubrania czy niezbędne leki. Trudno wymienić je wszystkie. Ale niektóre naprawdę warto.

Maturzystka za kratkami

Przyszli po mnie parę minut po szóstej. Rozległ się dzwonek do drzwi. Rodzice, jeszcze zaspani, otworzyli. Do środka wparowała trójka esbeków – wspomina Beata Górczyńska-Szmytkowska w książce „Dziewczyny z Solidarności” Anny Herbich. Miała wówczas osiemnaście lat i za kilka dni miała zdawać maturę. Życie zgotowało jej prawdziwy egzamin z dojrzałości.

Uczennica „Topolówki” w Gdańsku grabiła sobie u władzy komunistycznej od dłuższego czasu.  Wraz z rodzicami wystawała pod bramą gdańskiej stoczni w czasie strajków w 1980 roku. Przestępując progi III Liceum Ogólnokształcącego przy ulicy Topolowej 7 w Gdańsku była już mocno przesiąknięta solidarnościowymi nastojami.  Jej głównym zadaniem było współorganizowanie „czarnych marszów” i marszów milczenia wymierzonych w komunistów.

Większość kobiet, które uczestniczyły w tworzeniu "Solidarności" pozostaje zapomnianymi. Niektórym, jak Annie Walentynowicz zwrócono cześć i pamięć. Inne pozostają nieznane (fotografik: Andrzej Iwański, licencja: CC BY-SA 3.0).

Większość kobiet, które uczestniczyły w tworzeniu „Solidarności” pozostaje zapomnianymi. Niektórym, jak Annie Walentynowicz zwrócono cześć i pamięć. Inne pozostają nieznane (fotografik: A. Iwański, licencja: CC BY-SA 3.0).

Razem z kolegami stworzyła nielegalne radio BIT. Mieszkanie jej rodziców stało się skrzynką do kolportażu opozycyjnej bibuły. Ze względu na podejrzenie tego procederu, SB w kwietniu 1986 roku przeszukała jej pokój. Egzemplarze opozycyjnych ulotek zostały dobrze ukryte, ale i tak wpadły w ręce esbeków. Nie było odwrotu. Osiemnastolatkę bez pardonu zaprowadzono do aresztu.

Do więzienia wzięłam ze sobą Biblię i autobiografię Gandhiego. Niestety, od razu zabrali mi je do depozytu. Na szczęście pozwolili rodzicom przekazać mi do celi podręczniki. Mogłam, więc w więzieniu powtarzać sobie materiał, początkowo miałam, bowiem nadzieję, że wypuszczą mnie na maturę i egzaminy na studia ­ mówiła Górczyńska-Szmytkowska Annie Herbich.

W przypominającej studnię celi, razem z prawdziwymi, kryminalnymi przestępczyniami, przesiedziała całą wiosnę. O jej uwolnienie walczyli koledzy ze szkoły, interweniował sam biskup Gocłowski – bez skutku.  Wyjść udało się jej dopiero w lipcu.  Mimo więziennej traumy nie zerwała z „Solidarnością”.

Studiując na KUL-u dalej kolportowała zakazane teksy i spotykała się z ludźmi „Solidarności”.  W 1988 roku znów została zwinięta przez milicję. Tym razem za kratki trafiła tylko na kilka godzin. Dziś nadal mieszka w Gdańsku i pracuje w Archiwum Państwowym. W 2013 roku prezydent Bronisław Komorowski przyznał jej Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski za działalność w opozycji demokratycznej.

Panienka z dobrego domu i awantury na ulicach

Zomowiec dopadł do mnie i wymierzył mi potężnego kopniaka. Przewróciłam się na chodnik, a on zaczął mnie okładać pałą. Na oślep, z całej siły. Rozbił mi głowę, zalałam się krwią. Straciłam przytomność.

Ocknęłam się dopiero, gdy sanitariusze zabierali mnie z ziemi i próbowali przenieść do karetki. Śnieg na chodniku był czerwony…– tak swój udział w spacyfikowanym przez ZOMO strajku w grudniu 1981 roku podsumowuje Janina Wehrstein w „Dziewczynach z Solidarności”.

Wychowana w zamożnej rodzinie spod Lwowa „jaśnie panienka” od najmłodszych lat boleśnie odczuwała prześladowania komunistów (jej rodzinę gnębiło NKWD). Mając kilkanaście lat, w czasie II wojny światowej, pomagała ciotce w wykupywaniu Żydów z więzienia. W 1956 roku po raz pierwszy mocno skonfliktowała się z komunistyczną władzą. Za wyśmiewanie „armii bratniego kraju” trafiła za kratki na 48 godzin.

Kiedy tylko powstała „Solidarność”, Janina poczuła, że musi przyłączyć się do tych ludzi. W 1982 roku została aresztowana za drukowanie i kolportowanie ulotek antyreżimowych. W protokole zatrzymania wpisano, że przechowuje benzynę do celów terrorystycznych. Wolność ujrzała dopiero po roku. Nie na długo. Po amnestii z okazji pielgrzymki Jana Pawła II do Polski w 1983 roku nadal była na cenzurowanym. W 1985 roku znów trafiła do więzienia.

Joanna Duda-Gwiazda. Jedna z najważniejszych kobiet "Solidarności". Zdjęć kobiet, o których opowiada ten artykuł nie odnajdziecie w internecie (źródło: Instytut Spraw Obywatelskich, źródło: CC BY-SA 2.0).

Joanna Duda-Gwiazda, jedna z najważniejszych kobiet „Solidarności”. Dziś coraz więcej mówi się o roli kobiet w obaleniu PRL, ale wciąż mało o nich wiadomo. Trudno zdobyć nawet zdjęcia kobiet, o których opowiada ten artykuł (źródło: Instytut Spraw Obywatelskich, źródło: CC BY-SA 2.0).

Przez kolejne 12 miesięcy znosiła szykany, pobicia, zastraszanie i towarzystwo morderczyń, z którymi dzieliła celę. Po opuszczeniu karceru została pełnomocnikiem na Gdańsk warszawskiej Komisji Interwencji i Porad Prawnych założonej przez Zbigniewa i Zofię Romaszewskich. Jej głównym zajęciem było wykupywanie ludzi, którym z powodu działania antykomunistyczne groziło więzienie.

Między bieganiem na rozprawy, zajmowała się roznoszeniem ulotek i broszur. W czasie jednej z akcji rozlepiania plakatów solidarnościowych w pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia 1986 roku została zwinięta przez milicję. Na jej rozprawie stawiły się tłumy, a o „numerze” Wehrstein mówiono na Wybrzeżu przez długi czas. SB zagięło na nią parol. Aż do upadku komuny nie uwolniła się od towarzystwa „smutnych panów”.

W czasie słynnego marszu pod pomnik ofiar Grudnia `70 w kwietniu 1989 roku nawoływała do zachowania spokoju i nieatakowanie ZOMO. Osobiście ratowała przed spaleniem część dokumentacji, którą komuniści usiłowali zniszczyć.  Obecnie działa w Zarządzie gdańskiego oddziału Stowarzyszenia Rodzin Katyńskich. Za swoje zasługi w „Solidarności” Janina została uhonorowana Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Prawa ręka Popiełuszki

Była bardzo blisko księdza Popiełuszki. To wraz z nim dzieliła wśród członków Solidarności dary przesyłane z Zachodu. Nie tylko wspierała istniejące komórki opozycyjne, ale i sama aktywnie je zakładała. Organizowała koła „Solidarności” wśród nauczycieli na Mazowszu. Należałam do ludzi, którzy w 1980 roku dosłownie oszaleli na punkcie „Solidarności”. Rzucili się w wir działalności związkowej – mówi Hanna Grabińska w „Dziewczynach z Solidarności”.

Hanna Grabińska była prawą ręką księdza Jerzego Popiełuszki (autor: Zkoty, licencja: CC BY-SA 4.0).

Hanna Grabińska była prawą ręką księdza Jerzego Popiełuszki (autor: Zkoty, licencja: CC BY-SA 4.0).

Dzięki determinacji Hanny dziesiątki rodzin związkowców mogły związać koniec z końcem. Swoją wysłużoną Zastawą wyjeżdżała tysiące kilometrów, by zdobyć i rozprowadzić ubrania, jedzenie i chemię przysyłaną przez Polaków z Wielkiej Brytanii. Przez dziewięć lat prowadziła pokaźny magazyn. Działała niczym najlepsza firma kurierska. Trudno policzyć, ile paczek wyekspediowała.

Miała jedną zasadę – do każdej wkładała święty obrazek, a po śmierci księdza Popiełuszki jego zdjęcie. Zaprawiona niełatwym, wojennym dzieciństwem, walczyła jak lwica, by przysyłane z zagranicy dary nie zostały rozszabrowane przez komunistów. Opozycji oddała się na całego, ale ostateczna twarz „Solidarności” nie przypadła jej do gustu.

Prawdziwa „Solidarność” skończyła się w 1989 roku. Całe szczęście, że nie musiałam patrzeć na jej upadek: 19 lipca 1989 roku – w dniu wyboru generała Wojciecha Jaruzelskiego na „prezydenta” – wyjechałam z kraju – zdradziła w książce Herbich pt. „Dziewczyny z Solidarności”.

Ze "smutnymi panami" naprawdę nie było żartów (źródło: domena publiczna).

Ze „smutnymi panami” naprawdę nie było żartów (źródło: domena publiczna).

Odsiadka za brak uśmiechu

Scena jak w kiepskiej komedii. Izabella Lipniewicz, młoda pracownica laboratorium, wraz z kolegą usiłuje przedrzeć się przez obstawione przez milicję miasto. W kieszeniach mają pełno opozycyjnych ulotek. Nagle mężczyzna podchodzi do milicjanta i wręcza mu bibułę. Niestety, zamiast salwy śmiechu – odsiadka. Dowcipy i żarty sypały się za to, gdy Izabela stawała przed sądem Marynarki Wojennej. Tylko wyrok nie był zabawny – 3 lata więzienia.

Po podpisaniu porozumień sierpniowych zapisała się do związku i od razu zaczęła tworzyć nielegalną prasę. Trzy dni po ogłoszeniu stanu wojennego trafiła do więzienia. Za kratami poczuła misję „nawracania” współwięźniarek. „Ewangelizacja” nie trwała długo, bo szybko przeniesiono ją na oddział o zaostrzonym rygorze.

Warunki na oddziale „czerwonym” w Fordonie były tak katastrofalne, że interweniował w tej sprawie episkopat i Amnesty International. Komuniści zabrali się więc za remont, a nas na ten czas wysłali do zakładu karnego w Grudziądzu. Grudziądz był więzieniem dla recydywy.

Jakby to dziś powiedziała młodzież – hardcorowym na maksa. Bez kanalizacji, za to z wielkimi, dwudziestolitrowymi kotłami w celach. Każdego dnia trzeba było ten kocioł opróżnić z ekskrementów – wyznała Izabella Lipniewicz w książce „Dziewczyny z Solidarności”.

Artykuł powstał m.in. w oparciu o książkę Anny Herbich pt. "Dziewczyny z Solidarności" (Znak Horyzont 2016).

Artykuł powstał m.in. w oparciu o książkę Anny Herbich pt. „Dziewczyny z Solidarności” (Znak Horyzont 2016).

Przebywają w zamknięciu nie traciła ducha, brała udział w głodówkach i przekazywała informacje do radia Wolna Europa. Oddzielona od dwójki dzieci, po zakończeniu odsiadki jeszcze mocniej zaangażowała się w działalność opozycyjną. Poza kolportowaniem bibuły i pomocą innym związkowcom, związała się także z Solidarnością Walczącą.

Flirciara z pociągu

Lucyna Jamka była mistrzynią kobiecej przewrotności. Gdy miała przewieźć pociągiem „trefny towar” wypatrywała wysokiego rangą oficera, podchodziła i zostawała jego najlepszą przyjaciółką. Niewielka kokieteria i miała prawie całkowitą pewność, że w czasie podróży jej nikt nie będzie rewidował. Mimo tego kamuflażu była na liście osób poszukiwanych przez bezpiekę.

Ukrywałam się osiem lat, siedem miesięcy i osiemnaście dni. Dopiero po upływie tego czasu władze anulowały rozesłany za mną list gończy. Dopiero wtedy mogłam się ujawnić i wrócić do normalnego życia. Kiedy to nastąpiło? 1 sierpnia 1990 roku – snuje swoją opowieść Lucyna Jamka w książce „Dziewczyny z Solidarności”.

Te długie dziewięć lat to był dla mnie trudny czas. Nie miałam kontaktu z rodziną, musiałam przerwać karierę naukową. Zapadłam się pod ziemię – wspomina. Dlaczego tak bardzo jej nienawidzono? Po podpisaniu porozumień sierpniowych zakładała związki zawodowe na Śląsku. Zagrzewała do strajków, rozprowadzała bibułę, przekonywała robotników.

Wydawnictwa podziemne – tak zwana "bibuła" – z lat osiemdziesiątych (źródło: domena publiczna).

Wydawnictwa podziemne – tak zwana „bibuła” – z lat osiemdziesiątych (źródło: domena publiczna).

Choć wiedziała, że jest obserwowana i może trafić do więzienia, cały czas wspomagała „Solidarność”. Organizowała pomoc dla strajkującej Huty Katowice. Stworzyła Regionalną Grupę Oporu, w ukryciu budowała struktury „Solidarności”. W 1982 roku stanęła na czele Regionalnej Komisji Koordynacyjnej NSZZ „Solidarność”, przewodziła też Solidarności Walczącej. Cały czas podążali za nią esbecy.

Jak wspomina, była mistrzynią kamuflażu. Nadawała sobie kolejne imiona, wymyślała nowe zawody, przebierała się za stare kobiety, lolitki, sportsmenki. Po całym kraju miała swoje skrytki. W 1988 roku zaczęła kierować Autonomicznym Wydziałem Wschodnim Solidarności. Rok później zaangażowała się w walkę z rosyjskimi komunistami. Chciała mieć, choćby symboliczny, udział w rozpadzie ZSRR. Bo wiedziała, że tak długo jak istnieją Sowiety, nie może być wolnej Polski.

Bibliografia:

  1. „Magazyn Solidarność – wydanie specjalne”, 2008, (http://www.solidarnosc.gda.pl/wp-content/uploads/2008/05/spec12_2008.pdf, dostęp: 03.10.2016).
  2. „Encyklopedia Solidarności” (http://www.encysol.pl/wiki/Beata_G%C3%B3rczy%C5%84ska-Szmytkowska, dostęp: 03.10.2016).
  3. http://www.encysol.pl/wiki/Beata_G%C3%B3rczy%C5%84ska-Szmytkowska (dostęp: 03.10.2016).
  4. Anna Herbich, „Dziewczyny z Solidarności” (Znak Horyzont 2016).
  5. Laskiewicz Bożena, „MEDICAL AID FOR POLAND FUND 1981-2009” (http://www.mapf.org.uk/Laskiewicz_MAPF_2009.pdf, dostęp: 03.10.2016).

Poznaj historię zapomnianych bohaterek Solidarności:

Czy wiesz, że ...

...gdy w październiku 1963 roku Swietłana Alliłujewa, córka Stalina, poznała miłość swojego życia... w szpitalu? Była właśnie tuż po operacji wycięcia migdałków. Jej ukochany, Radża Brajesh Singh, w szlafroku i z watą w nozdrzach, cierpiał po usunięciu polipów z nosa.

...PRL-owski rząd zapewniał stypendia dla młodych bliskowschodnich terrorystów? Otrzymywali nawet 500 dolarów miesięcznie, gdy ówczesna średnia pensja w Polsce wynosiła około 30 dolarów. Na koszt państwa jadali w drogich restauracjach, jeździli czarnymi mercedesami, zakupy robili w Pewexach i korzystali z usług ekskluzywnych prostytutek.

...Zdzisław Najmrodzki uciekał polskiej milicji i prokuraturze aż 29 razy? Zyskał dzięki temu nieśmiertelną sławę w środowiskach przestępczych. Był też popularny w szerszych kręgach ze względu na legendę „polskiego Robin Hooda”. W końcu grabił tylko komunistyczne państwo, nigdy nie używał przemocy i wyglądał trochę jak Lech Wałęsa.

...w czasie Wielkiej Proletariackiej Rewolucji Kulturalnej kanibalizm stał się formą zemsty na wrogach ludu? Zebrania, „na których bawiono się, jedząc ludzkie mięso i sporo pijąc”, zdarzały się niemal codziennie.

Komentarze (7)

  1. Gocha Odpowiedz

    Ale Ossowską to odnalazła Marta Dzido, autorka książki Kobiety Solidarności. Czyżby pani Herbich zabrakło tematu i naoglądała się filmu Solidarności według kobiet, którego Dzido jest narratorką, ku inspiracji. ..?

    • Antonina Odpowiedz

      Nie rozumiem. Czy skoro pani Marta Dzido odnalazła panią Ewę Ossowską, to czy znaczy to, że prawo do wpomnienia tego nazwiska ma tylko ona?
      W książce pani Herbich nie ma historii pani Ossowskiej, podobnie jak w tym artykule.

    • Pati Odpowiedz

      Po lekturze nasuwa się jedna myśl: wspaniałe, dzielne kobiety. Cytując wypowiedź Joanny Gwiazdy, jednej z bohaterek książki: „Władze komunistyczne jak ognia bały się kobiet Solidarności. Byłyśmy bowiem zacięte, pewne siebie, nie dawałyśmy sobie w kaszę dmuchać.”

  2. Beata Szmytkowska Odpowiedz

    W tekście jest błąd merytoryczny: nie organizowałam żadnych marszów i nie tworzyłam Radia BIT. Również w „Dziewczynach z Solidarności” i w Encyklopedii Solidarności (zob. w bibliografii) nie ma o tym mowy.

  3. Dan Odpowiedz

    szkoda ze nie wydaliscie ksiazki Marty Dzido Kobiety Solidarnosci w twardej oprawie. Tam to literatura, a tutaj widze kolejny temat na zlecenie. Szkoda, ze zamiast reporterskiej, autentycznej pasji Dzido Wydawnictwo Znak promuje wydmuszki i mechanizmy korporacyjne. SIW WSTYD

  4. szeptem Odpowiedz

    Po takiej rekomendacji z pewnością przeczytam! Zwłaszcza, że jestem fanką poprzednich części cyklu „Prawdziwe historie”.

  5. maciejmakro Odpowiedz

    sorry ale Krzywonos mi się z Solidarnością nie kojarzy, ale raczej z królikiem z kapelusza wyciąganym przez magików od propagandy.

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.