Historia z mniej (choć nie zawsze) poważnej strony. Ciekawostki, odkrycia, kontrowersje, czyli „jak to naprawdę było” w formie przystępnej dla każdego.

Co się stało z mordercą Bony Sforzy?

Gerrit van Honthorst, "Artemizja", ok 1635 roku (źródło: domena publiczna).Rozgrywka od pierwszych chwil była ustawiona. Każdy wiedział, że morderca Bony Sforzy jest nietykalny. Rzymska inkwizycja zdecydowała, że za otrucie polskiej królowej nie może mu spaść włos z głowy. Pomysłowi polscy dyplomaci postanowili przynajmniej zniszczyć jego reputację. W ten sposób najwierniejszy agent Habsburgów stał się zboczeńcem odpowiedzialnym za zdeflorowanie siedemdziesięciu dziewic.

Widmo śmierci krążyło nad ponurym zamczyskiem we włoskim Bari. Miejsce, które jeszcze niedawno kojarzyło się z wystawnymi balami i wyrafinowanymi ucztami z udziałem najwybitniejszych włoskich artystów, teraz świeciło pustkami. Pani zamku, polska królowa Bona Sforza, leżała półprzytomna w swojej komnacie sypialnej. Umierała. Już sam ten fakt uzasadniałby żałobną atmosferę.

Zdrada najbliższych

Pałac położony na smaganym lodowatym wiatrem wybrzeżu Adriatyku krył jednak ponurą tajemnicę: królowa została otruta. Jakby tego było mało, w spisek mający pozbawić ją życia zaangażowali się niemal wszyscy członkowie otoczenia Bony Sforzy. Od zaufanej pokojówki Maryny, po ulubionego lekarza Antoniego di Matera. Zastraszony lub przekonany łapówkami – każdy z nich wziął na siebie część winy. Prawdziwy morderca i dyrygent wydarzeń był jednak tylko jeden: Jan Wawrzyniec Pappacoda.

Zamek w Bari – to tu zamordowano Bonę Sforzę (autor: Paolo Monti, źródło: Fundacja Paola Montiego, licencja: CC BY-SA 4.0).

Zamek w Bari – to tu zamordowano Bonę Sforzę (autor: Paolo Monti, licencja: CC BY-SA 4.0).

Mało jest postaci, które wpłynęłyby na dzieje Polski w równie wielkim stopniu, a pozostały niemal zupełnie nieznane. Nie zachował się żaden portret Pappacody, niewiele wiadomo o jego młodości i pochodzeniu. Na pewno urodził się w okolicach Bari. Był arystokratą, ale nie szczycił się szczególnie wysokim wykształceniem. Nie znał nawet łaciny. Jak sam stwierdził, nie nauczył się jej, bo jako dziecko cierpiał na padaczkę. Słowem – niedouczony przeciętniak. Przynajmniej z pozoru.

W otoczeniu polskiej królowej pojawił się zupełnie niespodziewanie i trzeba mu przyznać, że moment wybrał perfekcyjnie. Przybył do Polski zaraz po śmierci króla Zygmunta Starego w kwietniu 1548 roku. Owdowiała Bona właśnie straciła gros swoich wpływów politycznych.

Artykuł powstał w oparciu o materiały zebrane przez autora podczas prac nad książką pod tytułem „Damy złotego wieku” (Znak Horyzont 2014).

Artykuł powstał w oparciu o materiały zebrane przez autora podczas prac nad książką pod tytułem „Damy złotego wieku” (Znak Horyzont 2014).

W decydującą fazę wszedł jej wielki konflikt z synem, Zygmuntem Augustem. Nie chodziło tylko władzę. Bona szczerze wierzyła, że to August wpędził swojego ojca do grobu, decydując się na bezmyślne małżeństwo z Barbarą Radziwiłłówną. Nowy król był z kolei przekonany, że Bona zabiła mu pierwszą żonę i już czyha na życie drugiej. Matkę i syna dzieliła szczera nienawiść.

Dla otoczenia Bony, która jeszcze niedawno była najpotężniejszą osobą w kraju, było jasne, że zwycięzcą tego sporu może być wyłącznie nowy król. Na ewakuowanym do Warszawy dworze zapanował popłoch. Monarchinię opuszczali nawet najwierniejsi słudzy i sojusznicy. W tym czasie, gdy zdrada była na porządku dziennym, a Bonę traktowano niczym trędowatą, królowa jak nigdy potrzebowała oparcia. I właśnie wtedy, niczym z nieba, spadł jej Jan Wawrzyniec Pappacoda.

Bona i Zygmunt August nie darzyli się miłością. Królowa obwiniała syna o śmierć ojca, a Zygmunt August oskarżał matkę o śmierć żony (źródło: domena publiczna).

Bona i Zygmunt August nie darzyli się miłością. Królowa obwiniała syna o śmierć ojca, a Zygmunt August oskarżał matkę o śmierć żony (źródło: domena publiczna).

W sidłach oszusta

Jednego dnia był nikomu nie znanym dworakiem. Kolejnego – już zarządzał majątkiem monarchini na Mazowszu. Stał się dla niej podporą i doradcą. A jeśli wierzyć źródłom – także kimś więcej. Neapolitański kronikarz Antoni Bulifon twierdził, że polska królowa „była bardzo zakochana w Janie Wawrzyńcu Pappacodzie, szlachcicu neapolitańskim, swoim dworzaninie”.

Podobne opinie można odnaleźć także w szeregu innych włoskich źródeł. I choć nie da się tego dowieść z całą pewnością, to Bona chyba rzeczywiście zapałała uczuciem do młodego, rzutkiego arystokraty.

Żadnej wątpliwości nie ulega fakt, że obdarzyła go bezprecedensowym zaufaniem. Stał się jej prawą ręką, miał nawet dostęp do pieczęci królowej i do podpisanych przez nią in blanco wzorów dokumentów. Szybko awansował do rangi szefa dyplomacji Bony. Wyjeżdżał w najważniejsze zagraniczne misje, szczególnie często bywał na dworach Habsburgów w Wiedniu i Madrycie.

To on skłonił Bonę do opuszczenia Polski i przeniesienia się do rodzinnego księstwa Bari. On też przekonał królową, by pożyczyła Habsburgom ponad czterysta tysięcy złotych dukatów, czyli słynne „sumy neapolitańskie”. Wyrażając zgodę podpisała na siebie wyrok śmierci.

Królowa do ostatnich chwil nie domyślała się, że ma do czynienia z wrogim agentem. Jan Wawrzyniec był w rzeczywistości wiernym sługą Habsburgów. Prawdopodobnie już w tej roli przybył do Polski i na rozkaz nienawidzącej Bony niemieckiej dynastii omotał monarchinię w chwilach jej największej słabości.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Komentarze

Dodaj komentarz