promo do 70

Co trzeba było zrobić, by przetrwać w Auschwitz? Przedstawiamy 10 żelaznych zasad

Autor: | 3 stycznia 2016 | 241,284 odsłon

Tylko ci, którzy trzymali się ściśle określonych zasad mieli szansę uniknąć "wyjścia przez komin". Na zdjęciu krematorium z obozu Auschwitz I (fot. Marcin Białek; lic. CC ASA 3.0).

Tylko ci, którzy trzymali się ściśle określonych zasad mieli szansę uniknąć „wyjścia przez komin”. Na zdjęciu krematorium z obozu Auschwitz I (fot. Marcin Białek; lic. CC ASA 3.0).

Tuż po przybyciu usłyszeli, że „wyjść z obozu można tylko przez komin”. Parę dni później wiedzieli już, że śmierć jest wszechobecna. Co mogli zrobić, by zwiększyć swoje szanse w oświęcimskim piekle?

1. Słuchać rad tych, którzy widzieli więcej

Od pierwszego dnia pobyt w obozie stanowił walkę o przetrwanie – szansę mieli ci, którzy „uczyli się lagru” najszybciej. Kto miał szczęście, ten pierwsze lekcje odbierał nie od kapo przy pomocy grubego kija, lecz od „starszych numerów”. Trzeba było tylko słuchać, i to bez dyskusji.

Krystyna Żywulska wspominała:

Spróbowałyśmy z Zosią wyciągnąć się na koi. (…) nagle któraś z naszych towarzyszek szturchnęła mnie. (…)
– Weź trepy na koję, bo ci skradną.
– Trepy? – przecież wszystkie mają.
– Nie wszystkie, zresztą rób jak chcesz, lepiej będzie dla ciebie, jeśli posłuchasz doświadczonych.
Zlazłam z koi. Była już tylko jedna para trepów.

Szanse na przeżycie w Auschwitz rosły jeżeli słuchało się więźniów z dłuższym stażem. Na zdjęciu więźniowie obozu wyzwoleni przez Armię Czerwoną w styczniu 1945 roku (źródło: domena publiczna).

Szanse na przeżycie w Auschwitz rosły jeżeli słuchało się więźniów z dłuższym stażem. Na zdjęciu więźniowie obozu wyzwoleni przez Armię Czerwoną w styczniu 1945 roku (źródło: domena publiczna).

Józef Kret nie umiał rozróżniać roślin, ale posłuchał rady, aby zgłosić się do pracy w komandzie ogrodników. Tak uzyskał m.in. dostęp do warzyw – to był bezcenny dodatek do głodowego obozowego wiktu.

2. Wystrzegać się ciężkiej pracy

Kto w Auschwitz ciężej pracował, ten szybciej umierałujął to najkrócej Władysław Bartoszewski. Więzień musiał próbować się dostać do takiego komanda roboczego, w którym praca nie była prostą drogą do śmierci.

Władysław Bartoszewski jasno mówił, że im ciężej ktoś pracował tym miał mniejsze szanse na przeżycie. Obozowe zdjęcie Władysława Bartoszewskiego z książki "Mój Auschwitz".

Władysław Bartoszewski jasno mówił, że im ciężej ktoś pracował tym miał mniejsze szanse na przeżycie. Obozowe zdjęcie Władysława Bartoszewskiego z książki „Mój Auschwitz”.

Praca w gospodarstwie SS, w chlewie, w magazynie żywnościowym czy sortowni – to były prawdziwe marzenia więźniów. Ciężkie prace (np. betoniarnia), ale pod dachem były do zniesienia. Ale dźwiganie głazów czy podkładów kolejowych, albo wałowanie terenu olbrzymim walcem – to był wysiłek ponad ludzkie siły i wiedzieli o tym doskonale zarówno oprawcy, jak i więźniowie.

Primo Levi ostatniej zimy Auschwitz trafił do laboratorium chemicznego (zakłady Buna – podobóz w Monowicach). Wiedział, że jest „obiektem zazdrości dziesięciu tysięcy skazańców”.

Ważna była też umiejętność symulowania pracy, kiedy to tylko możliwe. Nie przemęczaj się – ale uważaj, aby esesman cię nie przyłapał – usłyszał Elie Wiesel od przychylnego kapo. Każdy wiedział, że przestrzeganie wyznaczonej przez katów dyscypliny pracy to prosta droga do wyniszczenia organizmu i tzw. zmuzułmanienia, czyli stanu zagłodzenia wywołującego zupełny letarg.

3. Zauważać i nie być zauważanym

Niebezpieczeństwo czaiło się wszędzie, więc należało mieć oczy dookoła głowy. Żydowska więźniarka z Birkenau wspominała, że w załodze obozu byli ludzie, do których nie należało się zbliżać – i musiał to podpowiadać „szósty zmysł, wykrywający zagrożenie”. Trzeba go było w sobie wypracować w ciągu paru pierwszych dni.

Aby mieć szanse na przetrwanie, już w pierwszych dniach pobytu w obozie należało wypracować „szósty zmysł, wykrywający zagrożenie”. Na zdjęciu selekcja nowo przybyłych więźniów do obozu w Birkenau (źródło: domena publiczna).

Aby mieć szanse na przetrwanie, już w pierwszych dniach pobytu w obozie należało wypracować „szósty zmysł, wykrywający zagrożenie”. Na zdjęciu selekcja nowo przybyłych więźniów do obozu w Birkenau (źródło: domena publiczna).

Wzmożona uwaga była potrzebna więźniom, gdy trafiali np. z izby chorych do innego baraku. Musieli się szybko adaptować do nowego środowiska czy rozpoznawać zwyczaje nowego kapo. Poznanie okrutnych przyzwyczajeń funkcyjnych i esesmanów było obozowym elementarzem.

Wiedziano na przykład, że gdy bije kapo Wietschorek, trzeba paść na ziemię po pierwszym ciosie – wtedy sadysta odpuści i znajdzie drugą ofiarę. Wiedziano też, że podczas nieuniknionego bicia lepiej tak się nadstawiać, by oberwać np. w twarz, bo ciosy w nerki mogły oznaczać śmierć w ciągu kilku dni.

Wreszcie: trzeba było unikać zwracania na siebie uwagi. Więzień, którego z jakichś powodów zapamiętali funkcyjni czy strażnicy, nie mógł np. wymigiwać się od pracy. I mógł zostać zatłuczony czy zastrzelony pod byle pretekstem.

4. Organizować

Zdobyć rzecz potrzebną, nie krzywdząc przy tym drugiego więźnia. Tak definiowała obozową organizację Seweryna Szmaglewska.

Nie sposób było przeżyć tylko na obozowych racjach, bo głodzenie było nieodłączną częścią systemu. Więzień musiał organizować – głównie jedzenie, ale także leki czy cieplejszą odzież. Główną walutą na stale czynnym obozowym czarnym rynku był chleb – wymieniano go za gęstszą zupę czy ziemniaki.

W takich spartańskich warunkach mieszkali więźniowie. Nic zatem dziwnego, że dobra organizacja była podstawą przeżycia w Auschwitz-Birkenau (fot. Ealdgyth; lic. CC ASA 3.0).

W takich spartańskich warunkach mieszkali więźniowie. Nic zatem dziwnego, że dobra organizacja była podstawą przeżycia w Auschwitz-Birkenau (fot. Ealdgyth; lic. CC ASA 3.0).

Żywność można było pozyskać np. z magazynów SS (kradnąc ją lub przekupując strażników) czy poprzez wymianę tego, co przychodziło w paczkach od rodzin. Wykwalifikowani robotnicy handlowali papierosami.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Strony: 1 2 3

Powiedz innym co myślisz:

Mateusz ZimmermanMateusz Zimmerman - Dziennikarz i publicysta portalu Onet.pl, z którym jest związany od 2010 r. Zajmuje się głównie tematami historycznymi. Wcześniej publikował w „Dzienniku Polskim” i periodykach studenckich. Absolwent politologii i dziennikarstwa (UJ).

Czytasz artykuł z epoki: , , . Oznaczyliśmy go kategoriami: Poważne tematy, Wszystkie artykuły, Zbrodnie wojenne.
Okupacja
Komentarze do artykułu (53)
        • Wspomnieć o Bartoszewskim a nie powiedzieć ani słowa o Pileckim to grzech.

        • O rtm. Pileckim nie wspomniałem tu absolutnie celowo.

          Chodziło o odwołanie się do takich wspomnień i relacji, które w całości lub fragmentach dotyczyły właśnie PRZETRWANIA za drutami.
          Z tego punktu widzenia relacja Władysława Bartoszewskiego – który sam przyznaje, że nie robił w obozie niczego wyjątkowego / heroicznego, tylko próbował ocalić życie – jest po prostu bardziej „na miejscu” niż wzmianka o Pileckim.

          Na tej samej zasadzie nie byłoby sensu wspominać o Bartoszewskim w materiale na temat obozowego ruchu oporu.

          Umówmy się:
          Witold Pilecki nie stanie się mniej wybitną postacią dlatego, że jego nazwisko się w tym skromnym tekście nie pojawiło.

        • Żyd wspomina żyda ale zapomina o polaku który za ochotnika poszedł za druty. Natomiast bohaterem jest żyd który jakimś cudem za zły stan zdrowia zostaje zza drutów zwolniony…

        • Tak, jak jak najbardziej powinien figurować!
          Skoro obecnie w niemal każdej publikacji figuruje Bartoszewski – a tych, z drugiej połowy minionego stulecia Cyrankiewicz…

      • Nie o nim, tylko o jego zasadach przetrwania. W raporcie wyraźnie pisał, że aby przeżyć musiał zrezygnować z gorących płynów które nie miały żadnej wartości odżywczej, pod żadnym pozorem nie wymieniać chleba na papierosy w pierwszych dniach pobytu w obozie i unikać „gimnastyki”. To, że organizował ruch oporu wcale nie oznacza, że nie walczył o przetrwanie. Szczerze mówiąc to bardziej konkretne i wartościowe „porady” niż tak oczywista rzecz jak „zaprzyjaźnij się”.

        • 1. Ma Pani absolutną rację w jednym:
          do wymienionych w tekście 10 „sposobów” przetrwania można jeszcze swobodnie dodać dwa, pięć albo i kolejnych 10, odwołując się do kolejnych kilkunastu pozycji bibliograficznych. Nie tylko o Pileckim nie wspomniałem – zwracam wszakże uwagę, że żaden artykuł nie jest z gumy.

          2. „Polegaj na przyjacielu” w kontekście rzeczywistości lagrowej to nie jest bynajmniej rada oczywista, co dość jasno wynika z rozlicznych relacji obozowych – także tych, które przywołałem.

          3. Z kontekstu wnioskuję, że istnieje taka „szkoła” popularyzatorów historii i ich czytelników, wedle której np. „jeśli ktoś coś o Auschwitz, to musi tam też koniecznie coś o Pileckim, bo inaczej będzie źle”. Dla porządku informuję zatem, iż nie podzielam tego poglądu :-)

      • hm wogóle sie dziwię że wspomniano tu bartoszewskiego… w Auschwitz był na wakacjach z których łaskawie go zwolniono ,,,,,,,,,,,,,,,, przypuszczalnie nie za darmo i nie mówię tu o kasie poza tym faktycznie nigdy nie był nie jest i nie zostanie profesorem jego martyrologia jest bardzo wątpliwa więc chyba powinien autor jednak poszukać bardziej wiarygodnych świadków na poparcie swoich tez WSTYD……………………………………………………………………………………………

        • 1. Jeśli Bartoszewski był „na wakacjach”, to jaką korzyść miałby odnieść ze zwolnienia z obozu?
          :-)

          2. Czy Bartoszewski – jeśli przyjąć, że nie był profesorem – może nim jeszcze zostać?
          To by chyba… hmmm, dość skomplikowana sprawa była.
          Parafrazując mistrza Bułhakowa:

          zaproszenie Władysława Bartoszewskiego na Krakowskie Przedmieście celem np. wręczenia nominacji profesorskiej byłoby niemożliwe z tej przyczyny, że Bartoszewski już od dłuższej chwili przebywa w miejscowościach znacznie bardziej odległych niż Warszawa i „wydobycie go stamtąd jest zupełnie niemożliwe, zapewniam pana”.

          (Nie, nie liczę na trzeźwą dyskusję. Zwracam tylko uwagę, że nawet jeśli chcemy kogoś przekonać do bzdur, to warto im nadać choć odrobinę wewnętrznej spójności ;-) ).

      • Właściwie to w raportach Pileckiego jest bardzo dużo ciekawostek na temat przetrwania w obozie, na przykład mi uświadomił, że było możliwe wykupienie więźnia na wolność, jak to miało najprawdopodobniej miejsce w przypadku Bartoszewskiego.

    • Spośród 728 polskich więźniów, którzy przyjechali do Auschwitz pierwszym transportem z Tarnowa (czerwiec’40), 77 zostało zwolnionych z obozu – przede wszystkim w latach 1941-42.

      Płyną z tego co najmniej dwie konkluzje:

      1) zwolnienia Polaków się zdarzały i nie były tak incydentalne, jak wynikałoby z ponurej sławy Auschwitz,
      2) ergo: w zwolnieniu Władysława Bartoszewskiego także nie musi się kryć żadna tajemnica,

      I ogólniejsza sugestia:
      ciężar dowodu spoczywa na tym, kto wygłasza twierdzenie.
      Jeśli więc ktoś wygłasza sensacyjne sugestie, że Bartoszewski w obozie „miał coś na sumieniu” (bo do tego się to sprowadza), to najwyższy czas wskazać jakieś fakty, źródła, relacje, które by to choćby w minimalnym stopniu potwierdzały. Cywilizowani ludzie nazywają to odpowiedzialnością za słowo.

    • Dziwne rzeczy to wypowiedzi ludzi uważających się za patriotów i powołujących się bezustannie na Pileckiego, a nie mających żadnej wiedzy o tym, że z KL Auschwitz wielu więźniów zostało zwolnionych. Ta nieświadomość jest oczywiście dowodem na to, że nie czytali nawet raportów rotmistrza – chociaż są one dostępne za darmo w Internecie. Więc, krótko: do nauki!

  1. Dziwnym trafem Bartoszewski o obozowych wyczynal zaczal opowiadac dopiero jak wszyscy mu wspolczesni,ktorzy mogli byc w tym samym czasie w Oswiecimiu,juz nie zyli.

    • Onus probandi, odc. 1245256.

      1.
      Pierwszą relację o swoim pobycie w Auschwitz Bartoszewski złożył w – UWAGA! – 1941 roku. Czyli tym samym roku, w którym go z obozu zwolniono. Broszurę zawierającą fragmenty tej relacji wydała konspiracyjna Komisja Propagandy, a jeszcze wcześniej skrót tej relacji trafił do Londynu.
      Dotarłem do tych informacji po trzech minutach mało intensywnych poszukiwań.

      Ćwiczenie z czytania ze zrozumieniem:
      jak ta informacja ma się do wypowiedzi, że WB zaczął opowiadać o obozie dopiero wtedy, „jak wszyscy mu współcześni, którzy mogli być w tym samym czasie w Oświęcimiu, już nie żyli”?

      2.
      Kolejne trzy minuty i znalazłem następującą wypowiedź Bartoszewskiego:

      „Naprawdę nie byłem żadnym bohaterem. (…) Po prostu Bóg tak chciał, a może tak się okoliczności ułożyły, że nie byłem poddany niektórym próbom. Naturalnie, cierpiałem próbę głodu, zimna, brutalności, lęku. Jak każdy więzień Auschwitz. Ale nie byłem poddany ani próbie tortur, które wielu innych przeszło podczas śledztwa na Gestapo, ani pokusie zaszkodzenia współwięźniowi, by ulżyć sobie. Powtarzam: nie mogę powiedzieć, żebym w obozie kiedykolwiek zachował się bohatersko. Nigdy nie znalazłem się w sytuacji, by coś mi zaproponowano, ale ja bym odmówił – wiedząc, że odmowa przyniesie mi dotkliwe straty. O tak, wtedy byłbym kandydatem na męczennika. Ale nie byłem. (…)”

      Ćwiczenie z czytania ze zrozumieniem:
      1) wskaż w powyższym fragmencie jedno zdanie, które potwierdzałoby, że Bartoszewski „opowiada o obozowych wyczynach”,
      2) wskaż inny dowód/świadectwo/relację, które potwierdzałyby, że Bartoszewski kiedykolwiek opisywał swoje przeżycie Auschwitz w kategorii „obozowych wyczynów”.

      I tyle w kwestii głupot wypisywanych pod anonimem.

      • „cierpiałem próbę głodu, zimna, brutalności, lęku. Jak każdy więzień Auschwitz.” Mówi B.

        To jest manipulacja Bartoszewskiego. Nie był traktowany jak każdy więzień, bo połowę swojego pobytu leżał w szpitalu obozowym. Tam osoby przeznaczone do zwolnienia były faktycznie leczone i dokarmiane. Nie zwalniano z łapanki wśród „muzułmanów” zwalniano na pokaz i okazy musiały być zdrowe. Nie był traktowany jak inni więźniowie, co jest faktem samym w sobie. Można jednak odnieść wrażenie, że doświadczenie obozowe więźnia Bartoszewskiego jest wieloletnie. Nie jest.! Jego wiedza i doświadczenie ogranicza się w równym stopniu do pobytu w obozie i obozowym szpitalu Dla zupełnej jasności Pan Bartoszewski w szpitalu był specjalnie dożywiany jak każdy do zwolnienia. Czy był również inaczej traktowany w obozie? Nie był, więc w dużej części swojego pobytu w Auschwitz traktowany jak każdy więzień. Już sama ta wypowiedź Bartoszewskiego obraża prawdę i zafałszowuje rzeczywistość obozową. Pomijając fakt ze początki Auschwitz to „bajka” w porównaniu z Treblinką i totalna eksterminacją, o której mówca Bartoszewski już tylko mógł przeczytać lub posłuchać z relacji tych, którzy przeżyli piekło.

  2. Gdyby Bartoszewski nie był osoba publiczną i opowiadałby o pobycie w Auschwitz,byłoby dobrze.Każdy by mu współczuł i cieszył,że z powodzeniem udało mu się wykupić.Niestety Bartoszewski jest TYM Bartoszewskim to ma przechlapane.Każdy laik nie będzie brał jego wspomnień na serio i będzie się doszukiwał i czepiał sam nawet nie wiedząc czego :p.Ja z wielkim zainteresowaniem przeczytałam artykuł,zwłaszcza,że ściśle trzymał się tematu.Dzękuję p.Mateuszu.Proszę się laikami nie denerwować,bo to znaczy,że mają nikłe rozumienie tekstu i swoją nikłą wiedzą nie mogą nigdzie „zabłysnąć ” :).Pozdrawiam :)

    • Pani Magdo,

      Dziękuję za miłe słowo :-)

      Zapewniam, że nikt się nie denerwuje, bo i nie ma czym.
      Tradycja miłowania bliźniego swego jak siebie samego ma się w Polsce bardzo dobrze i dlatego dziennikarz piszący w tym kraju o najnowszej historii musi być „kwiatem lotosu na tafli jeziora”. W końcu różni czytelnicy (najczęściej anonimowi) mogą go zdemaskować jako hitlerowca-rewizjonistę, Ukraińca mordującego polskie dzieci na Wołyniu albo ubeka z Mokotowa itp. (Czasem jest się wszystkim naraz – wiem, bo to też przerabiałem).

      Spośród tych czułych komentarzy najbardziej rozbrajające są wszakże te, w których całkiem niewinne słowo „Żyd” występuje w roli obelgi.

  3. Drogi autorze w całym pana artykule jest jeden wielki błąd. Pisze pan o obozie Auschwitz w tytule, a miesza pan w treści obozy Auschwitz i Birkenau, który to obóz w dokumentach niemieckich nosił aż do 1944 roku nazwę obozu jenieckiego. Warunki w Auschwitz i w Birkenau były tak mocno odmienne, że łączenie tych obozów w kompleks Auschwitz jest wielkim błędem. Wiele wycieczek do Miejsca Pamięci Auschwitz-Birkenau ogranicza się do zwiedzania obozu Auschwitz co daje fałszywy obraz tragedii jaka odbywała się w Birkenau. Auschwitz przeżył też więzień nr 2 Otto Küsel – i to jest temat na artykuł dla ciekawostek historycznych.

    A tak na zakończenie tych 10 zasad ograniczył bym do jednej trzeba było mieć po prostu szczęście.

  4. Wybrane komentarze do artykułu z naszego facebookowego profilu
    //www.facebook.com/ciekawostkihistoryczne/posts/1206411336054190

    Artur P.:
    Jako młody chłopak przeczytałem książkę Grzesiuka „Pięc lat kacetu” – po iteraturze historyczno-polityczno-oficjalnej byłem wstrząśnięty. Grzesiuk pisał bez ukrywania prawdy – żebys mógł przezyć, musiał ktoś umrzeć… Kto z młodych czytał Grzesiuka ???
    Beata D.:
    ja, po tej książce już nic nie ruszało
    Bartłomiej J.:
    3 zasady Grzesiuka:
    1. Migać się od roboty.
    2. Jak najwięcej spać.
    3. Jeść jak najwięcej……..

  5. Wstyd…ten artykuł to kontynuowanie anty-Polskiej propagandy przez pana Zimermanna (ironio!)
    powoływanie się na wspomnienia Bartoszewskiego(wyszedł z Auschwitz na l4) to kpina.
    Widać na onecie co pan sądzi o POLAKACH…
    My pamietamy!

    • Lem miał bezsprzecznie rację. Tyle szumowin wypływa w necie, że nie sposób tego odcedzać. Trochę pomaga filtr ortograficzny. Im więcej taki pseudopatriotyczny cymbał sadzi błędów, tym większa pewność, że nie warto na te wypociny spoglądać. Jesteśmy kwiatami lotosu…

Dodaj swój komentarz:

Dodaj komentarz


Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu e-mail, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.
Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.

Nasze wydawnictwo

W mrokach średniowiecza Polską rządziły kobiety. I były piekielnie skuteczne

rycheza

Ich ambicja pozwoliła zbudować imperium. Ich duma unicestwiła królestwo. Bezkompromisowa opowieść przywracająca godność najważniejszym kobietom w dziejach polskiego średniowiecza. Już dzisiaj kup „Damy ze skazą” z autografem autora!

2 listopada 2016 | Czytaj dalej...

Damy ze skazą. Bez nich nie byłoby Polski

zapowiedz2-miniatura

Silne, bezwzględne i żądne władzy. Oto historia kobiet, które nie czekały bezczynnie, co przyniesie los. To właśnie one sprawiły, że początki państwa polskiego wyglądały tak, a nie inaczej. Poznaj „Damy ze skazą”, bohaterki naszej najnowszej książki, którą wydajemy wspólnie ze Znakiem Horyzont.

30 października 2016 | Czytaj dalej...

Epoki

Kategorie

Facebook


Polecamy

Imperium

Czy wiesz że...

Christian-Krohg-Struggle-for-Survival-1
…w Londynie pod koniec XIX wieku żyło ponad 4 mln biedaków? Dla porównania w 1900 roku Warszawa, Gdańsk, Kraków, Poznań, Łódź, Lwów i Wilno łącznie liczyły nieco ponad półtora miliona mieszkańców. W stolicy Imperium Brytyjskiego tylko nędzarzy było dwa i pół razy więcej!


…Kazimierz Moczarski, szef Biura Informacji i Propagandy Komendy Głównej AK, doświadczył w ubeckim więzieniu aż 49 rodzajów tortur? Umieszczenie w jednej celi z hitlerowskim zbrodniarzem Jürgenem Stroopem miało być 50. z nich.



mini2
…w komunistycznej Rumunii panował kult jednostki, a gdy Ceaușescu wyruszał na prowincję, spryskiwano drzewa zieloną farbą i wieszano na gałęziach dorodne jabłka?