Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Co trzeba było zrobić, by przetrwać w Auschwitz? Przedstawiamy 10 żelaznych zasad

Tylko ci, którzy trzymali się ściśle określonych zasad mieli szansę uniknąć "wyjścia przez komin". Na zdjęciu krematorium z obozu Auschwitz I (fot. Marcin Białek; lic. CC ASA 3.0).

Tylko ci, którzy trzymali się ściśle określonych zasad mieli szansę uniknąć „wyjścia przez komin”. Na zdjęciu krematorium z obozu Auschwitz I (fot. Marcin Białek; lic. CC ASA 3.0).

Tuż po przybyciu usłyszeli, że „wyjść z obozu można tylko przez komin”. Parę dni później wiedzieli już, że śmierć jest wszechobecna. Co mogli zrobić, by zwiększyć swoje szanse w oświęcimskim piekle?

1. Słuchać rad tych, którzy widzieli więcej

Od pierwszego dnia pobyt w obozie stanowił walkę o przetrwanie – szansę mieli ci, którzy „uczyli się lagru” najszybciej. Kto miał szczęście, ten pierwsze lekcje odbierał nie od kapo przy pomocy grubego kija, lecz od „starszych numerów”. Trzeba było tylko słuchać, i to bez dyskusji.

Krystyna Żywulska wspominała:

Spróbowałyśmy z Zosią wyciągnąć się na koi. (…) nagle któraś z naszych towarzyszek szturchnęła mnie. (…)
– Weź trepy na koję, bo ci skradną.
– Trepy? – przecież wszystkie mają.
– Nie wszystkie, zresztą rób jak chcesz, lepiej będzie dla ciebie, jeśli posłuchasz doświadczonych.
Zlazłam z koi. Była już tylko jedna para trepów.

Szanse na przeżycie w Auschwitz rosły jeżeli słuchało się więźniów z dłuższym stażem. Na zdjęciu więźniowie obozu wyzwoleni przez Armię Czerwoną w styczniu 1945 roku (źródło: domena publiczna).

Szanse na przeżycie w Auschwitz rosły jeżeli słuchało się więźniów z dłuższym stażem. Na zdjęciu więźniowie obozu wyzwoleni przez Armię Czerwoną w styczniu 1945 roku (źródło: domena publiczna).

Józef Kret nie umiał rozróżniać roślin, ale posłuchał rady, aby zgłosić się do pracy w komandzie ogrodników. Tak uzyskał m.in. dostęp do warzyw – to był bezcenny dodatek do głodowego obozowego wiktu.

2. Wystrzegać się ciężkiej pracy

Kto w Auschwitz ciężej pracował, ten szybciej umierałujął to najkrócej Władysław Bartoszewski. Więzień musiał próbować się dostać do takiego komanda roboczego, w którym praca nie była prostą drogą do śmierci.

Praca w gospodarstwie SS, w chlewie, w magazynie żywnościowym czy sortowni – to były prawdziwe marzenia więźniów. Ciężkie prace (np. betoniarnia), ale pod dachem były do zniesienia. Ale dźwiganie głazów czy podkładów kolejowych, albo wałowanie terenu olbrzymim walcem – to był wysiłek ponad ludzkie siły i wiedzieli o tym doskonale zarówno oprawcy, jak i więźniowie.

Primo Levi ostatniej zimy Auschwitz trafił do laboratorium chemicznego (zakłady Buna – podobóz w Monowicach). Wiedział, że jest „obiektem zazdrości dziesięciu tysięcy skazańców”.

Ważna była też umiejętność symulowania pracy, kiedy to tylko możliwe. Nie przemęczaj się – ale uważaj, aby esesman cię nie przyłapał – usłyszał Elie Wiesel od przychylnego kapo. Każdy wiedział, że przestrzeganie wyznaczonej przez katów dyscypliny pracy to prosta droga do wyniszczenia organizmu i tzw. zmuzułmanienia, czyli stanu zagłodzenia wywołującego zupełny letarg.

3. Zauważać i nie być zauważanym

Niebezpieczeństwo czaiło się wszędzie, więc należało mieć oczy dookoła głowy. Żydowska więźniarka z Birkenau wspominała, że w załodze obozu byli ludzie, do których nie należało się zbliżać – i musiał to podpowiadać „szósty zmysł, wykrywający zagrożenie”. Trzeba go było w sobie wypracować w ciągu paru pierwszych dni.

Aby mieć szanse na przetrwanie, już w pierwszych dniach pobytu w obozie należało wypracować „szósty zmysł, wykrywający zagrożenie”. Na zdjęciu selekcja nowo przybyłych więźniów do obozu w Birkenau (źródło: domena publiczna).

Aby mieć szanse na przetrwanie, już w pierwszych dniach pobytu w obozie należało wypracować „szósty zmysł, wykrywający zagrożenie”. Na zdjęciu selekcja nowo przybyłych więźniów do obozu w Birkenau (źródło: domena publiczna).

Wzmożona uwaga była potrzebna więźniom, gdy trafiali np. z izby chorych do innego baraku. Musieli się szybko adaptować do nowego środowiska czy rozpoznawać zwyczaje nowego kapo. Poznanie okrutnych przyzwyczajeń funkcyjnych i esesmanów było obozowym elementarzem.

Wiedziano na przykład, że gdy bije kapo Wietschorek, trzeba paść na ziemię po pierwszym ciosie – wtedy sadysta odpuści i znajdzie drugą ofiarę. Wiedziano też, że podczas nieuniknionego bicia lepiej tak się nadstawiać, by oberwać np. w twarz, bo ciosy w nerki mogły oznaczać śmierć w ciągu kilku dni.

Wreszcie: trzeba było unikać zwracania na siebie uwagi. Więzień, którego z jakichś powodów zapamiętali funkcyjni czy strażnicy, nie mógł np. wymigiwać się od pracy. I mógł zostać zatłuczony czy zastrzelony pod byle pretekstem.

4. Organizować

Zdobyć rzecz potrzebną, nie krzywdząc przy tym drugiego więźnia. Tak definiowała obozową organizację Seweryna Szmaglewska.

W takich spartańskich warunkach mieszkali więźniowie. Nic zatem dziwnego, że dobra organizacja była podstawą przeżycia w Auschwitz-Birkenau (fot. Ealdgyth; lic. CC ASA 3.0).

W takich spartańskich warunkach mieszkali więźniowie. Nic zatem dziwnego, że dobra organizacja była podstawą przeżycia w Auschwitz-Birkenau (fot. Ealdgyth; lic. CC ASA 3.0).

Nie sposób było przeżyć tylko na obozowych racjach, bo głodzenie było nieodłączną częścią systemu. Więzień musiał organizować – głównie jedzenie, ale także leki czy cieplejszą odzież. Główną walutą na stale czynnym obozowym czarnym rynku był chleb – wymieniano go za gęstszą zupę czy ziemniaki.

Żywność można było pozyskać np. z magazynów SS (kradnąc ją lub przekupując strażników) czy poprzez wymianę tego, co przychodziło w paczkach od rodzin. Wykwalifikowani robotnicy handlowali papierosami.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Artykuł porusza następujące tematy:

    Czas akcji:

    Miejsce akcji:

    Czy wiesz, że ...

    ...w jednym z domów w Oszmianie czerwonoarmiści w 1939 roku spożyli właścicielce cały zapas kremu Nivea? Smarowali nim chleb, sądząc być może, że był to smalec ze specjalnymi dodatkami smakowymi.

    ...oskarżenie o gwałt na dwóch czternastolatkach nie złamało kariery wielkiego gwiazdora hollywoodzkiego lat 40. Errola Flynna? Podczas procesu cytowano jego wypowiedzi w stylu „lubię starą whisky i młode kobiety”. Udało mu się wybronić przed więzieniem, ponieważ… podważył reputację nastolatek.

    ...dla Ludwiki Zachariasiewicz, wtyczki AK w strukturach NKWD, punktem kontaktowym z polskimi konspiratorami był… gabinet kosmetyczny na Pradze? W ten sposób młoda kobieta kreowała się jako atrakcyjna, próżna trzpiotka, dla której najważniejszy jest piękny wygląd.

    …w sowieckich łagrach więźniowie kryminalni mieli zwyczaj grania w karty o wybrane przez siebie kobiety? Zwycięzca mógł zrobić ze swoją wygraną dosłownie wszystko, niezależnie od jej własnej woli.

    Komentarze (54)

      • lkszkck Odpowiedz

        świetna lektura, również polecam inne książki Grzesiuka tj Boso ale w ostrogach oraz Na marginesie życia ;)

      • uuukr Odpowiedz

        Szczerze mówiąc, to po zobaczeniu tytułu tego artykułu myślałem, że wszystkie rzeczy będą wyciągnięte z „5 lat kacetu”. :) Co do innych książek, to „Boso, ale w ostrogach” jest jedną z lepszych książek jakie czytałem, a „Na marginesie życia” raczej słabą i nie poleciłbym.

      • Mariola Odpowiedz

        Pięć lat kacetu Stanisława Grzesiuka bardzo dobrze,wręcz ze szczegółami,opisuje obóz koncentracyjny.Warto przeczytać.

      • Członek redakcji | Kamil Janicki Odpowiedz

        Czy każdy artykuł na temat Auschwitz musi zawierać o nim informacje? Do obozu trafiło co najmniej 1 300 000 osób, w tym 150 000 Polaków. Nie tylko Pilecki.

          • Mateusz Zimmerman

            O rtm. Pileckim nie wspomniałem tu absolutnie celowo.

            Chodziło o odwołanie się do takich wspomnień i relacji, które w całości lub fragmentach dotyczyły właśnie PRZETRWANIA za drutami.
            Z tego punktu widzenia relacja Władysława Bartoszewskiego – który sam przyznaje, że nie robił w obozie niczego wyjątkowego / heroicznego, tylko próbował ocalić życie – jest po prostu bardziej „na miejscu” niż wzmianka o Pileckim.

            Na tej samej zasadzie nie byłoby sensu wspominać o Bartoszewskim w materiale na temat obozowego ruchu oporu.

            Umówmy się:
            Witold Pilecki nie stanie się mniej wybitną postacią dlatego, że jego nazwisko się w tym skromnym tekście nie pojawiło.

          • Janusz

            Żyd wspomina żyda ale zapomina o polaku który za ochotnika poszedł za druty. Natomiast bohaterem jest żyd który jakimś cudem za zły stan zdrowia zostaje zza drutów zwolniony…

          • Zoltan

            Tak, jak jak najbardziej powinien figurować!
            Skoro obecnie w niemal każdej publikacji figuruje Bartoszewski – a tych, z drugiej połowy minionego stulecia Cyrankiewicz…

        • Ewelina Odpowiedz

          Nie o nim, tylko o jego zasadach przetrwania. W raporcie wyraźnie pisał, że aby przeżyć musiał zrezygnować z gorących płynów które nie miały żadnej wartości odżywczej, pod żadnym pozorem nie wymieniać chleba na papierosy w pierwszych dniach pobytu w obozie i unikać „gimnastyki”. To, że organizował ruch oporu wcale nie oznacza, że nie walczył o przetrwanie. Szczerze mówiąc to bardziej konkretne i wartościowe „porady” niż tak oczywista rzecz jak „zaprzyjaźnij się”.

          • Mateusz Zimmerman

            1. Ma Pani absolutną rację w jednym:
            do wymienionych w tekście 10 „sposobów” przetrwania można jeszcze swobodnie dodać dwa, pięć albo i kolejnych 10, odwołując się do kolejnych kilkunastu pozycji bibliograficznych. Nie tylko o Pileckim nie wspomniałem – zwracam wszakże uwagę, że żaden artykuł nie jest z gumy.

            2. „Polegaj na przyjacielu” w kontekście rzeczywistości lagrowej to nie jest bynajmniej rada oczywista, co dość jasno wynika z rozlicznych relacji obozowych – także tych, które przywołałem.

            3. Z kontekstu wnioskuję, że istnieje taka „szkoła” popularyzatorów historii i ich czytelników, wedle której np. „jeśli ktoś coś o Auschwitz, to musi tam też koniecznie coś o Pileckim, bo inaczej będzie źle”. Dla porządku informuję zatem, iż nie podzielam tego poglądu :-)

        • Anonim Odpowiedz

          hm wogóle sie dziwię że wspomniano tu bartoszewskiego… w Auschwitz był na wakacjach z których łaskawie go zwolniono ,,,,,,,,,,,,,,,, przypuszczalnie nie za darmo i nie mówię tu o kasie poza tym faktycznie nigdy nie był nie jest i nie zostanie profesorem jego martyrologia jest bardzo wątpliwa więc chyba powinien autor jednak poszukać bardziej wiarygodnych świadków na poparcie swoich tez WSTYD……………………………………………………………………………………………

          • Mateusz Zimmerman

            1. Jeśli Bartoszewski był „na wakacjach”, to jaką korzyść miałby odnieść ze zwolnienia z obozu?
            :-)

            2. Czy Bartoszewski – jeśli przyjąć, że nie był profesorem – może nim jeszcze zostać?
            To by chyba… hmmm, dość skomplikowana sprawa była.
            Parafrazując mistrza Bułhakowa:

            zaproszenie Władysława Bartoszewskiego na Krakowskie Przedmieście celem np. wręczenia nominacji profesorskiej byłoby niemożliwe z tej przyczyny, że Bartoszewski już od dłuższej chwili przebywa w miejscowościach znacznie bardziej odległych niż Warszawa i „wydobycie go stamtąd jest zupełnie niemożliwe, zapewniam pana”.

            (Nie, nie liczę na trzeźwą dyskusję. Zwracam tylko uwagę, że nawet jeśli chcemy kogoś przekonać do bzdur, to warto im nadać choć odrobinę wewnętrznej spójności ;-) ).

        • Mik Odpowiedz

          Właściwie to w raportach Pileckiego jest bardzo dużo ciekawostek na temat przetrwania w obozie, na przykład mi uświadomił, że było możliwe wykupienie więźnia na wolność, jak to miało najprawdopodobniej miejsce w przypadku Bartoszewskiego.

      • wladyslaw b. Odpowiedz

        Jak można magistra nazywać profesorem.
        To jest chyba możliwe tylko w liceum, jako zwrot grzecznościowy do nauczyciela, oraz w odniesieniu do Bartoszewskiego.

      • Mateusz Zimmerman Odpowiedz

        Spośród 728 polskich więźniów, którzy przyjechali do Auschwitz pierwszym transportem z Tarnowa (czerwiec’40), 77 zostało zwolnionych z obozu – przede wszystkim w latach 1941-42.

        Płyną z tego co najmniej dwie konkluzje:

        1) zwolnienia Polaków się zdarzały i nie były tak incydentalne, jak wynikałoby z ponurej sławy Auschwitz,
        2) ergo: w zwolnieniu Władysława Bartoszewskiego także nie musi się kryć żadna tajemnica,

        I ogólniejsza sugestia:
        ciężar dowodu spoczywa na tym, kto wygłasza twierdzenie.
        Jeśli więc ktoś wygłasza sensacyjne sugestie, że Bartoszewski w obozie „miał coś na sumieniu” (bo do tego się to sprowadza), to najwyższy czas wskazać jakieś fakty, źródła, relacje, które by to choćby w minimalnym stopniu potwierdzały. Cywilizowani ludzie nazywają to odpowiedzialnością za słowo.

      • Adam Jarzębski Odpowiedz

        Dziwne rzeczy to wypowiedzi ludzi uważających się za patriotów i powołujących się bezustannie na Pileckiego, a nie mających żadnej wiedzy o tym, że z KL Auschwitz wielu więźniów zostało zwolnionych. Ta nieświadomość jest oczywiście dowodem na to, że nie czytali nawet raportów rotmistrza – chociaż są one dostępne za darmo w Internecie. Więc, krótko: do nauki!

    1. Beata Odpowiedz

      Ten, kto nie był w obozie, nie przeżył tych „wakacji”, nie ma prawa negatywnie wypowiadać się na temat obozu, więźniów i sumienia. Tak myślę.

    2. piotr34 Odpowiedz

      A teraz ten „cywilizowany” niemiecki narod nas poucza o faszyzmie i demokracji?Zenada-Niemcy za te zbrodnie powinny zostac podzielone na tysiac panstewek i wziete pod zabory na zawsze.

        • Anonim Odpowiedz

          A ty swoim myśleniem, upodobniasz się do największego lewaka (przepraszam, przecież nim jesteś). Lepiej być faszystą, niż jakimś lewakiem! Piotr34, jak najbardziej masz rację :)

    3. Bartoszewski to gawedziarz Odpowiedz

      Dziwnym trafem Bartoszewski o obozowych wyczynal zaczal opowiadac dopiero jak wszyscy mu wspolczesni,ktorzy mogli byc w tym samym czasie w Oswiecimiu,juz nie zyli.

      • Mateusz Zimmerman Odpowiedz

        Onus probandi, odc. 1245256.

        1.
        Pierwszą relację o swoim pobycie w Auschwitz Bartoszewski złożył w – UWAGA! – 1941 roku. Czyli tym samym roku, w którym go z obozu zwolniono. Broszurę zawierającą fragmenty tej relacji wydała konspiracyjna Komisja Propagandy, a jeszcze wcześniej skrót tej relacji trafił do Londynu.
        Dotarłem do tych informacji po trzech minutach mało intensywnych poszukiwań.

        Ćwiczenie z czytania ze zrozumieniem:
        jak ta informacja ma się do wypowiedzi, że WB zaczął opowiadać o obozie dopiero wtedy, „jak wszyscy mu współcześni, którzy mogli być w tym samym czasie w Oświęcimiu, już nie żyli”?

        2.
        Kolejne trzy minuty i znalazłem następującą wypowiedź Bartoszewskiego:

        „Naprawdę nie byłem żadnym bohaterem. (…) Po prostu Bóg tak chciał, a może tak się okoliczności ułożyły, że nie byłem poddany niektórym próbom. Naturalnie, cierpiałem próbę głodu, zimna, brutalności, lęku. Jak każdy więzień Auschwitz. Ale nie byłem poddany ani próbie tortur, które wielu innych przeszło podczas śledztwa na Gestapo, ani pokusie zaszkodzenia współwięźniowi, by ulżyć sobie. Powtarzam: nie mogę powiedzieć, żebym w obozie kiedykolwiek zachował się bohatersko. Nigdy nie znalazłem się w sytuacji, by coś mi zaproponowano, ale ja bym odmówił – wiedząc, że odmowa przyniesie mi dotkliwe straty. O tak, wtedy byłbym kandydatem na męczennika. Ale nie byłem. (…)”

        Ćwiczenie z czytania ze zrozumieniem:
        1) wskaż w powyższym fragmencie jedno zdanie, które potwierdzałoby, że Bartoszewski „opowiada o obozowych wyczynach”,
        2) wskaż inny dowód/świadectwo/relację, które potwierdzałyby, że Bartoszewski kiedykolwiek opisywał swoje przeżycie Auschwitz w kategorii „obozowych wyczynów”.

        I tyle w kwestii głupot wypisywanych pod anonimem.

        • Radek Kuśmierczuk Odpowiedz

          „cierpiałem próbę głodu, zimna, brutalności, lęku. Jak każdy więzień Auschwitz.” Mówi B.

          To jest manipulacja Bartoszewskiego. Nie był traktowany jak każdy więzień, bo połowę swojego pobytu leżał w szpitalu obozowym. Tam osoby przeznaczone do zwolnienia były faktycznie leczone i dokarmiane. Nie zwalniano z łapanki wśród „muzułmanów” zwalniano na pokaz i okazy musiały być zdrowe. Nie był traktowany jak inni więźniowie, co jest faktem samym w sobie. Można jednak odnieść wrażenie, że doświadczenie obozowe więźnia Bartoszewskiego jest wieloletnie. Nie jest.! Jego wiedza i doświadczenie ogranicza się w równym stopniu do pobytu w obozie i obozowym szpitalu Dla zupełnej jasności Pan Bartoszewski w szpitalu był specjalnie dożywiany jak każdy do zwolnienia. Czy był również inaczej traktowany w obozie? Nie był, więc w dużej części swojego pobytu w Auschwitz traktowany jak każdy więzień. Już sama ta wypowiedź Bartoszewskiego obraża prawdę i zafałszowuje rzeczywistość obozową. Pomijając fakt ze początki Auschwitz to „bajka” w porównaniu z Treblinką i totalna eksterminacją, o której mówca Bartoszewski już tylko mógł przeczytać lub posłuchać z relacji tych, którzy przeżyli piekło.

    4. Magda Odpowiedz

      Gdyby Bartoszewski nie był osoba publiczną i opowiadałby o pobycie w Auschwitz,byłoby dobrze.Każdy by mu współczuł i cieszył,że z powodzeniem udało mu się wykupić.Niestety Bartoszewski jest TYM Bartoszewskim to ma przechlapane.Każdy laik nie będzie brał jego wspomnień na serio i będzie się doszukiwał i czepiał sam nawet nie wiedząc czego :p.Ja z wielkim zainteresowaniem przeczytałam artykuł,zwłaszcza,że ściśle trzymał się tematu.Dzękuję p.Mateuszu.Proszę się laikami nie denerwować,bo to znaczy,że mają nikłe rozumienie tekstu i swoją nikłą wiedzą nie mogą nigdzie „zabłysnąć ” :).Pozdrawiam :)

      • Mateusz Zimmerman Odpowiedz

        Pani Magdo,

        Dziękuję za miłe słowo :-)

        Zapewniam, że nikt się nie denerwuje, bo i nie ma czym.
        Tradycja miłowania bliźniego swego jak siebie samego ma się w Polsce bardzo dobrze i dlatego dziennikarz piszący w tym kraju o najnowszej historii musi być „kwiatem lotosu na tafli jeziora”. W końcu różni czytelnicy (najczęściej anonimowi) mogą go zdemaskować jako hitlerowca-rewizjonistę, Ukraińca mordującego polskie dzieci na Wołyniu albo ubeka z Mokotowa itp. (Czasem jest się wszystkim naraz – wiem, bo to też przerabiałem).

        Spośród tych czułych komentarzy najbardziej rozbrajające są wszakże te, w których całkiem niewinne słowo „Żyd” występuje w roli obelgi.

    5. Anonim Odpowiedz

      Drogi autorze w całym pana artykule jest jeden wielki błąd. Pisze pan o obozie Auschwitz w tytule, a miesza pan w treści obozy Auschwitz i Birkenau, który to obóz w dokumentach niemieckich nosił aż do 1944 roku nazwę obozu jenieckiego. Warunki w Auschwitz i w Birkenau były tak mocno odmienne, że łączenie tych obozów w kompleks Auschwitz jest wielkim błędem. Wiele wycieczek do Miejsca Pamięci Auschwitz-Birkenau ogranicza się do zwiedzania obozu Auschwitz co daje fałszywy obraz tragedii jaka odbywała się w Birkenau. Auschwitz przeżył też więzień nr 2 Otto Küsel – i to jest temat na artykuł dla ciekawostek historycznych.

      A tak na zakończenie tych 10 zasad ograniczył bym do jednej trzeba było mieć po prostu szczęście.

      • Adam Jarzębski Odpowiedz

        Nie przesadzajmy. To artykuł popularyzujący, a zróżnicowane warunki bytowe w tych obozach nie są jego tematem. Dziesięć opisanych zasad zaś z powodzeniem można zastosować do obu.

    6. Anonim Odpowiedz

      Ciekawe, ale pisanie „Oświęcimskie” jest trochę nie na miejscu. Tak pisano kiedyś – pozdrawiam
      Gość z Oświęcimia.

    7. Członek redakcji | Redakcja Odpowiedz

      Wybrane komentarze do artykułu z naszego facebookowego profilu
      http://www.facebook.com/ciekawostkihistoryczne/posts/1206411336054190

      Artur P.:
      Jako młody chłopak przeczytałem książkę Grzesiuka „Pięc lat kacetu” – po iteraturze historyczno-polityczno-oficjalnej byłem wstrząśnięty. Grzesiuk pisał bez ukrywania prawdy – żebys mógł przezyć, musiał ktoś umrzeć… Kto z młodych czytał Grzesiuka ???
      Beata D.:
      ja, po tej książce już nic nie ruszało
      Bartłomiej J.:
      3 zasady Grzesiuka:
      1. Migać się od roboty.
      2. Jak najwięcej spać.
      3. Jeść jak najwięcej……..

    8. Łukasz Polak Odpowiedz

      Wstyd…ten artykuł to kontynuowanie anty-Polskiej propagandy przez pana Zimermanna (ironio!)
      powoływanie się na wspomnienia Bartoszewskiego(wyszedł z Auschwitz na l4) to kpina.
      Widać na onecie co pan sądzi o POLAKACH…
      My pamietamy!

      • p Odpowiedz

        Lem miał bezsprzecznie rację. Tyle szumowin wypływa w necie, że nie sposób tego odcedzać. Trochę pomaga filtr ortograficzny. Im więcej taki pseudopatriotyczny cymbał sadzi błędów, tym większa pewność, że nie warto na te wypociny spoglądać. Jesteśmy kwiatami lotosu…

    9. Anonim Odpowiedz

      Ludzie, czemu tak plujecie nienswiściął? Robiliśmy wiele dobrych żeczy, robiliśmy złe i okrutne…teraz trzeba byc razem, zlspac sie za rece i sumienia. Razem

    10. ereke Odpowiedz

      Czy ktoś wie dlaczego Władysław Bartoszewski został zwolniony z Auschwitz? I czy takie przypadki były częste?

    Dodaj komentarz

    Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

    Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.