Polskie Imperium

Cała prawda o życiu przedwojennych prostytutek

Autor: | 9 lipca 2015 | 46,459 odsłon

Zadbana prostytutka była prawdziwą rzadkością w przedwojennej Polsce. Większość z kobiet lekkich obyczajów była brzydka, brudna i śmierdząca (źródło: domena publiczna).„Nie spodziewałem się tak czystego ciała u zarobkującej na swych wdziękach kobiety” – stwierdził zwyczajny warszawiak, Marian Sękowski, po intymnym spotkaniu z prostytutką. Wiedział co mówi. Trafił na dziewczynę atrakcyjną i zadbaną, w kraju, w którym prostytutki były niemal zawsze brzydkie, brudne, śmierdzące i przymierające głodem.

Maria Grzywo-Dąbrowska byłaby pewnie jeszcze bardziej zdziwiona. Ta zapomniana specjalistka od ciemnych stron ludzkiej natury (pisała prace poświęcone między innymi trucicielkom, samobójstwom połączonym z morderstwami, aborcji) przeprowadziła badanie bez precedensu w polskiej historii.

W 1915 roku niemieckie władze okupacyjne zarządziły utworzenie pod Łodzią specjalnego szpitala, w którym odizolowano ponad sześćset pięćdziesiąt miejscowych prostytutek, tak by ograniczyć plagę chorób wenerycznych w mieście. Zakład funkcjonował przez osiem miesięcy, a pracowała w nim między innymi Grzywo-Dąbrowska – wówczas początkująca, trzydziestoletnia lekarka.

Praca czy poniżenie? Prostytutka i jej klient według „Amorka” (1924). Ilustracja i podpis pochodzą z książki Kamila Janickiego "Epoka hipokryzji. Seks i erotyka w przedwojennej Polsce".

Praca czy poniżenie? Prostytutka i jej klient według „Amorka” (1924). Ilustracja i podpis pochodzą z książki Kamila Janickiego „Epoka hipokryzji. Seks i erotyka w przedwojennej Polsce”.

Skrupulatnie notowała wszystkie swoje spostrzeżenia na temat pacjentek. Przeprowadzała z nimi szczegółowe wywiady, dzień w dzień obserwowała ich życie i obyczaje. Wnioski zebrała w książce Psychologia prostytutki opublikowanej w 1928 roku. I nie były one szczególnie budujące.

My nie krowy, chcemy mięsa

Prostytutki poddane obserwacji były zdaniem autorki dziecinne, leniwe, rozkapryszone i niezdolne do życia w społeczeństwie. Zdecydowana większość była analfabetkami. Niektóre nie wiedziały nawet ile mają lat, nie potrafiły też powiedzieć, na ile kopiejek dzieli się rubel, a na ile groszy złotówka. Możliwość zdobywania wiedzy pod okiem lekarzy zupełnie ich nie interesowała. Tylko nieco ponad sto kobiet zdecydowało się brać udział w lekcjach, a niespełna pięćdziesiąt wyszło ze szpitala nauczywszy się pisać i czytać. Wolały się bawić lub całymi dniami wylegiwać w łóżku.

„Najulubieńsza [z ich zabaw] to wesele. Jedna z dziewcząt jest przebrana za pannę młodą, druga za pana młodego. Jest orszak weselny, złożony czasem z kilkunastu par. Kostiumy są bardzo nieskomplikowane: jedno prześcieradło przypięte do koszulki szpilkami zastępuje suknię ślubną, drugie, upięte na głowie, ma być welonem (…). Pan młody i drużbowie ubrani po męsku, z wąsami i brodą z sadzy lub węgla” – relacjonowała Grzywo-Dąbrowska.

Ulica Piotrkowska w Łodzi na zdjęciu z 1915 r. Była ona miejscem pracy zapewne niejednej z 650 prostytutek odizolowanych w szpitalu, w którym pracowała Maria Grzywo-Dąbrowska (źródło: domena publiczna).

Ulica Piotrkowska w Łodzi na zdjęciu z 1915 r. Była ona miejscem pracy zapewne niejednej z 650 prostytutek odizolowanych w szpitalu, w którym pracowała Maria Grzywo-Dąbrowska (źródło: domena publiczna).

Wiele podobnych gier kończyło się bijatykami. Pacjentki okładały się pięściami i gryzły. I tak aż do chwili, gdy przypominały sobie, że prawdziwym wrogiem jest personel szpitala. Awantury niejednokrotnie wybuchały podczas posiłków. „My nie krowy, żeby nam kaszę dawano, chcemy mięsa” – krzyczały prostytutki, rzucając sztućce i talerze na ziemię.

Artykuł powstał w oparciu o książkę "Epoka hipokryzji. Seks i erotyka w przedwojennej Polsce".

Artykuł powstał w oparciu o książkę Kamila Janickiego pt. „Epoka hipokryzji. Seks i erotyka w przedwojennej Polsce”. Pozycja ta jest pierwszą publikacją książkową pod marką „Ciekawostek historycznych”.

Zdarzyło się też, że jedna z nich podbiegła do kranu, odkręciła go do oporu i podstawiła palec, tak by skierować strumień wody prosto na pielęgniarki.

Jeśli ja mam syfilis, to i ona może go dostać

Autorka mimo to podkreślała, że wszystkie pacjentki bez wyjątku miały „dobre serca”. Wyrzucały na przykład przez okna własne porcje jedzenia dla biedaków zbierających gałęzie na opał w okolicach szpitala. Ich dobroć była jednak – jak wynika z relacji Grzywo-Dąbrowskiej – bliższa dobroci małych, nierozgarniętych dzieci niż dorosłych kobiet (a niektóre miały nawet i ponad czterdzieści lat!). Stale były rozedrgane nerwowo.

Kiedy którejś powiedziano, że musi kilka tygodni dłużej zostać w szpitalu ze względu na swoją chorobę, zdarzało się, że wyciągała z kieszeni z góry przygotowaną fiolkę jodyny lub witriolu i groziła, że odbierze sobie życie.

Artykuł powstał we współpracy z Muzeum Erotyzmu.

Artykuł powstał we współpracy z Muzeum Erotyzmu.

„Raz nawet był wypadek dość poważnego poparzenia jamy ustnej w ten sposób” – wspominała lekarka. Z drugiej strony, pomimo napomnień personelu, chore kobiety kładły się do łóżek wspólnie ze zdrowymi. „Jeśli ja mam syfilis, to i ona może go dostać” – stwierdzały beztrosko.

Wszystkie prawie lubią wódkę

Niejednokrotnie znajdywano rankiem połamane stoły i łóżka, bo pacjentki nagle postanowiły zapalić nimi w piecu. Nagminne były kradzieże i oszustwa.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Strony: 1 2 3

Powiedz innym co myślisz:

Kamil JanickiKamil Janicki - Redaktor naczelny "Ciekawostek historycznych". Historyk, publicysta i pisarz. Autor książek wydanych w łącznym nakładzie prawie 150 000 egzemplarzy, w tym bestsellerowych “Pierwszych dam II Rzeczpospolitej”, “Upadłych dam II Rzeczpospolitej”, "Dam złotego wieku" i "Epoki hipokryzji". W listopadzie 2015 roku ukazała się jego najnowsza książka: "Żelazne damy. Kobiety, które zbudowały Polskę" (Więcej informacji o autorze, Inne artykuły tego autora).

Okupacja
Komentarze do artykułu (7)

Dodaj swój komentarz:

Dodaj komentarz


Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu e-mail, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.
Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.

Nasze wydawnictwo

Wkroczenie Armii Czerwonej w rodzinnych opowieściach. Jak to naprawdę wyglądało?

Czerwonoarmista w trakcie ofensywy na zachód. Tak przedstawiał ją radziecki plakat propagandowy, a jak wyglądała prawda? (źródło: domena publiczna).

Z pewnością nie raz słuchaliście relacji bliskich o tym, jak wyglądał koniec II wojny światowej. Z jednej strony uwolnienie od niemieckiej okupacji, z drugiej – wkroczenie Armii Czerwonej. Ten przełomowy moment polskiej historii przybliży nasza najnowsza książka, „Czerwona zaraza”. Pomóżcie nam ją napisać, dzieląc się rodzinnymi historiami.

9 lutego 2017 | Czytaj dalej...

Czerwona zaraza. Jak naprawdę wyglądało wyzwolenie Polski

Obiecywali wolność i bezpieczeństwo. Zdruzgotany brutalną okupacją Naród witał ich z nadzieją i kwiatami. Zamiast wybawicieli nadeszli jednak bezwzględni zbrodniarze i złoczyńcy. Nikt nie mógł czuć się bezpieczny w zetknięciu z czerwoną szarańczą.

31 stycznia 2017 | Czytaj dalej...

Epoki

Kategorie

Facebook


Polecamy

Przekret - pion

Czy wiesz że...


…liberyjski dyktator Samuel Doe zginął w strasznych męczarniach, po wielogodzinnych torturach? Jakby tego było jeszcze mało, po wszystkim został częściowo zjedzony przez swoich zabójców.


…starożytni Rzymianie załatwiali wszelkie potrzeby fizjologicznie wspólnie? Przy okazji ucinali sobie w tym czasie przyjacielskie pogawędki.

powstanki1
…jednym z głównych składników menu powstańców warszawskich była tzw. pluj-zupka? Jej nazwa związana była z tym, że gotowano ją z niełuskanego zboża. W związku z czym jedzący co chwilę musiał wypluwać plewy.