Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Przetrwali tylko najlepsi. Morderczy trening spadochroniarzy Sosabowskiego

Szkolenie z walki wręcz. Zdjęcie z książki Krzysztofa J. Drozdowskiego pt. „Sosabowcy” (Finna 2014).Stanowili elitę polskiej armii w trakcie II wojny światowej. Ich umiejętności były wynikiem bezlitosnego treningu. Niewielu było w stanie go przetrwać. Najtwardsi, którym się to udało stali się prawdziwymi maszynami do zabijania Niemców.

Kiedy przystępowano do formowania Samodzielnej Brygady Spadochronowej w jej szeregach znalazły się zarówno 18-letnie młokosy, jak i poważni 50-latkowie. Jak łatwo się domyślić ich sprawność fizyczna była na diametralnie różnym poziomie. Nic zatem dziwnego, że kadra szkoleniowa brygady kładła tak duży nacisk na zwiększenie tężyzny fizycznej kandydatów na spadochroniarzy. Właśnie w tym celu powstał – owiany złą sławą – specjalny tor przeszkód nazwany „małpim gajem” (pisaliśmy już o nim kilka lat temu, przedstawiając temat szkolenia Cichociemnych).

Sala tortur na świeżym powietrzu

Został on wybudowany na terenie szkockiej posiadłości Largo House, znajdującej się w rejonie stacjonowania jednostki. Sam pomysł jego stworzenia zrodził się w głowach oficerów polskiej formacji, oni również w dużej mierze sfinansowali z własnych środków tę istną salę tortur na świeżym powietrzu.

Żołnierze 1. Samodzielnej Brygady Spadochronowej podczas treningu w "małpim gaju". Zdjęcie z książki Krzysztofa J. Drozdowskiego pt. „Sosabowcy”  (Finna 2014).

Żołnierze 1. Samodzielnej Brygady Spadochronowej podczas treningu w „małpim gaju”. Zdjęcie z książki Krzysztofa J. Drozdowskiego pt. „Sosabowcy” (Finna 2014).

O wyzwaniu, jakie czekało na nowo przybyłych śmiałków świadczył już sam napis umieszczony nad bramą: Szukasz śmierci, wstąp na chwilę. Jak zatem prezentował się „małpi gaj”? O tym możemy się przekonać czytając relację chor. Władysława Gołębiowskiego, którą przytacza w swojej książce pt. „Sosabowcy” Krzysztof Jan Drozdowski:

Kiedy przyrządzono wszystko, co potrzebne było człowiekowi do niechybnego kalectwa, wypuszczono pierwszą grupę straceńców. […] Rozpoczynano od skoku z przewalonego przez burzę drzewa z wysokości 50 – 80 cm. A że drzewo było okrągłe i nie wszystkie pięćdziesięcioletnie Ikary mogły utrzymać równowagę w postaci stojącej przybito płaską deszczułkę, a dla bezpieczeństwa zmiękczono siemię na skok.

Po skoku odważni maszerowali na tak zwany trapez. Była to huśtawka, zawieszona na gałęzi rozłożystego, leciwego dębu, przyrząd niechybnego stłuczenia „miękkiej części ciała”. Tych którzy panicznie bali się huśtania – kosztowało to czasem złamanie jakieś kostki. Następnie – chodzenie po żerdziach […]. Cóż za ruchy ekwilibrystyczne musiał adept wyczyniać, chwytając się niekiedy oburącz powietrza, by na tej żerdzi się na chwilę zatrzymać, a co dopiero przejść jej całą długość.

"Małpi gaj" na karykaturze z okresu II wojny światowej (źródło: domena publiczna).

„Małpi gaj” na karykaturze z okresu II wojny światowej (źródło: domena publiczna).

Z kolei, proszę Państwa, płotek! Na trzy metry wysoki. „Raz, dwa i na drugiej stronie” rozkazywali instruktorzy. Piękne to było, ale dla adepta staruszka – to istna ściana płaczu. […] Dla dalszego udręczenia adepta wybudowano z drzewa ścianę z oknem, przez które musiano dawać nura, szybko, jeden po drugim. A potem na poprzeczkę, nad rzeczką i tu dopiero potrzebne były wyćwiczone ręce, bowiem przez połowę poprzeczki – ślizganie na brzuszku, a przez drugą połowę, zwisając na rękach i nogach – marsz do celu. Niewyćwiczone ręce dawały pewną gwarancję – kąpieli w rzeczce.

Artykuł powstał w oparciu m.in o książkę Krzysztofa J. Drozdowskiego pt. „Sosabowcy” (Finna 2014).

Artykuł powstał w oparciu m.in o książkę Krzysztofa J. Drozdowskiego pt. „Sosabowcy” (Finna 2014).

Hop do „dziury”

Rzecz jasna nie samym „małpim gajem” żyli przyszli spadochroniarze. Codziennie musieli oni przebiec minimum 10 kilometrów, ponadto trenowali m.in. walkę wręcz oraz czołganie się pod zasiekami. Na tych, którzy przetrwali tę morderczą zaprawę czekał kolejny etap szkolenia – tzw. „dziura”. Pod tym pojęciem kryło się wycięcie w suficie dawnej stajni, imitujące otwór w podłodze bombowców Whitley, wykorzystywanych przez Brytyjczyków do transportu wojsk powietrznodesantowych.

Jak podkreśla w swojej książce Krzysztof Jan Drozdowski trening „w dziurze” miał decydujące znaczenie. Właśnie tam wpajano żołnierzom wiedzę i umiejętności potrzebne do wykonania skoku ze spadochronem. Również w trakcie tej fazy szkolenia było wiele przypadków stłuczeń i złamań, ale nie brakowało też śmiechu.

Gdy zostały opanowane podstawy, następny punkt jazdy obowiązkowej stanowiła dwudziestopięciometrowa wieża spadochronowa. Dawała ona przedsmak tego, co czekało na żołnierzy podczas prawdziwego skoku ze spadochronem. Pozwalała przyzwyczaić się do rzucania się w przepaść, do poskromienia instynktu samozachowawczego, który powstrzymuje człowieka przed tego rodzaju posunięciami.

Skoki z dwudziestopięciometrowej wieży spadochronowej pozwalały przezwyciężyć instynkt samozachowawczy. Zdjęcie z książki Krzysztofa J. Drozdowskiego pt. „Sosabowcy” (Finna 2014).

Skoki z dwudziestopięciometrowej wieży spadochronowej pozwalały przezwyciężyć instynkt samozachowawczy. Zdjęcie z książki Krzysztofa J. Drozdowskiego pt. „Sosabowcy” (Finna 2014).

Na tym kończył się pierwsza runda szkolenia. Ci, którzy pomyślnie ją zaliczyli trafiali do brytyjskiej szkoły spadochronowej nr 1 w Ringway. Na mniej sprawnych czekał ponownie „małpi gaj”.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Artykuł porusza następujące tematy:

Czas akcji:

Miejsce akcji:

Komentarze (15)

  1. Tomek Odpowiedz

    Na pewno „Chwała Bohaterom” ale po raz kolejny przychodzi gorzka refleksja – jakie korzyści z ich poświęcenia przypadły Polsce?

    • Członek redakcji | Autor publikacji | Rafał Kuzak Odpowiedz

      Zapraszamy do przysłania własnego artykuły. Zapewne będzie on prezentował wysoki poziom, a wtedy z chęcią go opublikujemy.

      • Konan Odpowiedz

        @Rafał Kuzak
        Proszę wybaczyć, ale ta odpowiedź jest niestosowna i wręcz bzdurna. Co prawda komentarz powinien zawierać więcej niż tak zwany teraz „hejt”, ale sugerowanie, że prawo do krytyki ma tylko osoba która potrafi wykonać krytykowaną czynność lepiej jest pozbawione wszelkiej logiki, niedojrzałe oraz nie wnosi nic do dyskusji i nie pełni żadnej pozytywnej funkcji w dyskusji. A przecież nawet gdy rozmówca nie trzyma poziomu, należy tego poziomu wymagać od siebie.

  2. anon Odpowiedz

    artykul to nic innego jak pochwala taniego szowinizmu i nacjonalizmu, ot tak zeby sie dowartosciowac, i poczuc jakas tam zekoma wyzszosc nad kims tam. Mama nadzieje ze autor przypomni tez zaslugi bohaterskich oddzialow Bandery wyzwalajacych Ukraine spod obcej okupacji, tylko nie chce slyszec ze to byli mordercy, prezciez walczyli o wlasna wolnosc i niepodleglosc.

    • Markso Odpowiedz

      Polacy wyszkoleni w Wielkiej Brytanii, ginący za Holandię wyzwalając ją z rąk Niemców : rzeczywiście straszni z nich byli nacjonaliści :/

    • Anonim Odpowiedz

      hm.o jaką okupację tu chodzi.Może polska.dzielni Banderowcy już sie postarali,żeby kamien na kamieniu z nas nie pozostał,jak Ukraina sziroka.

    • Anonim Odpowiedz

      Musieli skakać wprost na niemiecka dywizję,a jak nie mogli sie przebic przez Ren by pomóc ang.oddziałom to on,gen. Sosabowski stał sie kozłem ofiarnym.Podejrzewam,że ta Brygada była potencjalnie zbyt niebezpieczna.Niepotrzebni musza odejść.Po wojnie pracował jako zwykły robotnik.

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.