Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Kobiecy orgazm sto lat temu. Czy Twoja prababka mogła lubić seks? [18+]

Czy w XIX wieku kobiety czerpały przyjemność z seksu małżeńskiego? (źródło: domena publiczna).XIX-wieczni mężczyźni powszechnie przyjmowali, że seks to sprawa, która nie dotyczy ich partnerek. Kobietom odmawiano prawa do jakiejkolwiek erotycznej satysfakcji. Święcie wierzono, że bez penisa nie da się osiągnąć orgazmu. Przedstawicielki słabszej płci mogły liczyć zamiast tego na… radość z macierzyństwa.

Nauka stała murem za podobnymi koncepcjami. W epoce zaborów panowało powszechne przyzwolenie dla wszelkiej maści erotycznych wybryków mężczyzn. I nic dziwnego, bo nawet lekarze twierdzili, że wstrzymywanie się od stosunków seksualnych choćby przez krótki czas może zniszczyć zdrowie lub nawet zabić.

Potwierdza to ankieta przeprowadzona w 1903 roku wśród warszawskich studentów. Respondenci, którzy nie uprawiali regularnie seksu, uskarżali się w związku z tym między innymi na „zanik zdolności”, ciężkie migreny i „częste zdenerwowanie”.

Prostytutki lekarstwem na migrenę? W XIX wieku naprawdę w to wierzono (źródło: domena publiczna).

Prostytutki lekarstwem na migrenę? W XIX wieku naprawdę w to wierzono (źródło: domena publiczna).

Ci, których do abstynencji zmusiła bieda, otwarcie nawoływali do „zakładania dobroczynnych domów publicznych dla ubogich studentów”. Przytoczono też popularny pogląd, zgodnie z którym „prostytucja istnieje na to, by młodzieży zdrowie zapewnić”.

Seks z prostytutką? Dobre lekarstwo na migrenę

Rzecz jasna uważano, że wstrzemięźliwość szkodzi tylko mężczyznom. Postępowe pismo „Kosmetyka” w 1908 roku tłumaczyło: „Zupełne wstrzymanie się od stosunku płciowego jest dla kobiety rzeczą (…) dla zdrowia obojętną, podczas gdy u mężczyzny wywołać ono może pewne zaburzenia w sferze nerwowej lub psychicznej”. Kolejne dwie dekady też nic nie zmienią. Lekarze pierwszego kontaktu nadal będą leczyć migreny u mężczyzn właśnie prostytucją. O zetknięciu się z taką metodą wspomni w 1925 roku Cecylia Bańkowska, autorka książki Jak uświadomiłam mojego syna. Wprawdzie z dezaprobatą – jednak bez zdziwienia.

„Prostytutka stała się na wiek cały filarem moralności społecznej, niemal urzędnikiem państwowym” – podkreślał Tadeusz Boy-Żeleński. W polskich miastach pracowały dziesiątki, a może i setki tysięcy z nich. Z tego olbrzymia część – w samej Warszawie.

Nawet co trzecia XIX-wieczna warszawianka mogła parać się prostytucją! (źródło: domena publiczna).

Nawet co trzecia XIX-wieczna warszawianka mogła parać się prostytucją! (źródło: domena publiczna).

Najodważniejsze statystyki wskazywały, że nawet co trzecia kobieta w stolicy w wieku od dwudziestu do trzydziestu pięciu lat para się prostytucją. Świat został podzielony pomiędzy cnotliwe i nietknięte narzeczone, z którymi mężczyźni spędzali popołudnia, oraz na kobiety upadłe, w których ramionach mijały im wieczory.

Artykuł powstał w oparciu o książkę "Epoka hipokryzji. Seks i erotyka w przedwojennej Polsce".

Artykuł powstał w oparciu o książkę Kamila Janickiego pt. „Epoka hipokryzji. Seks i erotyka w przedwojennej Polsce”. Pozycja ta jest pierwszą publikacją książkową pod marką „Ciekawostek historycznych”.

Te drugie nie mogły liczyć nawet na status pełnoprawnych istot ludzkich. Uczestnicy ankiety z 1903 roku podkreślali, że czują „wstręt do kobiet sprzedajnych i publicznych”. Widzieli w nich ni mniej, ni więcej, tylko „wrzód społeczny”. A jednocześnie – przyznawali, że jak niemal każdy, korzystają z ich usług. Powstało przekonanie, że „pewne grupy ludzi, pozbawione są wszelkich praw ludzkich i niewarte żadnych względów, a żyją tylko dla użytku, rozrywki lub wygody ludzi uprzywilejowanych”.

Dwie różne moralności

Na masową skalę przyjęto zasadę „podwójnej moralności”. Polegała ona na przyjęciu przez społeczeństwo zupełnie różnych oczekiwań wobec kobiet i wobec mężczyzn. Tym drugim wolno było bezkarnie prowadzić życie seksualne przed i poza małżeństwem. Panny i mężatki miały z kolei być bezwzględnie cnotliwe i wierne.

Narzeczeństwa trwały w epoce wiktoriańskiej przez całe lata. Dziewczyna czekała i tęskniła; chłopak – uganiał się za dziwkami. Gdy ślub po paru latach dochodził wreszcie do skutku, w wielu przypadkach bardziej przypominał pogrzeb. To była transakcja, w której uczucia schodziły na dalszy plan w stosunku do kwestii majątkowych, towarzyskich czy nawet honorowych.

XIX-wieczny ślub zwykle był po prostu transakcją, w której nie było miejsca na miłość . Na ilustracji obraz Wasilija Pukiriewa "Nierówne małżeństwo" (źródło: domena publiczna).

XIX-wieczny ślub zwykle był po prostu transakcją, w której nie było miejsca na miłość . Na ilustracji obraz Wasilija Pukiriewa „Nierówne małżeństwo” (źródło: domena publiczna).

Chodziło o zdobycie dobrej partii i ewentualnie posagu oraz o pozyskanie zdrowej, silnej matki dla przyszłego potomstwa. Boy półgębkiem wspomina o jakiejś tam, mimo wszystko, roli miłości, ale to z jego strony przejaw daleko posuniętego optymizmu.

XIX-wieczni specjaliści małżeństwo traktowali jak handel. Doktor Baker, autor wydanego w 1809 roku poradnika Tajemnice płci żeńskiey, sugerował, żeby oblubienicę przed ślubem rozbierać do rosołu i kontrolować, czy nie ma żadnych defektów fizycznych. Zupełnie jakby była klaczą na targu. Pomysł ten wracał wielokrotnie przynajmniej do lat sześćdziesiątych XIX wieku. Zawsze w odniesieniu do kobiet.

Każdy mężczyzna musi mieć kochankę

Po nocy poślubnej w sytuacji mężczyzny niewiele się zmieniało. Miał odtąd zapewniony wikt i opierunek, ale życie seksualne prowadził tak, jak zawsze. Głównie poza domem. Na uzasadnienie tego faktu znaleziono kolejny pseudonaukowy argument.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Uwaga! Nie jesteś na pierwszej stronie artykułu. Jeśli chcesz czytać od początku kliknij tutaj.

Zgodnie z popularną teorią przytoczoną przez Izę Moszczeńską (autorkę felietonu Cnota kobieca z 1904 roku) każdy mężczyzna był z urodzenia poligamistą, a każda kobieta – monogamistką. W efekcie wierność mężów uznawano za rodzaj zwyrodnienia i grzechu przeciwko naturze. W przypadku żon podobnym grzechem byłaby jakakolwiek próba szukania doznań seksualnych poza małżeństwem.

W XIX wieku wierność mężów uznawano za rodzaj zwyrodnienia i grzechu przeciwko naturze. Nikogo zatem nie dziwiły, ani specjalnie nie gorszyły kochanki (źródło: domena publiczna).

W XIX wieku wierność mężów uznawano za rodzaj zwyrodnienia i grzechu przeciwko naturze. Nikogo zatem nie dziwiły, ani specjalnie nie gorszyły kochanki (źródło: domena publiczna).

Dzieła literackie i cała obowiązująca kultura wpajały im przekonanie, że pożycie małżeńskie to w pierwszej kolejności forma poświęcenia. „Czystość jest czymś bezwzględnie dobrym, życie płciowe zaś w każdym razie plamą i poniżeniem” – instruowano dziewczęta przez całe XIX stulecie. Mężczyźni też odbierali praktyczne porady. Mieli robić wszystko, by kobieta nie zaznała seksualnej satysfakcji.

Artykuł powstał w oparciu o książkę "Epoka hipokryzji. Seks i erotyka w przedwojennej Polsce".

Artykuł powstał w oparciu o książkę Kamila Janickiego pt. „Epoka hipokryzji. Seks i erotyka w przedwojennej Polsce”. Pozycja ta jest pierwszą publikacją książkową pod marką „Ciekawostek historycznych”.

Nie podnieca się nerwów żony żadnymi pieszczotami

Fakt ten doskonale oddaje praca lwowskiego lekarza Artura Ligiszy z 1903 roku. W książce poświęconej tematowi zapobiegania ciąży udzielał on czytelnikom szeregu niezawodnych rad. Przykładowo, wedle niemieckiego zwyczaju:

Przed aktem płciowego obcowania zupełnie się nie podnieca nerwów u żony żadnymi pieszczotami, całusami lub objęciami, tylko wprost przystępuje się niespodzianie, znienacka do aktu spółkowania.

Skutek przy tym głównie ma zależeć [od tego], aby zaraz od początku małżeństwa tak postępowano, aby młoda nie znała innego rodzaju wykonywania małżeńskiego obcowania, jak tylko ten jeden.

Inny sposób wymagał, by kobieta bacznie obserwowała, aż u mężczyzny zbliży się chwila orgazmu i na moment przed wytryskiem głęboko nabrała powietrza. Następnie powinna wstrzymać oddech na tak długo, jak tylko będzie w stanie. Szok i niedotlenienie powinno zniwelować ryzyko zapłodnienia.

W XIX wieku żony nie miały co liczyć na pieszczoty w łóżku (źródło: domena publiczna).

W XIX wieku żony nie miały co liczyć na pieszczoty w łóżku (źródło: domena publiczna).

Prostsza metoda, podawana w publikacjach innych autorów, zakładała po prostu zupełny, stuprocentowy bezruch kobiety w trakcie całego stosunku. Mąż niech robi swoje, a żona powinna leżeć niczym kłoda.

Pieszczot zakazywano także z troski o… kobiecą cnotę. Dziesiątki poradników, nawet tych wydawanych już po pierwszej wojnie światowej, potwierdzają, że powszechny był strach przez rozseksualizowanymi małżonkami.

Autorzy (rzecz jasna zawsze mężczyźni) konsekwentnie tłumaczyli, że żona, która polubi seks, niechybnie zacznie zdradzać swojego męża. Prościej było uznać, że same potrzeby seksualne to u każdej kobiety objaw ciężkiej choroby: histerii.

Akt seksualny? Kobieta tego nie zrozumie

„Dla histeryczki akt seksualny musi być rozczarowaniem. Ona go nie rozumie” – pisał w 1895 roku francuski lekarz Georges Gilles de la Tourette. I miał rację. Z tym, że należałoby jego twierdzenie nieco rozszerzyć. Powiedzmy wprost: dla niemal każdej XIX-wiecznej kobiety akt seksualny był rozczarowaniem.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Uwaga! Nie jesteś na pierwszej stronie artykułu. Jeśli chcesz czytać od początku kliknij tutaj.

Dopiero na przełomie XIX i XX stulecia lekarze – w tym pierwsi seksuolodzy – zaczęli dostrzegać, że nie tak to wszystko powinno wyglądać. Świat niepostrzeżenie zaczął się zmieniać. Powstały nowoczesne środki antykoncepcyjne, do sprzedaży weszło skuteczne lekarstwo na syfilis, a rosnący w siłę ruch feministyczny domagał się równouprawnienia kobiet.

Również w sypialni. Naukowcy nieśmiało zaczęli mówić o istnieniu orgazmu u obydwu płci. W bólach rodziła się pierwsza, dzisiaj zupełnie zapomniana rewolucja seksualna. I wielki udział w jej wywołaniu mieli Polacy.

Orgazm naszych prababek. Mamy twarde liczby

W Warszawie już w 1908 roku lekarz i antropolog Walenty Miklaszewski przeprowadził wśród swoich pacjentek ankietę na temat seksu. Doktor relacjonował: „Żona doznaje rozkoszy przy stosunkach płciowych stale w 7,5% [przypadków], zmiennie w 11,56% przypadków, a wstrętu w 8,3% przypadków”. Łącznie dla zaledwie 19% kobiet życie płciowe było choć trochę satysfakcjonujące.

Według ankiety przeprowadzonej w Warszawie u schyłku XIX wieku dla zaledwie 19% kobiet życie płciowe było choć trochę satysfakcjonujące (źródło: domena publiczna).

Według ankiety przeprowadzonej w Warszawie u schyłku XIX wieku dla zaledwie 19% kobiet życie płciowe było choć trochę satysfakcjonujące (źródło: domena publiczna).

Dla porównania według najnowszych kompleksowych badań, przeprowadzonych w 2005 roku przez Zbigniewa Izdebskiego, 82% Polek przynajmniej „czasami” zaznaje orgazmu. Odpowiedź „nigdy” podała jedna kobieta na sto. Już w 1908 roku było oczywiste, że wyniki wołają o pomstę do nieba.

Początek XX wieku miał przynieść zupełni nowe postrzeganie potrzeb seksualnych kobiet (źródło: domena publiczna).

Początek XX wieku miał przynieść zupełni nowe postrzeganie potrzeb seksualnych kobiet (źródło: domena publiczna).

„Kobieta została podporządkowana mężczyźnie w myśl przysięgi posłuszeństwa i uległości. A taki stosunek stanowi wprost zaprzeczenie miłości. Ma on wszelkie cechy stosunku posiadacza, władcy” – pisał Walenty Miklaszewski na łamach czasopisma „Czystość”.

To był jeden z artykułów, które dały początek wielkiemu erotycznemu przewrotowi. I sprawiły, że w dwudziestoleciu międzywojennym Polki wreszcie mogły polubić seks.

***

Powyższy artykuł to tylko zarys fascynującego tematu przedwojennego podejścia do seksu. W świetle pamiętników, wspomnień, poradników i dawnych pism erotycznych nasi pradziadkowie okazują się o wiele mniej pruderyjni, niż mogłoby się wydawać. Mieszkańcy II Rzeczpospolitej głośno domagali się „całego życia”. Przeczytasz o tym ze szczegółami w najnowszej książce Kamila Janickiego: „Epoka hipokryzji. Seks i erotyka w przedwojennej Polsce”.

Źródła:

Artykuł powstał w oparciu o literaturę i materiały zebrane przez autora podczas prac nad książką pt. Epoka hipokryzji. Seks i erotyka w przedwojennej Polsce. Pozycja ta ukazała się jako pierwsza książka pod marką „Ciekawostek historycznych”.

Kliknij, żeby rozwinąć wybraną bibliografię.

  1. Cecylia Bańkowska, Jak uświadomiłam mojego syna, Warszawa 1925.
  2. Tadeusz Boy-Żeleński, Reflektorem w mrok, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1985.
  3. Tadeusz Boy-Żeleński, Zmysły… zmysły…, Biblioteka Boya, Warszawa 1932.
  4. Carl Gelsen, Hygiena miodowych miesięcy. Wskazówki dla nowożeńców, Księgarnia Popularna, Warszawa 1909.
  5. Kobieta i małżeństwo. Społeczno-kulturowe aspekty seksualności. Wiek XIX i XX, red. A. Żarnowska, A. Szwarc, DiG, Warszawa 2004.
  6. Kobieta i rewolucja obyczajowa. Wiek XIX i XX, red. A. Żarnowska, A. Szwarc, DiG, Warszawa 2006.
  7. [Artur] S. Ligisz, Maltuzyanizm w polityce ekonimii i hygieny społecznej. Rzecz o zastosowaniu sztucznej niepłodności kobiety, nakł. autora, Lwów 1903.
  8. Walenty Miklaszewski, Życie płciowe w małżeństwie, „Czystość” 1908, nr 5.
  9. Iza Moszczeńska, Cnota kobieca, „Krytyka” 1904, nr 10.
  10. Iza Moszczeńska, Czego nie wiemy o naszych synach, Księgarnia Naukowa, Warszawa 1904.
  11. O zawieraniu małżeństwa przez ludzi nerwowych i psychopatycznych, „Kosmetyka” 1908, nr 19.

Kup książkę (dużo) taniej niż inni:

Artykuł porusza następujące tematy:

Czas akcji:

Miejsce akcji:

Komentarze (21)

  1. Patrycja Pruss Odpowiedz

    tekst spoko, ale jedno nawet nie małe ALE: autor chyba musi się cofnąć do 4 klasy podstawowej… wiek XIX = 1801 do 1900 roku, wiek XX = 1901 do 2000 roku… praktycznie non stop są źródła z tysiąc dziewięćset któregoś roku, nie tysiąc osiemset!!!!!!!!!!! strasznie to kłuje w oczy

    • Członek redakcji | Aleksandra Zaprutko-Janicka Odpowiedz

      Pani Patrycjo, zanim zacznie Pani wysyłać ludzi do podstawówki, proszę troszkę więcej poczytać. Historia to nie matematyka. Operuje się w niej nie tylko datami, ale i epokami. Wiek XIX nazywany jest najdłuższym stuleciem, bo jako epoka trwał od rewolucji francuskiej przynajmniej do wybuchu I wojny światowej (a zdaniem niektórych historyków do jej zakończenia). Pozdrawiam

    • Adam Odpowiedz

      Rzeczywiście chyba w żadnym podręczniku do historii wiek XIX nie kończy się w 1900 roku… to by było mało rozsądne :). No i w żadnym XX nie zaczyna się w 1900… Nie bez powodu mówi się, że żyliśmy w „najkrótszym wieku”. Bo zdaniem historyków XX trwał od 1914 (1918) do 1989 (1990)….

      • okmanek okmanek Odpowiedz

        Prawdę mówiąc nigdy w cyklu edukacji nie spotkałem się z pojęciem najkrótszego i najdłuższego wieku, za to dokładnie pamiętam jak mówiono, że wiek ma 100 lat (i nie podano żadnych wyjątków od tej reguły).

        • Członek redakcji | Autor publikacji | Kamil Janicki

          Dziękuję za wszystkie komentarze. Jako autor dodam tylko krótko, że tekst jest bardzo skompresowanym skrótem tematu przedstawionego w pierwszych rozdziałach „Epoki hipokryzji”. W książce zmieściło się, siłą rzeczy, znacznie więcej przykładów z „właściwego” XIX wieku. W artykule zostawiłem motywy najciekawsze i dotyczące momentu przełomu w polskiej obyczajowości. Stąd nacisk głównie na koniec stulecia i początek „kalendarzowego” XX wieku. Mam nadzieje, że mimo wszystko nikomu ten fakt nie popsuł lektury :).

      • Michał Marcin Odpowiedz

        „Rzeczywiście chyba w żadnym podręczniku do historii wiek XIX nie kończy się w 1900 roku… to by było mało rozsądne :). No i w żadnym XX nie zaczyna się w 1900… Nie bez powodu mówi się, że żyliśmy w „najkrótszym wieku”. Bo zdaniem historyków XX trwał od 1914 (1918) do 1989 (1990)….”

        Raczej uważa się dziś, że wiek XX zakończył się 11 września 2001, a zaczął wtedy XXI

        • Anonim

          Nie da się określić kiedy zaczął się Wiek XXI a kiedy się skończył XX. Oczywiście niektórzy próbują to robić ale spojrzenie jest zbyt świeże w związku z tym może zwracać uwagę na elementy pozornie ważne, ale nie przełomowe. To że w szkole podstawowej uczy się o matematycznym pojęciu wieku jest związane z wiekiem słuchaczy którym łatwiej jest to pojąć. W 100 lat jest pewną cezurą którą nie da się podzielić matematycznie na równe części. Stąd historycy mówiąc o danym wieku mają na myśli pewien okres czasu który w pewien sposób kończył się ważna zmianą.

    • Lord Odpowiedz

      Tu niechodzi o taki „podstawówkowy” sposób myślenia, według historii XIX wiek to obszar kończący się na rozpoczęciu pierwszych bitew I wojny światowej.

  2. mila Odpowiedz

    Bardzo ciekawy artykul, XIX wiek zawsze mnie bardzo interesowal…niestety niektore durnowate komentarze kluja w oczy! Coz poczac kiedy obecnie internetowi czytelnicy uwielbiaja wytykac sobie bledy nawet jesli nie znaja tematu…kompleksy czy cos…?

  3. horeszko Odpowiedz

    wezmę w obronę p. Patrycję. Mimo, że niekoniecznie autor musi wracać do podstawówki, to jednak nic nie umniejsza jej zdaniu. „Historia to nie matematyka”, ale również nie opowieści z mchu i paproci. Jeśli artykuł jest luźną opowiastką, można przyjąć ogólniki, uproszczenia, itp., ale jeśli ma wnieść wiedzę, to nie można dobrowolnie operować wiekiem, epokami, itd. Musi być konsekwencja. Ponadto na studiach jest pewnie metodyka, metodologia. Historyk nie może używać „wiele”, „grupa”, „dużo”. Bo ile to jest wiele, dużo, grupa? Po to również jest statystyka na historii. Dlatego nie można odmówić p. Patrycji racji, chociaż niektóre komentarze zawierają trafne spostrzeżenia. Należy również przyjąć wyjaśnienie autora, że jest to „skompresowany skrót”. Inna sprawa, że wiele prezentowanych tu książek, to lekkie opowieści o zdarzeniach, ludziach, itd., dobre do poczytania, opowiadania przy ognisku. Takie widać są na „topie”.

    • Anonim Odpowiedz

      Historyku od kiedy w historii nie można posługiwać się takimi określeniami. Nie wt wszystkim możemy posłużyć się precyzyjnymi liczbami. Często mamy do czynienia z precyzyjnymi, opiniami. Historia to nie liczby, daty, zbiory i ilości. Historia to ciąg przyczynowo skutkowy, pokazujący drogę ludzkości a także zmiany społeczne na tej drodze. Daty wspomagają umiejscowienie pewnych zdarzeń a cyferki dają wyobrażenie ich wielkości.

  4. mila Odpowiedz

    Do horeszko i p.Patrycji: cytat z wikipedii : Według periodyzacji stosowanej w pracach historycznych XIX wiek niekoniecznie rozpoczął się w 1801 roku. Ze względu na przemiany w różnych dziedzinach życia za datę graniczną uznaje się częściej 1789 rok (początek rewolucji we Francji), zaś w odniesieniu do Polski 1795 (III rozbiór Polski). Za koniec XIX wieku w pracach naukowych najczęściej uznaje się 1914 lub1918 rok[1]. Koniec cytatu. Ps. Zdaje sobie sprawe z tego ze nie jest to najlepsze zrodlo, ale zawsze…

  5. Adam Odpowiedz

    jest tylko jedna kwestia o której się nie pisze i nie mówi, jest ona zgodna z powiedzeniem ,,nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło”- coś co było bardzo krzywdzące dla chłopców i atrakcyjne dla dziewcząt. Otóż uważano ze kobieta jest aseksualna i w związku z tym normą było że chroniono dziewczęce ciała przed widokiem chłopców a jednocześnie standardem było że chłopców kąpano albo przymuszano do pływania nagich w obecności ubranych sióstr i koleżanek, co było dla dziewcząt nie lada frajdą. Uważano oczywiście że przecież dziewczyna nie czuje podniecenia widząc nagiego chłopca a jednocześnie może się pouczyć męskiej anatomii. Sama ma być jednocześnie ubrana bo chłopcy są zboczeni i na widok nagiej dziewczyny mogą się zachować nieprzystojnie. Zresztą nawet dorośli mężczyżni pływali nago w obecności kobiet i dziewcząt, oczywiście ubranych. Więc z tego wszystkiego miały kobiety tą rekompensatę że mogły sobie pooglądać za darmo i masowo nagich chłopaków, ci zaś takich rarytasów nie mieli. Polecam stronę.
    //sites.google.com/site/historicarchives4maleswimming/home/historic-photographs

  6. Szymański Odpowiedz

    Autor poniekąd próbuje sobie szydzić z tamtego podejścia do seksu, a było to normalne. Wówczas panowała normalność! Mężczyzna to zdobywca, a kobieta to ta delikatna subtelna! Mężczyźnie posiadanie licznych kochanek ujmy nie przynosi, kobietę zaś posiadanie licznych kochanków, a nawet sam seks bez ślubu hańbi! To są odwieczne, uniwersalne reguły rządzące światem.

    • Tadeusz Odpowiedz

      straszną glupote piszesz. Deliktna i subtelna i dlatego siłą ją gwałcić, bez przygotowania, na sucho? dlatego nei ma miec satysfakcji z seksu? oczywiście ze nalezy szydzic z takiego podejscia bo oczywiste jest ze i kobieta i mezczyzna mają orgazm, że maja takie same profity z seksu jezli jest udany, poczytj bdania rozne – czesto kobiety maja wieksze potrzeby seksualne niz facet.

  7. Anonim Odpowiedz

    Nasuwa się analogia do obecnie stosowanego podziału na lepszych mężczyzn i gorsze kobiety w islamie, nieprawdaż?

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.