Damy - empik

Zinowiej Kołobanow. Pancerny „As” Stalina

Autor: | 24 czerwca 2014 | 78,258 odsłon

Zinowiej Kołobanow - postrach niemieckich pancerniaków we własnej osobie.Michael Wittmann najsłynniejszym czołgistą drugiej wojny światowej? Niewątpliwie tak. Jednak Związek Radziecki miał również własnego pancernego bohatera, który swoimi dokonaniami z pewnością dorównuje wyczynom niemieckiego herosa!

Był 19 sierpnia 1941 r., gdy niemieckie czołówki pancerne Grupy Armii „Nord” znalazły się w rejonie miasteczka Krasnogwardiejsk (obecnie Gatczina), leżącego około 50 km na południe od Leningradu. Z tej strony na dawną stolicę carów nacierała 8. Dywizja Pancerna, wyposażona w większości w lekkie czołgi Panzer II i czeskie Panzer 38(t).

Towariszcz komandir, giermanskie tanki idut!

Przy drogach dojazdowych do Krasnogwardiejska od strony Tallina zaczaiła się w zasadzce 3. Kompania Czołgów Ciężkich dowodzona przez porucznika Zinowieja Kołobanowa. Ten 28-letni absolwent Akademii Wojskowej im. Frunzego był już wówczas doświadczonym pancerniakiem. W randze kapitana brał udział w wojnie radziecko-fińskiej, podczas której trzy razy uciekał z płonącego czołgu.

Kołobanow wraz ze swoją załogą. W tle wierny i, jak się okazało, zabójczo skuteczny czołg KW1.

Kołobanow wraz ze swoją załogą. W tle wierny i, jak się okazało, zabójczo skuteczny czołg KW1.

Po podpisaniu traktatu pokojowego został zdegradowany do stopnia szeregowca. Pozbawiono go również wszelkich odznaczeń i nagród oraz przeniesiono do rezerwy za zbytnie „bratanie się” z wrogiem. Po uderzeniu Niemiec na ZSRR ze względu na jego doświadczenie bojowe przywrócono go w stopniu podporucznika do służby w swojej dawnej jednostce.

Czołg KW1 wyrusza do walki z Niemcami pod Leningradem. Ciekawe czy i jego załoga zaliczyła jakieś trafienia? (źródło: RIA Novosti archive; lic. CC ASA 3.0).

Czołg KW1 wyrusza do walki z Niemcami pod Leningradem. Ciekawe czy i jego załoga zaliczyła jakieś trafienia? (źródło: RIA Novosti archive; lic. CC ASA 3.0).

Teraz porucznik Kołobanow miał szansę kolejny raz dowieść swojej wartości. Już poprzedniego dnia usłyszał od samego gen. Władimira Baranowa, dowódcy 1. Dywizji Pancernej, rozkaz: Zamknąć podejścia do miasta i walczyć do końca! Radziecki oficer do dyspozycji miał pięć KW-1 uzbrojonych w działo 76,2 mm. Wszystkie czołgi zostały starannie okopane i zamaskowane. W każdym była podwójna jednostka ognia, z czego 2/3 stanowiły pociski przeciwpancerne.

Wóz porucznika zajął stanowisko przy drodze, w sąsiedztwie sowchozu „Woiskowicy”. Z tego miejsca doskonale widać było szosę biegnącą podmokłą niziną i ginącą w widocznym na horyzoncie lesie. Pozostałe czołgi kompanii, po dwa, obstawiały sąsiednie drogi.

Siła złego na jednego

Około godz. 14.00 na szosie pojawił się, wyjeżdżający z lasu, niemiecki zwiad motocyklowy. Zwiadowcy zatrzymywali się co kilkaset metrów i omiatali seriami z kaemów przydrożne krzaki, próbując zlokalizować domniemane stanowiska wroga. Kołobanow postanowił nie ujawniać się i przepuścić motocyklistów. Czekał na siły główne.

Widoczny na zdjęciu czołg Panzer 38(t) okazał się łatwym celem dla 76-milimetrowego działa KW1 Kołobanowa. Zdjęcie wykonane jesienią 1941 r. w rejonie Leningradu (źródło: Bundesarchiv; lic. CC ASA 3.0).

Widoczny na zdjęciu czołg Panzer 38(t) okazał się łatwym celem dla 76-milimetrowego działa KW1 Kołobanowa. Zdjęcie wykonane jesienią 1941 r. w rejonie Leningradu (źródło: Bundesarchiv; lic. CC ASA 3.0).

Rzeczywiście, po dłuższej chwili z lasu wyjechała długa kolumna pancerna. 22 wozy, jak policzył porucznik. Niemcy czuli się pewnie. W otwartych włazach wieżyczek widać było roześmianych czołgistów w porozpinanych mundurach.

Już tylko 150 metrów dzieliło najbliższy niemiecki czołg od ukrytego KW, gdy w końcu porucznik Kołobanow wydał zniecierpliwionej i lekko już zaniepokojonej załodze rozkaz: Ognia! Celowniczy, sierżant Usow, był specjalistą w swoim fachu. Pierwszy pocisk zatrzymał czołowy niemiecki czołg. Drugi strzał i następny czołg w kolumnie zapłonął. Zrobił się zator. Usow następnie przeniósł ogień na ogon niemieckiej kolumny. Wystarczyły cztery pociski i zniszczone zostały dwie kolejne nieprzyjacielskie maszyny.

Walenie głową w mur

Niemcy nie zlokalizowali jeszcze stanowiska radzieckiego wozu. Ostrzelali pobliskie stogi ze słomą, które natychmiast zajęły się ogniem. Cała okolica spowita była dymem. W końcu jednak KW został wykryty. Skupił się na nim ogień pozostałych hitlerowskich czołgów. Na radzieckiej maszynie nie robiło to jednak żadnego wrażenia.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Strony: 1 2

Powiedz innym co myślisz:

Dariusz Kaliński - Specjalista od II wojny światowej i działań sił specjalnych, a także jeden z najpoczytniejszych w polskim internecie autorów z tej dziedziny. Od 2014 roku stały publicysta "Ciekawostek historycznych.pl". Wielbiciel zlotów militarnych, zespołu Dżem i talentu aktorskiego Clinta Eastwooda.

Okupacja
Komentarze do artykułu (40)
  1. Szczerze wątpię w istnienie tego „bohatera”. Niewątpliwie było ich wówczas wielu, ale pozostali bezimienni, a Sowieci po wojnie zwyczajnie bajki pisali. Potem zaś kolejne pokolenia powielały te bzdury. Nie można wierzyć w coś co wyszło spod pióra sowieckiego tzw. historyka – i to w warunkach bezwzględnej cenzury.

    • Szanowny abc, a wierzysz w to że np. Hans-Ulrich Rudel zniszczył 519 alianckich czołgów? No bo kto to policzył i jak? Czy też bierzemy to za pewnik czy uważamy za wytwór goebbelsowskiej propagandy? Co do Kołobanowa to jest to postać jak najbardziej autentyczna. Zarówno w publikacjach dot. 2 w. św. jak i w necie jest dużo informacji na jego temat, polecam poszperać.

        • To że przyznawano zniszczenie według niemieckich standardów to ok, ale chodzi też o sam fakt potwierdzenia takiego trafienia. A to nie jest łatwe atakując pędzącym samolotem cele naziemne nad terytorium wroga, przy przeciwdziałaniu broni przeciwlotniczej. No chyba że miał własnego skrzydłowego, który zajmował się wyłącznie liczeniem i notowaniem trafień Herr Rudla.

        • W kwestii Rudela, przypomnę, że miał on na koncie ogromną liczbę lotów bojowych, ponad 2500 (nie wszystkie oczywiście na samolocie szturmowym – niszczycielu czołgów, także normalne loty bombowe). Stąd te pond 500 zgłoszonych trafień wcale nie jest jakąś niezwykłą liczbą. Jeśli porównać go ze statystyką brytyjskiego dywizjonu walczącego w Afryce na podobnej klasy „niszczycielach czołgów” – Hurricane Mk.IID/Mk.IV to Rudel wcale tak znowu rewelacyjnie nie wypada.

          Co do obserwacji punktu trafienia, działka ppanc BK 3,7 strzelały bardzo nowoczesną amunicją: pociskiem podkalibrowym z rdzeniem z węglika wolframu i czepcem ze stopu magnezu. Właśnie ten czepiec sprawiał, że przy trafieniu w twardą przeszkodę – stalowy pancerz czołgu – następował rozbłysk i snop iskier z palących się cząstek magnezu. Pozwalało to łatwo zaobserwować trafienie (pocisk wbijając się w grunt nie dawał takich efektów) no i zapewniało dodatkowo pewnie działanie zapalające.

    • No to przestań wątpić, bo jest multum źródeł potwierdzających ten wyczyn. Niech zgadnę, do dziś opierasz się strasznemu komunizmowi i z automatu negujesz wszystkich bohaterów ZSRR? A propagandę amerykańską o likwidowaniu broni masowego rażenia w Iraku to pewnie pierwszy łykałeś jak pelikan, co?

    • Umiesz czytać? Poczytaj pamiętniki Guderiana, szczególnie o walkach w 1941r gdzie T-34 i KW-1 i KW-2 były kompletnym zaskoczeniem dla NIemców. Mogła im sprostać tylko 88 plot, słynna :”acht-acht”.

  2. 5 KW-1 na 22 dowolne niemieckie czołgi w 1941?
    Toż to masakra!
    W tym samym czasie 1 (jeden) KW-1 zatrzymał na 2 dni _KORPUS PANCERNY_ generala Guderiana…

    To tak, jakby opisywać bohaterską walkę 5 izraelskich Merkav z 22 Palestyńczykami uzbrojonymi w kamienie i transparenty…

  3. Wybrane komentarze do artykułu z profilu Ciekawostki historyczne, o których prawdopodobnie nie słyszałeś //www.facebook.com/pages/Ciekawostki-historyczne-o-kt%C3%B3rych-prawdopodobnie-nie-s%C5%82ysza%C5%82e%C5%9B/157583547765498?fref=ts:

    Krzys K.: a my mieliśmy szarika w lekkim czołgu i strategia przetrwania to mobilność i nie dać szwabom przycelować

    Krzysztof B.: Czołgi Kw byly bardzo odporne na ostrzał niemcy wpadali w panike na ich widok i szkoda że bardzo wiele uwagi poświęca się Tygrysom i Panterom które w porównaniu cała rodzina KW są bardzo przereklamowane, na uwagę zasługuje również fakt że rosyjskie czołgi powstały w latach 30 tych

  4. no tak – jak się pisze o Tygrysach rozwalających Shermany to wszystko w porządku i każdy się zachwyca niemiecką techniką a prawda jest taka, że właśnie Niemcy dopiero po bliższym poznaniu się z KW i T 34 szybko tworzyli Pantery i Tygrysy. Co ciekawe szybkość z jaką powstały owe czołgi może i była imponująca ale daleko było im do niezawodności ruskich tanków. Ruski jaki jest taki jest ale pojęcie o wojaczce to ma.

      • Skrzynie biegów, silniki, które padały po 300 km, a optykę to chyba z pustej butelki po wódce zrobiono. No i brak radiostacji w pierwszych wersjach. KW dręczyły podobne problemy, tyle, że nie przez kiepski projekt, a przez niską jakość produkowanych czołgów.

    • Ruskie czołgi były toporne w obsłudze, ale za to np.w t34 nie było problemów aby naprawić je podczas walk.
      Dodatkowo nauka prowadzenia pojazdów typu t34 nie była trudna. Przykładem prowadzenia tych pojazdów jest bitwa pod kurskiem, gdzie z fabryk na front w tych pojazdach wyjeżdżali właśnie robotnicy. Innowacyjny był również niespotykany dotąd wcześniej skątowany pancerz pojazdu, który przy niskiej grubości pancerza zwiększył jego wartość obronną. Co do problemów z silnikiem i zawieszeniem niestety najbardziej wrażliwe na to były niemieckie pantery, bo ich zawieszenie nie było przystosowane na taką wagę pojazdu(tygrysy również miały z tym problem), a jak powszechnie wiadomo czołg który na froncie nie może się poruszać staje się bezużyteczny i jest łatwym celem.
      Silniki jak i skrzynie biegów również nie były przystosowane do takiej masy i często padały. A o ile ruskiego t34 można było szybko i bezproblemowo naprawić tyle pojazdy niemieckie musiały wrócić do fabryki (można to porównać to do starych maluchów i dzisiejszych samochodów z rozwiniętą elektroniką). Moim zdaniem godne uwagi jest również linia czołgów radzieckich Is z działami kalibru 85, 100 i później również 122mm.

  5. Komentarze do do art. z profilu Historia – daty, które nie gryzą //www.facebook.com/historycznedaty?fref=ts:

    Marcin J.: trudno sie dziwić wynikowi tego pojedynku kv-1 na pzkpfw 2

    Patryk K.: Dorównuje? Bez przesady!

    Adam P.: Rosjanie to przede wszyskim mieli czlogi przy ktorych Niemcy wymiekali. Mieli szczescie w 41, ze wazniacy partyjni i wojskowi zaczeli spierniczac i caly aparat sowiecki sie zalamal bo kw1, kw2 i t34 rozjechalyby Wehrmacht na miazge…

  6. Oczywiście zgodzę się z Rafałem Kuzakiem, że ta niezawodność T 34 nie była idealna, ale mimo wszystko lepsza od Panter. Jeśli starczyło mu silnika czy skrzyni do przejechania 300 km to i tak dużo bo czołg jeździł nie więcej niż od „bitwy do bitwy” i był rozwalany – ale to przez kiepskie wyszkolenie załóg a nie awarie.

  7. Kolejna porcja komentarzy z naszego profilu na Fb //www.facebook.com/ciekawostkihistoryczne:

    Mirosław A. S.: Skąd to przekonanie, że Sowieci, którzy kłamali we wszystkim (od spraw politycznych po obyczajowe), nagle mówią prawdę? Na czym oparte są te wiadomości? Jeśli na sowieckiej prasie propagandowej z lat wojny to nie jest to wiarygodne źródło. Sowietom potrzebny był bohater do propagandy sukcesu.

    Wujek M.: Stalingrad,Kursk,zdobycie Berlina to też sowiecka propaganda?

    Mirosław A. S.: Paradoksalnie, w swojej naiwności, nie ma Pan racji: to jak przedstawiono te wydarzenia było czystą propagandą. Stalingrad (czy wie Pan ilu swoich żołnierzy zamordowali Sowieci za dezercję? Kursk: kto policzył te czołgi? Sowieci? Czy tak smao jak liczą liczbę swoich żołnierzy na Krymie? A Berlin był klęską sowiecką. Musieli oddać połowę miasta Amerykanom.

    Wujek M.: Nie jestem naiwny i wiem że Armia Czerwona była świetnym narzędziem sowieckiej polityki.Brutalnym,zabójczym,zbrodniczym i skutecznym który pozwolił zniewolić połowę Europy i część Azji.

    Sławek S.: Przekonanie stąd, że incydent ten jest również w niemieckich raportach dziennych. Sowieci wbrew pozorom wiele propagandowych sytuacji nie podkolorowywali. Ot, np z Michaiłem Illiczem Surkovem – zastrzelił on z karabinu snajperskiego 702 niemców. Propaganda? Nope, jest o tym napisane nawet w AMERYKAŃSKIEJ książce Snipinig: An Illustrated history napisanej przez specjalistę w tej dziedzinie, M. Spicera

    Mirosław A. S.: Historyk zauważy, że większa część literatury amerykańskiej o II wojnie w Sowietach opiera się na źródłach sowieckich. Na jakich? Na prasie, książkach, pamiętnikach, publikowanych „dokumentach”, bo do archiwów Sowiety nie dopuszczają nawet Amerykanów. Nieśmiertelny duch Johna Reeda unosi się nad Ameryką także w nauce.

    Yaras L.: No tak , Rosjanie przegrali wojnę i nie zniszczyli ani jednego czołgu. Bo jak myslisz inaczej to jest to ruska propaganda! KW czy nawet T-34 były najlepszymi czołgami na świecie w roku 1941. Ale to przecież też ruska propaganda

    Adrian S.: Nadmuchane jak Czapajew. Tutaj macie prawdziwego bohatera niewykreowanego przez propagandę.
    //pl.wikipedia.org/wiki/Simo_H%C3%A4yh%C3%A4

    Kuba W.: Żaden wyczyn, siedział w ciężkim czołgu i walił do zakopanych w błocie niemieckim czołgom które nie były w stanie go uszkodzić

    Wujek M.: Jesteś w stanie tego dokonać?

    Marcin C.: Wielu burzy się, ze jak sie o niemieckich asach pisze, to się ”jarają”, a nagle o sowietach, to wszyscy kręcą nosem. Dlaczego? Bo tych niemieckich każdy zna i także alianci czuli przed nimi respekt, co raczej utwierdza w przekonaniu, iż nie trzeba dociekać czy istnieli. A ruscy? Znajdą sobie jakiegoś bohatera ”z dupy”, którego istnienie w ogóle podlega dyskusji, więc wolę kolejny artykuł i Wittmanie, czy Gallandzie, niż czytać komunistyczne bajki.

    Dariusz Kaliński: Jak rozumiem niemiecka propaganda jest bardziej wiarygodna od tej sowieckiej. Fakt że każdy zna takie nazwiska jak Wittmann czy Galland oznacza że działała perfekcyjnie. Zamiast poddawać w wątpliwość dokonania Kołobanowa proszę poszperać w specjalistycznych portalach dotyczących broni pancernej. Zapewniam że można znaleźć wiele interesujących rzeczy.

    Marcin C.: NIe rozumiesz mnie kolego. Propaganda propagandą, ale są na to potwierdzone źródła, przynajmniej te Wittmana, czy Hartmana. Co więcej wedle zasady ”historie piszą zwycięzcy” to ruska propaganda winna być mocniejszą.

    Dariusz Kaliński: A co rozumiesz przez pojęcie źródła?

    Marcin C.: Potwierdzoną informację? Jak chociażby bilans walk w Villers-cośtam?

    Dariusz Kaliński: Ok, w takim razie czemu twierdzisz że ta dotycząca Kołobanowa nie jest potwierdzona? A co do niego to był to bohater dosyć niewygodny, fakt że, mówiąc dosadnie, pił wódę z Finami raczej nie przysporzyła mu popularności wśród politruków. Dlatego nie za bardzo nadawał się na propagandowego bohatera. Zresztą zmarł w połowie lat 90-tych i w necie można było znaleźć informacje dotyczące jego spotkań z podchorążymi rosyjskich wojsk pancernych na których opowiadał o tej akcji. Pozdrawiam.

    Jacek W.: Jeśli chodzi o niemieckich asów pancernych, to akurat rozdmuchany przez propagandę Wittmann nie jest najlepszym przykładem. Już lepiej byłoby przytoczyć Kurta Knispela. Co do twierdzenia o komunistycznych bajkach… Tak, każdy naród ma swoich bohaterów wojennych i tylko „ruscy” są wyłącznie zapijaczoną azjatycko-bolszewicką hołotą, która musi wymyślać sobie bohaterów. Aż dziw, jak zdołali pokonać wspaniałych germańskich ubermenschów, prawda?

    Marcin C.: A słyszałeś o przewadze ilościowej? ”ilość jest jakością samą w sobie” – Staliniak.

    Jacek W.: Latem ’41 jednak nie pomogła obronić się przed łomotem od Niemców. Wbrew pozorom przewagą ilościową też trzeba umieć dowodzić.

    Marcin C.: To dość płytki tok myślenia. Nie bierzemy pod uwagę sytuacji strategicznej.

    • Zawszę śmiecham jak czytelnicy mają ból tyłka o to, że o Radzieckich bohaterach piszecie. No i ten nieśmiertelny Haja xD Przypominam, że najlepszym snajperem był Surkov, który już w 1944 był znany w ZSRR i wyeliminował 700parę celów, o czym pisał zresztą pan Mark Spincer w „Sniping: An Illustrated History”, a finowie wykreowali Simo na bohatera w latach 90′. Zresztą, samo porównanie – strzelanie do zdezorganizowanych sowietów circa 1940 vs strzelanie do Wehrmachtu w 1942-45 mówi samo za siebie na korzyść radzieckiego snajpera :)

  8. Zawsze mnie bawi jak Polacy wrzeszczą o propagandzie i nie wierzą w żadne wyczyny Armii Czerwonej, która walczyła najdłużej w czasie wojny i bohaterskich epizodów miała najwięcej obok Wehrmachtu i każdy, nawet potwierdzany tłumnie przez historyków zachodnich epizod jak ten powyższy są gotowi negować, „bo to ruskie”. A jak amerykanie wrzucają im bajeczki to łykają to jak pelikany i proszą o więcej…

    • A i jeszcze jedna uwaga merytoryczna. As Stalina działania prowadził w obronie. I raz mu się udało. Wittmann działał skutecznie w natarciu również do 1944. różnica w działach obronnych i natarciu nie wymaga chyba komentarza . Poza tym kw 1 w 1941 było zaskoczeniem. Tygrys w 1944 (atak 1czołgiem na 20) zaskoczeniem dla Aliantów nie był, a Wittman sobie poradził.

      • Drogi Anonimie, owszem, Polska nigdy nie podpisała kapitulacji, ale niestety zrobiły to wszystkie miasta z Warszawą na czele. Armia Polska też niestety per se przestała istnieć, więc walczono, owszem, ale z dużymi przerwami :) No ale teoretycznie to masz absolutną rację ;)
        Co do Wittmana, to śmiem twierdzić, że jego wyczyny aż tak spektakularne nie były. Podsumujmy – w 1940 niszczył żałosne Francuskie tankietki działem StuGIII, a potem przesiadł się do Tygrysa, którym niszczył czołgi T-34/76 w najlepszym wypadku, a najczęściej były to maszyny T-26 czy T-70. Co do akcji z 1944 to mylisz się, Wittman zaatakował Brytyjczyków podczas postoju i to od tyłu. Na dodatek miał do czynienia z Cromwellami i czołgami lekkimi, a nie z Shermanami Firefly, który zresztą był jego nemesis… Bardzo mnie ciekawi jak wyglądałyby sukcesy Wittmana gdyby walczył przeciwko równym sobie czyli przeciwko IS-2, ISU-152 czy Super Pershingowi…

  9. Z zasadzki i na lepszym sprzęcie można zniszczyć wroga doszczętnie,ale to tylko pojedynczy EPIZOD!!! Michael Wittman jest lepszym przykładem i chyba najlepszym pancerniakiem w historii.

  10. Sherman Firefly tylko z amunicja podkalibrowa był groźny dla tygrysa , kw1,2 i t34 to koszmar dla mechaników , w kw zawieszenie było słabe celowniki kiepskie , przeniesienie i skrzynia biegów to tandeta tak jak i w t34 , filtry po 25 km do wymiany a silnik po 100 godzinach do remontu ale co się dziwić po czołgach robionych na masowo

  11. Smiesza mnie te komentarze ze jednak lepszy Wittman. Przeciez jeden i drugi nic nie ryzykowali. Byli w czolgach przewyzszajacych wroga o epoke. Wittman byl w takiej samej sytuacji jak Zinowiej, nie bylo szans na zniszczenie ich maszyn przez wrogie jednostki pancerne. Wittman mogl spomojnie strzelac do anglikow na postoju w universal carrierach i cromwelach pewien ze mu nic nie grozi z ich strony. Ciekawe co sam by zrobil gdyby byl w cromwelu pewnie by zginal. To samo dotyczy Zinowieja gdyby go posadzic w pzkpw II przeciwko KW1. Prawdziwym asem jest ktos kto mimo gorszefo sprzetu i przewagi liczebnej wroga potrafi zwyciezyc dzieki sprytowi. Taka osoba byl pan Edmund Roman Orlik. W tankietce tks z 20mm dialkiem zniszczyl 7 czolgow w tym przewyrzszajace jego maszyne o epoke pzkpfw IV oraz panzer 35t

  12. „(…) był już wówczas doświadczonym pancerniakiem (…) brał udział w wojnie radziecko-fińskiej, podczas której trzy razy uciekał z płonącego czołgu” – genialne :DDD

Dodaj swój komentarz:

Dodaj komentarz


Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu e-mail, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.
Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.

Nasze wydawnictwo

W mrokach średniowiecza Polską rządziły kobiety. I były piekielnie skuteczne

rycheza

Ich ambicja pozwoliła zbudować imperium. Ich duma unicestwiła królestwo. Bezkompromisowa opowieść przywracająca godność najważniejszym kobietom w dziejach polskiego średniowiecza. Już dzisiaj kup „Damy ze skazą” z autografem autora!

2 listopada 2016 | Czytaj dalej...

Damy ze skazą. Bez nich nie byłoby Polski

zapowiedz2-miniatura

Silne, bezwzględne i żądne władzy. Oto historia kobiet, które nie czekały bezczynnie, co przyniesie los. To właśnie one sprawiły, że początki państwa polskiego wyglądały tak, a nie inaczej. Poznaj „Damy ze skazą”, bohaterki naszej najnowszej książki, którą wydajemy wspólnie ze Znakiem Horyzont.

30 października 2016 | Czytaj dalej...

Epoki

Kategorie

Facebook


Polecamy

Imperium

Czy wiesz że...

miniaturka-4
najważniejszą rolę we Francuskim Ruchu Oporu odegrali komuniści? Szczególnie w początkowych okresie, kiedy zwykli Francuzi chowali głowę w piasek.

visit
…polski ambasador w Londynie na przełomie lat 50. i 60. miał manię dotykania ubrań rozmówców? Przed wyjazdem do Wielkiej Brytanii usłyszał radę: „Towarzyszu ambasadorze, królowej nie macajcie”.

miniaturka2

…w 1944 powstanie planowano nie tylko w Warszawie? W lipcu krakowskich AK-owców postawiono w stan alarmowy, a potem w „stan czujności do powstania”. Dlaczego Kraków pozostał bierny?