Konkurs dla autorów!
Z historii

Westerplatte. Jak to było naprawdę?

Autor: | 11 lutego 2013 | 68,406 odsłon

Pomnik Obrońców Wybrzeża, upamiętniający między innymi żołnierzy walczących na Westerplatte. Wokół tej batalii narosło wiele mitów, które obecnie weryfikują najnowsze ustalenia historyków. (fot. Franciszek Duszeńko; lic. CC BY-SA 3.0)Wszystko zaczęło się 1 września 1939 r. o godzinie 4:45, kiedy pancernik „Schleswig-Holstein” otworzył ogień w kierunku Westerplatte. Przez kolejne siedem dni obrońcy odparli trzynaście szturmów i kilkanaście wypadów, zabijając i raniąc niemal 1000 Niemców. W końcu jednak musieli skapitulować. Tyle legenda. A jak wygląda prawda?

Ta różni się dosyć mocno od wpajanego nam przez lata mitu oblężenia Westerplatte. Należy zacząć od tego, że już sama godzina rozpoczęcia ostrzału polskiej placówki przez stary pancernik jest błędna. Faktycznie, zgodnie z planem miał się on rozpocząć o 4:45, jednak z uwagi na problemy z odpowiednim ustawieniem okrętu, pierwsze salwy wystrzelono trzy minuty później. Dlatego też początek walk trzeba ustalić na 4:48. Ktoś zapewne powie, że to detal, no i będzie miał rację. Zatem przejdźmy do tego co rzeczywiście ważne.

Walczyli z trzema tysiącami Niemców i odparli 13 szturmów

W powszechnym przekonaniu niemieckie siły biorące bezpośredni udział w szturmach były nieporównanie większe niż – licząca nieco ponad 210 żołnierzy – załoga Wojskowej Składnicy Tranzytowej. Mówi się często nawet o trzech tysiącach Niemców. A jak to wyglądało naprawdę? Istotnie, atakujący mieli przewagę, ale nie aż tak miażdżącą. Zgodnie z tym co pisze Jarosław Tuliszka w książce „Westerplatte 1926-1939” ich liczba nie przekroczyła 1000 (nie licząc oczywiście załogi pancernika). Jeszcze bardziej szczegółowe dane możemy znaleźć w pracy „Boje Polskie 1939-1945. Przewodnik encyklopedyczny”. Autor hasła poświęconego interesującej nas batalii podkreśla, że według najnowszych badań w bezpośrednich atakach na Westerplatte wzięło udział około 570 żołnierzy i policjantów.

Tyle dzisiaj zostało z koszar w których mieszkała załoga Wojskowej Składnicy Tranzytowej (fot. Jan Jerszyński, lic. CC ASA 2.5).

Tyle dzisiaj zostało z koszar w których mieszkała załoga Wojskowej Składnicy Tranzytowej (fot. Jan Jerszyński, lic. CC ASA 2.5).

Skoro już wiemy z jakimi siłami przyszło walczyć obrońcom, to teraz należy pochylić się nad kolejnym mitem. A mianowicie wielokrotnie powtarzaną informacją o trzynastu odpartych szturmach. Ba, w Internecie można się nawet spotkać z tekstami, gdzie jest mowa o z czternastu niemieckich szturmach i dziewiętnastu nocnych wypadach! Rzecz jasna wszystko to należy włożyć między bajki. W rzeczywistości – jak podkreśla Jarosław Tuliszka – Niemcy przeprowadzili tylko dwa szturmy generalne oraz jeden atak będący głębokim rozpoznaniem walką. Oba szturmy miały miejsce pierwszego dnia zmagań i – jak doskonale wiemy – zostały krwawo odparte. Atakujący stracili blisko 40 zabitych i wielu rannych, z których kilkunastu później zmarło w szpitalach. Ta kosztowna lekcja dała niemieckiemu dowództwu do myślenia.

Kolejny szturm generalny kilkukrotnie przekładano, skupiając się na innych obszarach działań. W końcu sam Hitler zezwolił, aby szturm odbył się 8 września. Dzień wcześniej postanowiono przeprowadzić natomiast wspomniany już atak będący głębokim rozpoznaniem walką. W jego trakcie zostało rannych kilku Niemców, jednak nikt nie zginął. Z uwagi na kapitulację obrońców nigdy nie doszło do trzeciego – tym razem już dobrze przygotowanego – szturmu, który zapewne zakończyłby się masakrą polskiej załogi.

Byli ustawicznie ostrzeliwani z lądu i morza oraz bombardowani z powietrza

Następnym mitem jest informacja jakoby Westerplatte przez cały czas oblężenia było niemal non stop pod silnym ostrzałem prowadzonym z lądu i morza, dodatkowo wspieranym cyklicznymi nalotami bombowymi. Analiza niemieckich źródeł pozwoliła Jarosławowi Tuliszce dokładnie odtworzyć skalę wrogiego naporu. Okazuje się, że przez cały okres walk „Schleswig-Holstein” jedynie pierwszego i ostatniego dnia walk prowadził ostrzał składnicy ze swych dział.

Pancernik "Schleswig-Holstein". To z jego dział pokładowych pierwszego i siódmego września ostrzeliwano Westerplatte.

Pancernik „Schleswig-Holstein”. To z jego dział pokładowych pierwszego i siódmego września ostrzeliwano Westerplatte.

Pierwszego września były to trzy podejścia, trwające odpowiednio 7, 37 i 26 minut. Sześć dni później pancernik również trzykrotnie użył swej artylerii pokładowej, prowadząc łącznie ogień przez prawie dwie godziny. Należy tutaj jednak podkreślić, że wbrew ostatnio lansowanym teoriom, ostrzał był całkiem skuteczny – szczególnie ten z siódmego września. Do ataków z morza trzeba jeszcze zaliczyć – otwarty dwukrotnie czwartego września – krótkotrwały ogień ze 105- milimetrowych dział starego torpedowca „T-196” oraz pięciominutowy ostrzał podjęty przez trałowiec „Von der Groeben” tegoż dnia. I to tyle jeżeli chodzi o udział Krigsmarine.

Inspiracją do napisania tego artykułu była książka Pawła Chochlewa i Aldony Rogulskiej pt. "Tajemnica Westerplatte" (SIW Znak 2013)

Inspiracją do napisania artykułu była książka Pawła Chochlewa i Aldony Rogulskiej pt. „Tajemnica Westerplatte” (SIW Znak 2013)

A jak wyglądały ataki Luftwaffe? Jeszcze skromniej, chociaż z lepszym efektem. Już na wstępie należy podkreślić, że niemieckie lotnictwo przeprowadziło tylko jeden nalot na Westerplatte! Początkowo planowano go na pierwszego września. Ostatecznie – po kilkukrotnym przekładaniu godziny ataku –  dopiero krótko po godzinie osiemnastej następnego dnia 58 Junkersów Ju 87B Stuka zrzuciło 26,5 tony bomb na wyznaczone cele. Nalot był przy tym bardzo skuteczny i wywołał spore zamieszanie w szeregach obrońców. Dodatkowo jedna z 500-kilogramowych bomb zniszczyła Wartownię Nr 5, zabijając siedmiu polskich żołnierzy i raniąc dwóch kolejnych. Na tym zakończył się współudział Luftwaffe w walkach o Westerplatte.

Podobnie jak w przypadku marynarki i lotnictwa, również artyleria lądowa nie wykazywała nadmiernej aktywności. Poza użyciem przez atakujących pierwszego dnia kilku działek przeciwpancernych, dopiero piątego września wykorzystano baterię haubic 105 milimetrów, które wystrzeliły 200 pocisków. Następnego dnia Niemcy ostrzelali Westerplatte z ciężkiego moździerza i baterii artylerii. Również i tym razem nie spowodowało to oczekiwanych zniszczeń. Można zatem chyba uznać, że kolejny mit upadł.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Strony: 1 2

Powiedz innym co myślisz:

- Magister historii, fan muzyki rockowej i dobrej książki. Autor ponad stu artykułów poświęconych głównie przedwojennej Polsce i II wojnie światowej. Obecny administrator „Ciekawostek historycznych”. Więcej informacji o autorze.

Upadłe damy II Rzeczpospolitej
Komentarze do artykułu (82)
  1. Książka która jest fabułą filmu pod tym samym tytułem?

    Na miejscu poważnego portalu historycznego, mocno bym się zastanawiał przed wypuszczeniem tekstu będącego propagandową agitką imć p. Chochlewa, deprecjonującego walkę polskich żołnierzy z hitlerowskim agresorem.

    Bo o samym filmie & książce, to wypowiem się jeszcze jak „to-coś” przeglądnę….

    HTH.

  2. @remisch Książka „Tajemnica Westerplatte” była jedynie inspiracją do napisania artykułu, nie zaś źródłem (aczkolwiek Autorzy w wielu miejscach sięgnęli po nowe opracowania historyczne). Artykuł powstał w oparciu o pracę dra Tuliszki oraz leksykon „Boje Polskie 1939-1945″. Flisowskiego wykorzystałem jako źródło mitów, bo to właśnie jego prace ugruntowały postrzeganie obrony Westerplatte takim jakim go obecnie znamy.

  3. Podczas wojny kraj potrzebuje bohaterów.
    Tworzy się ich, aby podnieść morale żołnierzy.
    Zawsze tak było i nadal tak będzie.
    Dobry artykuł, choć mit pozostanie ładniejszy od prawdy :)

  4. „bezpośrednie straty niemieckie wyniosły około 50 zabitych i 150 rannych”. Na podstawie? Bo mam przed sobą Przegląd Wojskowy, trochę antyczny, ale podaje zupełnie inne liczby. A o użyciu artylerii, to autor już wypisuje bzdury. Bo dane – niemieckie – podają nawet dokładną liczbę wystrzelonych pocisków.

  5. @Ziew Masz w źródłach. Ten cytat akurat pochodzi z „Bojów Polskich…”. Tuliszka podaje 51 ofiar z imienia i nazwiska. A skoro „Przegląd…” antyczny to nie ma co się dziwić, że inne liczby tam można znaleźć.

    Co do liczby wystrzelonych pocisków Tuliszka też je podaje. Być może masz na myśli te wystrzelone z pancernika? (które też są zresztą we wspomnianej książce).

  6. jeśli można zamówić artykuł to proszę o obalenie kolejnego mitu…bitwy nad Wizną,Polskie Tremopile gdzie walczyło 40:1,podobno to jest dopiero grubymi nićmi szyta historia i propagandowy majstersztyk.
    pozdrawiam

  7. @świerszcz: Art. jest oparty na Tuliszcze i „Bojach Polskich…”, a to mój błąd, bo oczywiście powinno być 105 mm (źle zapisałem w notatkach). Dzięki za zwrócenie uwagi.

  8. Jeszcze jedna taka mała sprawa. Pierwsze strzały padły z Latarni morskiej w Nowym Porcie o godzinie 4:45. W ten sposób dali znać niemieckim żołnierzom, którzy byli na okręcie Schelswig- Holstein do rozpoczęcia ataku na Westerplatte. Dlatego z pancernika padły strzały później, a mówi się o godzinie 4:45 jako rozpoczęciu ostrzałów.

    • Ze strzałami z latarni morskiej to bzdura wymyślona przez właściciela latarni, żeby więcej ludzi przyjeżdżało kupować bilety, a i przy okazji więcej pisano o tym obiekcie w gazetach i książkach.

  9. @prawda: Za to Ty zapewne trwałbyś na posterunku aż do końca.

    Na szczęście nie musiałem nigdy brać udziału w wojnie i mam nadzieję że nie będę musiał (czego i Tobie życzę).

    Co zaś do prawdy i minut to jaki jest sens podtrzymywania mitów? Czy to że załoga Westerplatte wytrzymała na posterunku ponad sześć dni, odparła dwa szturmy i atak, oraz zabiła kilkudziesięciu Niemców i raniła ich grubo ponad setkę nie wystarczy Ci, aby uznać ich za bohaterów? Ja nie potrzebuję mitów, aby docenić ich bohaterstwo, najwidoczniej dla niektórych fakty to za mało, aby to zrobić.

  10. @Otryk O powstaniu nic nie pisałem (jak coś interesującego się znajdzie to napisze o tym) ale może to Cię zainteresuje http://ciekawostkihistoryczne.pl/2012/02/29/metody-niczym-z-filmow-gangsterskich-wwarszawskim-getcie/ lub to http://ciekawostkihistoryczne.pl/2011/10/24/wydala-na-smierc-setki-zydow-wziela-za-to-pieniadze-sama-byla-zydowka/

    Widzisz, mnie interesują fakty i nieważne czy dotyczą Polaków, Żydów, Niemców, czy kogokolwiek innego.

  11. Przepraszam, znam historię Naszej Obrony, ale proszę mi wytłumaczyć jak można stracić zabitych i rannych… cyt. z tego artykułu : „Atakujący stracili blisko 40 zabitych i wielu rannych”…?

  12. Od dobrych kilku lat zastanawia mnie jedno: czy tzw. „odbrązawianie” naszej historii to rodzaj moralnie wątpliwego lub niezdrowego masochizmu, czy też jest to zjawisko, mające jakiś inny, nieznany mi charakter. Takiego zjawiska nie notuje się w innych krajach europejskich. Tam tendencja jest raczej odwrotna, m.in. z zastosowaniem dyskretnej zasłonki milczenia wobec niewygodnych historycznych faktów.

    • Odpowiedź jest inna. Historycy są od ustalania prawdy, a nie utrwalania mitów. Komuś się to może nie podobać, jednak dobry historyk nie może kierować się sentymentami. W innych krajach jest dokładnie tak samo. Pierwszy z brzegu przykład zza naszej zachodniej granicy to Jochen Böhler, które pisze np. o niemieckich zbrodniach podczas kampanii polskiej.

    • Do Wernera: powielasz kolejny… mit. Mit jakoby to na tzw Zachodzie nie obalaja mitow. Na tzw Zachodzie tez sie obala mity. Skandynawia to zdaje sie tzw Zachod, wiec np. Herman Linqvist (jak i inni, ale Herman jest bardzo rozpoznawalny poprzez jego bardzo popularne ksiazki) od wielu, wielu lat obala szwedzkie mity. Nie, Herman nie jest „lewakiem” (poglady na terazniejszosc w Szwecji ma bardzo rzeczowe-http://www.friatider.se/herman-lindqvist-totalsagar-nya-sverige).
      Czytajac tutejsze, w Ciekawostkach-nie tylko pod tym artykulem-komentarze, odnosze wrazenie, ze niektorzy komentatorzy zyja w mitycznej bance jakiejs superwielkosci imperialnej ojczyzny i nieskazitelnosci wszelakiej naszych rodakow. Oczywiscie jedynie tych rodakow-patriotow wychwalajacych i powiekszajacych :)

  13. Chyba nie chce Pan powiedzieć, że przez ponad 70 lat, które minęły
    od tamtych pamiętnych wydarzeń, historyków w ogóle nie zajmowała sprawa
    Westerplatte i ustalanie „prawdy”? Teraz odkrywa się tzw. „tajemnice”,
    że kilku żołnierzy sfajdało się w gacie ze strachu. To śmieszne.
    A Pan Jochen Böhler niczego nowego nie odkrywa, bo na ten temat zostało
    już chyba wszstko napisane, a przede wszystkim udokumentowane. No i nie
    sądzę, aby pan Böhler pisał, że niektórym żołnierzom armii niemieckiej podczas
    kampanii polskiej zdarzyło się sfajdać ze strachu w portki, choć parę
    okazji ku temu było.

  14. @Werner: Zajmować się zajmowano, ale raczej monopol na to miał jeden autor, który stworzył obraz obrony placówki, który utrwalił się w kulturze masowej. Dopiero około 2000 roku zaczęły się pojawiać prace młodych historyków, którzy w oparciu o polskie i niemieckie źródła starali się zrekonstruować to co wydarzyło się na Westerplatte. A co do Böhler, to radzę przeczytać, bo sporo pisze o panikujących Niemcach, którzy strzelali do swoich po nocach.

  15. Zbigniew Flisowski? Chyba zgodzi się Pan ze mną, że historiografii PRL-owskiej, dotyczącej tematyki Wojny Obronnej 1939 roku, nie zależało na „ubarwianiu” i tworzeniu mitów, choćby ze względów ideologicznych. Niestety, dziś również „ideologia” zaciemnia historię.
    A współcześni młodzi historycy – no cóż, jeśli optują (nie wszyscy rzecz jasna) wokół pomysłów typu kodów Leonarda da Vinci i innych „tajnych zaklęć”, to znaczy, że mają nosa do robienia pieniędzy na tworzeniu nowej rzeczywistości przy pomocy skomercjalizowanych wydawnictw.

  16. Kogo tak mierzi nasza historia?!!
    58 Junkersów :) na 200 polskich żołnierzy….. Jak byście nie kombinowali, gmatwali i zwyczajnie przekłamywali to obrona Westerplatte była niespotykanym bohaterstwem.

  17. SLUCHAJCIE…. BYLEM NIE JEDNOKROTNIE NA MISJI POD OSTRZALEM MOZDZIERZY, RAKIET, POCISKOW… NIKT Z WAS NIE WIE JAKBY SIE ZACHOWAL PONIEWAZ JEST TO SKRAJNE PRZEZYCIE… LICZY SIE ICH MESTWO… PRZYKLAD WIZNA… NIE WAZNE ILU ZABILI ILU RANILI… WAZNE JEST TO ZE SWIAT WIE ZE POLCY ZOLNIERZE… WSZYSCY POLACY! … TO TWARDE SKURCZYBYKI… I CZY TERAZ CZY KIEDY KOLWIEK … TAK SAMO BEDZIEMY WALCZYC.. I GINAC… BRONIAC NAZEJ OJCZYZNY… JAK POD WESTERPLATTE. CHWALA BOHATEROM…

  18. Bardzo ciekawe teorie 570 Niemców w tym policjanci szturmuje dobrze ufortyfikowane pozycje których broni 200 Polaków?Chyba jakiś szaleniec ich prowadził,do tego mizerne wsparcie artylerii?
    To skrócona wersja żołnierza który tam walczył (opis od 3 września)1i 2 jest zbyt obszerny aby tu wkleić.
    3 września spada kolejna lawina ognia , i znów po ciężkim wysiłku załogi atak został odparty .

    4 września nad ranem znów pod obstrzałem artylerii i baterii lądowych , do ognia dołączono miotacze min o dużym kalibrze . A pomoc wciąż nie nadchodziła .

    5 września od rana niemal nieprzerwany nawał ognia artyleryjskiego . Załoga jest coraz bardziej wyczerpana .

    6 września od rana huraganowy ogień pancernika i baterii lądowych , wieczorem próba spalenia Westerplatte żywcem. Ogień nieprzyjaciela powoduje coraz większe zniszczenia .

    7 września nad ranem przestaje istnieć wartownia nr 2 , jako punkt oporu . O godzinie 10.15 z uwagi na ogólną sytuację na frontach w całym kraju jak i na wyczerpanie załogi i brak jakiejkolwiek pomocy następuje kapitulacja .

    No ale to mogła być burza a nie artyleria.Poza tym lepszy piękny mit niż równie niepotwierdzone teorie traktowane jako prawda objawiona.

  19. Chciałbym tylko zaznaczyć, że żaden dowódca nie zaatakuje ufortyfikowanych pozycji samą piechotą bez przewagi conajmniej 5 do 1. Ponieważ mija to się z celem. Widziałem film o tym tytule i zabawne było oglądać jak na plaży atakuje kilku niemców okopanych Polaków, których było znacznie więcej. ;) parodia

  20. Ostatnio dzieje się coś niedobrego w naszym narodzie – pojawia sie co chwila jakis nowy historyk, ktory na opiniach/teoriach kontrowersyjnych chce na chwile zaistniec. Tak samo jak film „Tajemnica Westerplatte” gdzie sami robimy z siebie tchorzy i idiotow…
    To jest nasza domena narodowa – brak wartosci, szacunku dla ludzi tam poleglych

  21. Niestety w Polsce by stać się sławnym i coś zarobić jak się jest historykiem, to trzeba napisać, że Polacy się poddawali, że nic tylko mordowali Żydów itp. Inaczej nikt nie zwróci uwagi. To samo robią po prostu pseudoartyści, którzy sami się nazwali celebrytami. No i dziennikarze nakręcają ostatnio temat – NWO działa!

  22. Uważam że takimi ,, historykami” powinien zainteresować się IPN, parę przykładowych procesów o zniesławienie dobrego imienia Żołnierza Polskiego walczącego za ojczyznę położyło by kres pisaniu i kręceniu kolejnych ,, Tajemnic”, naciąganiu faktów, umniejszaniu ofiarności poległych.

  23. 570? Źle pan gdzieś wyczytał – pewnie chodziło o straty.
    Niestety nastały takie czasy,że jesteśmy z każdej strony atakowani informacjami mającymi na celu zaniżenie naszej dumy.Wszystko co polskie jest złe, a każdy kto się utożsamia z naszą flagą jest faszystą.

  24. Film, „Tajemnica Westerplatte” ma chwilami słabe momenty, ale wynika to zapewne z niskiego budżetu (to samo dotyczy „Ogniem i Mieczem”, „Bitwa Warszawska”). Odnośnie zamieszczonego artykułu, nie wiem jak było naprawdę, jednak przez kilkadziesiąt lat historia służyła głównie propagandzie. Budowano mity, ukazywano ogromne straty Niemców. Wielu historyków dzięki kłamstwom na zamówienie dorobiło się tytułów, ciepłych posadek. Dzisiaj prawda wychodzi na jaw dzięki młodemu pokoleniu badaczy historii. Ludzie odkrywający na nowo prawdę są atakowani, zastraszani, wskazywani jako zdrajcy narodu. Prawda leży zawsze po środku. Żołnierze mjr. Sucharskiego byli bohaterami bez znaczenia ile godzin, dni, trwał ostrzał i ilu Niemców atakowało placówkę. Tak zostanie na zawsze. Należy jednak pamiętać, że bohaterstwo jest tylko w książkach na wojnie każdy normalny człowiek boi się o swoje życie i pyta o sens walki. Odnośnie wielu kłamstw historycznych PRL, dobrym przykładem jest bitwa której nie było, czyli forsowanie Odry pod Mikolinem, gdzie niby miało zginąć jednej nocy 40 tysięcy Rosjan.

  25. Grupa miłośników wojskowego symulatora ARMA2 używanego również przez armie na bazie specjalnego moda Wrzesień 1939 stworzonego przez Topaza postanowiła odtworzyć wszystkie ważniejsze bitwy września w oparciu o jak najdokładniejsze materiały historyczne (również opublikowane relacje Westerplatczyków). W pracach pomagają członkowie grup rekonstrukcyjnych, byli oraz czynni wojskowi, lekarze tak by kompleksowo ocenić sytuacje podczas obrony. Postanowiliśmy zmierzyć się z kontrowersyjnym tematem Westerplatte z krzywdzącymi opiniami przesyconymi komercyjno-senscyjną falą opinii sugerujących ,że Westerplatte się nudziło ,a dowództwo nieodpowiedzialnie stchórzyło skracając w sposób nieuzasadniony obronę.

    Proponujemy samemu zająć miejsce w poszczególnych wartowniach, okopach i na własnej skórze odczuć jakie realnie piekło zgotowano obrońcom podczas 7 dni obrony znajdujący się w miażdżącej przewadze ilościowej i uzbrojenia hitlerowcy.

    Oto drobne fragmenty rekonstrukcji 1 i 2 września 1939 (6 godzin skróconej walki ) w migawkach:

    [url]http://www.youtube.com/watch?v=YEXszyM49X0[/url]

    7 dni obrony łącznie potwierdzone relacjami 32 nękające mniejsze i wieksze ataki w dzień i w nocy. Łącznie 14 dni bez zdejmowania mundurów , w pełnej gotowości i bez snu. Limit możliwości ludzkiego ciała i psychiki wyczerpano wielokrotnie i ponad wszelkie normy ludzkie o czym zapomina wielu historyków wygodnie rozpartych w swoich ciepłych i bezpiecznych fotelach kreując zarzuty wynikające z przeliczenia pozostałej i nie wykorzystanej amunicji. Dowódca SH meldował o wyczerpaniu zapasu amunicji już 2 dnia co powinno dać wielu bardziej do myślenia, jak odkrycie tajnych akt przez Roberta Jurgę obnażające ostatecznie tożsamość szpiega na WST i prawdziwą głęboką wiedzę Niemców o rozmieszczeniu i sile placówek. Powinny zmienić to spojrzenie na tragedię i siłę koncentrowanego precyzyjnie ognia i „nielicznych” ataków jaką musieli znosić obrońcy.

    Zapraszam na 7-14 dni bez snu i zdejmowania butów do okopów na poligon, by podjąć jakąkolwiek sensowną dyskusję oceniającą realny wysiłek i decyzje obrońców. :-)

  26. Gdy analizujemy jakiekolwiek działania militarne, jest nonsensem doszukiwanie się za wszelką cenę jakichś jednostkowych przejawów tchórzostwa czy załamania (granica jest płynna albo nie istnieje w ogóle). Ocenia się procent występowania takich przypadków na tle stanu osobowego konkretnej jednostki, oraz w jakim stopniu zakłóciło to (lub uniemożliwiło) wykonanie powierzonego zadania bojowego. W tym wypadku procent jest bardzo niski (na tle stanu osobowego załogi Westerplatte), a powierzone zadanie zostało wykonane w 200%. Oczekiwanie, że wszyscy, co do jednego, będą bohaterami, jest absurdalne. Autorowi artykułu polecam zapoznanie się z wynikami badań psychologicznych, jakie przeprowadzono w Europie po zakończeniu I wś.

  27. W kontekście dyskusji o dowodzeniu przypomnę tylko jedno nazwisko – Janusz Roszko. Warto poszperać, poczytać….. To był chyba pierwszy autor, który rozmawiał z kpt.Dabrowskim i o tym napisał….

  28. Zgadzam się z faktem, iż wiele jest tzw. „bohaterskich opowieści” o czynach żołnierskich. Sam uczęszczałem do szkoły im. Michaiła Iwanowicza Rigaczina, który to podobnież własnym ciałem zasłonił ognisko niemieckiego CKM’u, czym to umożliwił natarcie Armii Czerwonej. Totalna bzdura, gdyż został zastrzelony przez „swoich” jak nocą pijany szwendał się po mieście. Tego nie toleruję. Ale nie zgadzam się z poniżaniem i umniejszaniem czynów jakimi wykazali się Polscy żołnierze, nawet jeśli niektórzy z nich nie do końca byli bohaterami. Ale byli tam i walczyli. I należy się Im szacunek i respekt. Chwała Bohaterom!!!

  29. Mówisz, że wystarczą fakty? Zatem w oparciu o książkę Kamila Sipowicza „Encyklopedia polskiej psychodelii”, większość utworów Naszych Wieszczy to jedynie nic nie warte narkotyczne fantazje, gdyż ćpali i regularnie palili opium? Takie są to oto Twoje „fakty”. Po co to rozgrzebywać? Niech jest jak jest, z tym jest Nam dobrze i nie należy tego ruszać.

    • A możesz mi powiedzieć jakie znaczenie ma to czy poecie/pisarze byli pod wpływem substancji psychoaktywnych podczas pisania swoich dzieł? Czy to wpływa na ich wartość artystyczną? Dla mnie nie ma to kompletnego znaczenia, bo to literatura. Historia, to jednak nauka (a przynajmniej tak się przyjęło uważać), a w nauce ważne są fakty, a nie mity. Jeżeli komuś są on potrzebne, to proszę bardzo, ale trzeba starać się dociekać jak było naprawdę, bo są tacy którzy chcą to wiedzieć.

  30. Ma dokładnie takie same znaczenie jak to czy któryś z żołnierzy nawiał, narobił w kalesony czy też zbzikował. Jak mam teraz dziecku powiedzieć, że wszystkiego czego nauczają w szkołach, to stworzyli naćpani Wielcy Polacy? Jaki to będzie autorytet? Skoro mamy trzymać się faktów!!!
    I podobnie z Twoimi wywodami/faktami, nie pozbawiajmy nas sami wiary w to co dla Nas ważne. A jeśli są tacy, co to sobie chcą o tym podywagować – to przy piwku bardzo proszę.

    • Waleriańczyk? Jak już to chyba Warneńczyk ;). A czy był gejem? O ile wiem, to nadal trwają na ten temat dyskusje w świecie mediewistów. Zresztą nawet jeżeli był, to co to za różnica. Słowacki – narkoman? Znów, jakie to ma znaczenie? Co do Sucharskiego, to akurat ja jestem zdania – co dałem wyraz w art. – że wcale nie był „świrem”, ani tchórzem. Chociaż mogę się mylić i kiedyś pojawią się jakieś jasne dowody na potwierdzenie jednej czy drugiej tezy.

      Cóż, nasza dyskusja sprowadza się do tego, że Ty uważasz, że ludzi należy okłamywać i karmić ich mitami, a ja że wręcz przeciwnie. Moim zdaniem z mitami należy się rozprawiać, bo tak naprawdę to nic dobrego z nich nie wynika.

  31. Sam życzę autorowi skromnego ataku 56 junkersów. I zaledwie dwugodzinnego ostrzału z pancernika. Czy autor chciał tu udowodnić że Rambo ze Szwarcenegerem by nie takie rzeczy?
    Świadomie czy nieświadomie.

    • Polecam czytanie ze zrozumieniem. Artykuł nie ma umniejszać zasług obrońców. Został poświęcony mitom narosłym wokół obrony. Czy niektórzy mają problem z docenieniem poświęcenia polskich żołnierzy jeżeli dowiedzą się, że nie było 13 szturmów, a nalot był tylko jeden?

  32. Jak widać z powyższej dyskusji mity, nie dość, że bardzo mocno zakorzenione w świadomości społeczeństwa, to jeszcze są ważniejsze od faktów – po prostu tak mocno kształtowały naszą świadomość przez ostatnie dziesięciolecia, że będziemy ich bronić, jak, nie przymierzając, Westerplatte ;)
    Ostatnio dużo cierpkich słów na pewnym spotkaniu poświęciłem Powstaniu Warszawskiemu (decyzji o nim, sposobie przygotowania i prowadzenia etc.). Rozmówcy nie mogli obalić twierdzenia o dokonaniu samounicestwienia stolicy i jej mieszkańców (w tym elity), ale od tamtej pory jestem w tym gronie objęty pewnego rodzaju ostracyzmem :D

    • Tak to już jest, że niektórym ciężko pogodzić się z tym, że historia mogła wyglądać inaczej niż im się wydawało. Mimo wszystko zawsze warto dążyć do oddzielenia mitów od prawdy, chociaż często to syzyfowa praca.

  33. Czy historycy badający tą sprawę oprócz zaglądania do kilkudziesięcioletnich wspomnień/meldunków/dzienników, przeglądali też niemieckie procedury wojskowe z tego okresu? Nie sądzę żeby ktoś się zgodził wysłać na okopany przyczółek ledwo co dwa razy więcej atakujących niż broniących (wśród których byli dodatkowo policjanci). Czy autorzy akceptują fakt że tak jak u nas się przekręca historię żeby było na nasze tak i u naszych sąsiadów się to robi? Dokładając jeszcze do tego fakt że musieli na bieżąco w 39 roku umniejszyć wśród Polaków i Niemców tą historię?
    btw.
    Kiedy ktoś pisze o nowym pokoleniu skuteczniejszych „młodych historyków” to już automatycznie sprawia że staje się średnio wiarygodny i że w jego artykułach będzie masa emocji, które w pracy historyka są słabą opcją. W tym momencie młody historyk staje się dokładnie taki sam jak ci starzy na przeciw którym staje, tylko jego teorie są naginane w drugą stronę (często nieświadomie)

  34. Szanowny Panie Rafale

    Przeczytałem artykuł i również masę komentarzy (chyba wszystkie) Rozumiem zarówno Pana motywację i intencje przy pisaniu tego artykułu, ale też oburzenie ludzi, którym „odbrązawianie” czy może „rozgrzebywanie” historii się nie podoba. Prawda jest taka, że zarówno niemcy swe straty zaniżali, jak i Polacy i tak samo wyolbrzymiano sukcesy z jednej jak i drugiej strony. Myślę, że powodem całej tej niezręcznej i niepotrzebnej dyskusji w komentarzach nie są przytaczane przez Pana fakty, a forma w jakiej Pan opisał to wydarzenie. Może powinien się Pan nad tym właśnie pochylić i zastanowić. Rozumiem, że historyk pisze o faktach i stara się pisać bezstronnie i bezemocjonalnie, niemniej mam wrażenie, że to właśnie jest powodem dla którego Pana artykuł miał wydźwięk taki, a nie inny. Proszę mi wierzyć, sam miałem wrażenie podczas jego czytania, że deprecjonuje Pan postawę obrońców i dopiero przeczytanie Pana wypowiedzi w komentarzach trochę to odczucie zmieniło, ale przecież nie każdy te komentarze czyta prawda? :)
    Prosiłbym również zrozumieć ludzi tu komentujących bo niestety prawdą jest, że dzisiaj w świecie wśród różnych narodów panuje moda na ubarwianie i tworzenie wręcz historycznych mitów, nawet wtedy gdy nie ma ku temu żadnej solidnej podstawy, tymczasem w naszym kraju media lansują z kolei modę na upokorzenie każdego Polaka, który oddał życie za Ojczyznę. Nie raz dopuszczają się fałszowania historii tylko po to by upodlić historię tego Narodu i wpoić młodym ludziom wstyd za przodków mimo, że tak naprawdę wstydzić raczej nie mamy się czego, a na pewno nie bardziej niż nasi sąsiedzi. Smutne co się dzisiaj dzieje w tym kraju…

    Życzę owocnej pracy i Pozdrawiam!

  35. Kuzak jakiego języka używasz „magistrze” o czym z tobą dyskutować kabareciarzu, świetny
    początek, obaliłeś pierwszy mit co do czasu rozpoczęcia ataku, to wiele wyjaśnia i na tym powinieneś poprzestać, jeżeli uważasz że posiadasz perfidną inteligencję to się mylisz,
    twoje wywody są tylko socjotechnicznym bełkotem.

    • Bardzo cenię kabareciarzy, ponieważ z reguły cechuje ich spory dystans do siebie i otaczających ich rzeczywistości, dziękuję zatem za zaliczeni mnie do tak szacownego grona.

      Co zaś tyczy się reszty, nie odpowiadam za to jak ktoś odbiera artykuł. Znajdują się tam informacji, które funkcjonują w literaturze historycznej od dobrych kilkunastu lat. Rozumiem jednak, że ustalenia dra Tuliszki nie przystają do Twojego światopoglądu. Mogę jedynie odesłać do jego książki, być może zmienisz zdanie po jej przeczytaniu.

  36. Wysoce cenie sobie wszelkie próby naukowej demitologizacji historii Polski. Autorowi radzę nie przejmować się infantylnymi pokrzykiwaniami rozczarowanych konsumentów wyłącznie bogoojczyźnianej i kłamliwie chwalebnej historii. Im prędzej rozprawimy się z mitami tym łatwej kolejne pokolenia Polaków bez kompleksów będą potrafiły oceniać fakty i bez wyższości patrzeć na potomków innych narodów. Pozostawmy historyczne kłamstwa politykom i krzykliwym ignorantom tak licznie wykrzykującym tu swoje rozczarowanie. Bo kłamliwe mity są im bliższe.

      • Co, albo kto, ci daje prawo oceniać jednostronną i odosobnioną książkę jako „bardzo dobrą” i brandzlować się nią przez cały artykuł? Co świadczy o jej „bardzodobrości”? To, że ci się podoba? Że jest oryginalna? To podejście historyka? Otóż nie. To doskonały dowód, że nazywanie się historykiem tylko dlatego, że jest się magistrem historii to co najmniej nadużycie.
        I ostatnia sprawa: oprócz chęci trzeba mieć warsztat. Drążenie jednej książki i przedstawianie fragmentów z niej jako prawdy objawionej to przejaw grafomiani i lamerstwa.
        Nie pozdrawiam.

  37. Witam,
    zapoznałem się z powyższą ‚ciekawostką historyczną’ jak również z komentarzami. Nie chcę tutaj rozpisywać się na temat czy tzw. ‚obalanie mitów’ jest dobre czy złe. Zastanawia mnie jedna rzecz – dlaczego tak bardzo wierzymy dokumentom niemieckim, z których sączyła się przecież propaganda (m. in. umniejszanie własnych strat, zajmowanie kolejnych miejscowości parokrotnie mniejszymi siłami) a tak trudno zaufać dokumentom polskim, dziennikom Walczących?

  38. O przebiegu starcia na Westerplatte dowiemy się z dwóch źródeł: polskich i niemieckich i oba … nie będą rzetelne. Niemcy zaniżają straty i bagatelizują całą walkę a Polacy wprost przeciwnie. Prawdą jest, że Westerplatte ( i np. Hel) nie miał znaczenia strategicznego więc niespecjalnie Niemcy tam atakowali, ale polska obrona musiała być twarda. Jak inaczej wytłumaczyć, że w dowód uznania dla obrońców idących do niewoli jednostki niemieckie oddawały honory a dowódca mógł nosić w niewoli szablę?

    • Dzięki za komentarz. Trudno się z niem nie zgodzić. Oczywiście, ze obronna Westerplatte były twarda. Niemcy byli zaskoczeni tym, że nie udało im się zdobyć Składnicy w trakcie pierwszego i drugiego ataku i dlatego trzeci szturm generalny były tyle razy przekładany. Nie zmienia to jednak faktu, że po bęckach jakie dostali 1 września później raczej nękali polską załogę niż ją atakowali z zamiarem zdobycia Westerplatte. Wyjątkiem był tutaj nalot z 2 września, który wg niemieckich źródeł spowodował wywieszenie białej flagi.

        • Anonimie, nie jestem pewien czy to pytanie nie jest tylko trollingiem, ale przyjmijmy, że nie. Pomoc nie nadchodziła ponieważ nasze wojsko znajdowało się w odwrocie, więc raczej trudno żeby wysłano (jak?) wsparcie dla Westerplatte.

Dodaj swój komentarz:


Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu e-mail, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.
Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.

Epoki

Kategorie

Facebook


Bądź na bieżąco

Czy wiesz że...


…Święty Hieronim miał co najmniej kontrowersyjne poglądy na wychowanie? Uważał, między innymi, że rodzona matka powinna oddać swoje dziecko teściowej, która na pewno wychowa je lepiej.


…Feliks Dzierżyński zanim został „czerwonym katem”, był prawdziwym pogromcą niewieścich serc? Pewna dziewczyna odebrała sobie nawet życie, gdy Feliks wybrał jej siostrę.


…białoruski prezydent Aleksandr Łukaszenka miał na swoich usługach komando śmierci? Jego członkowie odpowiadali m.in. za niewyjaśnione zniknięcia opozycjonistów.

Więcej w Historia wojskowa
Koszmar każdego sapera...
Najtrudniejszy zawód świata? Trening współczesnych saperów

Dziewięćdziesiąt dziewięć procent nudy i jeden procent przerażenia – tak kapitan Doug Gregory opisał życie sapera w...

Zamknij