Polskie Imperium

Co jeść, gdy jeść nie ma co? Leningradzki survival

Autor: | 7 maja 2012 | 69,958 odsłon

Widok mąki i świeżego białego pieczywa stał się dla Leningradczyków odległym wspomnieniem.Całkiem niedawno pisaliśmy o mieszkańcach oblężonego Leningradu, którzy w desperackiej walce o życie nie cofali się przed kanibalizmem. Zanim jednak do tego doszło, władze miejskie starały się jakimś cudem wyżywić setki tysięcy głodujących. Kiedy kończyło się już praktycznie wszystko, substytuty stawały się naprawdę egzotyczne!

W chwili domknięcia pierścienia oblężenia wokół Leningradu, czyli 8 września 1941 roku, miasto było kompletnie nieprzygotowane. Przybyły na miejsce komisarz z Moskwy odkrył z przerażeniem, że zgromadzone w magazynach  ziarno wystarczy jedynie na około 35 dni, makarony i kasze nawet na krócej, bo tylko na 30 dni, mięso, zarówno to przetworzone, jak i żywy inwentarz, na około 33 dni, a oleje i inne tłuszcze na 45.

Ulice oblężonego Leningradu pełne były kontrastów. Na zdjęciu głodujący mieszkaniec miasta obok dobrze odżywionego. Fotografia z książki "Leningrad. Tragedia oblężonego miasta" Anny Reid (Wydawnictwo Literackie 2012).

Ulice oblężonego Leningradu pełne były kontrastów. Na zdjęciu głodujący mieszkaniec miasta obok dobrze odżywionego. Fotografia z książki „Leningrad. Tragedia oblężonego miasta” Anny Reid (Wydawnictwo Literackie 2012).

Najdłużej, bo aż na 60 dni miał wystarczyć cukier (niemal przez cały ten czas kontynuowano produkcję słodyczy!). Nawet najbardziej zapobiegliwi włodarze przy tak niskich stanach magazynów nie mogliby wyczarować pełnych racji żywnościowych dla około 3,3 miliona przebywających w mieście ludzi.

Jakby mało było problemów, jeden z magazynów, zwany od nazwiska przedrewolucyjnego właściciela składami Badajewa, poszedł z dymem. Mimo oficjalnych informacji o tym, że spłonęły tam stare dokumenty, części zamienne i trochę cukru, mieszkańcy miasta nie dali się zwieść – czuli przecież swąd zwęglonej szynki…

Chleba naszego powszedniego…

Kiedy w magazynach żywności zaczynało już być widać dno, przystąpiono do drastycznych cięć racji żywnościowych oraz szukania substytutów zwyczajnego jedzenia. Najpierw miasto zostało przeszukane wzdłuż i wszerz w celu wykrycia ewentualnych zapomnianych składów.

Kiedy to niewiele dało, w młynach zaczęto zeskrobywać ze ścian i wygrzebywać ze szpar w podłodze pozostałości mąki, z browarów przejęto zapasy słodu, a od wojska paszę dla koni. Pozbawione owsa zwierzęta karmiono brzozowymi gałązkami namaczanymi we wrzątku i posypywanymi solą.

Skonfiskowany słód nie wystarczył na długo.

Skonfiskowany słód nie wystarczył na długo.

Kiedy te zapasy nie wystarczyły, zaczęto sięgać po coraz gorszej jakości dodatki, które mieszano z resztkami mąki, jakie pozostały w mieście. Nurkowie zajęli się wyławianiem barek z ziarnem, które zatonęły w wyniku bombardowania.

Ich zawartość w normalnych warunkach natychmiast by odrzucono – przerośnięte i nadpleśniałe ziarna zaczynały już kiełkować. W obliczu katastrofalnej sytuacji, trzeba było je wykorzystać. Użycie tego ziarna na surowo prowadziłoby do zatruć, jednak kiedy je wysuszono i upieczono z niego chleb, toksyny zostały usunięte dzięki wysokiej temperaturze. Używając tych zamienników, miasto zredukowało dzienne spożycie mąki o ponad połowę.

Późną jesienią substytuty coraz mniej przypominały normalne jedzenie. Stosowane jako pasza dla bydła ziarna lnu, wykorzystywano teraz zupełnie inaczej. Zmielono je i wyprodukowano lekko szarawy makaron.

Tak zwana „masa mięsna” śmierdziała na kilometr i nic nie dawało dodawanie do niej goździków. A co składało się na ów aromatyczny przysmak? W dokach znaleziono dwa tysiące ton owczych jelit, a w garbarni skóry cielęce. Wszystko razem pięknie zmielono w jedną aromatyczno-apetyczną breję.

Jeszcze mniej jedzenia w jedzeniu

Z końcem listopada coraz bardziej trzeba było pompować pieczywo, które z chlebem, do jakiego przywykliśmy, miało już doprawdy niewiele wspólnego. Oprócz mąki dodawano do jego wypieku sprasowane wytłoki bawełniane, a także poddaną procesowi hydrolizy celulozę (człowiek nie posiada enzymów potrzebnych do strawienia zwykłej), która pochodziła ze strużyn sosnowych.

W oblężonym Leningradzie z głodu zmarły setki tysięcy ludzi. Na zdjęcie jeden z zagłodzonych leningradczyków .

W oblężonym Leningradzie z głodu zmarły setki tysięcy ludzi. Na zdjęciu jeden z zagłodzonych leningradczyków .

Bochny wypieczone w ten sposób były bardzo ciężkie, nieco gliniaste, w smaku przypominały trawę, a wypiekać je musiano w dużych blachach. W przeciwnym razie rozpadały się. Formy te wymagały niestety smarowania tłuszczem, bo inaczej chleba nie dałoby się z nich wyjąć. Jak pisze Anna Reid, autorka książki „Leningrad. Tragedia oblężonego miasta”, dziennie zużywano w ten sposób aż dwie tony oleju.

Artykuł powstał w oparciu o książkę "Leningrad. Tragedia oblężonego miasta" Anny Reid, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego.

Artykuł powstał w oparciu o książkę „Leningrad. Tragedia oblężonego miasta” Anny Reid, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego.

Żeby zaoszczędzić bezcenny tłuszcz, chemicy opracowali mieszaninę wody, oleju słonecznikowego i tak zwanych „mydlin”, czyli produktu ubocznego powstałego przy przetwarzaniu olejów spożywczych na paliwo. Cytowany przez wspomnianą autorkę leningradczyk – niejaki Pawłow – wspominał, że nadawała ona bochenkom lekko pomarańczową barwę, ale uszczerbki na jakości były całkowicie do zniesienia, zaoszczędzony olej trafiał zaś do stołówek.

Największym paskudztwem był chyba tak zwany „ekstrakt drożdżowy”. Ta substancja, podobnie jak poddawana hydrolizie celuloza dodawana do chleba, była kolejnym dzieckiem Akademii Leśnictwa. Ów specyfik wyrabiano ze sfermentowanych trocin brzozowych. W trakcie produkcji nadawano im stałą konsystencję i formowano je w duże płaty.

Następnie „ekstrakt drożdżowy” trafiał do kuchni zakładowych i  stołówek pracowniczych, gdzie poddawano go dalszej obróbce. Po rozpuszczeniu w gorącej wodzie i minimalnym przyprawieniu podawano go jako „zupę drożdżową”. Oczywiście ta zupa prawdziwych drożdży nie oglądała nawet z daleka.

W oblężonym Leningradzie każdy dzień był walką o przetrwanie.

W oblężonym Leningradzie każdy dzień był walką o przetrwanie.

Niektóre z tych dodatków wydają nam się z dzisiejszej perspektywy niejadalne, wręcz obrzydliwe. Pamiętajmy jednak o skrajnej desperacji, jaka powodowała leningradczykami w tych trudnych czasach. Liczył się nie smak i apetyczny wygląd, a to, że obrzydliwa breja przedłużała życie o kolejne kilkanaście godzin i dawała nikłą nadzieję na przetrwanie. A to właśnie nadzieja była ostatnim, co pozostało mieszkańcom olblężonego miasta.

Żródło:

Anna Reid, Leningrad. Tragedia oblężonego miasta, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2012.

Z tej książki dowiesz się jak Polacy radzili sobie z głodem w czasie wojny:

Powiedz innym co myślisz:

Aleksandra Zaprutko-JanickaAleksandra Zaprutko-Janicka - Krakowska historyczka i publicystka, współzałożycielka „Ciekawostek historycznych”. Autorka ponad 200 artykułów popularnonaukowych.We wrześniu 2015 roku wydała książkę „Okupacja od kuchni” poświęconą kulinarnemu obliczu II wojny światowej.. Więcej informacji o autorze.

Okupacja
Komentarze do artykułu (41)
  1. Zatrudnijcie kogoś kto potrafi pisać. Macie niesamowicie ciekawe tematy ale bardzo słabe pióro. Naprawdę tragicznie się to czyta, jak wypociny gimnazjalisty. „Największym paskudztwem był chyba” no błagam… A literówek jest tyle, że nie chce mi się zgłaszać wszystkich.

  2. Jeśli nie podoba ci się styl naszych artykułów to możemy tylko ze smutkiem odradzić ci czytanie naszego serwisu. Taki styl odpowiada dziesiątkom tysięcy czytelników, ale przecież wszystkich nigdy nie uda nam się zadowolić. W naszej redakcji regularnie publikują trzy osoby – każda ma swój własny styl. Jeśli żaden Ci nie odpowiada to już nic z tym nie zrobimy…

    A co do pióra gimnazjalistów. Ciekawa konstatacja :). Może trochę przykra, ale przecież każdy ma prawo do swojej opinii. W naszej obronie mógłbym tylko powiedzieć, że mamy na koncie parę książek i łącznie ponad tysiąc artykułów. I ktoś te wszystkie rzeczy na całe szczęście czyta ;-).

    • „Odpowiada dziesiątkom tysięcy ……” palenie papierosów też odpowiada dzieciątkom …. a nie jest zdrowe. Myślę, że dobry styl pisania to coś co wynosi się ze szkoły i lektury a sadząc po zdjęciu autor należy do pokolenia które czytanie książek traktuje jak obrazę honoru.

  3. Świetny artykuł, bardzo ciekawy i dobrze napisany. Oby więcej takich tematów!

    Droga Sylwio, jeśli chcesz poczytać coś wyższych lotów to zapraszam do zbioru poezji poważnej.

  4. Sylwio czy też jak tam naprawdę masz na imię – bardzo łatwo krytykować innych na podstawie swoich własnych opinii, skądinąd o wątpliwej racji bytu i podanych bez uzasadnienia. Może zanim zaczniesz wylewać swoje bolączki pod anonimowym pseudonimem, zwrócisz uwagę na swoje błędy:

    „Zatrudnijcie kogoś kto potrafi pisać. Macie niesamowicie ciekawe tematy ale bardzo słabe pióro. Naprawdę tragicznie się to czyta, jak wypociny gimnazjalisty. „Największym paskudztwem był chyba” no błagam… A literówek jest tyle, że nie chce mi się zgłaszać wszystkich.”

    Artykuł na dobrym poziomie. Ciekawostka natomiast pierwsza klasa. Gratki, że tak kolokwialnie się wyrażę! ;)

    • Magdalena K.,,przyganial kocioł garnkowi,, to przyslowie najepiej okresla takiego marudę i krytykanta cudzego stylu.Słow potocznych można czasami używać, zamiast górnolotnych i banalnych już dziś wyrażeń. Ale,,no błagam…to dopiero ,,gimbaza..telewizyjna…

  5. Na marginesie, artykułu. Wygrzebałem, kiedyś ksero samizdatu, gdzie jeden z obrońców wspomniał, iż bywały chwile, że nie mieli co jeść. Gdy szli na zwiad, profilaktycznie losowali, kto w plutonie będzie żywą konserwą.

  6. Wraca sobie spokojnie człowiek z biblioteki, a tu taka burza pod jego artykułem ;) Dziękuję wszystkim za miłe słowa. Każdy ma prawo do posiadania własnej opinii i wyrażania jej publicznie, wszak żyjemy w wolnym kraju. Nam zostaje przyjmowanie ewentualnej krytyki „na klatę” i ciągła praca nad warsztatem. Tylko malutka prośba: starajcie się pisać, co konkretnie Waszym zdaniem z artykułami jest nie tak,a my w kolejnych tekstach postaramy się zwrócić na to uwagę. Pozdrawiam.

  7. Wybrane komentarze do artykułu z serwisu Wykop.pl: //www.wykop.pl/link/1128879/co-jesc-gdy-jesc-nie-ma-co-leningradzki-survival/

    Lanza: Ja mam swój survival na kilka dni przed dziesiątym każdego miesiąca.

    japewu: Stare przepisy… Mniam! Dobrze że do nich wracamy.

    Widur: @japewu: Od dzisiaj wystrzegam się wędlin z napisem „Tradycyjna receptura”.

    Gluckverheisend: Za czasów ogólniaka nauczyciel opowiadał o „pomysłowości” ludzi w czasie II wojny światowej. Jeśli pamięć mnie nie myli to głównie mówił o okresie wojny zimowej i jak to Finlandczycy wcinali „kisiel” sporządzony z kleju do tapet itp.

    Chyba miał lekkiego (pozytywnego) bzika w tym temacie, bo sporo lekcji poświęcił na ten okres wojny;)

    • Jenak od dziennikarzy, bądź co bądź, ludzi wykształconych, aby teoretycznie, światłych i oczytanych, w TEORII TAK POWINNO BYĆ, wymaga się jakiejś kultury, poziomu, stosowania zasad ortografii i interpunkcji, może ja jestem starej daty, cóż, jak jakiemuś pożal się Boże pisarzynie odpowiada pisanie dla motłochu, to.. winszuję ambicji, tematy macie ciekawe, ale popracujcie nad meteorytyką, błagam, i dbajcie o zachowanie zasad ortografii..

  8. Bardziej interesujący jest fakt: pogardy Stalina i jego ferajny dla własnego narodu. Który przywódca skazałby swój naród na taka tragedię za cenę utrzymania miasta za wszelką cenę. Nawet w wiekach mocno starożytnych poddawano oblężone grody i twierdze w obliczu głodu ich mieszkańców. No cóż Rosja to specyfik jedyny w swoim rodzaju…..i nic się nie zmieniło do tej pory

Dodaj swój komentarz:

Dodaj komentarz


Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu e-mail, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.
Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.

Nasze wydawnictwo

W mrokach średniowiecza Polską rządziły kobiety. I były piekielnie skuteczne

Ich ambicja pozwoliła zbudować imperium. Ich duma unicestwiła królestwo. Bezkompromisowa opowieść przywracająca godność najważniejszym kobietom w dziejach polskiego średniowiecza. Już dzisiaj kup „Damy ze skazą” z autografem autora!

2 listopada 2016 | Czytaj dalej...

Damy ze skazą. Bez nich nie byłoby Polski

Silne, bezwzględne i żądne władzy. Oto historia kobiet, które nie czekały bezczynnie, co przyniesie los. To właśnie one sprawiły, że początki państwa polskiego wyglądały tak, a nie inaczej. Poznaj „Damy ze skazą”, bohaterki naszej najnowszej książki, którą wydajemy wspólnie ze Znakiem Horyzont.

30 października 2016 | Czytaj dalej...

Epoki

Kategorie

Facebook


Polecamy

Mala zbrodnia - pion

Czy wiesz że...

szarlatan
…rosyjscy szarlatani przed wiekiem serwowali chorym makabryczne terapie? Przykładowo wenerycy mogli trafić nawet na 5 dni do kupy gnoju.

miniaturka-2
…przy stole plenarnym podczas obrad Okrągłego Stołu zasiadały tylko dwie kobiety i aż trzech biskupów? Na ponad siedemset osób, które w sumie wzięły udział w obradach, było zaledwie pięćdziesiąt pięć kobiet.

plague_victims
…japoński wydział  zapobiegania epidemiom i oczyszczania wody Armii Kwantuńskiej tak naprawdę zajmował się eksperymentami na ludziach? By odczłowieczyć „pacjentów”, nazywano ich „kłodami drewna”.