Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Koń jaki jest, każdy widzi. Emerytowany!

Ułańska defilada! (w Kraśniku)Z koniem kawalerzysta spędzał więcej czasu niż z własną żoną. To z jego grzbietu oglądał świat i właśnie na nim zdobywał sławę. Wraz z upływem lat zażyłość pomiędzy wierzchowcami, a ich jeźdźcami wzrastała, aż w końcu nadchodził TEN czas i trzeba było się pożegnać z koniem, który z powodu swojego wieku nie mógł dalej służyć w wojsku. Co poczynano z takimi długoletnimi przyjaciółmi?

Koniom kawaleryjskim po zakończonej karierze trzeba było jakoś zabezpieczyć byt. Najczęściej wystawiano je na licytację i wędrowały do nowych właścicieli. Część takich zwierząt znalazła się przykładowo w posiadaniu nieświeskich dorożkarzy. Choć już nie służyły w wojsku, konie nie zapomniały co to znaczy marszowy krok i trąbka sygnalisty.

Ułańskie konie miały za sobą wieloletni trening, o którym rzecz jasna nie zapominały na "emeryturze".

Ułańskie konie miały za sobą wieloletni trening, o którym rzecz jasna nie zapominały na „emeryturze”.

Kiedyś zdarzyło się, że na placu miejskim w Nieświeżu defilował 27. Pułk Ułanów,  a jego trębacz odegrał sygnał  zbiórki. W miejscu postoju dorożek powstał niesamowity chaos, bowiem dawne konie wojskowe chciały popędzić do ułanów na zbiórkę i stanąć w szeregu dumnych, okulbaczonych wierzchowców. Dopiero sygnalista, który zagrał  sygnał „stój!” opanował sytuację i zatrzymał karych i gniadych emerytowanych wojskowych.

Wesołe jest życie końskiego staruszka

Choć lokatorzy pułkowych stajni regularnie się zmieniali, to jednak wśród wojskowych koni bywały i takie, które dożywały swoich dni w macierzystej jednostce.

1. Pułk Ułanów Krechowieckich miał swojego – a jakże – Krechowiaka. Koń ów należał do dowódcy pułku. To właśnie z jego grzbietu pułkownik Bolesław Mościcki dowodził swoimi kawalerzystami w bitwie pod Krechowcami i jeździł na nim aż do swojej śmierci.

Zgodnie z tradycją, Krechowiak w kondukcie żałobnym odprowadzał swojego właściciela na miejsce ostatniego spoczynku. Przez jakiś czas koń mieszkał w podwarszawskim majątku księżnej Franciszki Korybut-Woronieckiej.

Prawda to dobrze znana, że gdy się położy serce ułana na dłoni, to w nim na pierwszym miejscu zawsze będzie dziewczyna, a przed nią tylko… koń (Na fotografii: przysięga pułku ułanów w Gnieźnie w 1919 roku).

Prawda to dobrze znana, że gdy się położy serce ułana na dłoni, to w nim na pierwszym miejscu zawsze będzie dziewczyna, a przed nią tylko… koń (Na fotografii: przysięga pułku ułanów w Gnieźnie w 1919 roku).

Kiedy jednak Krechowiacy zostali na powrót sformowani, już jako wojsko Rzeczypospolitej, koń wrócił do pułku, stając się wierzchowcem każdego kolejnego dowódcy. Od 1920 roku istniała nawet tradycja, według której przekazanie Krechowiaka jest jednym z nieodzownych elementów ceremoniału oddania pułku pod komendę nowemu dowódcy.

Starzejący się z roku na rok koń znał regulamin lepiej niż niejeden młody ułan. Oficjalnie wciągnięto go na listę zasłużonych, a Ministerstwo Spraw Wojskowych osobnym rozkazem przyznało mu dożywotnią rację żywnościową.

Czy wiesz, że ...

...chcąc zwrócić na siebie uwagę i skłonić Hitlera do małżeństwa z nią, Ewa Braun dwukrotnie próbowała popełnić samobójstwo, w 1932 i 1935 roku. Mimo to Hitler pozostawał niewzruszony na jej wołanie o uwagę i nie zamierzał wchodzić z nią w formalny związek.

...w latach międzywojennych w warszawskim Mirowie było tak niebezpiecznie, że do dzielnicy przylgnęła nazwa Dzikiego Zachodu? Utrzymała się ona zresztą jeszcze długo po wojnie.

…pierwowzorem stereotypowego fryzjera geja był polak Antoni Cierplikowski? Żona tego króla fryzjerów musiała patrzeć, jak trwonił pokaźny majątek na utrzymanków.

...największy zjazd monarchów przed I wojną światową odbył się z okazji pogrzebu króla Wielkiej Brytanii Edwarda VII? Zgromadzeni władcy dalecy byli jednak od żałobnego nastroju.

Komentarze (2)

  1. Członek redakcji | Redakcja Odpowiedz

    Komentarz z serwisu wykop.pl:

    histeryk_13:

    Wstyd się przyznać, ale o tej historii z Kasztanką chyba nigdy wcześniej nie słyszałem. O reszcie już tak, bo czytałem książkę Jaźwińskiego, którą polecam, ciekawa lektura, do tego teraz w bardziej poręcznym formacie (mam też pierwsze wydanie Tetragonu).

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.